<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Antykatoendek007&#039;s Weblog</title>
	<atom:link href="http://antykatoendek007.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://antykatoendek007.wordpress.com</link>
	<description>Just another WordPress.com weblog</description>
	<lastBuildDate>Sun, 20 Mar 2011 19:51:38 +0000</lastBuildDate>
	<language>sv</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='antykatoendek007.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Antykatoendek007&#039;s Weblog</title>
		<link>http://antykatoendek007.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://antykatoendek007.wordpress.com/osd.xml" title="Antykatoendek007&#039;s Weblog" />
	<atom:link rel='hub' href='http://antykatoendek007.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>&#8221;Ja tego Zyda znam!&#8221; Szantazowanie Zydow w Warszawie, 1939-1943</title>
		<link>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/20/ja-tego-zyda-znam-szantazowanie-zydow-w-warszawie-1939-1943/</link>
		<comments>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/20/ja-tego-zyda-znam-szantazowanie-zydow-w-warszawie-1939-1943/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Mar 2011 14:38:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>antykatoendek007</dc:creator>
				<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[szmalcownictwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://antykatoendek007.wordpress.com/?p=28</guid>
		<description><![CDATA[&#8221;Ja tego Zyda znam!&#8221; Szantazowanie Zydow w Warszawie, 1939-1943 _______________________________________________ JAN GRABOWSKI Centrum Badan nad Zaglada Zydow Polish Center for Holocaust Research Warszawa 2004-12-14 Wydawnictwo  IFiS  PAN Projekt okladki Tomasz Lec redakcja Antonina Majkowska-Sztange Elzbieta Morawska Centrum Badan nad Zaglada Zydow Polish Center for Holocaust Research Copyright © by Jan Grabski and Wydawnictwo  IFiS  PAN [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=28&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#ff0000;"><strong>&#8221;Ja tego Zyda znam!&#8221;</strong></span></p>
<p><span style="color:#ff0000;"><strong> </strong></span></p>
<h2><span style="color:#ff0000;">Szantazowanie Zydow</span></h2>
<p><span style="color:#ff0000;"><strong> w Warszawie,</strong></span></p>
<p><span style="color:#ff0000;"><strong> 1939-1943</strong></span><strong> </strong></p>
<p>_______________________________________________</p>
<h2>JAN GRABOWSKI</h2>
<p>Centrum Badan nad Zaglada Zydow</p>
<p>Polish Center for Holocaust Research</p>
<p>Warszawa <strong>2004</strong>-12-14</p>
<p>Wydawnictwo  IFiS  PAN</p>
<p>Projekt okladki Tomasz Lec</p>
<p>redakcja</p>
<p>Antonina Majkowska-Sztange</p>
<p>Elzbieta Morawska</p>
<p>Centrum Badan nad Zaglada Zydow</p>
<p>Polish Center for Holocaust Research</p>
<p>Copyright © by Jan Grabski</p>
<p>and Wydawnictwo  IFiS  PAN</p>
<p>ISBN 83-7388-058-5</p>
<p>Podziękowania</p>
<p>Wstępne wyniki moich badań nad szmalcownikami ukazały się drukiem w „Zeszytach Historycznych” (t. 143, 2003). Jestem wdzięczny redakcji „Zeszytów” za zgodę na wykorzystanie fragmentów artykułu w niniejszej pracy. Jestem głęboko zobowiązany Barbarze Engelking za uwagi, komentarze i sugestie, bez których ta praca nie wyszłaby poza stadium wstępnych planów. Podziękowania za rady i sugestie kieruję również do doktora Dariusza Libionki oraz doktora Andrzeja Żbikowskiego. Odpowiedzialność za pozostałe jeszcze błędy ponosi wyłącz-nie autor. Chcę również wyrazić wdzięczność zawsze po-mocnym pracownikom Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy, Sekcji Rękopisów Biblioteki Narodowej oraz Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej. Zgodnie z przepisami dotyczącymi udostępnienia materiałów archiwalnych, nazwiska szantażystów zostały zmienione.</p>
<p>Spis treści</p>
<p>Podziękowania                                                                                        5</p>
<p>Wprowadzenie                                                                                         7</p>
<p>Szmalcownicy i ich ofiary                                                                     15</p>
<p>Periodyzacja wydarzeń                                             17</p>
<p>Sądy i podsądni                                                                                       21</p>
<p>Warszawiacy wobec prześladowania Żydów       31</p>
<p>Portret szantażysty-szmalcownika                         43</p>
<p>Zarobki szmalcowników                                           48</p>
<p>Kary                                                                              54</p>
<p>Portret ofiary.                                                              60</p>
<p>Szantażowanie Żydów — modus operandi                                       67</p>
<p>Szantaż „na Niemca”                                                69</p>
<p>Szantaż „z urzędu”                                                    83</p>
<p>Działania na własną rękę                                         89</p>
<p>Tropienie ukrywających się po stronie aryjskiej  92</p>
<p>Aryjskie papiery                                                         100</p>
<p>Rabowanie mienia żydowskiego</p>
<p>i pożydowskiego                                                         110</p>
<p>Szantaże i mordy w podwarszawskich wsiach     118</p>
<p>Zamiast zakończenia                                                                             127</p>
<p>Bibliografia                                                                                               133</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Wprowadzenie</p>
<p>W parku w jerozolimskim Yad Vashem rosną drzewka oliwne, upamiętniające bohaterstwo ludzi niosących pomoc Żydom w czasach Zagłady. Każde drzewko po-święcone jest innemu spośród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Od 1963 roku, kiedy zaczęto przyzna-wać tytuły Sprawiedliwych, uhonorowano w ten sposób ponad dwadzieścia tysięcy osób. „Polskich” drzewek jest w Yad Vashem najwięcej – prawie sześć tysięcy. Każde z nich uosabia bezgraniczne poświęcenie i bohaterstwo okazane w obliczu najbardziej przerażającego terroru. Świadomość tego, iż niesienie pomocy Żydom zostało przez Niemców zagrożone karą śmierci, nadaje czynom polskich Sprawiedliwych wyjątkowy charakter. Działalność tych ludzi została szeroko omówiona w licznych publikacjach poświęconych dziejom okupacji niemieckiej w Polsce oraz stosunkom polsko-żydowskim. Wiele miejsca poświęcono również organizacjom Państwa Pod-ziemnego niosącym pomoc ginącym Żydom polskim. Podkreśla się rolę Rady Pomocy Żydom („Żegoty&#8221;) oraz pisze o ponawianych przez podziemie próbach zaalarmowania międzynarodowej opinii publicznej o trwającej eksterminacji ludności żydowskiej. Duma z czynów Sprawiedliwych nie powinna jednak usprawiedliwiać zaniechania badań nad ludźmi, którzy wobec Zagłady za-chowali obojętność. Nawet w czasie wojny życie płynie swoim trybem i trudno oczekiwać od całego społeczeństwa codziennego bohaterstwa, bezkompromisowości i odwagi. Przeto w polskiej literaturze dotyczącej lat wojny i okupacji problemowi postaw obojętnych oraz zagadnieniu granic kompromisu wobec okupanta poświęcono bardzo mało uwagi. Jeszcze mniej wiadomo o ludziach, dla których terror oraz drakońskie prawa wprowadzone przez hitlerowców stworzyły możliwość szybkiego wzbogacenia się. O nich właśnie będzie mowa w tej pracy.</p>
<p>7</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Nie jest tajemnicą, że podczas wojny działali w Polsce ludzie trudniący się szantażowaniem współobywateli pochodzenia żydowskiego. Wbrew często powtarzanym opiniom, zjawisko szmalcownictwa nie należało do zachowań marginalnych, lecz stało się źródłem zarobków dla tysięcy ludzi. Wielu warszawiaków stało się bez-pośrednimi (i często biernymi) świadkami wymuszeń, a całe społeczeństwo było świadome istnienia nagonki na ukrywających się Żydów. Choć liczbę Żydów wydanych w ten sposób w ręce Niemców trudno oszacować, to zbrodniczą działalność szantażystów i donosicieli na-leży rozpatrywać nie tylko w kategoriach cierpienia i śmierci ich bezpośrednich ofiar, lecz także męczeństwa tych wszystkich, którzy – bojąc się zagrożeń czekających na nich po drugiej stronie murów – zdecydowali się po-zostać w getcie i podzielić los większości warszawskich Żydów. Do zbrodni szmalcowników należałoby również dodać ofiary „zatrzaśniętych drzwi” – ludzkiej obojętności i strachu. Niektórzy warszawiacy, którzy w innych okolicznościach pomogliby zaszczutym przez Niemców Żydom, wobec zagrożenia donosami i szantażami, w od-ruchu samoobrony, zamykali drzwi przed szukającymi kryjówki.</p>
<p>Jeżeli chodzi o definicję pojęcia szmalcownictwa, to warto podkreślić milczenie, jakie na ten temat zachowywały wydane na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci encyklopedie. Słowo „szmalcownik” nie znalazło się ani w trzynastotomowej encyklopedii wydanej w latach 60., ani w późniejszej sześciotomowej encyklopedii PWN. Nieco lepiej sytuacja wygląda w słownikach. Co prawda Leksykon PWN, Słownik ortograficzny języka polskiego, Popularny słownik języka polskiego oraz Słownik języka polskiego Mieczysława Szymczaka zachowują na temat szmalcowników „encyklopedyczną” powściągliwość, ale już ze słownika Doroszewskiego możemy się dowiedzieć, że „szmalcem nazywano za okupacji hitlerowskiej okup wymuszany na kimś, zwykle na Żydach, pod groź-</p>
<p>8</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>bą zadenuncjowania, wydania w ręce gestapo”. Natomiast szmalcownikiem był ten, kto „wymuszał na kimś okup, zwykle na Żydzie, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce gestapo”. Podobną definicję możemy znaleźć w Słowniku współczesnego języka polskiego pod redakcją Bogusława Dunaja. Ż powyższego zestawienia widać, że niełatwo odszukać definicję wyrażenia, które niemniej jednak od lat wojny zdobyło sobie prawo obywatelstwa w języku polskim. Ż drugiej strony fakt, że za-istniała w polszczyźnie potrzeba ukucia nowego wyrazu na określenie ludzi zajmujących się tropieniem i szantażowaniem Żydów wskazuje na niebagatelną skalę tego zjawiska. Nawiasem mówiąc, badania nad szmalcownictwem równie dobrze można by rozszerzyć na ludzi denuncjujących Żydów z poczucia obowiązku, z pobudek ideologicznych bądź osobistych.</p>
<p>Problem denuncjacji i szantażu wobec Żydów jest jednym z wielu zagadnień, które nie doczekały się dotąd obszerniejszego omówienia we współczesnej polskiej literaturze historycznej. Dopiero w ostatnich latach pojawiło się kilka publikacji, które w sposób bardziej systematyczny (choć z reguły przy okazji omawiania innych zagadnień) zajęły się tym bolesnym problemem (1). W „Słowniku historii i kultury polskich Żydów” szmalcowników zdefiniowano jako ludzi zarabiających szantażowaniem i denuncjowaniem ukrywających się Żydów (2). Steven Paulsson w swojej książce poświęconej Żydom</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(1) Do prac naukowych, w których wspomniano (choć pobieżnie) problem szmalcownictwa należą: T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942&#8211;1945, Warszawa 1982; B. Engelking i J. Leociak, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2001, oraz znajdująca się obecnie w druku praca D. Libionki, ŻWŻAK i Delegatura Rządu RP wobec eksterminacji Żydów polskich. Należy tu również wspomnieć o niepublikowanej, opartej na oryginalnym materiale archiwalnym, pracy magisterskiej: A. Rodek, „Tzw. szmalcownicy &#8212; Warszawa i okolice (1940&#8211;1944)”, (Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2002).</p>
<p>(2) A. Cała, H. Węgrzynek i G. Zalewska, Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, Warszawa 1999.</p>
<p>9</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ukrywającym się w Warszawie, w ślad za Emanuelem Ringelblumem zaproponował, żeby ludzi żerujących na nieszczęściu Żydów podzielić na szantażystów (blackmailers) oraz szmalcowników (extortionists). Ci pierwsi – to świetnie zorganizowani przestępcy, drudzy zaś – to pospolite ruszenie, często wspominane w pamiętnikach „kupy swawolne”, złożone w dużej mierze z bezkarnie grasujących wyrostków. O ile spotkania ze szmalcownikami kończyły się jednorazowym okupem, o tyle szantażyści „strzygli” swe ofiary aż do ostatniej złotówki, dolara i marki, aby na koniec wydać ogołocone ze wszystkie-go ofiary w ręce policji (3). W powyższym podziale jest sporo racji, ale trzeba uściślić, że granice między tymi grupami były płynne. Nie bierze on również pod uwagę trzeciej (bardzo licznej) grupy złożonej z bandytów, nachodzących mieszkania żydowskie i wymuszających okup pod groźbą wydania w ręce gestapo. Niektórzy, szmalcownicy, poprzednio ogołociwszy szantażowane Żydówki ze wszystkich pieniędzy, dalszy haracz pobierali w na-turze, gwałcąc ukrywające się kobiety. Nie widać tu motywacji finansowych, ale niewątpliwie dochodziło do szantażu i do pobrania swoiście rozumianego okupu. In-ni ludzie, którym też poświęcę nieco miejsca, wydawali Żydów w ręce policji („bo tak wypadało&#8221;) ze strachu, bojąc się zbiorowej odpowiedzialności mieszkańców całej kamienicy w razie „wpadki” ukrywających się Żydów. Jeszcze inni, korzystając z aresztowań lub też wywołując je za pomocą donosu, przejmowali resztki żydowskiego mienia wychodząc z założenia, że „oni i tak już długo nie pożyją”. Nie brakowało i takich, którzy wydawali Żydów na śmierć z pobudek ideowych, uzasadniając donosy swoiście pojętą „solidarnością rasową”.</p>
<p>Jakiś czas temu próbę klasyfikacji szmalcowników podjęła Barbara Engelking. Autorka wyodrębniła sześć głównych grup szmalcowniczych. Do pierwszej należeli</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(3) G. S. Paulsson, Secret City. The Hidden Jews of Warsaw, 1940&#8211;1945, Yale 2002, s.149&#8211;151.</p>
<p>10</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ludzie z przedwojennego marginesu, do drugiej – ludzie słabego charakteru, zdeprawowani przez wojnę. Trzecia grupa skupiała ludzi tropiących Żydów w pobudek ideologicznych, czwarta zaś – osoby uległe totalitaryzmowi, dla których hitlerowskie regulacje prawne stały się nor-mą, jakiej należało przestrzegać. Dwie pozostałe grupy to Żydzi wydający innych Żydów w nadziei ocalenia własnego życia oraz Polacy załatwiający własne porachunki za pomocą denuncjacji znienawidzonych sąsiadów i znajomych (4). W literaturze obcojęzycznej szmalcownikom poświęcono więcej miejsca. Jest to jednak literatura praktycznie w Polsce nieznana. Historycy za-chodni, zwracając uwagę na zagrożenie szantażem, piszą o obojętności społeczeństwa polskiego oraz struktur państwa podziemnego. Niekiedy mowa jest wręcz o „zdumiewającej indyferencji” społeczeństwa polskie-go – obojętności, która umożliwiła szmalcownikom bez-karną działalność aż do końca okupacji (5).</p>
<p>W poniższych rozważaniach przyjmiemy dwa podziały działań szmalcowniczych: czasowy i związany z przy-jętą taktyką. Pierwszy, oparty na chronologii, pozwoli na rozróżnienie szantażystów od szmalcowników. W stosunku do przestępców dokonujących wymuszeń w latach 1939–1941, czyli przed wprowadzeniem kary śmierci za przebywanie poza gettem, używać będziemy</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(4) B. Engelking, Zagłada i pamięć. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje opisane na podstawie relacji autobiograficznych, Warszawa 1994, s. 53.</p>
<p>(5) Więcej na ten temat pisze J. Radziłowski, Ejszyszki Revisited, 1939&#8211;1945, „Polin: Studies in Polish Jewry”, (15), 2002, s. 453&#8211;468. D. Cymet, Polish State Antisernitism as a Major Force Leading to the Holocaust, „Journal of Genocide Research”, 1, June 1999, s. 169&#8211;212. I. Gutman, S. Krakowski, Unequal Victims. Poles and Jews during World War Two, New York 1986. W jednym z opracowań czytamy: „Chodzi o zadziwiającą obojętność (indifférence stupéfiante) ogromnej większości polskiego społeczeństwa bądź w stosunku do Shoah, bądź wobec donosicieli, haniebnych szmalcowników, szantażujących Żydów ukrywających się po aryjskiej stronie”. M. i N. Weinstock, Khurbm Varshe, L´anéantissement de la Varsovie juive parYehoshua Perle, „Revue d&#8217;Histoire de la Shoah”, 1998, s. 108.</p>
<p>11</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>nazwy „szantażyści”. Ludzie ci wybierali, co prawda, swoje ofiary „według klucza rasowego”, lecz wykorzystywali specyficzne metody szantażu oraz wychodzili z założenia, że w razie aresztowania Żydom groziła najwyżej grzywna czy areszt. Szantażyści żerowali na strachu warszawskich Żydów, strachu często irracjonalnym, gdyż nawet z punktu widzenia władz okupacyjnych ludzie ci byli zazwyczaj niewinni. Przestępcy, których określimy mianem szmalcowników, zajmowali się tropieniem Żydów po listopadzie 1941 roku, zdając sobie sprawę, że w razie denuncjacji ich ofiary czeka pewna śmierć. Drugi podział oparty jest na kryterium obranej przez przestępców taktyki. Zarówno szantażyści, jak i szmalcownicy działali w pojedynkę bądź w zorganizowanych grupach. Różnorakie „techniki działania” przestępców omówione zostaną w ramach zarysowanej po-wyżej periodyzacji.</p>
<p>Postawy szmalcownicze nie mogą być rozpatrywane wyłącznie w „polskim” kontekście, gdyż niewątpliwie wiążą się z szeroko pojętym „odczłowieczeniem” Żydów, procesem, który zaczął się już przed wojną, w klimacie narastającego antysemityzmu, i objął wszystkie kraje europejskie. Antysemickie hasła lansowane przez hitlerowski Propagandabteilung na łamach pism gadzi-nowych w krajach podbitych trafiały wobec tego niejednokrotnie na podatny grunt. Jak twierdzą historycy epoki najnowszej, szmalcownictwo – w tej czy w innej postaci – istniało bowiem we wszystkich krajach okupowanej Europy. Najnowsza w serii studiów poświęconych polowaniu na Żydów w Europie Zachodniej jest praca opisująca grupę kilkudziesięciu holenderskich ochotników, którzy wydali w ręce Niemców dziewięć tysięcy ukrywających się w Holandii Żydów (6). Ochotnicy z „Kolumny Henneicka” już wcześniej wyspecjalizowali się w wymuszaniu okupów od Żydów, a w 1943 roku, gdy tylko Niemcy przystąpili do wypłacania wysokich nagród za</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(6) Ad van Liempt, Kopgeld. Nederlandse premiejagers op zoek naar joden, 1943, Uitgeverij Balans 2002..</p>
<p>12</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ukrywających się, zaczęli wydawać ofiary bezpośrednio w ręce gestapo. Również we Francji, na przestrzeni ostatnich kilku lat, ukazało się kilka studiów poświęconych denuncjacji i wydawaniu Żydów w ręce niemieckie (7). Nie znaczy to, że temat został wyczerpany. Badaczy, zwłaszcza francuskich, czeka jeszcze ogromna praca.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(7) J.-M. Berlière, Les Policiers francais sous l&#8217;Occupation, Paris 2001. Na</p>
