Szmalcownicy Warszawscy, 1939-1942

SZMALCOWNICY WARSZAWSCY, 1939-1942

Zeszyty Historyczne, Instytut literacki,

Paryz, marzec 2003.

Zeszyt sto czterdziesty trzeci

Redakcja

Biblioteka “Kultury”, tom 522

ISSN 0406-0393

ISBN 2-7168-0190-8

Strony 85 – 117

_______________________________________________________________________________________

DOKUMENTY

Jan Grabowski

SZMALCOWNICY WARSZAWSCY, 1939-1942*


Stosunki polsko-żydowskie należą do najbardziej drażliwych tematów w najnowszej historii Polski. Pomimo ogromnych zmian, jakie zaszły w świadomości Polaków w ciągu ostatnich lat, negatywne stereotypy (tak z jednej, jak i z drugiej strony) nadal cieszą się niepokojącą popularnością. Próby spojrzenia na mniej znane, a co bardziej kontrowersyjne aspekty polsko-żydowskiej koegzystencji lat wojny i okupacji budzą szczególne emocje. Szmalcownictwo należy do tematów, które polscy historycy jak dotąd obchodzili szerokim łukiem[1]‘. Nieobecne w piśmiennictwie naukowym zjawisko szmalcownictwa doczekało się jednak stosunkowo licznych

_____

* Chciałbym wyrazić gorące podziękowanie dr Barbarze Engelking-Boni oraz Andrzejowi Lifschesowi za wnikliwą lekturę pierwszych wersji poniższego tekstu i za pomocne sugestie i komentarze. Za pozostałe błędy pełną odpowiedzialność ponosi autor. Pragnę również podziękować pracownikom Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy oraz pracownikom Sekcji Rękopisów Biblioteki Narodowej, którzy umożliwili mi zrozumienie budowy zespołów oraz okazali wielką pomoc w konsultacji materiałów. Praca ta jest częścią większego, znajdującego się w przygotowaniu studium, poświęconego marginesowi społecznemu okupowanej Warszawy.

[1]. Do prac naukowych, w których wspomniano (choć pobieżnie) problem szmalcownictwa, należą książki Tomasza Szaroty: „Okupowanej Warszawy dzień powszedni”, Warszawa 1978, „Życie codzienne w stolicach okupowanej Europy”, Warszawa 1995 oraz niedawno wydana praca „U progu Zagłady. Zajęcia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie”, Warszawa 2000.

Str 85

—————————–

wzmianek w literaturze pamiętnikarskiej dotyczącej okresu wojny. Co więcej, jeżeli sądzić po publikowanych w prasie artykułach dotyczących sytuacji cudzoziemców przebywających nielegalnie w Polsce, określenie „szmalcownik” miałoby swoje raison d’etre również i we współczesnej polszczyźnie.

Mimo to, na próżno byśmy jednak szukali tego słowa w 13-tomowej encyklopedii wydanej w latach 60-tych. Hasła tego nie znajdziemy również w stosunkowo niedawno wydanej 6-tomowej encyklopedii PWN. „Słownik języka polskiego” Mieczysława Szymczaka zachowuje na ten temu podobną powściągliwość. Podobnie „Leksykon PWN”, „Słownik ortograficzny języka polskiego” oraz „Popularny słownik języka polskiego”. Jedynie ze słownika Doroszewskiego możemy się dowiedzieć, że „szmalcem nazywano za okupacji hitlerowskiej okup wymuszany na kimś, zwykle na Żydach, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce Gestapo”. Natomiast szmalcownikiem był ten, kto „wymuszał na kimś okup, zwykle na Żydzie, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce Gestapo “[2]. Powyższe zestawienie skłania do dwóch wstępnych obserwacji. Fakt, iż powstała potrzeba wynalezienia odrębnego słowa na określenie ludzi zajmujących się zawodowo szantażowaniem Żydów, zdaje się świadczyć o niebagatelnych rozmiarach tego zjawiska. Z kolei milczenie, jakim szmalcownictwo otoczone jest w polskich encyklopediach, świadczyć może (choć nie musi) o głębi skojarzonego z nim wstydu i zażenowania. Obok szmalcownictwa rozumianego jako żądanie okupu w artykule zwrócimy również uwagę na bandytów, dokonujących napadów i rabujących Żydów, grożąc ofiarom wydaniem w ręce okupanta, bądź też podając się za agentów Gestapo.

Historykowi szukającemu odpowiedzi na pytania dotyczące szantażowania i denuncjacji Żydów w sukurs przychodzą tzw.. „archiwa represji”, czyli dokumenty wytworzone przez okupacyjne władze niemieckie[3]. W naszym przypadku chodzi głównie o akta sądów okupowanej Warszawy. Fakt, że

_____

[2]. W. Doroszewski (red.) „Słownik języka polskiego”, Warszawa 1966.

[3]. W zgodzie z polskimi przepisami o ochronie danych osobowych nazwiska aresztowanych, oskarżonych, podejrzanych, świadków i policjantow zostały zmienione.

Str 86

—————————–

Niemcy kierowali oskarżenia przeciwko szantażującym Żydów szmalcownikom może, na pierwszy rzut oka, budzić zdziwienie. W zasadzie tak Niemcy, jak i szmalcownicy żyli w swoistej symbiozie; podczas gdy jedni wyłapywali Żydów z pobudek ideologicznych, drudzy robili to dla pieniędzy. Niemniej przeto, w specyficznych sytuacjach, wytoczenie sprawy karnej nie należało do rzadkości. Sprawy karne o „szmalcownictwo” trafiały bowiem na wokandę sądu w czterech wypadkach: z racji bezprawnego podawania się za Gestapo, w trakcie szantażowania Polaków błędnie oskarżonych o żydowskie pochodzenie, na skutek podejrzenia o szerzenie korupcji wśród urzędników niemieckich, oraz w o wiele rzadszych wypadkach, kiedy to ze skargą na szantażystów zgłosili się na policję sami Żydzi. Te ostatnie przypadki zdarzały się od czasu do czasu w pierwszym roku okupacji; w latach następnych, w miarę narastania represji antyżydowskich, zanikły zupełnie.

Podstawa źródłowa i kwestie metodologiczne

Praca niniejsza oparta jest w dużej mierze na liczącym sobie ponad 5 tys. teczek zespole prokuratury przy warszawskim Sądzie Specjalnym (Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau)[4]. W zespole Sądu Specjalnego odnaleźliśmy 330 teczek związanych z tzw. „sprawami żydowskimi” (głównie z lat 1939-1941), a wśród nich czterdzieści osiem procesów o wymuszenia (Erpressung), których ofiarą padli warszawscy Żydzi[5]. Sąd Specjalny, mieszczący się z początku przy Nowym Świecie 69, potem na Długiej 7, a jeszcze później przeniesiony do Pałacu Bruhla, zajmował się spra-

_____

[4]. Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy (AMSW), Prokuratura przy Sądzie Specjalnym w Warszawie (1940-44). Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau, dalej: AMSW, SSW, teczki 1248, 1249, 1250, 1298. Deutsches Gericht Warschau, dalej: AMSW, DGW; Zespół Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau), dalej: AMSW, SGW.

[5]. Poza procesami „szmalcowniczymi” do spraw „żydowskich” zaliczyliśmy m.in. dochodzenia o nienoszenie opasek z gwiazdą Dawida, o szmugiel do getta, o łamanie cen ustawowych, o przejęcie mienia żydowskiego i o fałszowanie pieniędzy w getcie.

Str 87

—————————–

wami mającymi związek z łamaniem ustaw specjalnych okresu wojny, wliczając w to przestępstwa gospodarcze. Sondergericht interesował się też sprawami, w które wplątani byli k, obywatele niemieccy (Reichsdeutsche) lub Volksdeutsche. Niemieckie sądy specjalne, powołane do życia wkrótce po zdobyciu władzy przez partię hitlerowską, miały czuwać nad „właściwą” interpretacją istniejących praw i dbać o to, by „wrogowie Rzeszy Wielkoniemieckiej” karani byli zgodnie z duchem prawa, a niekoniecznie z jego literą[6].

Prokuratura niemiecka mogła skierować do Sondergerichtu każdą sprawę, którą uznała za zbyt ważną, aby jej rozpatrzenie zostawić polskim sądom grodzkim[7]. Biorąc pod uwagę bezustannie rozszerzany zakres dochodzeń w sprawach o przestępstwa o charakterze gospodarczym (Kriegswirtschafrsverbrechen), na wokandę warszawskiego Sondergerichtu trafiały sprawy dotyczące kłusownictwa, kradzieży węgla ze składów kolejowych, kradzieży prądu (tzw. pajęczarstwa) oraz mnóstwa innych wykroczeń[8]. Wśród tych ostatnich znalazły się dziesiątki spraw dotyczących szantażowania Żydów i napadów na żydowskie mieszkania. Zespół prokuratury zawiera materiały dochodzeniowe przesyłane przez policję granatową i niemiecką do sądu oraz korespondencję z adwokatami i z sędziami. Zespół dopełniają akta Sądu Specjalnego oraz Sądu Niemieckiego (Deutsches Gericht) w Warszawie. O ile niektóre teczki z dwóch ostatnich zespołów były znane polskim historykom, o tyle zespół Prokuratury przy Sądzie Specjalnym

_____

[6]. Uroczyste otwarcie sądów niemieckich w Warszawie nastąpiło 11 kwietnia 1940 r. w asyście generalnego gubernatora Hansa Franka oraz bawiącego z tej okazji w GG ministra Rzeszy Seyss-Inquarta. Podaję za W. Bartoszewskim („1859 dni Warszawy”). Według Ludwika Landaua, Hansa Franka w Warszawie przy tej okazji nie było; patrz: „Kronika lat wojny i okupacji”, Warszawa 1962, t. 1, s. 404. Nieco więcej informacji o sądach niemieckich w okupowanej Polsce (choć nie o warszawskim Sondergericht) można zasięgnąć z książki Czesława Madajczyka: „Polityka Trzeciej Rzeszy w okupowanej Polsce”, Warszawa 1970, t. 2, s. 245-250.

[7]. L. Landau, „Kronika”…, t. 1, s. 122.

[8]. Sondergericht rozpatrywał też liczne sprawy przeciw warszawskim prostytutkom, oskarżonym o zarażenie żołnierzy niemieckich chorobami wenerycznymi. Według Sądu Specjalnego, działalność taka groziła gotowości bojowej niemieckich sił zbrojnych i kwalifikowana była jako „umyślne uszkodzenie ciała”.

Str 88

—————————–

nie był, jak dotąd, przez badaczy wykorzystany. W celu porównania sytuacji warszawskiej z innymi miastami okupowanej Polski sięgnąłem nadto do zespołów archiwalnych ciechanowskiego oraz łódzkiego Gestapo[9].

Akta Staatsanwaltschaft obejmują miasto i dystrykt warszawski. W wyjątkowych jedynie przypadkach, z okazji śledztw w sprawach „odpryskowych”, treść materiałów rozciąga się na dalsze tereny. Dlatego też wnioski wyciągane na podstawie analizy akt Sądu Specjalnego nie mogą stać się podstawą uogólnień dotyczących całości polskich ziem okupowanych, bądź też całego Generalnego Gubernatorstwa. Praca poniższa i wypływające z niej wnioski odnoszą się do wyłącznie do dystryktu warszawskiego. Żasięg chronologiczny niniejszego studium obejmuje z jednej strony zimę 1939/1940, kiedy to pierwsze sprawy „szmalcownicze” trafiły na wokandy sądów warszawskich, a z drugiej – wielką deportację ludności getta do obozów zagłady z lata 1942. O ile w latach 1940-1941 sprawy „żydowskie” stanowiły prawie 10% zespołu Staatsanwaltschaft, o tyle od jesieni 1942 można je liczyć już tylko na sztuki.