<p>szczególną uwagę zasługuje rozdział „Les mangeurs de juifs” (Pożeracze Żydów); A. Rayski, Le choix des Juifs sous Vichy. Entre soumission et résistance, Paris 1992; S. Fishman, L. Lee Downs, I. Sinanogul, L. V. Smith (wyd.), France at War: Vichy and the Historians, New York 2000; V. Holman, D. Kelly; J. Jackson (wyd.) France: The Dark Years, 1940-1944, New York 2001; L. Taylor, Between Resistance and Collaboration: Popular Protest in Northern France 1940-45, Oxford 2000, oraz artykuł S. Kitsona, From Enthusiasm To Disenchantment: The French Police and the Vichy Regime, 1940-1944, „Contemporary European History”, 11(3), 2002, s. 371-390.</p>
<p>13</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>14 [ Strona pusta ]</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>SZMALCOWNICY I ICH OFIARY</p>
<p>&#8230;szantażyści i szmalcownicy są wieczną zmorą Żydów po aryjskiej stronie. Nie ma dosłownie Żyda „ na powierzchni” czy „pod powierzchnią”, który by nie miał z nimi do czynienia raz albo kilka razy i nie musiał się od nich wykupić większą lub mniejszą sumą pieniędzy.</p>
<p>Emanuel Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie, s. 95</p>
<p>Wraz z upadkiem polskiej państwowości załamały się ustalone normy współżycia społecznego, torując drogę rozwojowi przestępczości oraz szeroko pojętym zachowaniom kryminogennym. „Biuletyn Informacyjny” (dalej BI), bez wątpienia najszerzej kolportowane i najbardziej poważane pismo Państwa Podziemnego, już od wczesnej wiosny 1940 roku donosił o rabunkach, napadach i zabójstwach popełnionych przez rozzuchwalonych czasem wojny bandytów. Doniesieniom BI wtórowały raporty wysyłane z kraju do Londynu. Na jesieni 1941 roku generał Stefan Grot-Rowecki informował, że „szerzy się przestępczość, zwłaszcza przestępstwa pospolite, rozwinęło się donosicielstwo, zaznaczyły się przypadki zbrodniczego współdziałania z okupantem&#8221; (1). „Bandycenie się” dotyczy to w równym stopniu postaw indywidualnych, jak i zachowań zbiorowych (2). Choć szantażowanie Żydów było tylko jednym z wielu przejawów fali bandytyzmu zalewającej okupowany kraj, to szmalcownictwo z całą pewnością nie zaliczało się do problemów marginalnych. Sytuacja w Warszawie należała – jak się wydaje – do najbardziej alarmujących. W prasie konspiracyjnej pisano: „zatrważający wzrost denuncjatorów, nieprawdopodobne rozszerzenie się zgranych kół szantażystów zagraża spokojowi coraz większej ilości ludzi, czyniąc nieznośnym życie tych,</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(1) Armia Krajowa w Dokumentach, t. I: 150. Meldunek nr 88 z 20 listopada 1941.</p>
<p>(2) Zjawisko „bandycenia się” odziałów partyzanckich i komórek konspiracyjnych zostało wstępnie opisane w niedawno wydanej broszurze. Zob. T. Strzembosz (wyd.), Problemy bandytyzmu w okupowanej Polsce w latach 1939-1947, Warszawa 2003.</p>
<p>15</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>którzy prześladowani przez okupanta czują się jak zgonione wściekłe psy (3). Ciągła nagonka ze strony szantażystów i szmalcowników była jednym z najkoszmarniejszych za-grożeń dla wychodzących z getta bądź ukrywających się po aryjskiej stronie Żydów.</p>
<p>W napisanym w ukryciu opracowaniu Emanuela Ringelbluma znajdujemy pierwszą próbę oszacowania liczby grasujących po Warszawie szmalcowników. Według kronikarza getta mówić można było o „setkach, a być może tysiącach” ludzi (4). Według szacunków innego autora: „trud-no powiedzieć, ilu szantażystów grasowało w Warszawie, bez wątpienia nie stanowili oni więcej niż promile jej ludności. Ale niezmierna szkodliwość ich poczynań i całkowi-ta bezkarność sprawiały, że wywierali na życie okupowanego miasta wpływ nieproporcjonalnie duży, znacznie większy, niż powinno wynikać z ich liczby (5). Wspomniany już Steve Paulsson, na podstawie pamiętników ukrywających się w Warszawie Żydów pisze o kilkuset gangach skupiających od trzech do czterech tysięcy ludzi (6). Powstaje pytanie, czy mowa o kilku tysiącach ludzi parających się szmalcownictwem na przestrzeni czterech lat okupacji, czy też o liczbie ludzi tropiących Żydów k  a ż d e g o dnia okupacji. Te dość pobieżne szacunki nie uwzględnia-ją też faktu, że szmalcownictwo dla wielu stanowiło zajęcie dorywcze, „z doskoku”, w miarę nadarzającej się okazji.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(3) „Prawda”, marzec 1943. Cytuję za: T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942–1945, Warszawa 1982, s. 279.</p>
<p>(4) E. Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, Warszawa 1988, s. 95.</p>
<p>(5) T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada, op. cit., s. 267.</p>
<p>(6) G. S. Paulsson, Secret City. The Hidden Jews of Warsaw, 1940-1945, Yale 2002, s. 149.</p>
<p>16</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Periodyzacja wydarzeń</p>
<p>Jak już zaznaczyłem we wprowadzeniu, wymuszenia i szantaże wobec Żydów dzieli wyraźna cezura czasowa. Pierwszy okres trwał do listopada 1941 roku, kiedy ceną denuncjacji było więzienie, grzywna i przesiedlenie do getta. Drugi zaś rozpoczął się w końcu listopada 1941 roku, kiedy to warszawski Sąd Specjalny zasądził pierwsze wyro-ki śmierci na Żydów schwytanych poza murami dzielnicy zamkniętej (7). Niejednokrotnie można usłyszeć, że szantażowanie Żydów rozpoczęlo się z chwilą zamknięcia getta, czyli od 15 listopada 1940 roku. Nic bardziej błędnego. Szantażowanie Żydów rozpoczęlo się z chwilą wejścia wojsk niemieckich do Warszawy i przybierało na sile z każ-dym nowym antyżydowskim rozporządzeniem. Już pierwsze dni okupacji dostarczyły licznych dowodów niemieckiej brutalności i pogardy wobec Żydów. A to z kolei nie pozostawiało wątpliwości co do miejsca tej społeczności w ramach nowego hitlerowskiego porządku w okupowanej stolicy. Rychłe wprowadzenie na terenie Generalnej Guberni specjalnych ustaw antyżydowskich uzmysłowiło wszystkim, że ludność żydowska została wyjęta spod prawa. Po pierwszych miesiącach konfuzji, sami Żydzi zrozumieli, że nie mogą spodziewać się pomocy ze strony policji ani innych władz. Co gorsza, już wkrótce okazało się, że wielu skorumpowanych „granatowych” policjantów we-szło w porozumienie z gangami szmalcowników, ofiarowując opiekę i informacje w zamian za część wyłudzonych od Żydów pieniędzy. Pierwszym krokiem ułatwiającym szantaż było wprowadzenie 1 grudnia 1939 roku nakazu noszenia przez Żydów opasek z gwiazdą Dawida. Obowiązkowi temu podlegali wszyscy Żydzi (bez względu na wyznanie) Powyżej dziesiątego roku życia. Wraz z zagęszczaniem się atmosfery terroru, rosły kary nakładane na Żydów nie sto-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(7) Rozporządzenie Hansa Franka z 15 października 1941 oraz zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera z 10 listopada 1941, opublikowane w „Nowym Kurierze Warszawskim”, 12–13 listopada 1941. Cyt. za: W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, ,Warszawa 1967, s. 236, oraz W. Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci, 1939-1944, Warszawa 1967, s. 118.</p>
<p>17</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>sujących się do zarządzeń władz. Wraz z wyższymi karami rosło zagrożenie szantażem. Brak opaski z gwiazdą Dawida karany był z początku aresztem i grzywną. O ile kary pieniężne wynosiły (do polowy 1941 roku) ok. 30&#8211;150 złotych, o tyle towarzyszący im areszt śledczy stanowił okrutną i trwającą nieraz kilka miesięcy karę. Warunki panujące wówczas na Rakowieckiej opisał jeden z osadzonych w mokotowskim więzieniu szantażystów: nie trzeba nadmieniać, że siedzenie w więzieniu. nie należy do przyjemności, tym bardziej że teraz w okresie wojennym, gdzie i wyżywienie niewystarczające i przepełnienie ogromne. W celach dla 30 więźniów siedzi 80 i więcej ludzi, zmian bielizny jest mato, ludzie są wycieńczeni, nic więc dziwnego, że w końcu. stycznia wybuchła u nas epidemja tyfusu plamistego, na który zapadło około 200 osób. Ja mimo że byłem stale na infekcję narażony, ponieważ od połowy stycznia jestem pisarzem szpitala więziennego, dzięki zastrzykom Prof. Weigla, które jako jeden z trzech więźniow na cały Mokotów otrzymałem, szczęśliwie jakoś zakażenia uniknąłem (8). Sama groźba trafienia na szereg miesięcy do aresztu śledczego stanowiła wystarczający motyw, aby opłacić się szatanżystom czy też &#8212; aby odwołać się do ówczesnego żargonu &#8212; „szmalcować się”. Liczne (i zawsze bezskuteczne) prośby o zwolnienie z aresztu wystosowane do sądów niemieckich przez osadzonych na Dzielnej, Daniłowiczowskiej bądź na Rakowieckiej Żydów stanowią wymowne świadectwo okropnych warunków panujących w więzieniu.</p>
<p>Na terenach północnego Mazowsza (wcielonego do Rzeszy) za brak opaski karano śmiercią już od końca 1939 roku. W marcu 1940 roku „Nowy Kurier Warszawski” in-formował, że „winni wykroczenia (nienoszenia opaski &#8212; J. G.) podlegają karze więzienia i grzywny do nieograniczonej wysokości lub jednej z tych kar&#8221; (9).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(8) Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy (dalej AMSW), Sondergericht Warschau (dalej SGW) teczka 218 (354), 31 marca 1941, fol. 214. Fragment listu szantażysty do dyrektora „plantacyj” warszawskich, dr. Leona Danielewicza.</p>
<p>(9) &#8221;Nowy Kurier Warszawski”, 15 marca 1940, s. 3.</p>
<p>18</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Wyroki za brak opaski syjonistycznej (tzw. Judenkennzeichen), poruszanie się bez przepustki oraz za przebywanie poza dzielnicą żydowską z fałszywymi papierami (10).</p>
<div>
<table border="0" cellspacing="0" cellpadding="0">
<tbody>
<tr>
<td width="172" valign="top">Wyrok</td>
<td width="62" valign="top">1940-1942</td>
<td width="36" valign="top">1940</td>
<td width="35" valign="top">1941</td>
<td width="34" valign="top">1942</td>
</tr>
<tr>
<td width="172" valign="top">Grzywna</td>
<td width="62" valign="top">231</td>
<td width="36" valign="top">142</td>
<td width="35" valign="top">89</td>
<td width="34" valign="top">-</td>
</tr>
<tr>
<td width="172" valign="top">Grzywna i więzienie (do 1 roku)</td>
<td width="62" valign="top">210</td>
<td width="36" valign="top">87</td>
<td width="35" valign="top">118</td>
<td width="34" valign="top">5</td>
</tr>
<tr>
<td width="172" valign="top">Więzienie (1 do 3 lat)</td>
<td width="62" valign="top">16</td>
<td width="36" valign="top">12</td>
<td width="35" valign="top">3</td>
<td width="34" valign="top">1</td>
</tr>
<tr>
<td width="172" valign="top">Więzienie (powyżej 3 lat)</td>
<td width="62" valign="top">16</td>
<td width="36" valign="top">3</td>
<td width="35" valign="top">9</td>
<td width="34" valign="top">4</td>
</tr>
<tr>
<td width="172" valign="top">Kara śmierci</td>
<td width="62" valign="top">8</td>
<td width="36" valign="top">-</td>
<td width="35" valign="top">5</td>
<td width="34" valign="top">3</td>
</tr>
<tr>
<td width="172" valign="top">
<h1>Razem</h1>
</td>
<td width="62" valign="top"><strong>481</strong></td>
<td width="36" valign="top"><strong>244</strong></td>
<td width="35" valign="top"><strong>224</strong></td>
<td width="34" valign="top"><strong>13</strong></td>
</tr>
</tbody>
</table>
</div>
<p>Drugim krokiem mającym na celu marginalizację ludności żydowskiej było wprowadzenie restrykcji majątkowych. Zamożniejszych Żydów zmuszono do przekazania środków produkcji w ręce aryjskich zarządców komisarycznych (tzw. treuhänderów); ubożsi musieli zarejestrować u władz policyjnych wszystkie posiadane kosztowności (11). Szczególnie „poszukiwaną” grupą byli żydowscy bankierzy i finansiści, którym nie udało się na czas opuścić kraju. W szantażowaniu tej kategorii ofiar palmę pierwszeństwa dzierżyli Niemcy występujący w pełnym majestacie hitlerowskiego prawa. Przykład dla szmalcowników szedł z góry: policja niemiecka zajęła się bogatymi Żydami już w pierwszych dniach października 1939 roku. Członkowie stacjonującej w Warszawie Einsatzgruppe rozpoczęli prewencyjne aresztowania zamożnych ludzi, którzy mogli uciec za granicę lub mieli za granicą wpływowych krewnych, mogących wpłacić okup za uwolnienie bliskich. Aresztowano i szantażowano Wawelbergów,</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(10) Zestawienie sporządzono na podstawie wyroków Sondergerichtu zachowanych w aktach Sądu Niemieckiego, Sądu Specjalnego oraz Prokuratury przy Sądzie Specjalnym. Grzywny nałożone bez dodatkoweJ kary pozbawienia wolności wynosiły od 30 do 1000 złotych.</p>
<p>(11) Zarządzenie z dnia 24 stycznia 1940 roku o &#8221;zgłoszeniu żydowskiej własności w Generalnej Guberni&#8221; [Anmeldung des jüdischen Vermögens im GG].</p>
<p>19</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Fleischmannów i Hochmanów (12). W ślad za policją, pojawili się przedstawiciele firm niemieckich, skorzy do przejęcia „aryzowanych” przesiębiorstw, a za nimi przyjechali z Niemiec różnej maści hochsztaplerzy i szumowiny (13). Od października 1940 roku zaczęła się masowa przeprowadzka Żydów w granice nowo utworzonej dzielnicy żydowskiej. 15 listopada getto zostało zamknięte, a pobyt Żydów poza jego granicami – zakazany. W miarę narastania usankcjonowanego bezprawia pogłębiało się po-czucie bezradności wśród warszawskich Żydów, a na nim zaczęli żerować przestępcy, którzy już niebawem ochrzczeni zostali mianem szmalcowników.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(12) AMSW, Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau (dalej SSW), teczka 127. 20 listopada 1939 osadzono na Pawiaku Michała i Henryka Wawelbergów, Albina Fleischmana i Norberta Hochmana. Rodziny aresztowanych gestapo zdołało przechwycić 21 listopada w tranzycie, w Wiedniu. Według dr. F. działającego jako agent-provocateur na rzecz gestapo, aresztowani Żydzi chcieli wywieźć z Polski ok. 3&#8211;4 mln złotych (fol. 76).</p>
<p>(13) AMSW, SSW, m.in. teczki 145 (127); 625 (493); 657 (503); 1000 (1071); 1747 (1717). Kwestia ta wychodzi poza ramy tej pracy, ale w aktach prokuratury odnajdujemy wiele przykładów Niemców rabujących Żydów „w majestacie prawa”, powołujących się na przepisy o wywłaszczeniu właścicieli żydowskich.</p>
<p>20</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Sądy i podsądni</p>
<p>&#8230;ze względu na to, że tego rodzaju sprawy (szantaże Żydów – J.G.) są już powszechnie znane i jako że narażajq one na szwank dobre imię organów gestapo, należy wobec zatrzymanych zastosować wyjątkowo surowe kary, aby nie dopuścić do podobnych przypadków w przyszłości.</p>
<p>SS-Hauptscharführer Stüllenberg</p>
<p>z warszawskiego gestapo, 23 maja 1940 roku,</p>
<p>teczka 33 (134) Sondergericht Warschau.</p>
<p>Badaczom zajmującym się zagadnieniem szantażu i szmalcownictwa w sukurs przychodzą archiwa represji – akta i dokumenty wytworzone przez okupacyjne władze niemieckie. Nas będą interesować głównie akta sądów niemieckich okupowanej Warszawy. Fakt, że Niemcy kierowali oskarżenia przeciwko osobom szantażującym Żydów, może, na pierwszy rzut oka, budzić zdziwienie lub też wręcz sprawiać wrażenie ponurego żartu. W zasadzie Niemcy żyli w symbiozie z różnego rodzaju donosicielami i szantażystami; podczas gdy jedni wyłapywali Żydów w ramach obowiązków służbowych lub z pobudek ideologicznych, inni robili to dla pieniędzy. Niewykluczone zresztą, że i wśród szmalcowników zdarzali się ludzie, którzy do motywacji finansowej dodawali różnorakie po-budki „ideologiczne”, mające wytłumaczyć i usprawiedliwić haniebny proceder. Dalej poświęcimy im nieco więcej miejsca.</p>
<p>Pomimo swoiście pojętej wspólnoty celów szmalcownicy oraz inne osoby żerujące na Żydach w pewnych oko-licznościach z tropiących przeistaczali się w tropionych. Sprawy karne o szantażowanie Żydów trafiały bowiem na wokandę niemieckich sądów w czterech przypadkach:</p>
<p>&#8211; bezprawnego podawania się za gestapo, szantażowania Polaków błędnie oskarżonych o żydowskie pochodzenie,</p>
<p>&#8211; podejrzenia o szerzenie korupcji wśród urzędników niemieckich,</p>
<p>21</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>&#8211; kiedy to ze skargą na szantażystów zgłosili się na policję sami Żydzi.</p>
<p>W pierwszym przypadku policja niemiecka zdawała się być zaniepokojona faktem, że sprawcy podważają prestiż władz okupacyjnych. Niektórzy gestapowcy, jak cytowany powyżej Stüllenberg, posuwali się dalej i w protokołach zajść zżymali się, iż działalność oskarżonych wystawia na szwank dobre imię organów gestapo. Jeżeli już mowa o zaskakujących sformułowaniach, to policja granatowa nie pozostawała w tyle za policją niemiecką i w protokołach zatrzymań ludzi podających się za funkcjonariuszy gestapo i wyposażonych w opaski ze swastyką, używała zgrabnej frazy: „podejrzany nadużył symbolu ruchu narodowosocjalistycznego” lub też „nadużyl symbolów niemieckich&#8221; (14). Podobnie szantażowanie Żydów określane bywało w policyjnych doniesieniach jako „grożenie konsekwencjami natury politycznej”.</p>
<p>Kolejny (dość częsty) typ spraw – pomyłkowe szantażowanie Polaków – z reguły kończył się na ostrej wymianie zdań. Niekiedy jednak, jak wynika z akt procesowych, sprawa przybierała bardziej oficjalny obrót i szantażowani wzywali na pomoc policję. Oddanie sprawy w ręce władz uważane było za formę „oczyszczenia dobrego imienia” wystawionego na szwank w wyniku niesłusznych podejrzeń co do czystości rasowej powoda.</p>
<p>Wciąganie urzędników niemieckich w machinacje szantażystów stanowiło jeden z najpoważniejszych zarzutów stawianych oskarżonym. Wobec bogato udokumentowanej korupcji panującej na wszystkich szczeblach administracji niemieckiej w Generalnej Guberni, oskarżenia takie nie brzmią zaskakująco (15). Nawiasem mówiąc, ko-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(14) „Nadużycie” symboli niemieckich stanowiło pogwałcenie § 1, 3 rozporządzenia generalnego gubernatora z 23 listopada 1939.</p>
<p>(15) W tekście porzucono cudzysłowy w wypadku sformułowań, takich jak „aryjczyk” lub „po aryjskiej stronie”. Nawet jeżeli wyrazy te zostały zaszczepione na gruncie polskim przez propagandę hitlerowską, to w ciągu następnych lat weszły w powszechny obieg, czego najlepszym dowodem są pisane na gorąco wspomnienia, dzienniki lub też prasa podziemna. W wielu wy-</p>
<p>22</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>rupcja wśród niemieckiej policji na tle działalności szmalcowniczej przybrała w Warszawie takie rozmiary, że dwóch gestapowców rozstrzelano „dla pokazu” za tzw. Judengeschäfte(16). Pełen niepokoju list wystosował w tej sprawie komisarz Dietges z poznańskiej Kripo. Zwracając się do komendanta Sicherheitspolizei i SD pisał: „Drogi towarzyszu Müller, warszawskie Waffen-SS i gestapo maczają palce w rozmaitych nieczystych interesach. W pierwszym rzędzie idzie tu o nieczyste machlojki z Żydami. Trwa tam zakrojony na szeroką skalę handel ludźmi”. Wedle informacji komisarza Dietgesa proceder handlu Żydami i z Żydami stał się powszechny wśród niemieckich policjantów w Warszawie. Zjawisko przybrało takie rozmiary, że Żydów wykupujących się z getta w kręgach policyjnych nazywano Meerschweinchen: świnki morskie (17). Największy niepokój władz sądowych wzbudzały nie tyle kradzieże i wymuszenia, ile bliskie więzy łączące Niemców z polskimi szantażystami.</p>
<p>Aresztowania czwartego typu, następujące w wyniku skarg szantażowanych Żydów, zdarzały się właściwie tylko w pierwszym roku okupacji. Później, w miarę narastania represji antyżydowskich, zanikły zupełnie. Raport sierżan-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>padkach, aby ułatwić czytelnikowi śledzenie cytowanych w oryginale niemieckich źródeł, obok polskich toponimów podaję nazwy zniemczone przez okupanta. Podobnie, pozostając w zgodzie z duchem czasów, przyjąłem powszechnie przyjęte określenie „Generalna Gubernia” zamiast używać gramatycznie poprawniejszego „Generalnego Gubernatorstwa”. W podobnym duchu zdecydowałem się zachować funkcjonujący w potocznej polszczyźnie rzeczownik „folksdojcz”.</p>
<p>(16) S. Biernacki, Okupant a polski ruch oporu. Władze hitlerowskie w walce z ruchem oporu w dystrykcie warszawskim, 1939-1944, Warszawa 1989, s. 55-57. Władze niemieckie prowadziły liczne dochodzenia przeciwko własnym funkcjonariuszom. Tytułem przykładu: AMSW, zespół Amt des Gouverneurs des Distrikts Watschau (482), teczka 33, wyroki przeciwko referentom Urzędu Nadzoru Cen przy Gubernatorze Dystryktu Warszawskiego [Das Amt für Preisüberwachung beim Gouverneur des Distrikts Warschau] Hansowi Weingartnerowi i Karl-Heinzowi Mühlbergowi, którzy otrzymali po dwa i dwa i pół roku więzienia za łapownictwo.</p>
<p>(17) AMSW, Zespół Amt des Gouverneurs des Dystryktu Warschau. Der SS-und Polizeiführer; 39-44, teczka 115, 29 maja 1941. Wśród polskich szmalcowników tropionych Żydów nazywano „kotami”.</p>
<p>23</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ta Jakuba Adamczaka z IX komisariatu PP, którego fragment przytoczę verbatim, stanowi dobrą ilustrację nieco-dziennej interwencji policji spowodowanej skargą szantażowanego Żyda: w dniu 31 marca 1940 r. będąc w służbie na ulicy Marszałkowskiej na posterunku I o godzinie 18:30 zwrócił się do mnie żydek Stryk Wolf syn Mojżesza, zam. przy ul Żurawiej nr 3 i oświadczył mi, że ów osobnik, które-go wskazał palcem, zatrzymał wymienionego na ulicy Marszałkowskiej i po zatrzymaniu zmusił go pod groźbą zastrzelenia do udania sie wraz z nim do najbliższej bramy. Po wejściu do omawianej bramy osobnik odwrócił go twarzą do ściany i począł rozmawiać z żydkiem po niemiecku oświadczając mu, że jest na usługach „gestapo” i wie dobrze, że Żydek Stryk handluje dolarami i zmuszony jest doprowadzić go do miejscowego „gestapo”. Żydek Stryk na to odpowiedział nut, ze dolarami nie handluje i niczego się nie obawia. Po tej odpowiedzi ów osobnik zażądał od Stryka pod groźbą rozstrzelania 1000 zł, w przeciwnym razie doprowadzi go do „gestapo”; lub też na miejscu Stryka zastrzeli (18). Wczesną wiosną 1940 roku „żydek Stryk” mógł jeszcze zebrać się na odwagę i zawołać policjanta na pomoc, mając nadzieję na interwencję. Niebawem stało się to niemożliwe.</p>
<p>Zespoły Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau), działającej przy tymże sądzie prokuratury (Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau), oraz współpracującego z nimi Sądu Niemieckiego (Deutsches Gericht), z których zaczerpnięto cytowane wyżej przykłady, liczą sobie ponad siedemnaście tysięcy teczekt (19). Spośród przejrzanych akt osobowych wybrałem nieco ponad tysiąc (przeważnie z lat 1939–1943) związanych z tzw. sprawami żydowskimi. Szczególną uwagę zwróciłem na do-chodzenia o wymuszenia (Erpressung), których ofiarą pa-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(18) AMSW, Zespół Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau), dalej: AMSW, SGW, 173 (198), 31 marca 1940. W cytatach źródłowych zachowuję oryginalną pisownię i interpunkcję.</p>
<p>(19) AMSW, (SSW), teczki 1248, 1249, 1250, 1298. Deutsches Gericht Warschau (dalej: DGW). lstnienie tych zespołów było znane niektórym polskim historykom, lecz nie były one jak dotąd przez nich wykorzystane.</p>
<p>24</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dli warszawscy Żydzi. Dochodzenia te objęły ponad osiemset osób: samych szantażystów, ich ofiary, świadków i osoby postronne. Poza procesami o wymuszenia, do kwerendy włączono również kilkaset spraw o nienoszenie opasek z gwiazdą Dawida (tzw. Judenkennzeichen), o szmugiel do getta, o łamanie cen ustawowych, o fałszerstwa dokumentów tożsamości, o przejęcie mienia żydowskiego i handel walutą w getcie.</p>
<p>Akta Sądu Specjalnego, Prokuratury oraz Sądu Niemieckiego obejmują miasto i dystrykt warszawski. W wyjątkowych jedynie przypadkach, z okazji śledztw w sprawach „odpryskowych”, treść materiałów rozciąga się na dalsze tereny. Dlatego też wnioski wyciągane na podstawie analizy akt Sądu Specjalnego oraz prokuratury niemieckiej nie mogą stać się podstawą uogólnień dotyczących całości polskich ziem okupowanych bądź też całej Generalnej Guberni. Praca ta i wypływające z niej wnioski odnoszą się do dystryktu warszawskiego, a jeszcze dokładniej – do Warszawy i najbliższych okolic. Zasięg chronologiczny niniejszego studium obejmuje, z jednej strony, zimę 193911940, kiedy to pierwsze sprawy „szmalcownicze” trafiły na wokandy sądów warszawskich, a z drugiej – jesień 1943, kiedy to sądy niemieckie prze-stały rejestrować „sprawy żydowskie”, przekazując je z miejsca – jak należy mniemać – w ręce gestapo celem „ostatecznego rozwiązania”. O ile w latach 1940–1941 sprawy „żydowskie” stanowiły prawie 10% zespołów Sondergericht i Staatsanwaltschaft, o tyle od jesieni 1942 roku były już tylko nieliczne (20). Szczególnie zajadłe polowanie na ukrywających się Żydów rozpoczęło się latem 1942 roku, kiedy to Żydzi warszawscy zaczęli masowo uciekać z getta, chroniąc się przed transportami śmierci do Treblinki. Echa tych wydarzeń na próżno jednak szukalibyśmy w aktach sądów niemieckich. Ofiary szantażu i denuncjacji zazwyczaj rozstrzeliwano w kilka dni po</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(20) W Sądzie Niemieckim, w latach 1940-1941, sprawy „żydowskie” (głównie o poruszanie się bez opaski z gwiazdą Dawida) stanowią ok. 30% całego zespołu.</p>
<p>25</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>aresztowaniu w ruinach getta, na Pawiaku bądź wysyłano do obozów zagłady. Choć akta warszawskiego gestapo nie są dostępne, to sprawy otwarte przez niemiecką policję z Płocka i Ciechanowa (dokąd kierowali się niektórzy uciekający z Warszawy Żydzi) zezwalają na częściowe choć zapełnienie istniejących luk dowodowych. Należy też zastrzec, że wykorzystane w tej pracy zasoby nie są jedynymi dostępnymi zespołami archiwalnymi. Pomimo ogromnych strat poniesionych przez polskie archiwa w czasie wojny, zachowało się sporo akt sądów polskich, zarówno grodzkich (choć nie dla Warszawy), jak i okręgowych, które nadal czekają na inwentaryzację i opracowanie. Należy mieć nadzieję, że stopniowe udostępnienie tych akt pozwoli w przyszłości zapełnić luki, które siłą rzeczy powstały w niniejszym studium.</p>
<p>Od końca października 1939 roku w Generalnej Guberni istniały dwa systemy sądownicze. Ż jednej strony wprowadzono sądownictwo niemieckie, z drugiej, w znacznie okrojonym zakresie, zachowano sądownictwo polskie. Prokuratura niemiecka mogła skierować do Sondergerichtu każdą sprawę, którą uznała za zbyt ważną, aby jej rozpatrzenie zostawić polskim sądom grodzkim (21). W zasadzie poważne wykroczenia przypadały sądom niemieckim, a polskie sądy apelacyjne, okręgowe oraz grodzkie skupiły się na pospolitych kradzieżach oraz na sprawach cywilnych (22). Polscy sędziowie w Sądzie Apela-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(21) L. Landau, Kronika lat wojny i okupacji, Warszawa 1962, t. 1, s. 122. Obszerne omówienie kompetencji sądów niemieckich i polskich w GG można znaleźć w „Nowym Kurierze Warszawskim” (NKW), dodatek nadzwyczajny z 28 października 1940, oraz w numerze z 1 marca 1940.</p>
<p>(22) Informację na ten temat zamieścił 30 marca 1940 roku NKW (wywiad z sędzią Szymańskim dotyczący działania polskich sądów). Informację o deklaracjach lojalności składanych przez polskich sędziów po-daję za „Biuletynem Informacyjnym” z dnia 12 kwietnia 1940 roku. 19 lipca 1940 BI, zawiadamiając o czystkach wśród warszawskich prawników, donosu zarazem, że zweryfikowani członkowie palestry oraz sędziowie zostali przez Niemców wynagrodzeni zarządem skonfiskowanych Żydom kamienic. O systemie sądownictwa w GG pisał również W Baranowski, Administracja okupacyjna w Gen. Gubernatorstwie, Londyn 1942, s. 8&#8211;9.</p>
<p>26</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>cyjnym (którzy uprzednio złożyli deklarację lojalności wobec III Rzeszy) urzędowali bez insygniów, jedynie w togach, a sentencję wyroku zaczynano nie od zwrotu „w imieniu Rzeczypospolitej”, lecz od słów: „w imieniu Prawa!&#8221; (23). Niemiecki Sąd Specjalny, mieszczący się z początku przy Nowym Świecie 69, potem na Długiej 7, a na koniec przeniesiony do Pałacu Brühla (24), zajmował się sprawami mającymi związek z łamaniem ustaw specjalnych okresu wojny, wliczając w to przestępstwa gospodarcze. Sondergericht interesował się też sprawami, w które wplątani byli obywatele niemieccy (Reichsdeutsche) lub folksdojcze. Niemieckie sądy specjalne, powołane do życia wkrótce po zdobyciu władzy przez partię nazistowską, miały czuwać nad „właściwą” interpretacją istniejących praw i dbać o to, by „wrogowie Rzeszy Wielkoniemieckiej” byli karani zgodnie z duchem prawa, a niekoniecznie z jego literą (25). Warszawski Sąd Specjalny zasiadał i orzekał w trzyosobowym składzie. Dla utrwalenia w pamięci kilku choćby nazwisk, wspomnę trzech prawników podpisanych m.in. pod wyrokiem śmierci na kobietę, która dała żydowskiemu dziecku mleka oraz udzieliła mu gościny. Autorami tej sentencji byli: przewodniczący Sondergerichtu, Dr. Leitsmann oraz sędzio-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(23) O strukturze polskiego sądownictwa w GG pisał M. Sworzeń: Sędzio-wie w podbitym kraju, „Zeszyty Historyczne” 128, 1999, 38-54.</p>
<p>(24) Zniszczony w czasie wojny Pałac Brühla mieścił się pomiędzy dzisiejszym placem Teatralnym a placem Bankowym. Na Długiej 7 mieścił się również Sąd Niemiecki (Deutsches Gericht).</p>
<p>(25) Uroczyste otwarcie Sądów niemieckich w Warszawie nastąpiło 11 kwietnia 1940 roku w asyście generalnego gubernatora Hansa Franka oraz Seyss-Inquarta. Podaję za W. Bartoszewskim (1859 dni Warszawy). Według L. Landaua, Hansa Franka w Warszawie przy tej okazji nie było; zob. Kronika, t. 1, s. 404. Nieco więcej informacji o sądach niemieckich w okupowanej Polsce (choć nie o warszawskim Sondergericht) można zasięgnąć z książki Cz. Madajczyka, Polityka Trzeciej Rzeszy w okupowanej Polsce, Warszawa 1970, t. 2, s. 245-250. Obszernym &#8212; choć niestety niedostępnym w języku polskim &#8212; studium o Sądach Spejalnych jest praca H. Wüllenwebera, Sondergerichte im Dritten Reich. Vergessene Verbrechen der Justiz, Frankfurt am Main 1990. Choć praca ta dotyczy głównie sądów na terenie Rzeszy, to poświęca wiele miejsca wyrokom wydanym na Polaków wywiezionych na roboty do Niemiec.</p>
<p>27</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wie Mohr i Knoll (26). Zespół Prokuratury obejmuje samo śledztwo: materiały dochodzeniowe, w dużej mierze sporządzone po polsku przez policję granatową oraz streszczenia po niemiecku przedstawiane niemieckim zwierzchnikom oraz oficerom łącznikowym. Zespół Sądu Specjalnego, zawierający niemal wyłącznie materiały spisane po niemiecku, obejmuje akta procesowe wraz z uzasadnieniem wyroku. W zasadzie teczki osobowe obu zespołów powinny się uzupełniać, tworząc pewien ciąg, umożliwiający nam prześledzenie każdej szmalcowniczej sprawy od początku do końca. W rzeczywistości luki w aktach są tak znaczne, że ciągłość sprawy udaje się za-chować w nielicznych jedynie wypadkach. Przeważnie mamy do dyspozycji materiały dochodzeniowe lub materiały procesowe. Teczki Sądu Specjalnego dopełniają akta Sądu Niemieckiego (Deutsches Gericht) w Warszawie. Trudno jest ściśle rozgraniczyć kompetencje obu tych sądów &#8212; gdyż wiele kategorii toczonych rozpraw się pokrywa &#8212; ale na podstawie zachowanej dokumentacji wydaje się, że Sondergericht zajmował się sprawami o większej wadze państwowej. W celu porównania sytuacji warszawskiej z innymi miastami okupowanej Polski, sięgnięto po-nadto do zespołów archiwalnych ciechanowskiego oraz łódzkiego gestapo (27).</p>
<p>Zakres dochodzeń w sprawach o przestępstwa o charakterze gospodarczym (Kriegswirtchaftsverbrechen) bezustannie się rozszerzał. Na wokandę warszawskiego Sondergerichtu trafiały m.in. sprawy dotyczące kłusownictwa, kradzieży prądu (tzw. pajęczarstwa) oraz mnóstwa innych wykroczeń. Znalazły się między nimi również liczne spra-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(26) AMSW, SSW, teczka 1004 (1050), wyrok na Stanisławę Barbachowską z dnia 8 czerwca 1943 roku. Pod sentencją wyroku znajdujemy podpisy: „Dr. Leitsmann, Landgerichtsdirektor, Mohr, Landgerichtsrat, Knoll, Richter; Dr. Wufka, Gerichtsassessor; ,Nitzpon als Urkundsbeamter der Geschäftstelle”.</p>
<p>(27) Instytut Pamięci Narodowej (IPN), zespół 148, Gestapo Ciechanów (Geheime Staatspolizei Zichenau) oraz IPN Łódź, Zespół 1 &#8212; Gestapo Łódź (Geheime Staatspolizei, Litzrnannstadt).</p>
<p>28</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wy dotyczące szantażowania Żydów i napadów na żydowskie mieszkania. Sąd Specjalny rozpatrywał też sprawy przeciw warszawskim prostytutkom, oskarżonym o zarażenie żołnierzy niemieckich chorobami wenerycznymi. Według Sondergerichtu, działalność taka groziła gotowości bojowej niemieckich sił zbrojnych i była kwalifikowana jako „umyślne uszkodzenie ciała”. Szczególnie liczne są „sprawy węglowe”, dotyczące mieszkańców Ochoty i Pragi oskarżonych o kradzież węgla ze składów oraz z pociągów na dworcach Zachodnim i Wschodnim.</p>
<p>Propaganda niemiecka próbowała przedstawić Sąd Specjalny jako gwaranta spokoju i obrońcę ładu publicznego. Drakońskie wyroki sypiące się na zwykłych kryminalistów miały legitymizować istnienie niemieckich sądów w oczach zmęczonego powszechnym bandytyzmem polskiego społeczeństwa. Artykuły o takim wydźwięku prze-znaczone dla Polaków pojawiały się w warszawskim „szmatławcu”, a podobne materiały dla niemieckojęzycznych czytelników publikowała „Warschauer Zeitung”. Przykładem tej taktyki są prawie codzienne doniesienia w „Nowym Kurierze Warszawskim” o ciężkich karach nakładanych na kryminalistów przez warszawski Sondergericht. Co parę miesięcy publikowano dłuższe noty tłumaczące konieczność nakładania surowych kar. Próbkę tego stylu widać na przykładzie artykułu pt. Zadanie sądów specjalnych, zamieszczonego w NKW 28 lutego 1940 roku: Obecnie czynne są w Polsce niemieckie sądy specjalne, których działalność, być może, nie wszystkim odpowiada. Ale nikt nie będzie mógł zaprzeczyć, że w czasach obecnych istnienie tego rodzaju sądów jest nieodzowną koniecznością, gdyż jakkolwiek wykonują swoje posłannictwo w sposób surowy, służą sprawiedliwości i interesom wszystkich spokojnych obywateli bez różnicy narodowości. Z tego właśnie względu na specjalne podkreślenie zasługuje wyrok, wydany przez Sąd Specjalny w Kielcach. Oto Sąd Specjalny skazał czworo bandytów na karę śmierci za dokonanie zbrojnego napadu rabunkowego na mieszkanie pewnego urzędnika ko-</p>
<p>29</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>lejowego &#8211; Polaka. Nota w szmatławcu podkreśla nie tylko surową karę dla morderców polskiej ofiary, lecz również kładzie nacisk na ludzkie oblicze najwyższych władz niemieckich: jedna ze skazanych w tym procesie osób, miano-wicie młoda Polka, została ułaskawiona przez Generalnego Gubernatora (28).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(28) Zob. NKW, 28 lutego 1940: „Zadanie sądów specjalnych”; NKW, 30 września 1940. Zob. również: „Warschauer Zeitung” (WZ), 15 listopada 1941, s. 5, „Gepäckräuber kommen aufs Schafott”.</p>
<p>30</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Warszawiacy wobec prześladowania Żydów</p>
<p>&#8230;muszą się tam dziać straszne rzeczy, sądząc z tego, że z Kercelaka widziano jak z IV piętra zrzucano żyda na dół. Niemcy biorą ciężki grzech na swoje sumienie, ale po wojnie potęga żydostwa u nas w znacznym stopniu będzie złamana i życie będzie lżejsze.</p>
<p>F. Wyszyński, Dziennik 1941&#8211;1944. Biblioteka Narodowa,</p>
<p>dział rękopisów, akcesja 7505 I-II</p>
<p>Lęk przed przemocą, szantażem i denuncjacją towarzyszył) warszawskim Żydom przez cały okres okupacji. Obawy te pogłębiały wzrastające nastroje pogromowe, które na przełomie marca i kwietnia 1940 przeobraziły się w zorganizowane ataki na Żydów. Nawet niekryjący swej antypatii do Żydów profesor Srokowski zapisał w swoim dzienniku pod datą <strong>25 marca 1940</strong> roku: „świadkowie awantur anty-żydowskich na Elektoralnej, rogu Solnej i Hal Mirowskich opowiadają, że były one obrzydliwe. Brał w nich udział motłoch z nożami, niszczono sklepy żydowskie i Żydów bito niemiłosiernie&#8221; (29). Obok bicia napotkanych na ulicach Żydów, bandy wyrostków włamywały się do żydowskich sklepów i dokonywały kradzieży. Jedna z takich band licząca ok. pięćdziesięciu młodych ludzi „chodziła po sklepach żydowskich i pod groźbą rabunku wymuszała w ten sposób pieniądze od sklepikarzy na ulicy Wroniej i na Placu Kazimierza Wielkiego&#8221; (30). Postawa granatowej policji, tak jak i zastraszonych przechodniów, była zazwyczaj bierna. Jak słusznie zauważył Israel Gutman „brak silnej reakcji ze strony Polaków przypuszczalnie ułatwił powstanie sieci szantażystów i tropicieli Żydów&#8221; (31).</p>
<p>„Biuletyn Informacyjny” potępił antyżydowskie ekscesy, sugerując, że za akcją „wykorzystującą polski anty-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(29) Archiwum Polskiej Akademii Nauk (APAN), Zapiski prof. Stanisława Srokowskiego. Wrzesień 1939&#8211;Sierpień 1944. Jestem wdzięczny doktorowi Jackowi Leociakowi za zwrócenie mi uwagi na ten rękopis.</p>
<p>(30) AMSW SGW, teczka 43 (56) z 27 marca 1940.</p>
<p>(31) I Gutman, Żydzi warszawscy 1939&#8211;1943, Warszawa 1993. s. 29.</p>