Równie istotna jest kwestia terminologii; w poniższym opracowaniu zwróciliśmy szczególną uwagę na ludzi szantażujących Żydów i na „spokrewnionych” z nimi rabusiów, terroryzujących ludność żydowską. Równie dobrze można było rozszerzyć zakres badań o ludzi denuncjujących Żydów z poczucia obowiązku, z pobudek ideologicznych bądź osobistych. Ż niejakim wysiłkiem (choć nadal pozostając w zgodzie z definicją Doroszewskiego) można by do grupy szmalcowników dołączyć osobników udających gestapowców i wyłudzających pieniądze od pogrążonych w rozpaczy rodzin aresztowanych bądź wziętych w łapankach „aryjskich” mieszkańców stolicy[10]

_____

[9]. Instytut Pamięci Narodowej (IPN), zespól 148, Gestapo Ciechanów (Geheime Staatspolizei Zichenau) oraz IPN Łódź, Zespól 1-Gestapo Łódź (Geheime Staatspolizei, Litzmannstadt).

[10]. Tego typu dochodzenia również trafiały do warszawskiego Sondergerichtu. Szmalcownicy żerujący na Polakach obiecywali zwolnienie osób osadzonych w obozach koncentracyjnych lub w obozach pracy. Za swój wysiłek pobierali wynagrodzenie od 400 do 4000 zł. Na uwagę zasługują dochodzenia przeciw Karolowi Nieszporemu (przesłuchanie z dnia 4 kwiet-

Str 89

—————————–

Archiwa represji, do jakich niewątpliwie zaliczają się badane zespoły akt sądowo-policyjnych, z samej swojej natury pomniejszają skalę kryminalnych zachowań. Jest to prawdą w wypadku przestępczości pospolitej i jest to jeszcze bardziej widoczne w przypadku afer szmalcowniczych. Na każdego szmalcownika, który stanął przed niemieckim sądem, przypadało wielu takich, którzy nie popełnili błędu przy identyfikacji ofiary, których ofiary nie miały śmiałości zgłosić się na policję, bądź też takich, którzy nie wciągnęli w sferę swojej działalności skorumpowanych urzędników niemieckich[11].

Lęk przed szantażem i przed denuncjacją towarzyszył warszawskim Żydom przez cały okres okupacji. Ukrywających się Żydów można z grubsza podzielić na dwie kategorie: tych którzy „chodzili”, i tych, którzy chodzić nie mogli. „Chodzący” Żydzi obdarzeni byli zazwyczaj dobrym wyglądem: jasną karnacją i blond włosami [12]. W getcie przeprowadzano specjalne ankiety i badania, których celem było zidentyfikowanie i opisanie cech, które przesądzały o „żydowskości” ich posiadacza. Koniec końców stwierdzono, że Żyda można było

_____

nia 1941) oraz Antoniemu-Albertowi Kalembie (19 luty 1942). AMSW, SSG 1750 (1720) i 1537 (1388). Co ciekawe, drugi z oskarżonych istotnie służył w policji pomocniczej i był tłumaczem dla Gestapo, ale władze niemieckie miały mu za złe, że bezprawnie przypiął sobie swastykę (Polacy nie mieli prawa nosić swastyki) oraz równie bezprawnie udawał funkcjonariusza Gestapo.

[11]. W opracowaniu pominęliśmy również bandyckie napady na Żydów, w których motyw „rasowy” nie został w taki czy inny sposób uwypuklony. Bandytyzm był w końcu plagą dotykającą wszystkich mieszkańców miast i wsi okupowanej Polski. Pominięte zostały również napady na tle rasowym, ale mające raczej cechy pogromu niż próby wymuszenia i szantażu. O nastrojach pogromowych w okupowanej Warszawie wiosną 1940 r. pisał obszernie Tomasz Szarota w książce, „U progu Zagłady…”. Przykładem takiej sytuacji jest proces Jerzego Pawlaka, skazanego przez Deutsches Gericht na pięć miesięcy więzienia za to, że „wespół z innymi, w dniu 27 marca 1940, na ul. Rynkowej w Warszawie kradł różne rzeczy wyciągnięte z żydowskich sklepów”. AMSW, Zespół Sądu niemieckiego (Deutsches Gericht – DG), teczka 216.

[12]. H. Szereszewska, „Krzyż i Mezuza”, Warszawa 1993, s. 290, 300301. „Niestety, rozpowszechniła się instytucja «szmalcowników», ludzi pochodzących przeważnie z nizin społecznych, których głównym «zajęciem» była wyszukiwanie ukrywających się Żydów. Za milczenie żądali haraczu. Ludzie płacili, bo co innego mieli robić”. L. Guz, „Targowa 64. Dziennik 27 1 1943 – 11 IX 1944″, Warszawa 2001, s. 162.

Str 90

—————————–

odróżnić na podstawie kształtu nosa, po włosach i po oczach. Najpewniejszym wyróżnikiem w wypadku mężczyzn było, bez wątpienia, stwierdzenie obrzezania. Niebawem w getcie (jak i po aryjskiej stronie) powstał czarny rynek usług chirurgicznych, których celem było „poprawienie” nosa bądź też rekonstrukcja napletka. W obu wypadkach sukcesy były raczej skromne, gdyż operacje przeprowadzano w prymitywnych warunkach. Nierzadko operacje kończyły się niepowodzeniem lub wręcz okaleczeniem pacjenta[13]. Kobiety farbowały włosy na blond, ale i ten sposób miał swoje wady, gdyż szmalcownicy zaczęli zwracać baczną uwagę na ciemne odrosty. Jednak nawet najbardziej „aryjsko” wyglądający Żydzi musieli zachować daleko idącą czujność. Równie ważne jak wygląd były specyficzne atrybuty zachowania się na mieście; śmiałe spojrzenie, zdecydowany krok, wyprostowane plecy. Wedle cytowanych przez Emanuela Ringelbluma „ekspertów rasowych” najtrudniejsze do ukrycia były „żydowskie oczy”, pełne bólu i smutku. Tymczasem ani na kryjący się w oczach ból, ani na smutek lekarze warszawscy nie znali remediów.

Jakkolwiek bolesne może się to wydawać polskiemu czytelnikowi, dla wielu ukrywających się w Warszawie Żydów poruszanie się po mieście niosło ze sobą wielkie ryzyko dekonspiracji ze strony polskich współobywateli. W oczach przeciętnego Niemca stereotyp Żyda kojarzył się przeważnie z rysunkami z Der Sturmer, a nie ze zasymilowanymi i „normalnie” ubranymi przechodniami na ulicach Warszawy. Natomiast wielu Polaków potrafiło rozpoznać Żyda na podstawie wieloletniego doświadczenia i bliskich kontaktów[14]. Co gorsza, nie tylko trudniący się tym zawodowo szmalcownicy, ale i zwykli przechodnie wychowani w duchu

antysemityzmu, gotowi byli przyłożyć rękę do zaaresztowania „wroga rasowego”[15]. W aktach prokuratury Sądu Specjalnego

_____

[13]. E. Ringelblum, „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej”, Warszawa 1988, s. 82-83.

[14]. H. Szereszewska, op.cit., s. 324.

[15]. Szmul Rajngewand, aresztowany w 1941 r. w pociągu za brak gwiazdy Dawida zapewniał, że zdjął opaskę, bo „kiedy siedział w przedziale wśród Polaków, to ci narzekali, że musieli jechać z Żydem” (als ich

Str 91

—————————–

odnajdujemy liczne meldunki policyjne dotyczące zatrzymań Żydów przebywających bez opaski poza obrębem dzielnicy żydowskiej. Typowe doniesienie składało sic z krótkiej notki zawierającej personalia aresztowanego[16]. W niektórych jednak wypadkach notce towarzyszył obszerniejszy formularz tzw. «doniesienie» (Strafanzeige) zawierające (obok personaliów zatrzymanego) krótką relację opisującą przebieg zatrzymania. Na trzydziestu pięciu zatrzymanych Żydów, których Strafanzeige udało mi się odnaleźć, dwudziestu dziewięciu „wpadło” na skutek denuncjacji przechodniów, znajomych, granatowych policjantów, tramwajarzy bądź pracowników kolei podmiejskiej. Warto tu przytoczyć protokół przesluchania plutonowego policji polskiej Zygmunta Łoszaka, którego służba polegała na pilotowaniu tramwaju linii 17 przez dzielnicę żydowską. „Zauważyłem w tymże tramwaju (już po stronic aryjskiej) w czasie sprawdzania wagonu tramwajowego na ul. Bonifraterskiej nieznaną mi kobietę podobną do żydówki. Podszedłem do niej pytając się jej o dowód osobisty, kobieta ta oświadczyła, że nie posiada przy sobie żadnych dowodów, następnie kobietę tę wysadziłem z tramwaju poznając, że jest żydówką i doprowadziłem do IV Kom. P.P. „Ucznia krawieckiego Szlomę Kania aresztowano dnia 14 kwietnia 1941 o godz. 15.10, gdy „usiłował przejechać tramwajem linii 3 z dzielnicy żydowskiej do dzielnicy aryjskiej, bez opaski i przepustki”. W «doniesieniu» granatowy policjant dopisał: „Usiłował dostać się na dzielnicę aryjską w celu kupna chleba… tłumaczenie się podejrzanego nie zasługuje na wiarę”[17]. 21-letnią Malę Herman, poruszającą się po Warszawie z fałszywym Ausweisem, wydał znajomy sprzed wojny[18]. Mieszkającą na Kruczej 16 Mirlę Hochbaum wydał w ręce policji również znajomy, a 14-letniego Arona Birnbau-

_____

unter den Polen sass, schumpften die Polen dass sie mit einem Juden fahren mussten). IPN, Gestapo-Zichenau (dalej IPN, GZ), 148/teczka 10294. Rajngewand został skazany wpierw na obóz pracy, a następnie wysłany do Oświęcimia, gdzie zginął.

[16]. Takich “krótkich” teczek są w zespole dziesiątki. Tytułem przykladu: AMSW. SSW, teczki 1248. 1249, 1250, 1298.

[17]. AMSW, SSG. 1827 (1740); AMSW, SSG 1508 (1363).

[18].  AMSW, SSG, 3 marzec 1941, 1727, (1698).

Str 92

—————————–

ma, z ulicy Niskiej – przypadkowi przechodnie[19]. Tych kilka wypadków (a można ich, w miarę pracy nad zespołem warszawskiej prokuratury, znaleźć niepokojąco wiele) przedstawiłem celem uwypuklenia zagrożeń, jakie czekały na poruszających się bez opaski Żydów ze strony ich aryjskich współobywateli. Cytowane przypadki nie są ostatecznym dowodem na powszechność zachowań „denuncjatorskich” (w tym celu należałoby powiększyć podstawę źródłową), ale mogą potwierdzać zasadność lęków wyrażonych przez autorów wielu wspomnień z tego okresu[20].