<p>31</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>semityzm&#8221; stała agentura niemiecka wspomagana przez polską Falangę (32). Wydarzenia te doczekały się niedawno oddzielnego opracowania (33), lecz warto zaznaczyć, że nastroje pogromowe &#8211; przed którymi zresztą przestrzegała prasa podziemna &#8211; nie skończyły się na wiosnę 1940 roku. O kolejnych atakach na Żydów warszawskich donosiła prasa podziemna w lipcu 1940 roku (34). Późną jesienią tego roku „Biuletyn” informował, że: na Lesznie, Karmelickiej i Nowolipiu mają miejsce stosunkowo częste wypadki bicia Żydów przez młodzież ze Szkoły Rzemieślniczej im. Konarskiego. Zwracamy się do grona koleżeńskiego uczniów tej szkoły z apelem o przemyślenie sprawy. Pomijając względy natury etycznej &#8212; stwierdzamy, że działania takie przynoszą korzyść tylko propagandzie niemieckiej (35). Od niesprowokowanych napaści na Żydów, do wymuszeń droga niedaleka, o czym świadczy wpadka świeżo upieczonego maturzysty, zaaresztowanego i osadzonego w alei Szucha 26 kwietnia 1940 roku. Młody szantażysta (do którego wrócimy raz jeszcze omawiając zagadnienie kar nakładanych na szmalcowników) zeznał: na rogu Koszykowej i Mokotowskiej natrafiłem na dwóch nieznanych sobie Żydów, wobec których postanowiłem podać się za pracownika gestapo. Miałem też w tym taki zamysł, aby w ten sposób zdobyć od nich nieco pieniędzy, gdyż wiem, że Żydzi zawsze mają mnóstwo pieniędzy. To samo wydarzenie, z punktu widzenia ofiary wymuszenia, opisał jeden z szantażowanych, niejaki Mojżesz Chenczyński: na ulicy Koszykowej ja i mój brat Jakub zostaliśmy zatrzymani przez nieznanego nam osobnika. Nieznajomy powiedział do nas po niemiecku: „Chodźcie ze mną na gestapo, macie przy sobie anty-niemieckie ulotki, macie rodziców, którzy was już więcej nie zobaczą. Na gestapo was zaraz rozstrzelają”. Po-wiedziałem nieznajomemu, że pójdę bez oporu. Zapytał się</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(32) BI, 29 marca 1940.</p>
<p>(33) Wcześniej wspomniana praca T. Szaroty, U progu Zagłady, op. cit., s. 19-82.</p>
<p>(34) B1, 12 lipca 1940.</p>
<p>(35) BI, 8 listopada 1940.</p>
<p>32</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wtedy ile mam przy sobie pieniędzy, bo on potrzebuje natychmiast 200 zł, a jeżeli nie, to jeszcze tej nocy zginiemy na gestapo (36). W trakcie pospiesznie dokonywanej rewizji młodego bandytę zaskoczył SS-Hauptscharführer Kunkel z warszawskiego gestapo, doprowadził w aleję Szucha i oskarżył o „ciężkie wymuszenie” („schwere Erpressung&#8221;) (37). Prosząc o ułaskawienie syna, ojciec szantażysty winę składał na przedwojenną propagandę antysemicką: „której poddany był syn &#8212; tak jak i cała młodzież szkolna &#8212; na przestrzeni ostatnich lat” (38). Trudno ocenić, jaki wpływ na ukształtowanie się tego rodzaju postaw miała propaganda prowadzona w przedwojennej Polsce, a jaki &#8212; kampania nienawiści prowadzona przez Niemców, ale trudno też wątpić, że antysemickie hasła znalazły oddźwięk w różnych grupach społecznych i mogły przyczynić się do rozwoju szmalcownictwa oraz specyficznego nastawienia społeczeństwa wobec takich zachowań (39). O nastawieniu tym wspominał Adam Chętnik, znany etnograf Kurpiów i działacz Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego przebywający podczas okupacji w Warszawie. Wkrótce po zamknięciu getta Chętnik zapisał w prowadzonym na „gorąco” pamiętniku charakterystyczne spostrzeżenie: „toteż w Warszawie nie spotyka się wcale Żydów, a niejedni mówią, że trudno byłoby się do nich przyzwyczaić, nieobecności ich nikt specjalnie nie odczuwa”. Nieco później, już po wywózkach, ten sam kronikarz za-dał sobie pytanie: „co będzie z nimi po wojnie? &#8230;na pasożytniczy ich żywot i żerowanie na innych narodach, społeczeństwa kulturalne mogą się już nie zgodzić (40)”. Po-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(36) Zeznanie Mojżesza Chenczyńskiego, AMSW, SGW teczka 33 (134), fol. 2, 26 czerwca 1940.</p>
<p>(37) AMSW, SGW, 33 (134), 26 kwietnia 1940.</p>
<p>(38) lbidem, list Józefa hr. P. z 25 maja 1940.</p>
<p>(39) Zob. T. Głowiński, O Nowy Porządek europejski. Ewolucja hitlerowskiej propagandy politycznej wobec Polaków w Generalnym Gubernatorstwie, 1939-1945, Wrocław 2000, s. 159-170.</p>
<p>(40) A. Chętnik, Pod niemiecko-hitlerowskim obuchem, Biblioteka Narodowa, dział rękopisów, rkps. sygn. III 7925, s. 8 oraz 85.</p>
<p>33</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dobnego zdania był Franciszek Wyszyński, autor cytowanego już dziennika z lat okupacji. Jeżeli już mowa o na-stawieniu wobec Żydów, to symptomatyczna jest relacja granatowego policjanta, który zapisał, że zatrzymany szantażysta: prosił mnie żebym go natychmiast zwolnił, poświadczył mnie, że ma piniędzy do cholery i gdy zwolnię go, otrzymam od niego 300 zł, prócz tego zapytywał mnie czy ja jestem uczciwym Polakiem i że o ile nim jestem, to dlaczego bronię żydków (41).</p>
<p>Stopień społecznej akceptacji zachowań szmalcowniczych bądź innych form antyżydowskich występków jest zagadnieniem o podstawowym znaczeniu, a zarazem problemem niezwykle trudnym do roztrzygnięcia na podstawie dostępnych historykom materiałów (42). W tej sytuacji warto zwrócić uwagę na Kodeks Moralności Obywatelskiej, opracowany w 1941 roku i ze zmianami będący w podziemnym obiegu aż do końca okupacji. Kodeks stanowił zbiór podstawowych nakazów i zakazów, którymi powinien kierować się każdy uczciwy Polak żyjący pod okupacją. Kodeks dzielił się na cztery działy, z których każdy zajmował się oddzielną kategorią wykroczeń. Dział I dotyczył najcięższych, karanych śmiercią, zbrodni zdrady państwa i na-rodu polskiego. Działy II, III i IV omawiały przestępstwa obłożone karami bojkotu, publicznego napiętnowania bądź wykluczenia ze społeczności polskiej (43). Kodeks najostrzej piętnował działania wymierzone przeciwko narodowi polskiemu. Nie ulega jednak wątpliwości, że w rozumieniu autorów Kodeksu, wspólnota zdefiniowana została w kategoriach narodowych, a nie obywatelskich. Fakt, iż pewną grupę obywateli przedwojennej Rzeczypospolitej</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(41) AMSW, SGW. 173 (198), 31 marca 1940.</p>
<p>(42) Na uwagę zasługuje fakt, że tylko 5% powojennych oskarżeń o szmalcownictwo oparto na doniesieniach świadków przestępstwa. Zob. A. Rodek, „Tzw. szmalcownicy &#8212; Warszawa i okolice (1940&#8211;1944)”, niepublikowana praca magisterska, Warszawa 2002, s. 91.</p>
<p>(43) Zawartość poszczególnych działów Kodeksu Moralności Obywatelskiej cytuję za: T. Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, op-cit., s. 508&#8211;515.</p>
<p>34</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wykluczono poza nawias tak pojętej wspólnoty interesów, miał podstawowe znaczenie. Ż punktu widzenia szantażystów, szmalcowników oraz osób oceniających ich postępowanie rozróżnienie na „nas” i na „ich” było niezwykle istotne. Paragraf 3 działu I Kodeksu stwierdzał jednoznacznie, że podlega karze śmierci ten, „kto zwraca się do wroga z donosami na swych rodaków”. Natomiast do szmalcowników (lub raczej szantażystów) mógł się stosować punkt 13 działu III: „kto dla zysku majątkowego wykorzystuje przymusowe położenie innej osoby i używa w stosunku do niej przemocy lub groźby zwrócenia się do wroga, bądź za-stosowania jego rozporządzeń”. Sankcją dla ludzi występujących przeciwko „innym osobom” i łamiącym zakazy działu III Kodeksu była „niemożność zajmowania jakichkolwiek stanowisk państwowych, samorządowych i społecznych”. Wypada tu podkreślić raz jeszcze, że działania na szkodę „narodu i państwa polskiego lub też na szkodę rodaków” obłożono karą śmierci. Trudno jest dziś rozstrzygnąć do jakiego stopnia punkt trzynasty stosować się miał do szmalcowników, ale nie ulega wątpliwości, że Kodeks przeznaczony był przede wszystkim dla Polaków rozumianych jako wspólnota narodowa. Żydzi, pomimo że byli obywatelami polskimi, znaleźli się poza obrębem tak rozumianej wspólnoty. Można zadać pytanie, czy wprowadzenie do Kodeksu sformułowania „polscy obywatele” (nie mówiąc już o dodaniu paragrafu nakazującego solidarność społeczną z mordowanymi Żydami) zmusiłoby szmalcowników i szantażystów do zmiany postępowania. Jest to bardzo wątpliwe, ale tego rodzaju korekta mogłaby mieć wpływ na zmianę zachowania świadków wymuszeń. Wyda-je się jednak, że wobec nastrojów panujących w okupowanej Polsce wprowadzenie postulatu obrony żydowskich współobywateli do Kodeksu było niemożliwe. Pułkownik Jan Rzepecki wspomniał, że jeden z wyższych dowódców AK oprotestował rzekomo zbyt częste wzmianki o Żydach, pojawiające się na łamach „Biuletynu Informacyjnego”. Dowódca ów dodał również, że jeżeli BI nie zaprzestanie</p>
<p>35</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>pisania o Żydach, to zakaże on dystrybuowania pisma wśród swoich żolnierzy (44). Rozliczne publikacje podziemne oraz rozkazy operacyjne nie pozostawiają wątpliwości, że w oczach przywódców Państwa Podziemnego Żydzi stano-wili element obcy, zewnętrzny w stosunku do narodu polskiego (45). Należy jednak pamiętać, że elity demokratycznego Zachodu nastawione były do ginących Żydów równie niechętnie. Powszechnie podkreślano, że próby ujęcia się za Żydami dostarczą wody na młyn propagandzie niemieckiej od dawna już oskarżającej aliantów o niewolnicze posłuszeństwo wobec „międzynarodowego żydostwa”.</p>
<p>Według <strong>raportu Delegatury z 1942</strong> roku stolicę Polski można było podzielić na „<strong>trzy Warszawy</strong>”. W „pierwszej” Warszawie, tej walczącej i bohaterskiej, „mieszkała” jedna czwarta mieszkańców miasta. W „drugiej” Warszawie, tej starającej się żyć tak, aby przeżyć, mieszkało ok. 70% mieszkańców. W „trzeciej”, haniebnej, Warszawie miało mieszkać pozostałe 5% ludności, określonej przez „Biuletyn Informacyjny” jako „pośmiecie i hołota”. Wedle <strong>szacunków Tomasza Szaroty w „haniebnej” Warszawie</strong> mogło zamieszkiwać <strong>od 30 do 60 tysięcy</strong> ludzi (46). Nastroje warszawiaków niewiele odbiegały od „przeciętnej krajowej”. Obojętność (lub też otwarta wrogość) w stosunku do Żydów stanowiła normę publicystyki podziemnej, od której &#8212; jako wyjątek &#8211; pozytywnie odbijały się artykuły „Biuletynu Informacyjnego&#8221; (47).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(44) J. Rzepecki, Paszkwil nie służy prawdzie, „Nowa Kultura” 26, 1957 (379). Cyt. za: R. Ainsztein, Jewish Resistance in Nazi-Occupied Eastern Europe, London 1974, s. 401.</p>
<p>(45) Tematykę tę obszernie omówił Dariusz Libionka w przygotowywanej do druku pracy ZWZ AK i Delegatura Rządu RP wobec eksterminacji Żydów polskich.</p>
<p>(46) BI, 6(161), 11 lutego 1943, cyt. za: T. Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, op. cit., s. 543-544. Temat ten rozwinął G. S. Paulsson w: Secret City, op. cit., s. 141-142.</p>
<p>(47) Szersze omówienie tego problemu zob. J.T. Gross, Upiorna Dekada. Trzy eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców i Komunistów, 1939-1949, Kraków 2001. Zob. też P. Szapiro, Wojna niemiecko&#8211;żydowska, Warszawa 1989.</p>
<p>36</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Jakkolwiek bolesne może się to wydawać polskiemu czytelnikowi, dla wielu ukrywających się w Warszawie Żydów poruszanie się po mieście niosło ze sobą wielkie ryzyko dekonspiracji właśnie ze strony polskich wspólobywateli. W oczach przeciętnego Niemca, stereotyp Żyda kojarzył się przeważnie z rysunkami z „Der Stürmer”, a nie ze zasymilowanymi i „normalnie” ubranymi przechodniami na ulicach Warszawy. Natomiast wielu Polaków potrafiło rozpoznać Żyda na podstawie wieloletniego doświadczenia i bliskich kontaktów (48). Co gorsza, nie tylko trudniący się tym zawodowo szmalcownicy, ale i zwykli przechodnie wychowani w duchu antysemityzmu gotowi byli nieraz przyłożyć rękę do zaaresztowania „wroga rasowego&#8221; (49). Ilustracją tego typu zagrożenia i obaw jest fragment wywiadu udzielonego przez Żyda ukrywającego się podczas wojny w Warszawie: kiedyś na Bielanach spotkałem w tramwaju mojego kolegę z klasy, sprzed wojny. On mnie złapał za rękę i woła : &#8221;ja tego Żyda znam!&#8221; Ja go uderzyłem w tę rękę, także odruchowo puścił i wysiadłem. To jest trudna sprawa. Bo ja osobiście w czasie okupacji od Niemców nie zaznałem niczego złego. Oczywiście ja wiedziałem co mi grozi. Ale jednak jak chodziłem po ulicy, to się bardziej bałem, że natknę się na Polaka-szmalcownika niż na Niemca. Niemcy w olbrzymiej większości nie byli, nazwijmy to, fizjonomistami. Niemcy się nie orientowali. Jeśli chodzi o Niemców, to ja się nie bałem &#8212; że on do mnie podejdzie i powie „Jude”, czy coś takiego. Według innego z ocalonych: zagrożenie ze strony Niemców było zagrożeniem drugiego stopnia, mogli oni weryfikować Żydów pośrednio, właściwie dopiero wtedy, gdy ci znaleźli się już w komisariacie czy gestapo (50). Zatrzymani</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(48) H. Szereszewska, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993, s. 324.</p>
<p>(49) Szmul Rajngewand, zaaresztowany w 1941 roku w pociągu za brak gwiazdy Dawida zapewniał, że zdjął opaskę, bo „kiedy siedział w przedziale wśród Polaków, to ci narzekali, że musieli jechać z Żydem” [als ich unter den Polen sass, schümpften die Polen dass sie mit einem Juden fahren müssten]. IPN, Gestapo Zichenau (dalej IPN, GZ), 148/teczka 10294. Rajngewand został skazany wpierw na obóz pracy, a następnie wysłany do Oświęcimia, gdzie zginął.</p>
<p>(50) B. Engelking, Zagłada i pamięć, Warszawa 1944, s. 51-52.</p>
<p>37</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>szantażyści nieraz tłumaczyli niemieckim policjantom, że bez kłopotu rozpoznawali „charakterystyczne cechy żydowskie”. Legitymujący się wyższym wykształceniem „przedsiębiorca filmowy” z Torunia Aleksander Bykowski natrafił u jubilera na kilku klientów których wygląd niedwuznacznie zdradzał żyda. To z kolei skłoniło znajdującego się w tarapatach finansowych przedsiębiorcę do usiłowania wymuszenia haraczu od właścicielki zakładu, pod groźbą doniesienia gestapo o brudnych konszachtach z żydami (51).</p>
<p>W aktach Niemieckiego Sądu Specjalnego oraz w aktach Prokuratury odnajdujemy liczne meldunki policyjne dotyczące zatrzymań Żydów przebywających bez opaski poza obrębem dzielnicy żydowskiej. Typowe doniesienie składało się z krótkiej notki, zawierającej personalia aresztowanego (52). W niektórych jednak wypadkach notce towarzyszył obszerniejszy formularz, tzw. doniesienie (Strafanzeige) zawierające (obok personaliów zatrzymanego) krótką relację opisującą przebieg zatrzymania. Na trzystu czterdziestu zatrzymanych Żydów, których Strafanzeige udało mi się odnaleźć, dwustu dziewięćdziesięciu czterech „wpadło” na skutek denuncjacji przechodniów, granatowych policjantów, tramwajarzy bądź pracowników kolei podmiejskiej (53). Warto tu przytoczyć protokół przesłuchania plutonowego policji polskiej Zygmunta Łoszaka, którego służba polegała na pilotowaniu tramwaju linii 17 przez dzielnicę żydowską. Zauważyłem w tymże tramwaju (już po stronie aryjskiej) w czasie sprawdzania wagonu tramwajowego na ul. Bonifraterskiej nieznaną mi kobietę podobną do żydówki. Podszedłem do niej pytając się jej o dowód osobisty, kobieta ta oświadczyła, że nie posiada przy sobie żadnych dowodów, następnie kobietę tę wysadziłem z tramwaju poznając, że jest żydówką i doprowadziłem do IVKom. P.P. Ucznia krawieckiego Szlamę Kama zaaresztowano dnia 14 kwietnia 1941 o godz. 15.10, gdy usiłował przeje-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(51) AMSW, Deutsches Gericht (DGW), teczka 1941 (1758), luty 1941.</p>
<p>(52) Takich „krótkich” teczek są w zespole dziesiątki. Tytułem przykładu: AMSW, SSW, teczki 1248, 1249, 1250, 1298.</p>
<p>(53) Zob. ilustracja L</p>
<p>38</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu dwie fotografie "Strafanzeige-Doniesienie" na dwoch kolejnych i <strong>nie numerowanych</strong> stronach. ]</p>
<p>[ Foto pierwszej strony "Strafanzeige-Doniesienie"]</p>
<p>1 Strafanzeige to jedno z nielicznych źródeł umożliwiających</p>
<p>systematyczną analizę okoliczności „wpadek” Żydów poruszających</p>
<p>się po Warszawie bez opaski i bez przepustki.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Foto drugiej strony "Strafanzeige-Doniesienie"]</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>chać tramwajem linii 3 z dzielnicy żydowskiej do dzielnicy aryjskiej, bez opaski i przepustki. W „doniesieniu” granatowy policjant dopisał: usiłował dostać się na dzielnicę aryjską w celu kupna chleba [...] tłumaczenie się podejrzanego nie zasługuje na wiarę (54). Trzynastoletnią Chanę Helfmann również zaaresztowano w tramwaju: Przyznaję się, że w dniu 12-I1&#8211;1941 byłam w dzielnicy aryjskiej bez przepustki i opaski i wyjaśniam iż ojciec mój pozostaje bez pracy, opuścił nas, że matka też jest bez pracy, przeto ja &#8212; ponieważ że nie mamy co jeść &#8212; w dniu 12 listopada 1941 wyszłam z dzielnicy żydowskiej przez posterunek przy zbiegu ul Leszna i Żelaznej do dzielnicy aryjskiej w  celu użebrania coś z żywności. Gdy wieczorem tegoż dnia, około godziny 19:15 powracałam z Pragi do dzielnicy żydowskiej jadąc tramwajem linii 5 zostałam zatrzymana na moście Kierbedzia przez konduktom tegoż tramwaju, który mnie oddał w ręce policjanta polskiego, ten z koleji przeprowadził mnie do Kom I Pol Polskiej na ul. Bednarską skąd po dwóch tygodniach zostałam zwolniona. Inny konduktor wydał dziewiętnastoletnią Jochwetę Goldberg jadącą tramwajem z placu Krasińskich w kierunku dworca Gdańskiego (55). Dwudziestojednoletnią Malę Herman, poruszającą się po Warszawie z fałszywym auswcisem, wydał znajomy sprzed wojny (56). Mieszkającą na Kruczej 16 Mirlę Hochbaum wydał w ręce policji również znajomy; czternastoletniego Arona Birnbauma, z ulicy Niskiej &#8212; przypadkowi przechodnie, a Marię Kukulską „Wysocki Józef, kontroler miejski&#8221; (57). Pięćdziesięciosiedmioletniego Mordechaja Zirlera z ulicy Dzikiej zaaresztował na Okopowej kpr. Władysław Kubica z VII</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(54) AMSW, SSW, 1827 (1790); AMSW, SSW 1508 (1363). Inne teczki o podobnej treści: SSW, 1488, (1294); 1499 (1305). Szczególnie obfita dokumentacja dotycząca procesów o nielegalne przebywanie w dzielnicy aryjskiej znajduje się w aktach Deutsches Gericht (ok. 400 spraw z lat 1940-41).</p>
<p>(55) AMSW, SSW, 1453 (1498), 12 lutego 1941; 1478 (1283) 15 marca 1941.</p>
<p>(56) AMSW, SSW, 3 marca 1941, 1727, (1698).</p>
<p>(57) AMSW, SGW 315 (339); SSW 1848 (1808). 9 października 1941; 1241 (1192), 5 lutego 1941.</p>
<p>39</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Komisariatu, notując, iż doniesiony tłumaczył się że otrzymał od nieznanej mu kobiety paczkę do odniesienia na dworzec główny. Fakty zapodane przez sprawcę są wykrętne i nie zasługują na prawdę (58). Tych kilka wypadków (a można ich, w miarę pracy nad zespołem warszawskiej prokuratury, znaleźć niepokojąco wiele) przedstawiłem celem uwypuklenia zagrożeń, jakie czekały na poruszających się bez opaski Żydów ze strony ich aryjskich współobywateli. Cytowane przypadki nie są ostatecznym dowodem na powszechność zachowań „denuncjatorskich” (w tym celu należałoby powiększyć podstawę źródłową), ale mogą potwierdzać zasadność lęków wyrażonych przez autorów wielu wspomnień z tego okresu (59).</p>
<p>W niektórych przypadkach aresztowania dokonali funkcjonariusze lub obywatele niemieccy. O ile jednak Żydzi przekazani przez Polaków w ręce policji przebywa-li poza gettem incognito, bez opaski, o tyle osoby aresztowane przez Niemców nosiły prawem przepisane opaski z gwiazdą Dawida. Niemcy interweniowali wtedy, gdy Żydzi nosili opaski w sposób nieprzepisowy (tzn. poniżej łokcia lub zrolowane na ramieniu), a Polacy najwyraźniej potrafili rozpoznać Żyda na podstawie doświadczenia. Na problem ten zwrócił zresztą uwagę szmatławiec warszawski: żydzi, z właściwą dla tej rasy skłonnością do wszelkiego rodzaju szwindlów noszą, zamiast przepisowych opasek, kawałki kartonu lub celuloidu, przywiązane do przed-ramienia sznurkiem. Często odznaka znajduje się pod pachą lub po wewnętrznej stronie rękawa, tak że żyda nie można rozpoznać spośród otoczenia (60).</p>
<p>Doniesienia policyjne stanowią jedno z nielicznych „kwantyfikowalnych” źródeł, do których odwołać się mo-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(58) AMSW, DG, 1618 (2945).</p>
<p>(59) Podobne dane wyłaniają się ze statystyk Rejencji Ciechanowskiej (Regierungsbezirk Zichenau). W zespole ciechanowskiego gestapo zachowało się ponad trzysta „spraw żydowskich”. Obok Polaków gotowych od-dać swe życie, ratując żydowskich sąsiadów, widać innych, których udział w wykrywaniu i denuncjowaniu ukrywających się Żydów był znaczny.</p>
<p>(60) NKW, 11 sierpnia 1940. Artykuł pt. Żydzi i „mechesi” usiłują omijać obowiązujące ich przepisy o oznakach.</p>
<p>40</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>że historyk, pragnący umiejscowić pamiętniki ocalonych z Zagłady w historycznym kontekście. O ile świadectwa okupacyjne (głównie relacje ocalonych z Zagłady Żydów) dostarczają nam wielu dowodów świadczących o strachu i obawach ukrywających się, o tyle trudno jest historykowi przesądzić wyłącznie na ich podstawie o powszechności tego rodzaju zachowań.</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| Raport plutonowego policji granatowej dotyczący                        |</p>
<p>| schwytania dwóch żydowskich chłopców poruszających            |</p>
<p>|  się po mieście bez opasek. AMSW, Deutsches Gericht                 |</p>
<p>|  Warschau (DGW), teczka 1067 (1307), fol 2-3.                             |</p>
<p>|                                                                                                                   |</p>
<p>| Bożyk Józef,                                                                                          |</p>
<p>| plut. X Komisariatu PP.                                                                        |</p>
<p>| Warszawa dn. 19. 9. 1940 r.                                                                |</p>
<p>|                                                                                                                   |</p>
<p>| Doniesienie.                                                                                            |</p>
<p>|                                                                                                                   |</p>
<p>| Dnia 19.9.1940 r. o godz. 12 na ulicy Nowy Świat 25 przed        |</p>
<p>| sklepem niemieckim „Juliusz Meinl” zauważyłem 2                     |</p>
<p>| chłopców mających wygląd, że są żydami, lecz opasek nie        |</p>
<p>| posiadali na rękawach. Wobec tego wróciłem się do                     |</p>
<p>| jednego z nich z zapytaniem, czy jest on żydem, na co                |</p>
<p>| odpowiedział, że nie jest żydem i że ja się mylę. Gdy                    |</p>
<p>| zażądałem dowodu odpowiedział że nie posiada.                         |</p>
<p>| Doprowadzeni do komisariatu podali się za 1)                               |</p>
<p>| Borenszteina Mojżesza s. Szmula-Joska i Mindli u. 18 V             |</p>
<p>| 1926, wyzn. mojżeszowego, handlujący, zam. ul. Wołyńska      |</p>
<p>| 19 m 26, 2) Borensztein Icek s. Szmula-Joska i Mindli ur.            |</p>
<p>| 11.9.1924 handl. wyzn. mojżeszowego zam. ul Wołyńska 19    |</p>
<p>| m 26. W/w będąc bez opasek i podając się za Polaków               |</p>
<p>| czynili zakupy w firmie J. Meinl. Przez cały czas gdy ich             |</p>
<p>| doprowadzałem do komisariatu utrzymywali, że są                     |</p>
<p>| Polakami, dopiero w komisariacie, gdy oświadczyłem, że           |</p>
<p>| sprawdzi się w miejscu zamieszkania ich, przyznali że są            |</p>
<p>| żydami i założyli opaski, które mieli schowane w                          |</p>
<p>| kieszeniach. W/w już dłuższy czas tak postępowali gdyż już      |</p>
<p>| przedtem ich widziałem                                                                       |</p>
<p>|                                                                                                                   |</p>
<p>| (-) Bożyk Józef, plut. PP                                                                       |</p>
<p>|____________________________________________________|</p>
<p>41</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>___________________________________________________</p>
<p>| Zapiski dochodzenia. Dnia 19 IX 1940 r                                          |</p>
<p>| przesłuchany Borensztejn Mojżesz ur. 18 V 1926 w                     |</p>
<p>| Łodzi, wyzn. mojżeszowego, kawaler, przy rodzicach,                 |</p>
<p>| przyznaje się, że w dniu 19 IX 1940 r był przed domem              |</p>
<p>| nr 27 ul Nowy Świat bez opaski żydowskiej na rękawie.              |</p>
<p>| Ojciec jego jest chory i są bez środków do życia. Wobec              |</p>
<p>| tego przed sklepem Juliusza Meinla stał i kupował od                  |</p>
<p>| wychodzących z tego sklepu cygara, którymi handluje.               |</p>
<p>| Opaskę zdjął z rękawa, ponieważ żydowi nikt by nie                   |</p>
<p>| chciał nic sprzedać.                                                                               |</p>
<p>|____________________________________________________|</p>
<p>42</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Portret szantażysty-szmalcownika</p>
<p>&#8230;syn zgodził się na akcję, gdyż odczuwał silną nienawiść rasową</p>
<p>do Żydów</p>
<p>z listu wystosowanego przez matkę szantażysty</p>
<p>do Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy 8 lipca 1941 roku.</p>
<p>AMSW, Sondergericht, teczka 225 (301)</p>
<p>Wśród badaczy okresu okupacji panuje przekonanie, że szantażyści wywodzili się spośród „mętów”, folksdojczy i przedwojennych kryminalistów. Opinia ta jest jednak oparta nie tyle na badaniach źródłowych, ile wrażeniach odniesionych z lektury pamiętników ofiar bądź na własnych doświadczeniach autorów. Obfitość materiału dochodzeniowego zawartego w zespołach Niemieckiego Sądu Specjalnego oraz Prokuratury niemieckiej umożliwia nam wstępne zweryfikowanie tej teorii oraz przyjrzenie się profilowi społecznemu i narodowościowemu warszawskich szmalcowników. Zanim przejdziemy do kwantyfikacji zebranych danych, wypada jednak przedstawić po-przednio znane ustalenia. Według cytowanego już Paulssona, wśród czterdziestu siedmiu zidentyfikowanych prze-zeń w literaturze pamiętnikarskiej szmalcowników, czterdziestu czterech to Polacy, dwóch to folksdojcze, a jeden &#8212; Zyd (61). Na podstawie tej dość szczupłej próbki, autor stwierdza, że procent folksdojczy i Żydów parających się szmalcownictwem był dużo niższy, niż zakładano, i podkreśla „polski” charakter tego „cechu”. Nieco więcej szczegółów dostarcza praca Anity Rodek, według której na sto sześćdziesiąt jeden osób oskarżonych po wojnie o szmalcownictwo, ponad 90% stanowili Polacy (62).</p>
<p>Wypada zwrócić uwagę na dość oczywiste ograniczenia metodologiczne prowadzonych badań. Studia oparte na literaturze pamiętnikarskiej w naturalny sposób odzwierciedlają punkt widzenia Żydów, którym udało się przeżyć okupację. A tych, jak wiadomo, była zdecydowa-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(61) G. S. Paulsson, Secret City, op. cit., s. 150.</p>
<p>(62) A. Rodek, „Tzw. szmalcownicy”, op. cit., s. 90.</p>
<p>43</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>na mniejszość. Do jakiego stopnia świadectwo ocalonych z Zagłady jest reprezentatywne dla ogółu warszawskich Żydów? Pytanie to domaga się nadal odpowiedzi. Prace opierające się na materiałach dochodzeń powojennych borykają się z innym problemem. Jak się okazuje, procesy przeciwko szmalcownikom inicjowano zazwyczaj na podstawie oskarżeń wysuniętych przez ofiary szantażu lub też przez ich rodziny. Siłą rzeczy materiały te eliminują nieznanych ofiarom i napotkanych przypadkiem na ulicy szantażystów, a kładą nacisk na przedwojennych znajomych bądź sąsiadów. Akta te w sposób oczywisty pomniejszają uczestnictwo żydowskich konfidentów, którzy &#8212; w większości &#8212; nie dożyli końca wojny. Akta sądów niemieckich nie są pozbawione pułapek metodologicznych, gdyż tak jak wszystkie zespoły akt sądowo-policyjnych, z samej swojej natury, pomniejszają skalę kryminalnych zachowań. Jest to prawdą w wypadku przestępczości pospolitej i jest to jeszcze bardziej widoczne w przypadku afer szmalcowniczych. Na każdego szmalcownika bądź szantażystę, który stanął przed niemieckim sądem, przypadało przecież wielu takich, którzy nie popełnili błędu przy identyfikacji ofiary, których ofiary nie miały śmiałości zgłosić się na policję bądź którzy nie wciągnęli w sferę swojej działalności skorumpowanych urzędników niemieckich (63). Warto jednak zaznaczyć, że materiały spraw kryminalnych, prowadzonych „na gorą-co” w dużej mierze wolne są od wpływu tzw. pamięci retrospektywnej, rozumianej jako rekonstrukcja własnych</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(63) W opracowaniu pominęliśmy również bandyckie napady na Żydów, w których motyw „rasowy” nie został w taki czy inny sposób uwypuklony. Bandytyzm był w końcu plagą dotykającą wszystkich mieszkańców miast i wsi okupowanej Polski. Pominięte zostały również napady na tle rasowym, ale mające raczej cechy pogromu niż próby wymuszenia i szantażu. O nastrojach pogromowych w okupowanej Warszawie wio-sną 1940 roku pisał obszernie T. Szarota w cytowanej książce U progu Zagłady. Przykładem takiej sytuacji jest proces Jerzego Pawlaka, skazanego przez Deutsches Gericht na pięć miesięcy więzienia za to, że „wespół z innymi, w dniu 27 marca 1940, na ulicy Rynkowej w Warszawie kradł różne rzeczy wyciągnięte z żydowskich sklepów”. AMSW, DGW, teczka 216.</p>
<p>44</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>przeżyć, charakterystycznej dla spisanych w pewien czas po wojnie relacji (64).</p>
<p>W protokołach przesłuchań znajdujemy niejednokrotnie adnotacje dotyczące wykształcenia i zawodu oskarżonych. Często do akt dołączone jest też „świadectwo karalności”, czyli wypis z rejestru skazanych, dający nam pewne rozeznanie w przedwojennej „karalności” szmalcowników i szantażystów. Już wstępna analiza dostępnych materiałów wskazuje, że założenia o zdominowaniu szmalcowniczego „cechu” przez recydywistów są błędne.</p>
<p>Na ponad dwieście czterdzieści osób oskarżonych o wymuszanie na Żydach, którymi interesowały się niemieckie sądy w Warszawie w latach 1940-1943, znajdujemy zaledwie dwudziestu przedwojennych kryminalistów (choć trzeba przyznać, że rekordzista mial na koncie aż dwanaście wyroków (65). W ogromnej większości mamy więc do czynienia z ludźmi, którzy na drogę przestępstwa wstąpili dopiero w czasie okupacji. Równie ciekawy jest skład narodowościowo-etniczny szmalcowniczego cechu. Wśród szantaży-stów większość (159 osób) stanowią, by odwołać się do terminologii okupacyjnej „Polacy, wyznania rzymskokatolickiego, aryjczycy”. Drugą co do wielkości (45 osób) grupą są Niemcy (zaliczam do nich tak Reichsdeutschów, jak i folksdojczów). Pomimo skromniejszej reprezentacji, ich rola &#8212; co mam zamiar wykazać &#8212; była zasadnicza dla powodzenia szmalcowniczych operacji. Pozostałe trzydzieści parę osób przypada na szantażystów-Żydów oraz na przedstawi-cieli innych narodowości. Jako ciekawostkę można odnotować, że za szmalcownictwo „posadzono” mieszkającego na Podlasiu obywatela tureckiego, który na próżno się tłumaczył, że nie tylko nie napadał na Żydów, ale że nawet sam</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(64) Zob. A. Żbikowski, Pogromy i mordy ludności żydowskiej w Łomżyńskiem i na Bialostocczyźnie latem 1941 roku w świetle relacji ocalałych Żydów i dokumentów sądowych,  w: P. Machcewicz i K. Persak, Wokół Jedwabnego, Warszawa 2002, t 1 s 162.</p>
<p>(65) Dane o karalności szmalcowników są niepełne. Zestawienie powyższe oparte jest na stu trzydziestu pięciu teczkach osobowych, do których dołączono świadectwo karalności. Do kryminalistów zaliczyłem wszystkich mających jakąkolwiek „przeszłość kryminalną”.</p>
<p>45</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>musiał się ukrywać, gdyż: niemieccy żołnierze brali mnie za Żyda z racji ciemnych włosów (66). Rzecz ciekawa, acz nienowa i znana z pamiętników oraz relacji &#8212; polscy i niemieccy szmalcownicy bez najmniejszych oporów wciągali w swoje szeregi niezwykle użytecznych żydowskich współpracowników, którzy mogli wskazać co zamożniejszych przedstawi-cieli własnej społeczności. Wśród wielu tego rodzaju „spółek” można wymienić gang kierowany przez warszawskiego folksdojcza Johanna Mellena, którego bliskim współpracownikiem był niejaki Moszek Godinger (67). W lipcu 1940 roku Mellen zaczął nachodzić mieszkania co zamożniejszych Żydów, których wskazywał mu zwerbowany w tym celu Godinger. Podając się za gestapowca i grożąc aresztowaniem, Mellen żądał od swoich ofiar po 5000 złotych. Jak to się często zdarzało, „namierzeni” Żydzi byli tak przerażeni perspektywą osadzenia w więzieniu, że nie zastanawiali się nad brakiem jakichkolwiek zarzutów i podstaw do aresztowania. Nieraz korzenie polsko-żydowskich gangów szantaży-stów sięgały czasów przedwojennych. Dotyczy to zwłaszcza przestępczego półświatka, którego solidarność, nieraz silniejsza od „więzi rasowych”, przetrwała pierwsze lata okupacji (68). Większość ujawnionych szmalcowników i szantaży-stów to mężczyźni między 25. a 40. rokiem życia. Również wśród sądzonych po wojnie szmalcowników 76% stanowili mężczyźni, z których większość mieściła się w przedziale wiekowym 30&#8211;40 lat (69). Są to dane dość daleko odbiegające od standardowego wizerunku młodocianego szantażysty.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(66) [Später müsste ich dann selbst flüchten, da mich die Soldaten ebenfalls für einen Inden auf Grund meiner schwarzen Haare gehalten haben].</p>
<p>AMSW, SSW, 2139 (2086), przesłuchanie z dnia 21 sierpnia 1942 roku. Wśród oskarżonych cudzoziemców zdarzają się też Ukraińcy &#8211; w jednym procesie stoją oni na czele gangu szmalcowniczego. Vide infra szczegółowe omówienie tej sprawy. AMSW, SSW, 13 marca 1941, 1250 (1200).</p>
<p>(67) AMSW, SSW, 801 (1038), początek sprawy 22 sierpnia 1940. Akta tej samej sprawy (wraz z sentencją 3- i 5-miesięcznych wyroków) znajdują się również w zespole Sądu Niemieckiego (Deutsches Gericht), sygn. 24 (1887).</p>
<p>(68) AMSW, DGW, teczka 970, (3159), 22 kwietnia 1941. Sprawa przeciwko Józefowi Edkinowi, agentowi SIPO.</p>
<p>(69) A. Rodek, „Tzw. Szmalcownicy”, op. cit., s. 90.</p>
<p>46</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Wypada również zainteresować się pochodzeniem społecznym szantażystów. Nie jest to łatwe, gdyż akta osobowe nie zawsze zawierają niezbędne dane. Spośród wszystkich oskarżonych jedynie siedemdziesięciu trzech podaje bliższe informacje o swoim pochodzeniu i wykształceniu (70). Choć kilkanaście osób wywodziło się z całą pewnością z warstwy skryminalizowanego lumpenproletariatu, to wśród pozostałych odnajdujemy wszystkie grupy społeczne: robotników wykwalifikowanych, urzędników, artystów, chłopów, handlarzy, cukierników, czterech tramwajarzy, ośmiu uczniów szkół średnich, a nawet jednego „korepetytora języka francuskiego”. Szantażystą o najlepszej parenteli był niewątpliwie młody hrabia, za-aresztowany podczas próby wymuszenia okupu od dwóch żydowskich handlarzy.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(70) Pochodzenie społeczne i zawód najczęściej są zawarte w kwestionariuszu osobowym zatrzymanych (Personenfragebogen) Iub w doniesieniu o ujęciu (Festnahmeanzeige).</p>
<p>47</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Zarobki szmalcowników</p>
<p>&#8230;opisał mi mieszkanie i domowników i dodał, że mogę otrzymać</p>
<p>2000 złotych, gdy go się postraszy, że ma żonę żydówkę i że</p>
<p>wywiezie się ich do obozu. Udałem się do doktora Kowalskiego</p>
<p>sam bez wspólników i tam otrzymałem 2000 złotych, które rządałem.</p>
<p>Przesłuchanie szantażysty Edwarda F. zatrzymanego</p>
<p>3 września 1941 roku. AMSW,</p>
<p>Deutsches Gericht Warschau, teczka 999 (3166)</p>
<p>Skoro szantażowanie Żydów motywowane było przede wszystkim żądzą zysku, czas jest przyjrzeć się finansowej stronie tego przedsięwzięcia. Wysokość okupu wymuszanego od Żydów wahała się od przypadku do przypadku, ale można wyodrębnić pewne ogólne tendencje. O ile w pierwszych latach wojny ofiary mogły się oku-pić kilkudziesięcioma &#8212; kilkuset złotymi, o tyle po wprowadzeniu kary śmierci za pobyt poza gettem, a szczególnie po wielkiej wywózce z getta w lipcu 1942 roku, ceny zaczęły błyskawicznie rosnąć. Zatrzymanie Anzelma Sulmana stanowi dość typowy przykład wymuszenia z pierw-szych lat okupacji. Sklepikarz, zatrzymany na ulicy w maju 1940 roku, zamiast żądanych 500 złotych, zaofiarował szantażyście zegarek marki „Longines” i obiecał stawić się następnego dnia na rogu Chmielnej i Marszałkowskiej, aby dopłacić brakujące 200 złotych (71). Inne ofiary wypróżniały kieszenie i ściągały z palców pierścionki i obrączki, licząc z reguły niebezpodstawnie &#8212; że szantażyści zadowolą się tym, co jest pod ręką. Taktyka ta zawodziła, gdy szantażyści współpracowali z granatową policja, która mogła osadzić szantażowanych w areszcie i wymusić znacznie wyższy haracz. Jeszcze w początku 1941 roku zadenuncjowani na gestapo Żydzi mogli mieć na-dzieję, że karą za brak opaski (najczęstsze oskarżenie) będzie grzywna lub areszt. Od jesieni tego roku konse-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(71) AMSW, SGW, 141 (189), 21 maja 1940.</p>