W sześciu przypadkach aresztowania dokonali funkcjonariusze lub obywatele niemieccy. O ile jednak Żydzi przekazani przez Polaków w ręce policji przebywali poza gettem incognito, bez opaski, o tyle wszystkie osoby aresztowane przez Niemców nosiły prawem przepisane opaski z gwiazdą Dawida. Niemcy interweniowali wtedy, kiedy Żydzi nosili opaski w sposób nieprzepisowy (tzn. poniżej łokcia, lub zrolowane na ramieniu), a Polacy najwyraźniej potrafili rozpoznać Żyda na podstawie doświadczenia. Doniesienia policyjne stanowią jedno z nielicznych „kwantyfikowalnych” źródeł, do których odwołać może się historyk, pragnący umiejscowić pamiętniki ocalonych z zagłady w historycznym kontekście. 0 ile świadectwa okupacyjne (głównie relacje ocalonych z zagłady Żydów dostarczają nam wielu dowodów świadczących o strachu i obawach ukrywających się, o tyle trudno jest historykowi przesądzić wyłącznie na ich podstawie o powszechności tego rodzaju zachowań[21].

_____

[19]. AMSW, SSG 1848 (1808). 9 październik 1941; 1241 (1192), 5 luty 1941.

[20]. Podobne dane wyłaniają się ze statystyk Rejencji Ciechanowskiej (Regierungsbezirk Zichenau). W zespole ciechanowskiego Gestapo zachowało się ponad trzysta „spraw żydowskich”, które miałem okazję przejrzeć. Znaczny udział Polaków w wykrywaniu i denuncjowaniu ukrywających się Zydów nie ulega, niestety, wątpliwości.

[21]. Wedle niektórych świadectw lęk przed szmalcownikami był większy niż samo zagrożenie. Jeden z ocalonych z getta Żydów pisał po latach, że problem szmalcownictwa wyolbrzymiono: „Wrażenie istnienia rozgałęzionego i zakorzenionego antysemityzmu stwarzała natomiast działalność szmalcowników, często działających z poduszczenia hitlerowskiego, którzy prześladując osoby zdradzające swym wyglądem żydowskie pochodzenie, niczym pijawki wysysali okupy ze swych ofiar, nader często doprowadzając

Str 93

—————————–

Początki szmalcownictwa, jesień-zima 1939

Sezon polowania na Żydów nastał wraz z zajęciem Warszawy przez wojska niemieckie. Już pierwsze dni dostarczyły licznych dowodów niemieckiej brutalności i pogardy wobec Żydów. A to z kolei nie pozostawiało wątpliwości co do miejsca tej społeczności w ramach nowego hitlerowskiego porządku w okupowanej stolicy. Przykład dla szmalcowników szedł z góry: policja niemiecka zajęła się bogatymi Żydami już w pierwszych dniach października. Członkowie stacjonującej w Warszawie Einsatzgruppe rozpoczęli prewencyjne aresztowania ludzi, którzy mogli uciec za granicę lub którzy mieli za granicą wpływowych krewnych, mogących wpłacić okup za uwolnienie bliskich. W ślad za policją pojawili się przedstawiciele firm niemieckich, skorzy do przejęcia „aryzowanych” przedsiębiorstw[22], a za nimi przyjechali z Niemiec wielorakiej maści hochsztaplerzy i szumowiny[23]. Rychłe wprowadzenie na terenie Generalnej Guberni specjalnych ustaw antyżydowskich uzmysłowiło wszystkim, że ludność

_____

je potem do rąk Gestapo. Samo istnienie tych szantażystów prowadziło do wyolbrzymienia wyobrażeń o niebezpieczeństwach przebywania po «aryjskiej» stronie i niesłusznej opinii o masowości przejawów antysemityzmu”. Władysław B. Pawlak, „Urodzeni w Warszawie”, Warszawa 1986, s. 93.

[22]. AMSW, SSG, między innymi teczki 145 (127); 625 (493); 657 (503); 1000 (1071); 1747 (1717).

[23]. Kwestia ta wychodzi poza ramy tej pracy, ale w aktach prokuratury odnajdujemy wiele przykładów Niemców rabujących Zydów „w majestacie prawa”, powołujących się na przepisy o wywłaszczeniu właścicieli żydowskich. Oto wypis z notatki sporządzonej przez sierżanta Józefa Piaseckiego z II komisariatu PP w dniu 18 listopada 1940 r. „dnia 21 X 1940 do VII komisar. PP zgłosił się Bisce Maksymilian z  zawodu kupiec,  narodowości niemieckiej, zamieszkały w Warszawie przy ul. Al. Jerozolimskie 43 m. 27 i zameldował, że tegoż dnia, około godziny 14:30 zatrzymał na ul. Krochmalnej dwóch żydków, z których jeden niósł na plecach dwa worki, drugi zaś usiłował wyjechać na ulicę z bramy domu nr 45 wózkiem rowerowym, na którym znajdował się bagaż. Żydów tych zatrzymał i doprowadził do lokalu VII Komisarjatu PP wraz z bagażem, który zawierał buteleczki z esencją, pudełeczka z farbami do wyrobów cukierniczych i dwie brytwanny”. Do aresztu trafiło dwóch właścicieli fabryki wyrobów cukierniczych przy ul. Żelaznej 67: Izaak i Abraham Stopniccy. Na oczach gapiów niemiecki kupiec przejął skromne mienie żydowskich kupców i doprowadził do ich aresztowania.

Str 94

—————————–

żydowska została wyjęta spod prawa. Po pierwszych miesiącach konfuzji sami Żydzi również zrozumieli, że nie mogą spodziewać się pomocy ze strony policji. Co gorsza, już wkrótce się okazało, że wielu skorumpowanych „granatowych” policjantów weszło w porozumienie z gangami szmalcowników, ofiarowując im opiekę i informacje w zamian za część wyłudzonych od Żydów pieniędzy. Pierwszym krokiem ułatwiającym szmalcowniczy proceder było wprowadzenie późną jesienią 1939 nakazu noszenia przez Żydów opasek w gwiazdą Dawida. Obowiązkowi temu podlegali wszyscy Żydzi (bez względu na wyznanie) powyżej dziesiątego roku życia. Wraz z zagęszczaniem się atmosfery terroru rosły kary nakładane na Żydów nie stosujących się do zarządzeń władz. Wraz z wyższymi karami rosło szmalcownicze zagrożenie. Brak opaski z gwiazdą Dawida karany był z początku aresztem i grzywną. O ile kary pieniężne wynosiły (do połowy 1941 r.) ok. 30-150 zł, o tyle towarzyszący im areszt śledczy stanowił okrutną i zazwyczaj trwającą kilka tygodni karę. Na terenach północnego Mazowsza (wcielonego do Rzeszy) za brak opaski karano śmiercią już od końca 1939 r. Od jesieni 1941 opuszczenie dzielnicy żydowskiej w Warszawie podlegało karze śmierci[24]. Drugim krokiem mającym na celu marginalizację ludności żydowskiej było wprowadzenie restrykcji majątkowych. Zamożniejszych Żydów zmuszono do przekazania, środków produkcji w ręce „aryjskich” Treuhänderów; ubożsi musieli zarejestrować u władz policyjnych wszystkie posiadane kosztowności[25]. Od wiosny 1940 r. zaczęła się masowa przeprowadzka Żydów w granice nowo utworzonej dzielnicy żydowskiej. 15 listopada getto zostało zamknięte, a pobyt Żydów poza jego granicami – zakazany. W miarę narastania usankcjonowanego bezprawia narastało poczucie

_____

[24]. Rozporządzenie Hansa Franka z dnia 15 października 1941 oraz zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera z 10 listopada 1941, opublikowane w Nowym Kurierze Warszawskim 12-13 listopada 1941. Cyt. za: W. Bartoszewski, „1859 Dni Warszawy”, s. 236, oraz W. Bartoszewski, „Warszawski pierścień śmierci, 1939-1944″, Warszawa 1967, s. 118.

[25]. Zarządzenie z dnia 24 stycznia 1940 r. o „zgłoszeniu żydowskiej własności w Generalnej Guberni” (Anmeldung des judischen Vermogens im GG).

Str 95

—————————–

bezradności wśród warszawskich Żydów, a na nim zaczęli żerować przestępcy, którzy już niebawem ochrzczeni zostali mianem szmalcowników.

Portret szmalcownika

Wśród badaczy okresu okupacji panuje przekonanie, że szantażyści wywodzili się spośród „mętów” i przedwojennych kryminalistów. Opinia ta nie jest jednak oparta na badaniach źródłowych, a raczej na wrażeniach odniesionych z lektury pamiętników ofiar bądź na własnych doświadczeniach autorów. Obfitość materiału dochodzeniowego prokuratury przy Sondergericht umożliwia nam wstępne zweryfikowanie tej teorii oraz przyjrzenie się „profilowi” społecznemu warszawskich szmalcowników. W protokołach przesłuchań znajdujemy niejednokrotnie adnotacje dotyczące wykształcenia i zawodu oskarżonych. Bardzo często do akt dołączone jest też „świadectwo karalności”, czyli wypis z rejestru skazanych, dający nam dobre rozeznanie w przedwojennej „karalności” szmalcowników. Już wstępna analiza dostępnych materiałów wskazuje na to, że założenia o zdominowaniu szmalcowniczego „cechu” przez recydywistów są błędne.

Wśród 114 osób oskarżonych o szantażowanie Żydów, którymi zainteresował się Sąd Specjalny w latach 1940-1942, znajduje się zaledwie czterech przedwojennych kryminalistów (choć trzeba przyznać, że rekordzista miał na koncie aż dwanaście wyroków). W ogromnej większości mamy więc do czynienia z ludźmi, którzy na drogę przestępstwa wstąpili dopiero za okupacji. Równie ciekawy jest skład narodowościowo-etniczny szmalcowniczego cechu. Wśród szantażystów większość (73 osoby) stanowią, by odwołać się do terminologii okupacyjnej „Polacy, wyznania rzymsko-katolickiego, aryjczycy”. Drugą co do wielkości (28 osób) grupą są Niemcy (zaliczam do nich tak Reichsdeutschów, jak i Volksdeutschów). Pomimo skromniejszej reprezentacji, ich rola – co mamy nadzieję udowodnić – była zasadnicza dla powodzenia szmalcowniczych operacji. Pozostałe 13 osób przypada na szmalcowników-Żydów oraz na przedstawicieli innych

Str 96

—————————–

narodowości[26]. Rzecz zaskakująca – polscy i niemieccy szmalcownicy bez najmniejszych oporów wciągali w swoje szeregi niezwykle użytecznych żydowskich współpracowników, którzy mogli błyskawicznie wskazać co zamożniejszych przedstawicieli społeczności żydowskiej[27]. W szantażowaniu nie było osobistej wrogości – chodziło wszak tylko o pieniądze.