<p>48</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>kwencją wpadki była śmierć (72). W lecie 1942 roku wszyscy żydowscy więźniowie zostali przeniesieni z Rakowieckiej i z Pawiaka do żydowskiego więzienia na terenie getta, przy ulicy Gęsiej, skąd &#8212; jako jedni z pierwszych &#8212; zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince.</p>
<p>Od lipca 1942 roku nierzadko mówi się o sumach 10 000 złotych i więcej, żądanych przez kilkuosobowe gangi (73). Jest oczywiste, że ceny rosły w miarę jak rosła desperacja walczących o przetrwanie Żydów. Pewne, choć chyba niewielkie, znaczenie miały skromne nagrody ufundowane przez Niemców za wskazanie ukrywających się (74). Akta sądów niemieckich zdają się potwierdzać tendencję zwyżkową żądanych okupów, ale nie jest to tendencja stała. Podstawowe znaczenie miała tu ilość zaangażowanych w „robotę” szmalcowników i pojemność kieszeni ofiary. Dobrze ilustruje to fragment zeznania żony jedne-go z szantażowanych: prosiłam, żeby męża nie aresztowali. Powiedział (szantażysta &#8211;J.G.), że owszem, ale kosztować to będzie 25 tys. zł wpłaty na Czerwony Krzyż. Na propozycję jednego tysiąca złotych okupu bandyta oświadczył: 1000 zł to śmiecie. Lucja Szpiro, którą szmalcownicy do-padli po raz pierwszy po aryjskiej stronie w początkach 1941 roku, zeznała: byłam kilkakrotnie szantażowana przez nieznane mi osoby, które zgłaszały się do mnie z żąda-niem okupu, grożąc mi w przeciwnym razie doniesieniem do władz o tym, że jestem żydówką. Okupiłam się dwoma futrami ogólnej wartości ok. 15,000 zł (75). Równie wysoką</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(72) Gdy do braku „opaski syjonistycznej” dochodziły nielegalne kontakty z Niemcami, wyroki bywały dużo surowsze. Zob.: AMSW, zespół Amt des Gouverneurs des Distrikts Warschau. Der SS-und Polizeiführer, 1939&#8211;1944 (482), teczka. 89, dochodzenie p-ko Husarskiej i Szymańskiej z 6 czerwca 1941.</p>
<p>(73) Dane podaję za: G. S. Paulsson, Secret City, op. cit., s.149.</p>
<p>(74) Teresa Prekerowa wspomina o nagrodach w wysokości 500 złotych, w: Konspiracyjna Rada, op. cit., s. 266. W innej pracy mowa jest o „500 zł lub 1/3 majątku ofiary.” Zob. A. Hempel, Pogrobowcy klęski. Rzecz o policji granatowej w Generalnym Gubernatorstwie, 1939&#8211;1945, Warszawa 1990, 5. 176. Ludwig Fischer, gubernator dystryktu warszawskiego wspomina, że po nagrody zgłaszało się niewielu chętnych.</p>
<p>(75) AMSW. SSW, teczka 3343 (3291), fol. 5v. 9 czerwca 1942.</p>
<p>49</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>kwotą opłacił się jej ukrywający się oddzielnie mąż. Jak wynika z zebranych danych wysokie, rujnujące, okupy zdarzały się na długo przed pierwszą wywózką z getta.</p>
<p>Gangi brały więcej niż „wolni strzelcy”, ale obie grupy były otwarte na próby negocjacji w sprawie wysokości okupu (76). Kazimiera Siewierska, która udała się na policję we wrześniu 1942 roku, zeznała, że pierwsze żądanie haraczu opiewało na zawrotną sumę 200 tysięcy złotych. Szantażowana kobieta spotkała się ze szmalcownikami w wyznaczonym miejscu i – błagając o litość i powołując się na brak pieniędzy – skłoniła ich do zmniejszenia okupu do 120 tysięcy złotych. W wyniku dalszych negocjacji, prowadzonych już pod dyskretną opieką policji kryminalnej, kwota uległa dalszej redukcji, do 80 tysięcy złotych (77). Od Adolfa Bermana (przedstawiciela ŻKN i jednego z przywódców partii Poalej Syjon-Lewica), zatrzymanego na ulicy w styczniu 1944 roku, szmalcownicy wstępnie za-żądali 500 tysięcy złotych. Po negocjacjach obniżyli swoje żądania do 200 tysięcy (78).</p>
<p>Oddzielnym typem okupu były gwałty i wymuszenia seksualne dokonywane na bezbronnych i poprzednio już odartych ze wszystkich oszczędności kobietach. Haniebne te czyny jedynie w zupełnie wyjątkowych okolicznościach wypływały na światło dzienne, gdyż ofiary gwałtów nawet podczas dochodzeń policyjnych z trudem mówiły o tak głęboko upokarzających przeżyciach. W jednym z wywiadów przeprowadzonych w początku lat dziewięć-dziesiątych przez Barbarę Engelking, ofiara szmalcowników wspomina następującą scenę: byłam ciemna, miałam mnóstwo ubrań na sobie, to zwraca strasznie uwagę. No, złapali mnie od razu. Zabrali wszystko, co mogli zabrać i wypuścili. To jest jedno z większych upokorzeń. Oni nie mieli czasu, ale gdyby mieli czas, to miałabym jeszcze gorsze przeżycia. To znaczy wzięli do bramy po prostu i rozebra-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(76) AMSW, SSW 1250 (1200), 14 marca 1941. Zeznanie Estery Hammerstein.</p>
<p>(77) AMSW, SGW, 735. sprawa z dnia 26 września 1942.</p>
<p>(78) B. Temkin-Bermanowa, Dziennik z podziemia, Warszawa. 2000, s. 27.</p>
<p>50</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>li. Jeden próbował się dobierać do mnie, a ten drugi powiedział, że nie ma na to czasu (79). W tym wypadku szmalcownikom nie starczyło czasu na gwałt, który – jak z tego widać – zaliczano się do jednej z form pobieranego haraczu. Pewien szmalcownik-gwałciciel, odnaleziony i oskarżony po wojnie, został skazany na trzy lata więzienia za to, że „pod groźbą wydania w ręce władz niemieckich zmusił ją (ukrywającą się Żydówkę – J.G.) do dwukrotnego odbycia z nim stosunku płciowego&#8221; (80). Dwudziestojednoletnią warszawiankę, Miriam Szejnę Liman, ukrywającą się w lasach uciekinierkę z getta, złapali chłopi z okolic Uśnika, niedaleko Łomży. Jeden z chłopów umożliwił jej ucieczkę, obiecując dalszą pomoc: oświadczył mi, że nazywa się Garbacz i że pochodzi z Wyszkowa. Noc z 18 na 19 czerwca 1943 spędziliśmy na podłodze, u Wierzbowskich. Tutaj też opowiedziałam Garbaczowi swoją historię i po-prosiłam, żeby przeprowadził mnie przez granicę, gdyż prze-stałam się czuć bezpieczna. Znało mnie w tej okolicy już zbyt wielu Polaków i obawiałam się, że pewnego dnia wydadzą mnie w ręce żandarmów [daf3 ich eines Tages von ihnen der Gandarmerie übergeben würde]. Tej nocy zostałam przez Garbacza wykorzystana seksualnie. Trzy dni później Garbacz wydał Miriam w ręce gestapo, zabierając jej przedtem zloty zegarek i pierścionek z diamentem. Kończąc swoje zeznanie, młoda kobieta dodała: wiem, że jestem zgubiona gdyż Garbacz mnie zdradził. Aluzje do podobnych przejść padają od czasu do czasu w sprawach karnych prowadzonych przez Niemców podczas okupacji (81). O gwałceniu ukrywających się w zagrodach, stajniach i chlewach kobiet wspominają również świadkowie i raporty policyjne spod położonego na wschód od Warszawy Stoczka. Niektórzy chłopi – jak zapisał prowadzą-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>79 B. Engelking, Zagłada i pamięć, op. cit., s. 52.</p>
<p>(80) AMSW Sąd Okręgowy w Warszawie, Wydział V Karny, Sygn. 2455. Cyt. za A. Rodek, „Tzw. Szmalcownicy”, op. cit., s. 100.</p>
<p>(81) Archiwum IPN Warszawa, Zespół Gestapo-Zichenau, 148/3031, sprawa z 26 czerwca 1943, AMSW, SGW, 286 (695), Archiwum IPN Łódz, zespół Gestapo-Litzmannstadt 1.</p>
<p>51</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>cy jedną ze spraw sierżant Józef Dominiak z placówki w Węgrowie &#8212; „dokonywali gwałtów płciowych na chwytanych małoletnich żydówkach”. Sprawy zazwyczaj umarzano, gdyż w momencie zbierania zeznań ofiary gwałtów już nie żyły, a sąsiedzi nabierali wody w usta. Jeden z podejrzanych przekonywał sędziego, że żaden z nas, nie tylko nie zmuszał jej (Żydówki &#8212; J.G.) do stosunku płciowego, ale nawet o tem i nie myślał, gdyż jesteśmy żonaci i żydówki brzydziliśmy się (82). Sędzia okręgowy zdawał się podzielać jeżeli nie obrzydzenie, to na pewno niechęć do ofiar, kiedy (uzasadniając poniechanie dalszego śledztwa) pisał: Żydzi włóczyli się nie tylko po lasach, ale byli też plagą wsi chodząc po domach i nadużywając cierpliwości gospodarzy w nieustępliwych naleganiach o udzielenie im schronienia i pomocy (83).</p>
<p>Należy na koniec dodać, że w okupowanej Warszawie działały również grupy oszustów „wyspecjalizowanych” w wymuszaniu pieniędzy od Polaków. Namierzali oni rodziny ludzi aresztowanych bądź wziętych w łapankach i &#8212; w zamian za sowitą opłatę &#8212; obiecywali interwencję u władz niemieckich. Działali nie tyle wykorzystując strach (jak to czynili szmalcownicy i szantażyści), co w oparciu o rozbudzone nadzieje swych ofiar. Niemieckie akta sądowe wskazują na to, że cena „interwencji” wahała się od czterystu do czterech tysięcy złotych. Na uwagę zasługują dochodzenia przeciw Karolowi Niesporkowi oraz Antoniemu Halembie. Co ciekawe, Halemba istotnie służył w policji pomocniczej i był tłumaczem dla gestapo, ale władze niemieckie miały mu za złe, że bez-prawnie przypiął sobie swastykę (Polacy nie mieli prawa nosić swastyki) oraz równie bezprawnie udawał funkcjo-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(82) Archiwum Państwowe w Siedlcach (APS), Zespół sędziego śledczego. teczka 37. Początek sprawy 9 grudnia 1942. Protokół przesłuchania Kazimierza Morawczyka z dnia 25 maja 1943, fol. 27.</p>
<p>(83) Dokument cytowany, fol. 45-46. Postanowienie sędziego okręgowego śledczego, Jana Kaczorowskiego z dnia 30 lipca 1943 o umorzeniu dalszego postępowania.</p>
<p>52</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>nariusza gestapo (84). W wypadku rzekomych interwencji na rzecz aresztowanych ludzi podziemia, ceny rosły gwałtownie i mogły przekroczyć 100 tysięcy złotych. Funkcjonariusze gestapo, jak się wydaje, niejednokrotnie używali tych oszustów jako pośredników w kontaktach z podziemiem, pragnąc przechwycić część zmieniających ręce pieniędzy (85).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(84) AMSW, SSW, 1750 (1720) i 1537.(1388). Przesłuchania z dnia 4 kwietnia 1941 oraz z 19 lutego 1942.</p>
<p>(85) Więcej wiadomości na ten temat dostarcza J. R. Rybicki, Notatki szefa warszawskiego Kedywu, Warszawa 2001, s.135&#8211;146. Rybicki podaje, jako przykład małżeństwo Kołakowskich, skazanych na śmierć wyrokiem sądu podziemnego za współpracę z okupantem i zastrzelonych przez oddziały Dywersji Bojowej. Kułakowscy obiecywali zwolnienie aresztowanych przez gestapo za ogromne kwoty.</p>
<p>53</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Kary</p>
<p>„.Szantażyści”, „szmalcownicy”, agenci, policja mundurowa</p>
<p>i „wsiakaja swołocz” &#8212; hulali i hulają bezkarnie na ulicach stolicy.</p>
<p>Ich dzielem jest mord tysięcy Zydów, skazanych po złapaniu</p>
<p>na śmierć przez gestapo. A jednak nic złego im się nie dzieje.</p>
<p>Wiedzą, że w stosunku do Zydów panuje zupełna bezkarność,</p>
<p>że nikt się za nimi nie ujmuje.</p>
<p>Emanuel Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie, s. 98</p>
<p>Kary grożące ludziom uprawiającym szmalcowniczy proceder łączą się z poprzednio omówionym zagadnieniem zarobków. Jak wynika z wielu przytoczonych przykładów, szmalcownictwo było zajęciem popłatnym, choć nieraz zagrożonym pewnymi sankcjami. Kary groziły szmalcownikom ze strony zbrojnego podziemia bądź też ze strony władz niemieckich. Zagrożeniem, przynajmniej w teorii, mogło być wrogie nastawienie ludzi będących świadkami dokonującego się w miejscu publicznym szantażu, lecz na tego rodzaju doniesienia nie natrafiłem. Od-dzielnym tematem są kary nałożone na żydowskich konfidentów i szmalcowników przez żydowski ruch oporu (86).</p>
<p>Państwo podziemne zaczęło się interesować szmalcownikami dość późno, od wiosny 1943 roku. 18 marca 1943 Kierownictwo Walki Cywilnej (KWC) ogłosiło ostrzeżenie w sprawie szmalcowników, grożąc im najsurowszymi sankcjami i przypominając wszystkim, że gnębienie obywateli polskich pochodzenia żydowskiego jest formą kolaboracji z okupantem. Powstała w grudniu 1942 roku Rada Pomocy Żydom niejednokrotnie alarmowała pełnomocnika rządu na kraj, domagając się zdecydowanej akcji przeciwko szmalcownikom, ale skuteczność podjętych przez władze kroków była ograniczona ze względu na długotrwałość procedury sądu podziemne-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(86) Zob. B. Engelking i J. Leociak, Getto warszawskie, Warszawa 2001. Z punktu widzenia zagadnień kolaboracji żydowskiej, na szczególną uwagę zasługuje rozdział „Trzynastka i Kolaboranci”, s. 220&#8211;233.</p>
<p>54</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>go (87). Ale inne motywy również miały tu niebagatelne znaczenie &#8212; karanie szantażystów i szmalcowników nie było po prostu dla sądów priorytetem. Nieco wcześniej podziemna gazetka Stronnictwa Demokratycznego zwracała uwagę na brak represji wobec szantażystów: „agent&#8211;szantażysta czy donosiciel musi mieć specjalnego pecha, by zainteresowały się jego osobą władze sądownicze Polski Podziemnej [...j Gdy w całym kraju, a zwłaszcza w Warszawie i okolicach, szaleje plaga szantaży antyżydowskich, nie ogłoszono dotąd dosłownie ani jednego wyroku w tej sprawie!" (88). Lęk, jaki żywili szmalcownicy (oraz inni bandyci) przed karzącą ręką podziemia, do-brze ilustruje relacja Heleny Merenholc, która zdołała uwolnić się od szantażystów, dając do poznania, że jest zaangażowana w działalność podziemną (89). Niewielką liczbę wyroków na szmalcowników zaczęto wykonywać 'pod koniec 1943 roku. Ż reguły dotyczyły one jednak osób „kumulujących” szantaże Żydów z pracą na rzecz gestapo w roli konfidentów rozpracowujących podziemie. Szmalcownicy unikający styczności z podziemiem i z Niemcami nie musieli się obawiać karzącej ręki pod-ziemnego państwa.</p>
<p>Jak zaznaczyłem we wprowadzeniu, sprawy przeciwko szmalcownikom trafiały do sądów niemieckich w dość specyficznych (i zapewne dość rzadkich) przypadkach. Trybunały te przejawiały zainteresowanie kwestiami kryminalnych zachowań Polaków i Żydów jedynie wtedy, gdy zostały wystawione na szwank -- aby odwołać się do ówczesnej terminologii -- „żywotne interesy narodu niemieckiego”. W pozostałych przypadkach akta przekazywano do podporządkowanych Niemcom sądów polskich. Wobec braku politycznych podtekstów w sprawach szmalcowniczych można mniemać, że większość tego ro-</p>
<p>-----</p>
<p>(87) T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada..., op. cit., s. 265--295, 287--295, 377.</p>
<p>(88) „Nowe Drogi,".,, 20 marca 1943, cyt. za: T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada..., op. cit. s 280.--281.</p>
<p>Ibidem, s. 281--282</p>
<p>55</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dzaju procesów powinna była trafić wprost na wokandę warszawskiego Sądu Grodzkiego. Akta te jednak się nie zachowały (90).</p>
<p>Wyroki niemieckich sądów w interesujących nas sprawach o Erpressung wahały się od grzywny lub kilku miesięcy aresztu do kilkunastu lat ciężkiego więzienia (Zuchthaus) (91). Zdecydowana większość skazanych otrzymała wyroki od sześciu miesięcy do trzech lat więzienia. W kilku odosobnionych przypadkach szmalcowników skazano na śmierć bądź rozstrzelano bez wyroku, na mocy tzw. decyzji policyjnej. W oczach sędziów najważniejszym kryterium oceny czynu było zagrożenie, jakie oskarżeni stanowili dla interesów niemieckich. Do zagrożeń takich należało szerzenie korupcji wśród urzędników niemieckich oraz bez-prawne używanie insygniów władzy okupacyjnej. Chodziło tu przede wszystkim o różnorakie odznaki ze swastyką, opaski i mundury. Nieco rzadziej szmalcownicy posługiwali się sfałszowanymi lub skradzionymi dokumentami niemieckimi. W takich wypadkach kary były surowsze, a do-chodzenie rozszerzano na fałszerzy zaopatrujących szantażystów. W uzasadnieniu wyroku na bandę szantażystów kierowaną przez Łowińskiego, Cieplińskiego i Domkowicza, napisano: Sąd uznał oskarżonych za wyjątkowo szkodliwych złoczyńców, gdyż użyli oni stacjonujących w GG odziałów Wehrmachtu w celu terroryzowania swoich ofiar: Ich zbrodnie zasługują na szczególnie potępienie, gdyż zagrażają dobremu imieniu Wehrmachtu i wciągają naiwnych młodych ludzi do popełniania czynów zagrożonych sankcjami prawnymi (92).</p>
<p>Niemieccy szmalcownicy mogli liczyć na nieco większą wyrozumiałość ze strony trzech sędziów wchodzących</p>
<p>-----</p>
<p>(90) Akta warszawskiego Sądu Grodzkiego zachowały się w stanie szczątkowym w Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy (zespół sygnowany 1946/III). W skład zespołu wchodzą zaledwie 72 teczki osobowe, w większości dotyczące procesów o kradzież oraz spraw z powództwa cywilnego.</p>
<p>(91) Analiza wyroków opiera się zasadniczo na aktach Sondergerichtu oraz Sądu Niemieckiego. Akta prokuratury zawierają jedynie z rzadka odpisy decyzji sądu.</p>
<p>(92) AMSW, SGW, 41 (54) fol. 211.</p>
<p>56</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>w skład Sondergerichtu. Podstawa źródłowa jest jednak zbyt uboga, żeby pozwolić na cokolwiek więcej niż tylko ostrożne uogólnienie. Wydaje się bowiem, że w tych przypadkach wysokość kary była odwrotnie proporcjonalna do zajmowanego przez oskarżonych stanowiska i szarży. Wysoko postawieni funkcjonariusze mogli liczyć na łagodniejszy wymiar kary. Do wewnątrzniemieckich dylematów na-leżało także wyraźne rozróżnienie między folksdojczami i Reichsdeutschami -- oczywiście na niekorzyść tych pierw-szych, których niemieckość w prawdziwych Niemcach wzbudzała pewne wątpliwości. Niejednego z nowych Niemców ukarano przecież za to, że „bezprawnie podawał się za Reichsdeutscha, pomimo iż był tylko folksdojczem" (93).</p>
<p>Od wyroków Sondergerichtu nie przysługiwało odwoła-nie, ale skazani i ich rodziny mieli prawo prosić o łaskę. Podań takich nie brakuje również w teczkach szmalcowników. Prośby o zwolnienie lub redukcję kary motywowano na różne sposoby. Przeważnie o litość prosiły żony i dzieci, wskazując na ciężkie warunki materialne pozostałej bez środków do życia rodziny. Niekiedy podkreślano niską szkodliwość społeczną popełnionych czynów i obiecywano -- w razie zwolnienia skazańca -- współpracę z władzami niemieckimi. Próbowano także naświetlać „państwowotwórczy” charakter występku i eksponowano niechęć do Żydów jako oko-liczności łagodzące. Pewnego szmalcownika broniono w na-stępujący sposób: w potocznej rozmowie w jego fryzjerni  przy ul. Śniadeckich dowiedziałem się od Walickiego że nienawidzi żydow którzy zrujnowali jego ojca i sam jest zrujnowany (94). W jednym z podań o łaskę skierowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy czytamy, że do napadów i szantaży namówił skazanego kolega: a syn zgodził się na akcję gdyż od-czuwał silną nienawiść rasową do Zydów (95). Prośby te miały jedną cechę wspólną -- niezwykle niską skuteczność. Z regu-</p>
<p>-----</p>
<p>(93) AMSW, SSW, teczka 647, 21 listopada 1941 [er hat sich auch als Reichsdeutscher angegeben, obwohl er nur Volksdeutscher ist].</p>
<p>94 AMSW, DGW, 999 (3166), sprawa z 29 sierpnia 1941.</p>
<p>(95) AMSW, SGW, 301 fol. 72. [Da er zu Judeo stets einen Rassehass empfand, liess er sich überreden].</p>
<p>57</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ły władze udzielały zdecydowanej odmowy lub też pozostawiały prośby bez jakiejkolwiek odpowiedzi. W nielicznych przypadkach udzielano rodzinom ostrzeżenia, że dalsze za-wracanie władzy głowy skończy się wizytą na gestapo.</p>
<p>Jak wiadomo z literatury pamiętnikarskiej, łatwość, z jaką można było zaaranżować wykupienie więźnia z rąk Niemców, była odwrotnie proporcjonalna do ilości czasu, który upłynął od chwili aresztowania. Przekupienie funkcjonariuszy było możliwe w czasie śledztwa, natomiast po zapadnięciu wyroku próby wydostania więźniów na wolność z reguły spalały na panewce. Z reguły, gdyż i tutaj zdarzały się wyjątki. Wspominany we wstępie młody szantażysta, skazany w końcu lipca 1940 roku na karę piętnastu miesięcy więzienia za „brutalne wymuszenie”, wyszedł na wolność po niespełna trzech miesiącach, w wyniku energicznej interwencji dobrze ustosunkowanej rodziny (96). Walcząc o wolność dla syna, ojciec szantażysty powołał się na bliskich krewnych piastujących odpowiedzialne funkcje w rządzie hiszpańskim oraz w partii Falanga. Już 5 lipca interweniowała w tej sprawie ambasada hiszpańska w Berlinie. Apele te odniosły pewien skutek, gdyż 2 sierpnia 1940 roku Sąd Specjalny odnotował, iż hiszpańska interwencja (gdyby tylko na czas dotarła do Warszawy) mogłaby mieć wpływ na wysokość niedawno zasądzonego wyroku. 6 września kierownik „referatu” sprawiedliwości GG zlecił wydalenie skazanego poza teren Rzeszy i GG &#8212; najlepiej do Hiszpanii. W trzy tygodnie później Sąd Specjalny zaprotestował, że te-go rodzaju operacja jest niemożliwa, gdyż skazany posiada jedynie polskie obywatelstwo i &#8212; w oczach prawa &#8212; jest Po-lakiem. Prowadzący dochodzenie SS-Hauptscharführer Stüllenberg, wyraźnie wzburzony odgórnymi naciskami, do-pisał w aktach sprawy, że na takich, jak oskarżony, trzeba nakładać wyjątkowo surowe kary, gdyż narażają oni na</p>
<p>szwank dobre imię gestapo (!)97. Decyzję podjęto już jednak wcześniej, w stolicy GG, gdyż 21 października 1940 roku</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(96) AMSW, SGW, 33 (134) 23 maj 1940. Korespondencja dotycząca hr. Władysława P.</p>
<p>(97) Ibidem, adnotacja Stüllenberga.</p>
<p>58</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>krakowscy zwierzchnicy Stüllenberga zarządzili przedterminowe zwolnienie ustosunkowanego szantażysty. Jest to jedyny przypadek przedterminowego zwolnienia, który udało się mi odnaleźć w aktach sądów niemieckich.</p>
<p>Dla szantażystów-Żydów (podobnie jak i dla innych żydowskich więźniów) niewysokie nawet wyroki Sądu Specjalnego i Niemieckiego oznaczały śmierć (98). Po 22 lipca 1942 roku skazańców przeniesiono do żydowskiego aresztu na Gęsią, skąd pierwszym „ewakuacyjnym” trans-portem via Umschlagplatz wysłani zostali do Treblinki (99).</p>
<p>Można nadmienić, że wyroki warszawskiego Sondergerichtu były łagodniejsze od decyzji policyjno-sądowych zapadających na ziemiach wcielonego do Rzeszy północnego Mazowsza. Szmalcownicy i szantażyści złapani w Płocku, Ciechanowie, Mławie, Pułtusku lub w innych miejscowościach wcielonych do tzw. rejencji ciechanowskiej (Regierungsbezirk Zichenau) zostali &#8212; bez wyjątku &#8212; stante pede wyekspediowani do obozów koncentracyjnych (100). Większość przypadków, od-nalezionych w archiwum ciechanowskiego gestapo, dotyczy szantażystów żerujących na miejscowych Polakach (wielu Żydów mieszkających na terenach wcielonych do Rzeszy usunięto już pod koniec 1939 roku na teren GG) (101).</p>
<p>Na koniec należy zauważyć, że niektórzy szmalcownicy zostali postawieni w stan oskarżenia już po wojnie, na pod-stawie tzw. dekretu sierpniowego (102). Jest to jednak już in-na, późniejsza, historia, która nie mogła mieć żadnego wpływu na wojenną „działalność” oskarżonych.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(98) Warto zaznaczyć, że Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB) zaczęła wykonywać wyroki na żydowskich szmalcownikach i kapusiach już w końcu 1942 roku. Sami Niemcy nie ukrywali głębokiej pogardy, jaką żywili dla swoich żydowskich konfidentów, dając im do zrozumienia, że wierna służ-ba gwarantuje chwilowe jedynie odroczenie wyroku śmierci. Zob. sprawy konfidentów Sobela i Welta. AMSW, SGW, 566 (839), 17 stycznia 1941.</p>
<p>(99) „Oczyszczanie” więzień z żydowskich skazańców w trakcie tzw. Akcji Reinhardt objęło wszystkie miejsca odosobnienia w GG.</p>
<p>(100) Więcej informacji na temat ciechanowskiego Sondergerichtu można znaleźć w: J. Grabowski i Z. R. Grabowski, Germans in the Eyes of the. Gestapo, Ciechanów District, 1939-1945, „Contemporary European History” 13(1), 2004, s. 21-43.</p>
<p>(101) Archiwum IPN Warszawa, GZ 148/37, 293, 738.</p>
<p>59</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Portret ofiary</p>
<p>&#8230;mąż podawał się za mieszańca żydowskiego, twierdząc, że</p>
<p>jakkolwiek urzędowo jest żydem, to jednak ojciec jego był</p>
<p>aryjczykiem, matka zaś żydówką. Miał on być dzieckiem z</p>
<p>nieprawego tom. Na skutek wyjścia za mąż jego matki za żyda,</p>
<p>został on jakoby adoptowany przez tegoż, wobec czego urzędowo</p>
<p>uchodził za żyda.</p>
<p>Fragment zeznań żony poszukiwanego „mieszańca”</p>
<p>ukrywającego się w dzielnicy aryjskiej, luty–marzec 1942.</p>
<p>AMSW, Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht</p>
<p>Warschau, teczka 3103 (2970)</p>
<p>Wobec proliferacji antyżydowskiego ustawodawstwa i wobec niejasności przyjętych kryteriów, już od samego początku okupacji zasadniczej wagi nabrało zagadnienie oznaczenia tożsamości rasowo-etnicznej ludności. Nie ulegało wątpliwości, że dotychczasowa przynależność państwowa przestała odgrywać jakąkolwiek rolę, ale nie-jasność używanych w urzędowym języku sformułowań przysparzała policji (nie mówiąc już o samych zainteresowanych) niebagatelnych kłopotów. W Rzeszy często powtarzano sobie bon mot Göringa: wer Jude ist, bestimme ich! (103). Na przełomie 1939 i 1940 roku wydawało się powszechnie, że ustawodawstwo antyżydowskie w GG od-nosi się do członków żydowskiej wspólnoty religijnej. W związku z tym niejasny był status przechrztów oraz ludzi pochodzenia żydowskiego urodzonych w rodzinach chrześcijańskich (a takich w Warszawie było wielu). Jeszcze późną jesienią 1939 roku NKW zapewniał swoich czytelników, że „za Żyda w rozumieniu zarządzenia Gubernatora Okręgu Warszawskiego uważany jest ten, kto pochodzi z obojga rodziców Żydów. Nie uważa się za Zy-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(102) Dekret z dnia 31 sierpnia 1944 o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego. Dziennik Ustaw RP nr 4, pozycja 16.</p>
<p>(103) To ja decyduję, kto jest Żydem!</p>
<p>60</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dów tych, którzy w dniu 1 października br. nie należeli do Gminy Żydowskiej&#8221; (104). Mieczysław Michał Warszawski schwytany w końcu października 1940 roku, bez opaski poza gettem, na próżno argumentował, że od roku 1925 jest katolikiem, a więc przepisy o Żydach nie powinny znajdować wobec niego zastosowania (105). Ż błędu wyprowadził go dopiero Sąd Specjalny, skazując na siedemnaście miesięcy więzienia. Nawiasem mówiąc, prowadzący dochodzenie SS-Hauptsturmführer Kaiser z warszawskiego gestapo określił Warszawskiego jako „na wskroś zakłamanego Żyda”. Warto zaznaczyć, że w suchym, biurokratycznym języku niemieckim używanym przez gestapowców, tego rodzaju emocjonalnie naładowane sformułowania rezerwowano wyłącznie dla Żydów. Inny gestapowiec, prowadzący śledztwo przeciwko aresztowanemu profesorowi Litauerowi, sędziemu Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej, zaznaczył, że wywody, jakoby ów, jako żyd był nastawiony przyjaźnie do Niemców, są śmiechu warte [lächerlich]. Ukrywanie prawdziwych zamiarów i planów należy do powszechnie znanych żydowskich sztuczek (106).</p>
<p>Jadwiga Krystyna Komorowska, schwytana na wiosnę 1942 roku, wyjaśniała: w dniu 1.VIII 1936 przyjęłam wy-znanie ewangelicko-augsburskie z mojżeszowego, a potem wyszłam za mąż za aryjczyka, który obecnie przebywa w Niemczech na robotach. Z kart aprowizacyjnych dla aryjczyka korzystałam dlatego, że uważałam się za aryjkę. Opaski syjonistycznej nie nosiłam, bo mieszkam w dzielnicy aryjskiej od urodzenia i mając męża aryjczyka przez to samo uważałam się za aryjkę (107).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(104) NKW, 24 listopada 1939.</p>
<p>(105) AMSW, SSW, teczka 746. Jest to ogromna sprawa dotycząca szmuglu kosztowności z terenów wcielonych (Łódzkie) do GG i szmuglowania Żydów w kierunku odwrotnym.</p>
<p>(106) AMSW, SGW, 194 (204). Natomiast w raporcie dotyczącym zatrzymania Żyda poruszającego się po mieście bez opaski, niemiecki policjant zauważył, że „po aresztowaniu żyd zachowywał się bezczelnie</p>
<p>wyzywająco”, zob. AMSW, SGW, 134 (184).</p>
<p>(107) SGW 54 (58), sprawa z 30 maja 1942.</p>
<p>61</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Żona znanego w warszawie adwokata, doktora Friedekera, zatrzymanego bez opaski w maju 1940 roku w hotelu Bristol, zwróciła się do władz niemieckich: Mój mąż, tak jak i ja, jest pochodzenia żydowskiego, ale w wyniku przyjęcia chrztu niczym innym niż pochodzeniem nie jest z żydostwem związany. A już najmniej z warszawskimi żydami. Dla władz niemieckich chrześcijaństwo nie stanowiło jednak okoliczności łagodzącej. Prowadzący sprawę gestapowiec zapisał: oskarżony zdaje sobie sprawę z obowiązku noszenia opaski żydowskiej, ale tłumaczy się że się wstydził tę opaskę założyć, bo od czasu jak przyjął chrzest, nie czuje się już żydem. Ta próba obrony nie stanowi jednak usprawiedliwienia (108). Podobną (i równie bez-skuteczną) linię obrony przyjął dziennikarz Stanisław Piltz, schwytany wraz z rodziną „na fałszywych papierach” w maju 1941 (109). Jeszcze więcej wątpliwości nastręczała sytuacja prawna dzieci z małżeństw mieszanych. Po krótkiej wizycie w getcie Srokowski zapisał: mnóstwo małżeństw mieszanych Niemcy rozbili. Zona w Ghetto a mąż w dzielnicy aryjskiej lub odwrotnie. Dzieci zostają przy aiyjczyku (110). Akta okupacyjne dostarczają licznych przykładów niezwykle nieraz elaborowanych (przeważnie fikcyjnych) prób zerwania „kompromitujących” więzi, wliczając w to antydatowane decyzje z sądów biskupich dotyczące rozwodu lub unieważnienia małżeństwa (111). Magiel plotek napędzały również sprzeczne in-formacje napływające (za pośrednictwem prasy gadzinowej i obwieszczeń) od władz niemieckich. Przykładem rozpaczliwych prób wybronienia najbliższych od piętna „definicji rasowej” niech będzie następujący fragment</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(108) AMSW, SGW, 54 (51).</p>
<p>(109) AMSW, SGW, 375 (311). Przesłuchany 26 maja 1941. Cztery fałszywe dowody na nazwisko „Grzybowski” kupił od profesora Kulbaszewskiego ze Lwowa, po 50 złotych każdy. Fol. 37. – rozprawa i wyrok z dnia 19 września 1941: Stanisław Piltz i jego żona Irena zostają skazani na karę czterech lat pozbawienia wolności. Ich szesnastoletni syn dostał wyrok jednego roku więzienia.</p>
<p>(110) APAN, S. Srokowski, Zapiski, 26, 27, 28, 29 listopada 1940.</p>
<p>(111) AMSW, teczka 746, sprawa rozpoczęta 3 kwietnia 1941.</p>
<p>62</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>zeznania: mąż podawał się za mieszańca żydowskiego, twierdząc że jakkolwiek urzędowo jest żydem, to jednak ojciec jego był aryjczykiem, matka zaś żydówką. Miał on być dzieckiem z nieprawego łoża. Na skutek wyjścia za mąż je-go matki za żyda, został on jakoby adoptowany przez tegoż, wobec czego urzędowo uchodził za żyda. Kiedy wynikła kwestia odosobnienia żydów i stworzenia dzielnicy żydowskiej mąż, jak mi wiadomo, rozpoczął starania celem wy-kazania swego pochodzenia, lecz jaki wynik był tego nie mogę stwierdzić (112). Dla wielu głęboko zasymilowanych Polaków pochodzenia żydowskiego, nowe przepisy oznaczały tragiczne wyrwanie z jedynego znanego im środowiska. Tłumaczenia, iż do dzielnicy żydowskiej się nie przeniosłem, bo z żydostwem nic mnie łączy, nie były w stanie niczego zmienić w położeniu ofiar szmalcowników. Takim argumentem posługiwał się m.in. kupiec Aleksander Szafir (znany w Warszawie jako Aleksander Stachniewski), którego rodzice przeszli na katolicyzm i zmienili nazwisko jeszcze w XIX wieku. Szafirowi nie pomogło nawet oznakowanie sklepu na Nowym Świecie 41 jako katolisches Geschäft i formalne przepisane tytułu na Reichsdeutscha Friedricha Wimmera. Kolejne we-zwanie na rozprawę do Sądu Specjalnego pozostało bez odpowiedzi, gdyż 31 sierpnia 1941 roku sześćdziesięcioletni kupiec warszawski umarł w Oświęcimiu 113</p>
<p>W razie aresztowania, przebywającym poza gettem Żydom do kar za nielegalny pobyt w aryjskiej Warszawie dokładano dodatkowe kary za używanie aryjskich kartek żywnościowych, przejazd kolejką bez zezwolenia, poruszanie się bez opaski, za zaniedbanie zgłoszenia żydow-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(112) AMSW, SSW, teczka 3103, 2970.</p>
<p>(113) AMSW. SSW, teczka 1976 (1933) z dnia 23 stycznia 1941 [In den jüdischen Wohnbezirk bin ich nicht umgezogen, weil ich mich niemals als Jade gefühlt habe]. Sześćdziesięcioparoletni warszawski kupiec, właściciel sklepu na Nowym Świecie, należał do drugiego pokolenia wychowanego w polskości i po polsku. Obszerne omówienie dylematów stojących przez Żydami-katolikami zmuszonymi przenieść się do getta można znaleźć we wspomnieniach profesora L. Hirszfelda, Historia Jednego życia, Warszawa 1946.</p>
<p>63</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>skiego majątku itd (114). Uwielbiający wszelkiego rodzaju dokumenty Niemcy pragnęli utkać z nich gęstą sieć, w którą wpaść mieli „wrogowie Rzeszy”. Głębokie zaufa-nie, jakim okupant darzył „dobre papiery”, nieraz przy-szlo w sukurs działaczom polskiego Państwa Podziemne-go. Dla pozbawionych legislacyjnego zaplecza Żydów, była to jednak sytuacja nader niebezpieczna, gdyż szmalcownicy i konfidenci potrafili bez trudu rozpoznać kiepsko podrobione, „lipne” papiery (115). Zagmatwane przepisy, brak dokumentów, pokrywające się kompetencje różnych instytucji okupanta, zmuszały wielu „Polaków i aryjczyków” do długotrwałych i kosztownych badań własne-go pochodzenia. W jednej ze „spraw o pochodzenie” bohaterami stali się Kazimiera Pająk, właścicielka Baru Saskiego, oraz jej przyjaciel oskarżony o żydowskie pochodzenie. Para zdołała się wybronić dzięki zeznaniom świadków oraz dokładnie rozpisanym drzewom genealogicznym przedstawionym na gestapo (116). Na tle tego rodzaju dochodzeń zrodził się cały przemysł „dochodzeń genealogicznych”, którego jedynym celem było potwierdzenie właściwego pochodzenia klientów.</p>
<p>W myśl rozporządzeń z 24 stycznia 1940 roku dotyczących majątku żydowskiego, definicja „żydostwa” uległa znacznemu rozszerzeniu i objęła nawet „nieżydowskich małżonków żyda”&#8217; 17. W odpowiedzi na rosnącą liczbę pytań władze niemieckie (znów na łamach szmatławca) sprecyzowały, że „z punktu widzenia prawa żydem jest</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(114) Używane wówczas aryjskie kartki żywnościowe były koloru żółtego, w odróżnieniu od kartek zielonych, przeznaczonych dla Żydów. Wśród licznych wyroków „kumulowanych” zob.: AMSW, SGW, 376, dossier śpiewaczki Jadwigi Swięcickiej-Hirszband lub Szymona Stanisława Kellera.</p>
<p>(115)  Jako przykład tej groźby może służyć „wpadka” Petera Heilemanna i jego żydowskiej żony, Krystyny z domu Hirszon. Oboje zostali za-trzymani na ulicy przez Władysława Morskiego, szmalcownika i konfidenta gestapo, na skutek posługiwania się kiepskiej jakości ausweisami. Wpadka Heilemannów przyczyniła się też do wpadki fałszerzy dokumentów. AMSW, SGW, teczka 746, kwiecień–maj 1941.</p>
<p>(116) AMSW, SSW, 2409 (2342).</p>
<p>(117) NKW, 5 lutego 1940, s. 1.</p>
<p>64</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ten, którego co najmniej trzej dziadkowie są pod względem rasowym pochodzenia czysto żydowskiego”. Proporcje te jednak zmieniały się, gdy „żydowski mieszaniec” pozostawał w związku małżeńskim z Żydem lub też należał do gminy żydowskiej. W takim wypadku wystarczyło dwóch żydowskich dziadków, aby być uznanym za Żyda (118). W każdym razie niewielu „mieszańców żydowskich” miało ochotę przedkładać na gestapo w Alei Szu-cha swoje drzewo genealogiczne i spierać się o właściwą interpretację rozporządzeń Gubernatora Generalnego. Lęk ten dawał ogromne pole do popisu szmalcownikom.</p>
<p>Ukrywających się Żydów można ogólnie podzielić na dwie kategorie: tych, którzy mieli tzw. dobrą twarz i którzy „chodzili”, i tych, którzy chodzić nie mogli. „Chodzący” Żydzi obdarzeni byli zazwyczaj dobrym wyglądem: ja-sną karnacją i blond włosami, oraz potrafili się wysłowić poprawną polszczyzną (119). Atrybuty te nie stanowiły gwarancji przetrwania, ale zmniejszały szansę wpadki. W getcie przeprowadzano specjalne ankiety i badania, których celem było zidentyfikowanie i opisanie cech przesądzających o „żydowskości” ich posiadacza. Ostatecznie stwierdzono, że Żyda można było odróżnić na podstawie kształtu nosa, po włosach i po oczach. Najpewniejszym wyróżnikiem w wypadku mężczyzn było stwierdzenie obrzezania. Niebawem w getcie (jak i po aryjskiej stronie) powstał czarny rynek usług chirurgicznych, których celem było „poprawienie” nosa bądź też rekonstrukcja napletka. W obu wypadkach sukcesy były raczej skromne, gdyż operacje przeprowadzano w prymitywnych warunkach. Nierzadko kończyły się one niepowodzeniem lub wręcz okaleczeniem pacjenta. Kobiety farbowały włosy na</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(118) NKW, 13 sierpnia 1940. artykuł: Kto jest Żydem określa rozporządzenie Gubernatora Generalnego.</p>
<p>(119) H. Szereszewska, Krzyż i mezuza, op. cit., s. 290, 300–301. „Niestety, rozpowszechniła się instytucja »szmalcowników«, ludzi pochodzących przeważnie z nizin społecznych, których głównym »zajęciem« by-lo wyszukiwanie ukrywających się Żydów. Za milczenie żądali haraczu. Ludzie płacili, bo co innego mieli robić”. L. Guz, Targowa 64. Dziennik 27 I 1943 – 11 IX 1944, Warszawa 2001, s. 162.</p>
<p>65</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>blond, ale i ten sposób miał swoje wady, gdyż szmalcownicy zaczęli zwracać baczną uwagę na ciemne odrosty. Jednak nawet najbardziej „aryjsko” wyglądający Żydzi musieli zachować daleko idącą czujność. Równie ważne jak wygląd były specyficzne atrybuty zachowania się w mieście: śmiałe spojrzenie, zdecydowany krok, wyprostowane plecy. Jedna z ukrywających się w Warszawie Żydówek tak wspomina zaczepki szmalcowników: Pani ma smutne oczy &#8212; Pani jest Żydówką. Pani się spieszy &#8212; Pani jest Żydówką&#8230; Pani się rozgląda dokoła &#8212; Pani jest Żydówką. Kończyło się albo na wyłudzeniu pieniędzy, na okupie &#8212; to jeszcze nie było najgorsze z nieszczęść &#8212; albo na pójściu do gestapo. A to już przeważnie oznaczało śmierć (120). Wedle cytowanych przez Emanuela Ringelbluma „ekspertów rasowych” najtrudniejsze do ukrycia były „żydowskie oczy”, pełne bólu i smutku. Tymczasem ani na kryjący się w oczach ból, ani na smutek lekarze warszawscy nie zna-</p>