Wypada również zainteresować się pochodzeniem społecznym szmalcowników. Nie jest to łatwe, gdyż akta osobowe nie zawsze zawierają niezbędne dane. Spośród stu czternastu podejrzanych jedynie czterdziestu pięciu podaje bliższe informacje o swoim pochodzeniu i o wykształceniu. Pomijając cztery osoby wywodzące się z całą pewnością z warstwy skryminalizowanego lumpenproletariatu, wśród pozostałych odnajdujemy robotników wykwalifikowanych urzędników (przeważnie Niemców), artystów, chłopów, handlarzy, cukierników, dwóch tramwajarzy, czterech uczniów szkół średnich, a nawet jednego „korepetytora języka francuskiego”. Bez dalszych badań trudno jest też powiedzieć, czy szantażowanie Żydów było jedyną formą działalności kryminalnej oskarżonych, czy też było tylko jednym z licznych przejawów ich aktywności.

Szmalcownictwo zorganizowane: gangi

Wśród autorów okupacyjnych pamiętników, wspomnień i relacji przeważa pogląd o niezorganizowanym charakterze

_____

[26]. Jako ciekawostkę można odnotować, że za szmalcownictwo „posadzono” mieszkającego na Podlasiu obywatela tureckiego, który na próżno się tłumaczył, że nie tylko nie napadał na Zydów, ale że nawet sam musiał chować się przed Niemcami, bo: „niemieccy żołnierze brali mnie za Zyda z racji ciemnych włosów”. (Später musste ich dann selbst fluchten, da mich die Soldaten ebenfalls fur einen Juden auf Grund meiner schwarzen Haare gehalten haben). AMSW, 2139 (2086), przesłuchanie z dnia 21 sierpnia 1942 r. Wśród oskarżonych cudzoziemców zdarzają się też Ukraińcy – w jednym procesie stoją oni na czele gangu szmalcowniczego. Vide infra szczegółowe omówienie tej sprawy. AMSW, SSG, 13 marca 1941, 1250, (1200).

[27]. Wśród wielu tego rodzaju „spółek” można również wymienić gang kierowany przez warszawskiego Volksdeutscha Johanna Millena, którego bliskim współpracownikiem był niejaki Moszek Godiner. AMSW, 801 (1038), początek sprawy 22 sierpnia 1940.

Str 97

—————————–

przestępczości  szmalcowniczej. „Typowy” szantażysta wyłapywał swoje przypadkowo napotkane ofiary na ulicy, w tramwaju, rzadziej – w domu, w wyniku dłuższej obserwacji. Niejednokrotnie w niecny proceder zamieszani są przedwojenni znajomi ofiar. Choć w aktach prokuratury niemieckiej odnajdujemy wielu szmalcowników „amatorów”, działających na własną rękę, to jednak bez porównania liczniejsi są gangsterzy pracujący w dobrze zorganizowanych grupach przestępczych[28]. Wrażenie wyniesione z lektury literatury pamiętnikarskiej opiera się być może na tym, iż ofiary szmalcowników-amatorów miały większe szanse na przeżycie spotkania z szantażystą (i – wobec tego – na pozostawienie pisemnej relacji) niż ofiary gangów szmalcowniczych. Niezwykle trafnie oddał to jeden z ocalonych: „rzecz bowiem nie polegała na wypadach amatorów, którzy wypatrywali Żyda na ulicy, zaczepiali go, wciągali do bramy i kazali rozpinać spodnie, żeby za to wyłudzić jakiś okup. Tak się zaczynało wchodzenie w «zawód». Przemysł szmalcowniczy polegał na wytropieniu grubszej ryby, wymagał przygotowania operacji”[29].

Łowienie „grubej ryby” zaczynało się od zarzucenia sieci, czyli wytypowania osób mających pewne środki finansowe, oraz użycie argumentów „nie do odparcia”. Szantażowanie Żydów w pierwszych latach okupacji (1939-1941) opierało się bowiem głównie na zastraszeniu ofiar, które nawet w oczach władz niemieckich nie były niczemu „winne”. Szmalcownicy słusznie jednak zakładali, że nawet najbardziej nieprawdopodobne oskarżenia, byle poparte odpowiednią dawką strachu, będą w stanie zmusić ofiary do płacenia haraczu. Gwarantem powodzenia, nadającym szantażowi urzędowego charakteru, była obecność Niemca bądź też kogoś umiejętnie

_____

[28]. W dniu 27 lutego 1941 roku Ringelblum odnotował: „Po drugiej stronie cmentarza żydowskiego powstały młodzieżowe bandy rabusiów, które zaczepiają także chrześcijan; były tam wypadki rozbierania Zydów i zabierania im wszystkiego”. E. Ringelblum, „Kronika Getta Warszawskiego, wrzesień 1939 – styczeń 1943″, Warszawa 1983, s. 235.

[29]. A. Wróblewski  „Być Żydem. Rozmowa  z  Dagiem Halvorsenem o Żydach i antysemityzmie Polaków”, Warszawa 1992, s. 122-123. Na zorganizowany charakter szajek szmalcowniczych zwrócił też uwagę E. Ringelblum, „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej”, Warszawa 1988, s. 95.

Str 98

—————————–

Niemca udającego. Taki rodzaj szmalcownictwa nazwiemy działaniem „na Niemca”[30].

Sposób «na Niemca»

Spośród czterdziestu ośmiu procesów o „wymuszanie” (Erpressung), w trzydziestu trzech przypadkach możemy śmiało mówić o zastosowaniu sposobu „na Niemca”. Tytułem ilustracji przedstawimy pięć takich dochodzeń, poczynając od prymitywnych bandytów, działających bez „zaplecza”, aż po wyspecjalizowane gangi dysponujące wyśmienitymi kontaktami w warszawskim Gestapo i w Pałacu Bruhla (gdzie mieściły się cywilne władze niemieckie).

Nawiązywanie kontaktów między szmalcownikami a Niemcami odbywało się na wiele sposobów. Niektórzy bandyci figurują w aktach jako płatni konfidenci Gestapo (V-Mann) i z racji wykonywanej pracy mieli łatwy kontakt ze swoimi pracodawcami. Inni wchodzili w porozumienie z Niemcami za pośrednictwem polskiej policji (temat ten obszerniej omówimy poniżej). Najczęściej jednak uciekano się do werbunku dość przypadkowych żołnierzy i lotników niemieckich, spotkanych w barach, restauracjach albo zgoła na ulicy. Przy takiej technice „pracy”, zgodnie z konspiracyjną zasadą, należało uważać, żeby „szukając kontaktu, nie trafić na wtyczkę”.

Proces werbunku Niemców i rozwoju akcji szmalcowniczej możemy prześledzić na przykładzie działalności grupy Tadeusza Łozińskiego (vel Wittena), która wpadła w ręce policji niemieckiej późną wiosną 1940 r. Przywódcą szajki okazał się trzydziestodwuletni warszawiak z bogatą przeszłością kryminalną. Według własnych zeznań, przed wojną

_____

[30]. Napad „na Niemca” opisał Landau w notatce z dnia 17 stycznia 1940 r. „Rabunki w mieszkaniach żydowskich ciągle trwają. Opowiadano mi o rabunku dokonanym przed kilku dniami porzez żołnierza i dwóch osobników w cywilnych ubraniach, którzy zażądali wszystkich pieniędzy i kosztowności, zabrali zegarki, pierścionki, pieniądze wszystkich członków rodziny, nie wyłączając … 1,50 zł z woreczka małego chłopca”. L. Landau, „Kronika lat wojny i okupacji”, Warszawa 1962, t. 1, s. 202.

Str 99

—————————–

był sześciokrotnie karany za różne wykroczenia, wliczając w to kradzieże i pobicia. W zimie 1939/1940 Łoziński zorganizował wokół siebie grupę przestępczą, w której skład weszli: Albert Hartig, z zawodu lakiernik samochodów (niekarany), Apolinary Cieślikowski (niekarany) oraz Mieczysław Domaniewski (niekarany). Pierwszy napad na Żydów odbył się z udziałem zwerbowanego na ulicy niemieckiego policjanta. Ofiarą ataku padł ktoś mieszkający przy ulicy Twardej „u kogo miało być wiele towarów i broni”[31]. Dalszy przebieg akcji przedstawiał się następująco: „udałem się wraz z Cieślikowskim i z żołnierzem do żydowskiego mieszkania. Obaj z Cieślikowskim podaliśmy się za gestapowców, a policjant był nam tylko po to potrzebny, żeby nadać naszemu wejściu posmak autentyczności[32]. Napad skończył się niepowodzeniem, gdyż informacje o „towarze i o broni” okazały się błędne. Kolejny napad nastąpił w dwa tygodnie później. Tym razem zwerbowano na ulicy dwóch niemieckich żołnierzy, którzy – według zeznającego Łozińskiego – dopytywali się o to, „gdzie też można by znaleźć bogatego Zyda”. Tym razem szef bandy podał się za komisarza kryminalnego Gestapo, Cieślikowski – za zwykłego gestapowca, a dwaj żołnierze niemieccy stanowili obstawę. Kolejne najście na żydowskie mieszkanie (przy ul. Chmielnej) zakończyło się powodzeniem; skradziono biżuterię i futra. Podział zdobyczy nastąpił wprost na ulicy, przy czym Niemcy zachowali dla siebie gros łupów, a Łozińskiemu oddali złote kolczyki. W osiem dni po napadzie na Chmielnej szmalcownicy zaatakowali po raz kolejny. Akcję organizowali Łoziński i Domaniewski, a do współpracy skaptowali dwóch spotkanych na ulicy niemieckich żołnierzy. Zyd, którego mieszkanie stanowiło cel ataku, mieszkał na Starym Mieście. Tak jak poprzednio, tak i tym razem obaj Polacy podali się za cywilnych pracowników Gestapo, a Niemcy stanowili ubezpieczenie. Wedle zeznań Łozińskiego (który próbował w śledztwie umniejszyć swoją rolę) on sam niczego podczas „rewizji” nie znalazł, ale inni mieli się nieźle

_____

[31]. AMSW, SSG, teczka 675 (529). Sprawa Łozińskiego i innych, fol. 220.

[32]. Ibidem, przesłuchanie Łozińskiego: „Den Polizeibeamten benötigte ich nur, um meinem Auftreten den Stempel der Wahrheit zu geben”.

Str 100

—————————–

obłowić. 11 maja 1940, w parę dni po napadzie na Starym Mieście, Łoziński dowiedział się o hurtowni ubrań znajdującej się przy ul. Sękocińskiej. Obok szefa bandy w napadzie na hurtownię wziął udział Hartig, który miał za zadanie przyprowadzić ze sobą przynajmniej jednego niemieckiego żołnierza „który był mi koniecznie potrzebny do krycia napadu” (den ich zur Deckung des Raubes umbedingt gebrauchte). Niemcem tym okazał się kapral lotnictwa, spotkany w kawiarni „Esplanada”. Omawianie szczegółów napadu odbywało się za pośrednictwem Hartiga, jako że Łoziński po niemiecku nie umiał. Wieczorem cała trójka wybrała się na Ochotę, na położoną koło placu Narutowicza ul. Sękocińską. Wtargnąwszy do mieszkania ofiary, Łoziński podał się za komisarza Gestapo i pokazał odznakę ze swastyką (ich zeigte auch mein Hakenkreuzabzeichen vor). Pomimo krzyku, swastyki i Niemca w mundurze, właścicielka mieszkania wzbraniała się przed oddaniem partii ubrań. W kalkulacji szmalcowników nastąpił bowiem podstawowy błąd: właścicielem hurtowni był co prawda Żyd Izaak Sabłocki, ale pieczę nad towarami sprawowała „Polka-aryjka” i równie „aryjski” dozorca Antoni Warchoł. Podczas napadu Łoziński pobił kobietę i zmusił dozorcę do wydania 600 koszul i dwóch futer. Kaprala lotnictwa spłacono dziesięcioma koszulami i 50 złotymi. Swoją część łupu Łoziński spieniężył za 3 tys. zł.

Choć szmalcownicy nie mieli jeszcze o tym pojęcia, napad na ul. Sękocińskiej stanowił początek końca ich kariery. W odróżnieniu od poprzednio obrabowanych Żydów, z których żaden nie odważył się pójść na policję, pobita Polka i sterroryzowany dozorca tej samej nocy złożyli doniesienie o napadzie. Na wieść o ludziach podających się za Gestapo i o udziale niemieckiego lotnika sprawą z miejsca zainteresowało się prawdziwe Gestapo, a prokuratura niemiecka wszczęła dochodzenie. Tymczasem szmalcownicy z gangu Łozińskiego spotkali się w kawiarniach „Srebrna Róża” i „Klub”, aby omówić szczegóły następnego skoku. W spotkaniu udział wzięło dwóch niemieckich policjantów, którym wręczono 1000 zł tytułem zadatku na poczet najbliższej akcji. Akcja jednak nie doszła do skutku, gdyż jeden z policjantów powiadomił swoich przełożonych o działalności szajki i cała

Str 101

—————————–

grupa, już nazajutrz, została „zdjęta” wprost z lokalu „Srebrna Róża”. Na jesieni 1940 r. Sondergericht rozpatrzył sprawę Łozińskiego i wymierzył szmalcownikom kary od 3 do 5 lat więzienia[33].

Drugi z omawianych gangów szmalcowniczych działających „na Niemca” miał podobny modus operandi do grupy Łozińskiego, z tą jednak różnicą, że bandyci nie zadawali sobie trudu szukania prawdziwych Niemców. Grali ich sami, wrzeszcząc po niemiecku i nosząc na rękawach opaski ze swastyką.

W końcu grudnia 1939 na policję zgłosił się niejaki Stanisław Zdun, informując o napadzie, którego padł ofiarą w wigilijny wieczór. Trzech osobników weszło do jego mieszkania, dokonało „rewizji” i oddaliło się zabierając ze sobą buty warte ok. 260 zł. Podczas najścia jeden z bandytów „posiadał na rękawie płaszcza opaskę czerwoną ze swastyką, oraz w klapie marynarki znaczek ze swastyką, mówił wyłącznie po niemiecku i podając się za pracownika sztabu lub Gestapo, mówił, że ma prawo dokonywania rewizyj i rekwizycyj”[34]. W pierwszych dniach stycznia, po kolejnej zuchwałej kradzieży, bandyci wpadli w ręce policji. Okazało się, że w ciągu dwóch

_____

[33]. Zespół Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau), AMSW, SG, 3 kls 18/40. Wyrok Sondergericht z dnia 7 października 1940. 25 kwietnia 1940 Landau zanotował, że „Warschauer Zeitung mówi dziś z gryzącą ironią o szerzonych za granicą wiadomościach, że sądy wyjątkowe w Polsce wydają tylko i nieustannie wyroki śmierci: przecież warszawski «Sondergericht» na 1500 spraw wydał tylko 12 wyroków śmierci. Z obszarów włączonych do Rzeszy nie ma dnia, aby nie było kilku wyroków śmierci; warszawski «Sondergericht» może istotnie wydaje mniej wyroków śmierci, tu za to są inne metody usuwania ludzi”. L. Landau, „Kronika”, s. 429. Istotnie, Sondergericht z Ciechanowa zdobył sobie w tym okresie smutną sławę najbardziej „śmiertelnego” trybunału w okupowanej Polsce.

[34]. AMSW, SSG, 432 (358), 1940-41, Zeznania podejrzanych; nota z 23 lutego 1940 r. („Do Pana wiceprokuratora XI rejonu Prokuratury Sądu Okregowego w Warszawie”), oraz notatka komendanta więzienia z dnia 28 lutego 1940 r.: „Więzienie, ul. Dzielna, 28 luty 1940. Do Wiceprokuratora XI Rej. w Warsz. Pozostający do dyspozycji Pana Wiceprokuratora Czarnkowski Benon został zabrany z więzienia dnia 26 lutego 1940 przez Gestapo”. Podpisano: Junczys, Komendant więzienia. Do akt dołączony jest list z Al. Szucha: „Warschau, den 20.3.1940 Vermerk. Die in den Akten erwaehnten Aleksander Miller, Benon Czarnkowski und Marian Karoluk sind bei der Exekution am 26.2.1940 mit erschossen worden”.

Str 102

—————————–

poprzednich tygodni szajka dokonała ośmiu napadów, których ofiary były zbyt przerażone, aby udać się ze skargą do władz. Milczenie przełamał dopiero wspomniany wyżej polski szewc. Na podstawie późniejszych zeznań poszkodowanych jesteśmy w stanie odtworzyć następujący rozwój wypadków: 11 grudnia ofiarą bandytów padła Anna Pach z ulicy Targowej. W wyniku najścia, które dokonało się według tego samego „gestapowskiego” scenariusza, zabrano jej przedmioty, futra i biżuterię wartości ok. 30 tys. złotych. W pięć dni później szmalcownicy odwiedzili Szejnę Joffe mieszkającego przy ulicy Elektoralnej. Przepadły wówczas ubrania o wartości ok. 800 zł. 17 grudnia ofiarą gangu padła Tyla Dojczwand z ul. Leszno. Podczas „rewizji” skradziono jej 3000 zł. Poczucie bezkarności i zuchwałość bandytów najwidoczniej rosły wraz z piętrzącymi się łupami i wobec braku widocznej reakcji ze strony policji[35]. Kolejny napad, na niejakiego Leona Penczera, nastąpił już 18 grudnia; skradziono wówczas 1000 zł. W tym samym okresie (choć policji nie udało się ustalić dokładnej daty) szmalcownicy odwiedzili mieszkającego przy ul. Nowolipie Borucha Szwalba i grożąc Gestapo zabrali biżuterię wartości 1,5 tys. zł. Po kilku dniach przerwy bandyci dokonali najścia na mieszkanie szewca Zduna, a potem – jeszcze przed Sylwestrem 1939 r. – zrabowali ponad 2000 zł u kolejnych dwóch ofiar. Cała szajka wpadła wkrótce po Nowym Roku. Na Pawiak przewieziono trzech podejrzanych, którzy po krótkim śledztwie „zasypali” Zygmunta Żelaznego, polskiego policjanta, który pożyczył im broń, wskazywał dogodne cele i zapewniał ochronę[36]. Obrony policjanta Żelaznego podjął się znany warszawski adwokat Dr Wilhelm Hofmokl-Ostrowski[37]. Zatrudnienie Hofmokla-Ostrowskiego

_____

[35]. Zuchwałość bandytów żywiła się uległością i strachem ofiar. Niejakiej Bajli Herszbajn, mieszkającej przy ulicy Siennej 30, szmalcownicy wynieśli z mieszkania wszystkie meble i pościel. Zabrali też dowód osobisty, a w dniach następnych wracali, domagając się pieniędzy za jego zwrot. AMSW, SSG, 1370 (1419) sprawa z dnia 6 listopada 1940 r.

[36]. W związku z tą sprawą należy wspomnieć, że pokusa szybkiego wzbogacenia się była dla wielu policjantów nie do odparcia; w lipcu 1940 r. przeciętna pensja „granatowego” policjanta oscylowała wokół 260 zł.

[37]. Hofmokl-Ostrowski sam niebawem został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Patrz: Leon Wanat, „Za murami Pawiaka”, Warszawa 1960.

Str 103

—————————–

było celnym posunięciem, gdyż trzej pozostali szmalcownicy w dniu 26 lutego 1940 r. zostali zabrani przez Gestapo z Pawiaka i tego samego dnia rozstrzelani – najprawdopodobniej w Palmirach[38].

Wybrawszy ofiarę, przekonawszy się o jej miejscu zamieszkania i godzinach pracy, szmalcownicy przystępowali do akcji. Oddajmy tu głos sześćdziesięcioletniemu Mojżeszowi Wilmanowi, właścicielowi piekarni przy ul. Smoczej, który 5 listopada 1940 r. złożył na policji następujące zeznania: „Jestem właścicielem piekarni w Warszawie przy ulicy Smoczej 16. Piekarnia moja istnieje od 28 lat. Po zakończeniu działań wojennych od samego początku wypiekałem chleb w piekarni kontyngentowy na któren otrzymywałem mąke z Wydziału Wyżywienia Zarządu m. Warszawy. W dniu 29 października 1940 r. około godziny 21.30 do mojego prywatnego mieszkania które mieści się w tym domu co i piekarnia wszedł pierwszy żołnierz niemiecki a za nim kilku cywilnych osobników, ilu ich było, tego dokładnie powiedzieć nie mogę, gdyż byłem bardzo zdenerwowany, a to z tego względu, że podobną wizytę mam już po raz trzeci w okresie 4 miesięcy. Kiedy wszyscy znaleźli się w mieszkaniu, jeden z osobników cywilnych, którego bym poznał przy okazaniu, kazał mi stanąć przodem do ściany i podnieść ręce do góry, jak również obecnemu wówczas w moim mieszkaniu byłemu administratorowi domu Birnbaumowi Bajszyswiowi. Kiedyśmy tak stali twarzami obróconymi do ściany, osobnicy ci w tym czasie plądrowali całe moje mieszkanie. Mnie jeden z osobników cywilnych zaprowadził do łazienki, gdzie kazał mnie się rozebrać i wejść pod zimny prysznic. Ja prosiłem go bardzo żeby tego nie robił bo jestem chory, ten w języku niemieckim krzyczał na mnie i bił mnie po głowie. Ja, bojąc się dalszych ciosów – uczyniłem to. Po 20 minutach stania pod prysznicem osobnik ten kazał mi się ubrać, kiedy się ubrałem, ponownie w ubraniu kazał mnie wejść pod prysznic, na moje głośne krzyki do łazienki wszedł żołnierz niemiecki

_____

[38]. 26 lutego 1940 r. w Palmirach Niemcy rozstrzelali 190 osób, w większości aresztowanych w podwarszawskich miejscowościach w odwet za zabójstwo niemieckiego burmistrza Legionowa. Do tej to grupy najprawdopodobniej przyłączono zabranych z Dzielnej szmalcowników.

Str 104

—————————–

i ten dopiero kazał mnie spod prysznica wypuścić i kazał mnie położyć do łóżka. Rewizja w moim domu trwała od godz. 21 do godz. 1 w nocy. Nadmieniam, że w czasie trzymania mnie pod prysznicem osobnik ten żądał ode mnie wskazania mu gdzie są dewizy, których ja w ogóle nigdy nie miałem. W czasie rewizji żona moja Basia Jedwabna wskazała im biurko, w którym znajdowało się wówczas 2000 zł. Widząc to żołnierz niemiecki kazał jej biurko zamknąć i klucz jej oddał. O godz. 1 wszyscy osobnicy wyszli z mieszkania zabierając ze sobą kilka walizek z garderobą, futrami i różnymi drobiazgami. Co oni i jakie rzeczy zabrali, nie wiem gdyż na drugi dzień uciekłem z domu, ponieważ straszyli mnie, że przyjdą i zabiorą mnie. Od dnia 1 XI przebywałem u znajomych na ulicy Nowolipki nr 72. W dniu 1 listopada w godz. rannych zjawił się ponownie jeden z osobników, który był uprzedniego dnia i dokonywał na mnie prysznicu i wściekle szukał jakiejś skrytki, a nawet wyrąbał kawał ściany…”[39].

Najście na dom Wilmana nie było zwykłym, bandyckim napadem, jakich wiele w miastach okupowanej Europy, lecz starannie przygotowywaną i szczegółowo opracowaną operacją szmalcowniczą[40]. W trakcie dochodzenia okazało się, że w sprawę wplątanych było co najmniej ośmiu szantażystów, planujących „skok” przez prawie dwa tygodnie. Pierwszy impuls wyszedł od niejakiego Jana Skawiny, Polaka, męża Alicji (vel Szajndli) de domo Wilman. Skawina, rozgoryczony brakiem pomocy materialnej ze strony teścia, i chcąc przejąć samemu zarząd nad piekarnią, zwrócił się do znanego sobie Eugeniusza Przepiórskiego „który robił przy Zydach”. Wręczając Przepiórskiemu plan mieszkania, Skawina zapewnił szmalcownika, że w domu ofiary znajdują się dolary i złoto.

_____

[39]. AMSW, SSG, 1974 (1931), 5 listopada 1940. Przesłuchanie świadka Mojżesza Wilmana.

[40]. W ramach przygotowywania „skoku na Żydów” szmalcownicy odwiedzili piekarnię na pewien czas przez najściem: „przyszedł nieznajomy osobnik do piekarni przy Smoczej 16 i zapytywał się mnie i  Jammera Jankiela, co się tu robi w piekarni, skoro jest zabrany kontyngent a tu się  piecze. Odpowiedziałem mu, że piec jest gorący ponieważ pieczemy «ciulenty», co wreszcie sam stwierdził.” Zeznanie Samuela Kobryńca, piekarza, Nowolipki  51.

Str 105

—————————–

Przepiórski, który poza szantażowaniem Żydów i dorywczą pracą dla policji w charakterze konfidenta, trudnił się na co dzień pracą kulturalną („jestem artystą dramatycznym”), zwrócił się z kolei do swojego znajomego, inżyniera Góralczyka, pracownika działu technicznego kin i teatrów GG. Inżynier Góralczyk powiedział, że „pozna mnie z kimś, kto taką sprawę będzie mógł załatwić”[41]. Za zorganizowanie udanej akcji, której celem było nie tylko zrabowanie kosztowności należących do piekarza, ale również osadzenie go w więzieniu, Skawina obiecał szmalcownikom 20 tys. złotych. Podczas spotkania w kawiarni „Frascati” na pl. Trzech Krzyży wręczył im 500 zł zaliczki oraz weksle opiewające na sumę 5 tys. zł. Po spotkaniu we „Frascati” szmalcownicy przystąpili do szczegółowego planowania akcji. Uzyskawszy nazwisko, adres i plan domu, należało zdobyć „kontakt na Niemca”. W wypadku sprawy Wilmana do współpracy skaptowano kierownika komisji rekwizycji mieszkań w Pałacu Bruhla. Za pośrednictwem niemieckiego urzędnika polscy szmalcownicy weszli również w kontakt z Röderem, Hauptsturmfuhrerem niemieckiej policji[42]. Do negocjacji z Niemcami wykorzystano niejakiego Ericha Dietricha, Volksdeutscha z Wiśniewa. Ku rozczarowaniu Przepiórskiego, odpowiedź Niemców była negatywna: Wilman miał się rzekomo znajdować pod baczną obserwacją władz niemieckich, a to z racji donosów, które na swego byłego pryncypała słał w Aleję Szucha Benjamin Kahaner, pomocnik piekarski zwolniony z pracy w kwietniu 1940 r.[43] Pomimo ostrzeżenia niemieckich wspólników szmalcownicy zdecydowali się na zakończoną wpadką akcję.

Napady i wymuszenia dokonywane przez szantażystów i bandytów na Żydach cechowała brutalność i poczucie bezkarności, któremu sprzyjało zastraszenie ofiar oraz bezczynność (lub uczestnictwo po stronie bandytów) policji. Państwo pod-

_____

[41]. AMSW, SSG, 1974 (1931), 5 listopada 1940, przesłuchanie Eugeniusza Przepiórskiego.

[42]. AMSW, SSG, 1974 (1931), (fol. 141), 31 stycznia 1941 r. Sprawozdanie plutonowego policji kryminalnej Sylwestra Rusiniaka. Röder stwierdził, że Przepiórski nieraz był przez Niemców wykorzystywany jako konfident (tzw. Vetrauens-Mann lub V-Mann).

[43]. AMSW, SSG, 1974 (1931), 20 listopada 1940, przesłuchanie B. Kahanera.

Str 106

—————————–

ziemne zaczęło się interesować szmalcownikami znacznie później, od lata 1942 r. Wtedy też wykonywać zaczęto na nich pierwsze wyroki sądów podziemnych. Rada Pomocy Żydom niejednokrotnie alarmowała Pełnomocnika Rządu na Kraj, domagając się skuteczniejszej akcji przeciwko szmalcownikom, ale skuteczność podjętych przez władze kroków była ograniczona ze względu na długotrwałość procedury sądu podziemnego. Trudno też było o dowody i o świadków, a przecież wyrok mógł być tylko jeden – śmierć[44].

W parę miesięcy po aresztowaniu grupy szmalcowniczej Przepiórskiego prokuratura niemiecka zajęła się gangiem Ukraińca Pawła Dymytruka[45]. Szajka ta, posługująca się podobną taktyką, dysponowała jednak daleko lepszymi i wyżej sięgającymi znajomościami wśród władz niemieckich. Władze okupacyjne wpadły na trop szmalcowników robiąc „porządki” na własnym podwórku. W marcu 1941 r. Gestapo zaczęło przesłuchiwać Żydów, którzy padli ofiarą szantażystów na przełomie grudnia 1940 i stycznia 1941 r. Według 63-letniego Gazela Orfingera (przed wojną hurtownika i importera owoców cytrusowych), w wigilijny wieczór pojawili się u niego w mieszkaniu pracownik Schupo oraz jakiś cywil. Wrzeszcząc po niemiecku, wyrzucili go z domu i kazali czekać na podwórku przy ulicy Elektoralnej 21. Tam już stała grupa 15 innych Żydów, strzeżonych przez kilku granatowych policjantów. Po pewnym czasie większość Żydów zwolniono, ale Orfingera i niejakiego Birnbauma, również kupca, zaprowadzono przed oblicze otyłego, dobrze ubranego cywila, który żądał od nich kluczy od sklepu i od piwnicy, „gdzie trzymają towary”. Obaj kupcy, nie będąc w stanie sprostać żądaniom nieznajomego, znaleźli się w więzieniu na Rakowieckiej, z którego wyszli dopiero po dwóch tygodniach. W czasie marcowych przesłuchań obie ofiary zeznały, że u boku otyłego szmalcownika cały czas kręcił się znany im Żyd,

_____

[44]. T. Prekerowa, „Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945″, Warszawa 1982, s. 265-295, 287-295, 377. Obszerniej o podziemnych sądach: S. Korboński, „Fighting Warsaw. The Story of the Polish Underground State, 1939-1945″, New York 1968, s. 115-144 (cytuję za dostępnym mi angielskim tłumaczeniem).

[45]. AMSW, SSG, 13.03.1941, 1250 (1200).

Str 107

—————————–

niejaki Bluczyc, dostarczający najwyraźniej informacji o statusie majątkowym zatrzymanych[46]. W drugiej połowie marca niemiecka i polska policja dotarły do dalszych ofiar szantażystów. Aronowi Rawiczowi zabrano na ulicy dowód, a potem domagano się okupu za zwrot dokumentu. Od Estery Hammerstein, właścicielki piekarni przy ulicy Krochmalnej 9, otyły cywil (tytułowany przez innych szmalcowników „Herr Hauptmann”) zażądał haraczu w zamian za pozostawienie męża na wolności. „Prosiłam żeby męża nie aresztowali. Powiedział, że owszem, ale kosztować to będzie 25 tys. zł wpłaty na «Czerwony Krzyż»”. Na propozycję 1 tys. zł okupu cywil miał odrzec po polsku: „1000 zł to śmiecie”. Tak jak i poprzednio, obok cywila kręcił się Żyd Bluczyc, oraz jacyś Polacy. Przez cały czas zajścia przed domem na Krochmalnej na cywila czekało auto, a w nim – pasażer w niemieckim mundurze.

Prowadzących dochodzenie Niemców nie tyle interesowały wymuszenia dokonywane na Żydach, ile tożsamość wplątanych w sprawę funkcjonariuszy policji. Pasażerem auta z ulicy Krochmalnej okazał się być SS-Sturmfuhrer Paul Vogelsand z Transferstelle Warschau[47]. Niebawem zatrzymano też „otyłego cywila”, którym okazał się 37-letni Paweł Dymytruk, Ukrainiec, komisaryczny zarządca Ukraińskiego Instytutu Naukowego, importer alkoholi i szmalcownik. Z zeznań Dymytruka wyłania się częściowy (połowa dokumentów sprawy uległa zniszczeniu) obraz działalności gangu. Bogatych Żydów „nadawał” Bluczyc i niejaki Mordka Akerman[48]. Do „argumentów siłowych” używano trzech polskich szmalcowników, a zaprzyjaźnieni policjanci bądź Niemcy

_____

[46]. Dawid Bluczyc przyznał, że brał udział w pięciu innych napadach i że regularnie dostarczał szmalcownikom informacji o zamożnych mieszkańcach getta. Przesłuchanie z dnia 14 marca 1941.

[47]. AMSW, SSG, 17.03.1941, 1250 (1200). Vogelsang bronił się przed zarzutami łapówkarstwa mówiąc, że po polsku nie rozumie i wobec tego nie ma pojęcia, o co chodziło wszystkim innym zamieszanym w tę sprawę. Transferstelle, w której pracował Vogelsang, utworzono w celu nadzoru wymiany towarowej między aryjską i żydowską częścią miasta.

[48]. Problem kolaboracji żydowskiej, szantażowania innych Żydów i wysługiwania się okupantowi został poruszony przez Ringelbluma, op.cit., s. 240.

Str 108

—————————–

zapewniali ochronę przed władzami i wzbudzali jeszcze większy lęk w ofiarach[49].

Specyficznym typem szmalcowniczych gangów były warszawskie kolumny dezynfekcyjne, których zadaniem – przynajmniej w teorii – była walka z szerzącym się tyfusem. W praktyce wyglądało to różnie, gdyż możliwość obłożenia sekwestrem cennych ubrań (przede wszystkim futer) dawała członkom kolumn sanitarnych dużą władzę nad mieszkańcami dezynfekowanych domów i lokali. Sprawy „dezynfekcyjne” są tak liczne w zespole prokuratury niemieckiej, że wymagają oddzielnego, choć pobieżnego, omówienia.

Ludwik Landau zanotował, że „powodem udręczeń i niepokojów jest pożyteczna w zasadzie akcja walki z epidemiami. W każdym wypadku tyfusu plamistego cały dom jest dezynfekowany, a wszyscy mieszkańcy poddawani obowiązkowej kąpieli. Praktycznie daje to pole do wielkiej liczby nadużyć: kradzieży dokonywanych przy okazji dezynfekcji, a obok tego do wszelkiego rodzaju szykan, zwłaszcza w stosunku do ludności żydowskiej”[50]. Podobną, niepochlebną opinię o kolumnach sanitarnych zapisał Ringelblum: „Kolumny sanitarne, zamiast zwalczać tyfus, szerzą go. Szantażują one bowiem właścicieli eleganckich mieszkań, w których nie trzeba dokonywać dezynfekcji, groźbą zniszczenia bielizny, odzieży itp., a niechlujnych mieszkań, których lokatorzy dają okup, nie dezynfekują”[51]. Haracze żądane przez kolumny dezynfekcyjne nie były wysokie; w źródłach mowa jest o kwotach od 5 do 30 zł od mieszkania. Niby niewiele, ale ilość odwiedzonych mieszkań mogła kompensować niewysokie

_____

[49]. Ibidem, fol. 137-142. Śledztwo w sprawie Dymytruka oparło się o Berlin. Listy w tej sprawie przysłali do warszawskiej prokuratury SS-Oberfuhrer M. Tondock z Berlina (w obronie oskarżonego) i władze naczelne Ukrainische Gesellschaft in Deutschland „Hromada (piętnując go jako hochsztaplera).

[50]. L. Landau, „Kronika”, s. 231.

[51]. E. Ringelblum, „Kronika”, s. 321. Los zarekwirowanych ubrań (szczególnie futer) był niepewny. 14 stycznia 1942 w magazynach przy ul. Stawki 2 wybuchł pożar, który strawił przechowalnię zarekwirowanych Żydom futer. Wśród warszawiaków panowało przekonanie, że pożar pomógł w zatarciu śladów nadużyć. W. Bartoszewski, „1859 dni Warszawy”, s. 250.

Str 109

—————————–

stawki sanitariuszy-szmalcowników. Rzecz charakterystyczna – skargi w takich sprawach wnosili jedynie najubożsi z ubogich. Do nich właśnie zaliczali się mieszkańcy domu przy ulicy Miłej 49: Moszek Staryfurman, Chana Wszędobylska, Fajga Weremkraut, Judka Brotbekier i inni[52]. Świadkowie oskarżyli pracowników Miejskich Zakładów Sanitarnych V Ośrodka Zdrowia w Warszawie o wymuszanie opłat za niedokonywanie dezynfekcji. Fajga Kornblum zeznała, że „u niej dezynfekcji dokonywali 2 mężczyźni i 1 kobieta. Gdy prosiła ich, żeby nie zabierali jej wszystkich rzeczy do parówki, kobieta owa żądała 30,- zł. Kornblum dała jej 15.- zł.” Obok brania łapówek (o to do dezynfekujących mieszkańcy domu nie mieli żalu) personel kolumny sanitarnej dokonał w dezynfekowanych mieszkaniach licznych kradzieży. 21 stycznia 1941 sprawę przekazano do Sondergerichtu.

Szmalcownictwo niezorganizowane, czyli «płotki»

Na dnie szmalcowniczej drabiny znajdowali się działający na własną rękę szantaźyści-amatorzy. Od zawodowców różnili się tym, że „pracowali” w pojedynkę, rzadziej – we dwóch, oraz tym, że do „pracy” przystępowali bez należytego przygotowania. Wśród ich ofiar znajdowali się spotkani na ulicy i znani sprzed wojny Żydzi, lub też przechodnie o semickich rysach twarzy. Jak już wspominałem wcześniej, niepewny wyraz twarzy, niezdecydowany krok, wahanie, wszystko to mogło wzbudzić podejrzenia szmalcownika.

Nieudana próba szantażu dokonana przez Franciszka Smokowskiego wydaje się być dość typowym (choć w tym wypadku zakończonym niespodzianką) przykładem działania „czeladników szmalcownictwa”. 19 października 1940 r. do drzwi właścicielki kamienicy na Krakowskim Przedmieściu zapukał młody mężczyzna i wręczył jej list o następującej treści: „Szanowni Państwo! Na podstawie przeprowadzonych ścisłych dochodzeń ustaliliśmy semicki rodowód Państwa.

_____

[52]. AMSW, SSG, 1391 (1439), 15 listopada 1940 r., 1391, 1439. Inne sprawy dotyczące kolumn sanitarnych: AMSW, SSG, 19.07.1940. 774 (1033) i 16.07.1940, 1140 (881).

Str 110

—————————–

Wobec powyższego zwracamy się o doręczenie okazicielowi niniejszego sumy 2000.- zł (słownie: dwa tysiące złotych) w zamkniętej kopercie… W zamian zniszczymy będące w naszym posiadaniu dowody obciążające. W przeciwnym wypadku sprawę przekażemy niezwłocznie władzom niemieckim”[53]. „Ścisłe dochodzenie” przeprowadzone przez szmalcownika zawierało, jak się niebawem wyjaśniło na policji, zasadniczy błąd. Żydem był bowiem zmarły przed wojną mąż szantażowanej kobiety, sama zaś właścicielka posesji była „aryjką, Polką i katoliczką”, na dowód czego przedstawiła liczne „piéces á conviction“. Do akt dołączono trzy odpisy aktów urodzenia i zgonu członków rodziny, świadectwo ślubu katolickiego oraz metryki rodziców. Zaraz po otrzymaniu listu szmalcownika, adresatka wezwała policjanta, który doprowadził szantażystę na posterunek.

Wejścia na teren getta stanowiły szczególnie cenny teren łowiecki dla warszawskich szmalcowników. Nie tylko można było tam złapać usiłujących się wydostać na aryjską stronę Żydów, ale równie często można było przechwycić szmuglowane do dzielnicy żydowskiej towary, głównie żywność. Moszek Rubin Lewin, czeladnik kuśnierski z ulicy Gęsiej 39 był jedną z ofiar szmalcowników patrolujących granice getta. Od dłuższego już czasu Lewin działał w spółce z niejakim Tobiaszem, Polakiem pracującym jako tramwajarz. Zadaniem Tobiasza było przewożenie na teren getta worków z żywnością. Tramwajarz za każdy kurs brał od worka po 20 zł. W ciągu kwietnia 1941 r. tramwajarz przewiózł w ten sposób 15 worków kartofli, mąki i żyta. 17 kwietnia Lewin podrzucił do magazynu przy zajezdni 2 worki mąki i 2 worki kartofli. Magazynier dostał „w łapę” 7 zł za milczenie. Niespodziewanie, z pobliskiej kuchni wyszedł młody człowiek i oświadczył, że „sprawa kosztuje 50 zł”. Pieniądze pobrał Jarmulski, inny pracownik zajezdni: „ten ostatni mówił mi, że gdy nie zapłacę, to leżę z towarem na łopatkach”- dodał Lewin podczas przesłuchania[54]. „Wobec tego zapłaciłem mu do rąk zł 50. Zamówiony zostałem przez Tobiasza na dziś po

_____

[53]. AMSW, SSG, 20 grudnia 1940 r. 1088 (839).

[54]. AMSW, SSG, 21 października 1941. 1915 (1873).

Str 111

—————————–

odbiór towaru. Na ulicy przed gmachem Dyrekcji stał jakiś pan i mi oświadczył, że sprawa kosztuje zł 250. Żebym jeszcze 50 dołożył. Nie miałem przy sobie więcej niż zł 20 i mu dałem te 20 zł”. Podczas ciągnących się przetargów do akcji wkroczyła policja niemiecka, a w ślad za nią – policja granatowa. Rzecz ciekawa – w raporcie policjant zapisał, że aresztowani szantażyści to „typy mało etyczne”.

11 kwietnia 1940 r. policja niemiecka aresztowała dwudziestoletnią krawcową Gołdę Marszałkiewicz, zarzucając jej bezprawne poruszanie się po mieście bez opaski oraz zakamuflowanie pierścionka z brylantem. Zatrzymaną odstawiono na Pawiak[55]. W lipcu 1940, po trzech miesiącach spędzonych w więzieniu, Marszałkiewicz zeznała, że po wybuchu wojny przyjechała z rodzinnego Pińska do Warszawy, gdzie utrzymywała siebie i chorą matkę z drobnych prac krawieckich, za które dostawała 15-20 zł tygodniowo. Na skutek skrajnej nędzy i wobec groźby eksmisji na bruk, Marszałkiewicz zdecydowała się sprzedać ostatnią wartościową rzecz, jaką posiadała – zaręczynowy pierścień z brylantem. Był to prezent ofiarowany jej przez narzeczonego, żołnierza WP Abrama Brzytwę, zabitego w walkach na Grochowie podczas oblężenia Warszawy. Gotowość kupna pierścienia wyraził mieszkający przy ul. Ks. Skorupki Konrad Kamilski, jak się niebawem miało okazać – szmalcownik i gestapowski V-Mann. Odebrawszy krawcowej pierścień, Kamilski zaprowadził ją w Aleję Szucha i przekazał w ręce swych mocodawców[56].

Ostatnia sprawa z gatunku „szmalcownictwa amatorskiego”, którą tu omówimy, wiąże się z Mirlą Hochbaum, ukrywającą się wraz z dwojgiem dzieci w mieszkaniu przy ulicy Kruczej. Posługując się fałszywymi papierami na nazwisko Lucyna Kalinowska, prowadziła na tyle normalną egzystencję, na ile było to w takich warunkach możliwe. Kłopoty zaczęły się z chwilą, gdy Hochbaum nieostrożnie spróbowała się upomnieć o dług, który u jej męża zaciągnął

_____

[55]. AMSW, Sondergericht, SG, teczka 110 III (II. E. 2363140), sprawa Gołdy Marszałkiewicz, Bericht, fol. 1., 12 kwietnia 1940 r.

[56]. AMSW, Sondergericht, SG, teczka 110 III, Protokoll, 1 lipca 1940, fol. 20-21.

Str 112

—————————–

niejaki Kazimierz Królikowski. Królikowski najpierw stwierdził, że „Żydówce nie musi oddawać pieniędzy” (einer Judin sei er nicht verpflichtet zu zahlen), lecz później – pod wpływem próśb samotnej matki – umówił się z nią na rogu ul. Widok i Marszałkowskiej w celu zwrotu gotówki. „Kiedy zjawiłam się tam o wyznaczonej godzinie, Królikowski już czekał na mnie wraz z agentem polskiej policji (z X Komisariatu), który to agent mnie zaaresztował i odstawił do więzienia przy ul. Gęsiej”. W więzieniu tym Hochbaum spędziła dziewięć miesięcy czekając na rozprawę[57].

Pomimo iż zjawisko szmalcownictwa kojarzone jest zazwyczaj z życiem miejskim, to archiwa niemieckich sądów dostarczają licznych przykładów spraw szmalcowniczych z terenów podwarszawskich. Podstawową różnicą jest, co zrozumiałe, pochodzenie społeczne szantażystów, wśród których przeważają mazowieccy i podlascy chłopi. Baza źródłowa jest tu jednak zbyt szczupła, abyśmy mogli odważyć się na jakiekolwiek uogólnienia[58]. Chłopi najwyraźniej nie podawali się za Gestapo i – tym samym – nie wzbudzali zainteresowania władz niemieckich. Żydzi podwarszawscy, ofiary szantaży i napadów, unikali policji i nie składali obciążających zeznań. Sprawy trafiały na wokandę Sondergerichtu wówczas, gdy świadkami byli Niemcy, bądź gdy na straty narażeni zostali również Polacy[59].

_____

[57]. MSW, SSG, 9 października 1941, 1845, fol. 17.

[58]. O szmalcownictwie w podwarszawskich miejscowościach (głównie w Otwocku) pisał m. in. Celel Perechodnik. Relacja Perechodnika należy do najbardziej wstrząsających relacji okresu wojny. Patrz: „Czy ja jestem mordercą?”, Warszawa 1993.

[59]. W jednej ze spraw prokuratorzy niemieccy przesłuchali kilkunastu chłopów spod Falenicy, którzy napadali na żydowskie furmanki, wymuszali pieniądze, bili Zydów batami i kradli wiezioną żywność. AMSW, SSG, 1552 (1531), sprawa z dnia 22 maja 1941. Zeznanie Joska Poklińskiego, furmana, Szaji-Mordki Goldberga i innych. Inne napady na Zydów podwarszawskich, patrz: AMSW, SSG 23 (23), gm. Węgrów, 28 marca 1940; AMSW, 27 marca 1941, 1854 (1815). O wiele bogatszy materiał źródłowy w sprawach dotyczących „podmiejskich” lub też wiejskich szmalcowników znaleźć można w aktach ciechanowskiego Gestapo.

Str 113

—————————–

Policjanci i szmalcownicy

Na podstawie wyżej omówionych procesów widać wyraźnie, do jakiego stopnia światy szmalcowników i policjantów nawzajem się przenikały. Warto wobec tego zwrócić baczniejszą uwagę na udział polskiej policji (tzw. granatowej) w procesie szantażowania Zydów. Policja ta (przez Niemców zwana Einheimlische Polizei) w miastach Generalnej Guberni podlegała bezpośrednio komendantom Schupo. Warszawskie siły policyjne składały się z 400-600 policjantów, rozmieszczonych w 21 komisariatach miejskich. Policja podlegała ścisłej kontroli władz okupacyjnych. Władze te zresztą nie wahały się niejednokrotnie poddać granatowej policji surowej krytyce za niedbałość w pracy[60].

Polscy policjanci znajdowali się między młotem a kowadłem, gdyż oprócz nadzoru niemieckiego musieli się liczyć z nadzorem ze strony polskiego podziemia. Pomimo tej podwójnej kontroli (lub też z jej powodu) policja granatowa zdobyła sobie szybko reputację jednej z najbardziej skorumpowanych organizacji warszawskich. Jeżeli chodzi o interesujący nas aspekt „szmalcowniczy”, to Franciszek Wyszyński, bystry (choć szczerze nie znoszący Zydów) obserwator życia codziennego okupowanej Warszawy, zanotował 31 grudnia 1941 r.: „jak wiadomo każdemu tutaj, przy wejściach do getta kwitł szmugiel i straszne łapownictwo i przekupstwo, za pieniądze którymi dzielili się wartownicy niemieccy i polscy policjanci; można było wszystko przywieźć do getta i wywieźć stamtąd. Otóż teraz podobno ten wrzód pękł; podobno dzisiaj rano rozstrzelano 11 polskich policjantów z VII komisariatu”[61]. Częste skargi zatrzymanych Zydów na próby wymuszeń ze strony granatowych policjantów zdają się potwierdzać słuszność krążących po mieście opinii. Szczególnie narażeni na domagających się okupu policjantów byli Zydzi

_____

[60]. M. Getter, „Zarys organizacji policji niemieckiej w Warszawie i Dystrykcie w latach 1939-1945″. Rocznik Warszawski, t. VI, 1966, s. 258-259.

[61]. F. Wyszyński, „Dziennik 1941-1944″. Biblioteka Narodowa, dział rękopisów, akcesja 7505 I-II.

Str 114

—————————–

przesiedleni do warszawskiego getta z innych miast[62]. O zdarzeniach o rok późniejszych od opisywanych tak pisał kronikarz getta, Emanuel Ringelblum: „dobrowolni agenci policyjni – «szmalcownicy» nie spuszczają Żyda z oka, aby w stosownym momencie, gdy Żyd zdejmie opaskę i wejdzie do jakiejś bramy, złapać go na gorącym uczynku i zażądać odpowiedniego okupu. Sprytniejszy «szmalcownik» zaobserwuje numer mieszkania i do spółki z policjantem dokona «wypadu» na Żyda i chroniących go chrześcijan”[63].

Wspomniany wcześniej udział policjanta Żelaznego w gangu szmalcowników nie należał do wyjątków. Szajka Dymytruka również korzystała z pomocy polskich policjantów, a wczesnym latem 1940 r. wybuchła większa sprawa szmalcownicza, której głównymi bohaterami byli również policjanci. 2 lipca Volksdeutsch Johann Weg mieszkający przy ul. Kapucyńskiej poinformował Gestapo, że znani mu Żydzi wychodzą z aresztów policyjnych, po opłaceniu odpowiednich funkcjonariuszy[64]. Jednym ze wskazanych ludzi był Szyja Dymentman, kupiec mieszkający w domu przy ul. Królewskiej 27. Podczas przesłuchania Dymentman przyznał, że zaaresztowany został bezpodstawnie, ale dlatego, że był człowiekiem majętnym, mogącym zapłacić za odzyskanie wolności. Wraz z nim „zasiadło” w więzieniu pięciu innych Żydów. Dymentman wyszedł po zapłaceniu 2,5 tys. zł łapówki; nie był w stanie powiedzieć, ile dali inni aresztowani. W cztery dni po przesłuchaniu Dymentmana Gestapo aresztowało Ignacego Karwowskiego, policjanta z 18-letnim stażem pracy. Karwowskiego osadzono na Rakowieckiej, a śledztwem objęto większość policjantów pracujących z aresztowanym w tym samym komisariacie. W trakcie przesłuchań gestapowcy dowiedzieli się, że policja miała zwyczaj dokonywać rewizji w mieszkaniach bogatych Żydów i rekwirować znalezione kosztowności i pieniądze. Jeżeli tych nie znaleziono, właścicieli

_____

[62]. E. Ringelblum, „Kronika”, s. 239.

[63]. E. Ringelblum, „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej”. Warszawa 1988, s. 95.

[64]. AMSW, Zespól Sądu niemieckiego (Deutsches Gericht Warschau – dalej DG), 54, 2 lipca 1940, doniesienie Johanna Wega oraz zeznanie Szyi Dymentmana.

Str 115

—————————–

mieszkań zatrzymywano w areszcie, póki nie zapłacili okupu za zwolnienie[65]. Korupcja wśród policji (również niemieckiej) na tle działalności szmalcowniczej przybrała w Warszawie takie rozmiary, że dwóch gestapowców rozstrzelano „dla pokazu” za tzw. „Judengeschäfte”[66]. Pełen niepokoju list nadesłał w tej sprawie do Warszawy szef poznańskiej Kripo. Wedle jego informacji proceder handlu Żydami i z Żydami stał się powszechny wśród niemieckich policjantów w Warszawie. Zjawisko przybrało takie rozmiary, że Żydów wykupujących się z getta i odtransportowywanych na Pragę w kręgach policyjnych nazywano Meerschweinchen: świnki morskie[67].

Podsumowanie

Wizerunek szmalcowników wyłaniający się z akt niemieckiej prokuratury w Warszawie z jednej strony potwierdza obserwacje naocznych świadków, a z drugiej – wnosi nieco nowych elementów. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zorganizowany charakter gangów szmalcowniczych i na ich „międzyetniczny” profil. Do jednego gangu potrafili należeć Polacy, Niemcy i Żydzi. Ważny jest też skład społeczny „szmalcowniczego cechu” – zawodowi kryminaliści stanowią w nim zdecydowaną mniejszość. Przeważają ludzie, którzy – aby użyć sformułowania Ringelbluma – uznali Żydów za „umarłych na urlopie”, czyli ludzi, którzy tak czy inaczej skazani są na śmierć. A skoro mają umrzeć, to dlaczego mieliby zabierać ze sobą niepotrzebne im już dobra doczesne? Pamiętać też trzeba o bardzo wczesnym zaistnieniu szajek szantażystów, gdyż pierwsze rozprawy trafiają na wokandę sądów warszawskich już zimą 1939/1940.

_____

[65]. AMSW, DG, 54, zeznania granatowych policjantów z dnia 24 września 1940 r.

[66]. S. Biernacki, „Okupant a polski ruch oporu. Władze hitlerowskie w walce z ruchem oporu w dystrykcie warszawskim, 1939-1944″, Warszawa 1989, s. 55-57.

[67]. AMSW, Zespól Amt des Gouverneurs des Distrikts Warschau. Der SS-und Polizeifuhrer, 39-44, teczka 115. Wśród polskich szmalcowników tropionych Żydów nazywano „kotami”.

Str 116

—————————–

Szmalcownictwo, jak już zauważyliśmy na początku tego artykułu, jest jednym z wielu zagadnień okresu okupacji, które nie doczekało się dotąd własnego opracowania. Artykuł powyższy nie jest w tej materii też słowem ostatnim. Ogromne bogactwo dostępnych zbiorów archiwalnych, zainteresowania młodego pokolenia polskich historyków oraz zwiększający się dystans wobec tragedii lat 1939-1945 sprzyjają śmielszemu podejściu do drażliwych zagadnień w historii najnowszej. Niestety, w dalszym ciągu wśród części polskiej opinii publicznej panuje przekonanie, że tematy nieomawiane zanikną same z siebie. Nic bardziej błędnego. Rozciągnięcie milczenia nad tym ponurym i haniebnym aspektem lat okupacji nie będzie w stanie przysporzyć większej chwały państwu podziemnemu (które obrońców i tak nie potrzebuje). Natomiast próby omówienia tych bolesnych zagadnień nie będą w stanie niczego ująć bohaterskim członkom Żegoty bądź też tysiącom Polaków, którzy poświęcili życie ratując swoich żydowskich współobywateli. W cieniu przemilczeń rodzić się mogą jedynie uprzedzenia i kompleksy maskowane fałszywie pojętą troską o „obronę dobrego imienia narodu polskiego”. Jedynie pełne i otwarte wystawienie na światło dzienne całej gamy ludzkich zachowań i reakcji z czasów okupacji umożliwi nam zrozumienie postaw Polaków w tym tragicznym okresie. Dalsze przemilczanie tej części wspólnej przeszłości może jedynie pogłębić kompleksy i zaostrzyć wzajemne zarzuty, których ofiarą jest do dziś dnia kulejący dialog polsko-żydowski.

Jan GRABOWSKI

Jan Grabowski – ur. w 1962 roku w Warszawie, absolwent UW jest od 1993 roku profesorem na wydziale historii Université d’Ottawa.

Str 117

—————————–

Etiketter , ,

Lämna en kommentar

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Logga ut / Ändra )

Twitter-bild

You are commenting using your Twitter account. Logga ut / Ändra )

Facebook-foto

You are commenting using your Facebook account. Logga ut / Ändra )

Ansluter till %s


Follow

Get every new post delivered to your Inbox.