<p>li remedium.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(120) F. Tusk-Scheinwechslerowa, Cena jednego życia, „Biuletyn Z111”, 33, 1960, s. 94.</p>
<p>66</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>SZANTAŻOWANIE ŻYDÓW &#8212; MODUS OPERANDI</p>
<p>Wśród autorów okupacyjnych pamiętników, wspomnień i relacji przeważa pogląd o niezorganizowanym charakterze przestępczości szmalcowniczej. „Typowy” szantażysta wyłapywał swoje przypadkowo napotkane ofiary na ulicy, w tramwaju, rzadziej &#8212; w domu, w wyniku dłuższej obserwacji. Niejednokrotnie w niecny proce-der zamieszani byli przedwojenni znajomi ofiar. Choć w aktach prokuratury niemieckiej odnajdujemy wielu szmalcowników działających na własną rękę, to jednak bez porównania liczniejsi są gangsterzy pracujący w do-brze zorganizowanych sieciach przestępczych (1)&#8221;. Wrażenie wyniesione z lektury literatury pamiętnikarskiej opiera się na tym, iż ofiary szmalcowników-amatorów miały większe szanse na przeżycie spotkania z szantażystą (i &#8212; wobec tego &#8212; na pozostawienie pisemnej relacji) niż ofiary gangów szmalcowniczych. Niezwykle trafnie oddał to jeden z ocalonych: rzecz bowiem nie polegała na wypadach amatorów, którzy wypatrywali Żyda na ulicy, za-czepiali go, wciągali do bramy i kazali rozpinać spodnie, żeby za to wyłudzić jakiś okup. Tak się zaczynało wchodzenie w „zawód &#8221;. Przemysł szmalcowniczy polegał na wytropieniu grubszej ryby, wymagał przygotowania operacji (2). Łowienie „grubej ryby” zaczynało się od zarzucenia sieci, czyli wytypowania osób mających pewne środki finansowe, oraz użycia argumentów „nie do odparcia”. Szantażowanie Żydów w pierwszych latach okupacji (1939&#8211;1941) opierało się bowiem głównie na zastrasze-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(1) W dniu 27 lutego 1941 roku Ringleblum odnotował: „Po drugiej stronie cmentarza żydowskiego powstały młodzieżowe bandy rabusiów, które zaczepiają także chrześcijan; były tam wypadki rozbierania Żydów i zabierania im wszystkiego”. Kronika Getta Warszawskiego, wrzesień 1939 – styczeń 1943, Warszawa 1983, s. 235.</p>
<p>(2) K. A. Wróblewski, Być Żydem. Rozmowa z Dagiem Halvorsenem o Żydach i antysemityzmie Polaków, Warszawa 1992, s. 122–123. Na zorganizowany charakter szajek szmalcowniczych zwrócił też uwagę E. Ringelblum, Stosunki polsko–żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, Warszawa 1988, s. 95.</p>
<p>67</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>niu ofiar, którym nawet z punktu widzenia hitlerowskiego ustawodawstwa niczego nie można było zarzucić. Szmalcownicy słusznie jednak zakładali, że nawet najbardziej nieprawdopodobne oskarżenia, byle poparte odpowiednią dawką strachu, będą w stanie zmusić ofiary do płacenia haraczu. Profesor Stanisław Srokowski, we wspomnianym już niepublikowanym dzienniku zapisał: „Ortskommandant oświadczył, że gdy gestapo przy-stępuje do rewizji legitymuje się osobistymi dokumentami oraz nakazem rewizji. Należy tego wymagać. Ludzie jednak pamiętają o tem jak to gestapo wyciągało z łóżek we Wawrze śpiących starych ludzi i jak ich rozstrzeliwało” (3). Z oczywistych przyczyn terroryzowanie Żydów było daleko łatwiejsze niż Polaków. Należało jedynie prze-prowadzić rozpoznanie, znaleźć Żyda i wymusić haracz. Raz jeszcze oddaję glos Srokowskiemu: „Widziałem we wtorek rewizję u Niemirskich&#8230; ów drab w mundurze kilka dni wcześniej wypytywał stróża, czy nie mieszkają gdzie tutaj na Willowej 8/10 Żydzi; gdy otrzymał odpowiedź, że nie &#8212; poszedł. Ostatecznie jednak ktoś musiał donieść o Niemirskich, jako że ona niechrzczona. Drab mundurowy wrócił tedy w towarzystwie dwóch innych, przy czym wszyscy trzej wspaniale akcentem warszawskim mówili, wyciął w twarz stróża »za okłamanie« go i poszedł na rewizję&#8221; (4).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(3) Archiwum PAN, S. Srokowski, Zapiski, op. cit., s. 44.</p>
<p>(4) lbidem, s. 50, 4, 5, 6, 7, 8 lutego 1940. 68</p>
<p>68</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Szantaż „na Niemca”</p>
<p>&#8230;udałem się wraz z Cieplińskim i z żołnierzem do żydowskiego</p>
<p>mieszkania. Obaj z Cieplińskim podaliśmy się za gestapowców,</p>
<p>a policjant był nam tylko po to potrzebny, żeby nadać naszemu</p>
<p>wejściu posmak autentyczności.</p>
<p>AMSW, SSW, teczka 675 (529)</p>
<p>W większości procesów o wymuszanie (Erpressung) obserwujemy interesującą prawidłowość: wiele takich akcji było przeprowadzonych z udziałem Niemców bądź też ludzi udających Niemców (5). Tytułem ilustracji przed-stawimy parę takich dochodzeń, poczynając od prymitywnych bandytów, działających bez „zaplecza”, aż po wyspecjalizowane gangi dysponujące wyśmienitymi kontaktami w warszawskim gestapo i w Pałacu Brühla (gdzie mieściły się cywilne władze niemieckie). Nawiązywanie kontaktów między szmalcownikami a Niemcami odbywało się na wiele sposobów. Niektórzy bandyci figurują w aktach śledczych i sądowych jako płatni konfidenci gestapo (V-Mann) i z racji wykonywanej pracy mieli łatwy kontakt ze swoimi pracodawcami. Trudno jest dziś ocenić, do jakiego stopnia polscy konfidenci ścigali Żydów na zlecenie swoich niemieckich mocodawców, a do jakiego działali na własną rękę, motywowani chęcią wy-muszenia okupu. Wiadomo jednak, że z każdym miesiącem zapadały coraz to wyższe wyroki za poruszanie się bez opaski bądź za przebywanie poza obrębem „dzielnicy żydowskiej”. Wraz z wyższymi wyrokami rosły haracze, a wraz z nimi &#8212; motywacja do tropienia Żydów. Niejaki Ryszard Morski (pracujący na co dzień jako ekspedient w sklepie „U Filipa”) zatrzymany przy próbie wy-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(5) Tego rodzaju napady opisał Landau w notatce z dnia 17 stycznia 1940 roku Rabunki w mieszkaniach żydowskich ciągle trwają. Opowiadano mi o rabunku dokonanym przed kilku dniami przez żołnierza i dwóch osobników w cywilnych ubraniach, którzy zażądali wszystkich pieniędzy i kosztowności, zabrali zegarki, pierścionki, pieniądze wszystkich członków rodziny, nie wyłączając &#8230; 1,50 zł z woreczka małego chłopca. L. Landau, Kronika, op. cit., t. 1, s. 202.</p>
<p>69</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>muszenia pieniędzy od żydowskiego kupca, wyjaśniał, że: przechodząc ulicą Marszałkowską w pobliżu ulicy Żurawiej zatrzymałem nieznanego mi żyda, o którym dowiedziałem się że handluje złotem i chciałem go odprowadzić do Zielińskiego z gestapo ktory zamieszkuje Żurawia 12. Opisawszy zajście, które stało się przyczyną zatrzymania, konfident uzupełnił, że: ja jestem używany do celów informacyjnych o żydach i te wiadomości oddaję Zielińskiemu, ktory pracuje w gestapo. Za te wiadomości otrzymuję wy-nagrodzenie w różnych sumach.</p>
<p>Inni szantażyści wchodzili w porozumienie z Niemcami za pośrednictwem polskiej policji (temat ten obszerniej omówimy poniżej). Najczęściej jednak uciekano się do werbunku dość przypadkowych żołnierzy i lotników niemieckich, spotkanych w barach, restauracjach albo zgoła na ulicy. Co więcej, ofiarami taktyki „na Niemca” padali nie tylko Żydzi &#8212; była ona też skuteczna wobec zastraszonych Polaków. Srokowski zimą 1940 roku zapisał: „niejaki Eismont z Choszczówki korzystając z popłochu jaki rzuca słowo gestapo, przypiął sobie pod klapę zna-czek gestapo oraz wziął bindę ze swastyką zakładaną na ramię do kieszeni i w biały dzień wszedł do domu p.p. Rojków, gdzie urządził rewizję” 7. Niemniej jednak szantażyści przede wszystkim namierzali najsłabsze i najbardziej podatne na zastraszanie jednostki &#8212; Żydów. 5 maja 1940 roku warszawianka Szajndla Engel udała się na policję i zeznała co następuje: W dniu 4 V 1940 roku około godz. 16:30 przyszło 2 osobników cywilnych do mieszkania mojego przy ulicy Hożej nr 49 m. 17. W czasie tym była u mnie znajoma moja Gutfrojndowa Rozalia (bliższy adres podam) i służąca Sadowska Józefa. Osobnicy ci początkowo mówili po niemiecku, oświadczyli że są z „gestapo”, wy-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(6) AMSW, SGW, teczka 173 (198), 31 marca 1940. Nieco więcej informacji o roli i liczbie polskich konfidentów gestapo dostarcza L. Gon-dek w pracy Polska karząca, 1939-1945, Warszawa 1988, s. 114-155. Według Gondka w samym Krakowie, w styczniu 1945, nadal było czynnych ośmiuset agentów niemieckich.</p>
<p>(7) Archiwum PAN, S. Srokowski, Zapiski, 20 stycznia 1940.</p>
<p>70</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>legitymowali mnie i moją znajomą i dopytywali się o męża mego, który w tym czasie był na mieście, twierdząc że jest on podejrzany o słuchanie tajnej radiostacji. W trakcie rozmowy straszyli mnie, że mąż mój zostanie zatrzymany, maltretowany i on tego nie przeżyje, że oni są dobrzy ludzie i mogą pójść na pewne ustępstwa. Dopytywali się również kiedy wróci mój mąż. Kiedy im oświadczyłam, że wróci o godz. 19:30 powiedzieli mi że przyjdą do nas w tym czasie, zastrzegając się, żeby o tym nikomu nie mówić. Ja po tym fakcie wyszłam do miasta, wracając do domu około godz. 20 spotkałam tych osobników w bramie domu Nr: 49 przy ul. Hożej, którzy wychodzili z tego domu. W mieszkaniu dowiedziałam się od męża że osobnicy ci byli i wzięli od niego 35 zł. z tem, żeby do dnia 5 V 1940 roku do godz. 12:00 przyszykował 165 zł. inaczej zostanie zabrany do gestapo. Osobnicy ci mówili że są urodzeni w Polsce, pracują w gestapo lecz mają litość nad żydami i dlatego pozwalają za cenę 200 zł. pozostać mężowi w domu i zlikwidować sprawę przeciw niemu. Następnego ranka p. Engel udała się do XI komisariatu Policji Państwowej i zameldowała o popełnionym przestępstwie (8).</p>
<p>Jak widać z powyższego cytatu, technika zastraszania, równie prymitywna co skuteczna, opierała się na krzyku (przeważnie w języku niemieckim) i wymachiwaniu hitlerowskimi odznakami. Jeden z szantażystów, próbujących wymusić pieniądze od żydowskich piekarzy, w następujących słowach opisywał taktykę „najścia”: około 2 tygodnie temu udałem się do piekarni w celu kupienia sobie chleba. W piekarni Żydzi oświadczyli mi, że chleba nie ma. W tym czasie wszedł nieznany mi policjant polski mundurowy, plutonowy, lat ok 45, niski, dosyć tęgi, zdaje się że szatyn, włosy szpakowate, który również chciał kupić chleba lecz i jemu powiedziano, że chleba nie ma. Oświadczyłem wówczas policjantowi, że przed chwilą żydzi wynosili całe worki chleba, a dla chrześcijan chleba nie ma. [...] weszliśmy razem do piekarni i zobaczyliśmy, że w piekarni było około 100 bo-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(8) AMSW, SSW, 419 (348), Protokół przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie, 5 maja 1940, fol. 5.</p>
<p>71</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>chenków chleba i krzyknąłem, że gdybym miał władzę to bym takich łobuzów brudasów powywieszał i powystrzelał i w tym momencie zauważyłem brudnego żyda, na którego wskazałem ręką, w której miałem latarkę elektryczną płaską i powiedziałem, że tego żyda zastrzeliłbym pierwszy (9).</p>
<p>Symptomatyczne, że wysokość żądanego okupu pozo-stawała w związku z karami wymierzanymi Żydom w pierwszych latach okupacji przez warszawskie sądy za różne wykroczenia „administracyjne”. We wspomnianym już wypadku małżeństwa Engelów doniesienie szantażowanych odniosło skutek. Już następnego dnia funkcjonariusze policji granatowej „założyli” w ich mieszkaniu kocioł, w który wpadła szajka szantażystów przybyłych po niedopłacone 165 złotych. Zanim do akcji wkroczyła policja, szantażyści zdążyli wykazać się wobec sterroryzowanych Żydów świetną znajomością „policyjnych” realiów. W razie odmowy zapłacenia haraczu — ostrzegali szmalcownicy — Englowie i ich sąsiedzi mieli się udać w Al. Szucha 25, do pokoju 128, na drugim piętrze, w referacie 2 E. Już w czasie pierwszego przesłuchania okazało się, że część zatrzymanych szantażem trudniła się „na pół etatu”, na co dzień pracując dla Sicherheitsdienst (SD).</p>
<p>Wśród pięciu aresztowanych znalazł się dwudziesto-letni Tadeusz Dzik, absolwent jednego z warszawskich gimnazjów. Podczas przesłuchania Dzik wyjawił: w marcu 1940 roku przez Janusza Szczygielskiego poznałem Sznapera i Kondrackiego. Oni mi mówili, że pracują w gestapo w charakterze konfidentów i że tam otrzymują wynagrodzenie, z którego się utrzymują. W międzyczasie na skutek nieporozumień z ojcem zmuszony byłem wyprowadzić się z domu zabierając z sobą dywan stanowiący własność rodziców. Początkowo utrzymywałem się z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży tego dywanu, potem z pracy przy uprzątaniu śniegu. Jednak z biegiem czasu pieniądze zwydatkowałem pozostając bez środków do życia. Wobec tego zwróciłem się do Sznapera i Kondrackiego, aby mnie przy-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>9 AMSW, SGW, 110,168, 28 lutego 1940.</p>
<p>72</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>jęli do swego grona, zameldowali mnie w gestapo i żeby ze mną pracowali. Przeprowadzili oni to w ten sposób, że razem ze mną poszli do gestapo gdzie ja złożyłem zameldowanie o posiadaniu broni przez jakiegoś osobnika. W ten sposób Kondracki i Sznaper wprowadzili mnie do gestapo jako konfidenta. Od tej chwili zamieszkałem razem z nimi w hotelu „ Grand” przy ul. Chmielnej 5. Ponieważ Kondracki ani Sznaper nie chcieli mnie wtajemniczyć w swoją pracę, wobec tego zaangażowałem Szlendaka Jerzego, który był ze mną również w gestapo. Ponieważ pieniądze całe topniały, przeto wpadłem na pomysł żeby podając się za funkcjonariusza gestapo nastraszyć jakichś żydów i w ten sposób wymusić potrzebne mi pieniądze. Przesłuchany za-raz po Dziku Szlendak przyznał się do wzięciu udziału w próbach wymuszeń: Dzik zaproponował mi abym z nim jako tłumacz udał się do kilku mieszkań żydowskich, których ma adresy, a których właściciele, jak mi mówił, podejrzewani są o handel dewizami, złotem, względnie potajemne słuchanie radja&#8230; Adam Sznaper, trzeci z zatrzymanych przez policję szantażystów, dodał na swoje usprawiedliwienie, że ja, jak również Kondracki, o ile gdziekolwiek występowaliśmy, to zawsze jedynie tylko ideowo, a nie dla korzyści materialnych.</p>
<p>Proces werbunku Niemców i rozwoju akcji szmalcowniczej możemy prześledzić na przykładzie działalności grupy Tadeusza Łowińskiego (vel Wittena), która wpadła w ręce policji niemieckiej późną wiosną 1940 roku. Przywódcą szajki okazał się trzydziestodwuletni warszawiak, z bogatą przeszłością kryminalną. Według własnych ze-znań, przez wojną był sześciokrotnie karany za różne wy-kroczenia, wliczając w to kradzieże i pobicia. W zimie 1939/1940 Łowiński zorganizował wokół siebie grupę przestępczą, w której skład weszli: Albert Horch, z zawodu lakiernik samochodów (niekarany), Apolinary Ciepliński (niekarany) oraz Mieczysław Domkowicz (niekarany). Pierwszy napad na Żydów odbył się z udziałem zwerbowanego z ulicy niemieckiego policjanta. Ofiarą</p>
<p>73</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ataku padł ktoś mieszkający przy ulicy Twardej „u kogo miało być wiele towarów i broni&#8221; (10). Napad skończył się niepowodzeniem, gdyż informacje o „towarze i o broni” okazały się błędne. Kolejny napad nastąpił w dwa tygodnie później. Tym razem zwerbowano na ulicy dwóch niemieckich żołnierzy, którzy — według zeznającego Łowińskiego — dopytywali się o to, „gdzie też można by znaleźć bogatego Żyda”. Tym razem szef bandy podał się za komisarza kryminalnego gestapo, Ciepliński — za zwykłego gestapowca, a dwaj żołnierze niemieccy stanowili obstawę. Kolejne najście na żydowskie mieszkanie (przy ul. Chmielnej) zakończyło się powodzeniem; skradziono biżuterię i futra. Podział zdobyczy nastąpił wprost na ulicy, przy czym Niemcy zachowali dla siebie gros łupów, a Lowińskiemu oddali złote kolczyki. W osiem dni po napadzie na Chmielnej, szmalcownicy zaatakowali po raz kolejny. Akcję organizowali Łowiński i Domkowicz, a do współpracy skaptowali dwóch spotkanych na ulicy niemieckich żołnierzy. Żyd, którego mieszkanie stanowiło cel ataku, mieszkał na Starym Mieście. Tak jak poprzednio, obaj Polacy podali się za cywilnych pracowników gestapo, a Niemcy stanowili ubezpieczenie. Wedle ze-znań Łowińskiego (który próbował w śledztwie umniejszyć swoją rolę) on sam niczego podczas „rewizji” nie znalazł, ale inni mieli się nieźle obłowić. 11 maja 1940 roku, w parę dni po napadzie na Starym Mieście, Łowiński dowiedział się o hurtowni ubrań znajdującej się przy ul. Sękocińskiej. Obok szefa bandy, w napadzie na hurtownię wziął udział Horch, który miał za zadanie przy-prowadzić ze sobą przynajmniej jednego niemieckiego żołnierza „który był mi koniecznie potrzebny do krycia napadu”. Niemcem tym okazał się kapral lotnictwa, spotkany w kawiarni Esplanada. Omawianie szczegółów na-padu odbywało się za pośrednictwem Horcha, jako że Łowiński po niemiecku nie umiał. Wieczorem cała trójka wybrała się na Ochotę, na położoną koło placu Naruto-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(10) AMSW, SSW, teczka 675 (529). Sprawa Łowińskiego i innych, fol. 220.</p>
<p>74</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wicza ulicę Sękocińską. Wtargnąwszy do mieszkania ofiary, Łowiński podał się za komisarza gestapo i pokazał odznakę ze swastyką [ich zeigte auch mein Hakenkreuzabzeichen vor]. Pomimo krzyku, swastyki i Niemca w mundurze, właścicielka mieszkania wzbraniała się przed od-daniem partii ubrań. W kalkulacji szmalcowników nastąpił bowiem podstawowy błąd: właścicielem hurtowni był co prawda Żyd Izaak Sabłocki, ale pieczę nad towarami sprawowała „Polka-aryjka” i równie aryjski dozorca Antoni Warchoł. Podczas napadu Łowiński pobił kobietę i zmusił dozorcę do wydania 600 koszul i dwóch futer. Kaprala lotnictwa spłacono dziesięcioma koszulami i 50 złotymi. Swoją część łupu Łowiński spieniężył za 3000 złotych. Choć szmalcownicy nie mieli jeszcze o tym pojęcia, napad na ul. Sękocińskiej stanowił początek końca ich kariery. W odróżnieniu od poprzednio obrabowanych Żydów, z których żaden nie odważył się pójść na policję, pobita Polka i sterroryzowany dozorca tej samej nocy złożyli doniesienie o napadzie. Na wieść o ludziach podających się za gestapo i o udziale niemieckiego lotnika, sprawą z miejsca zainteresowało się prawdziwe gestapo, a prokuratura niemiecka wszczęła dochodzenie. Tymczasem szmalcownicy z gangu Łowińskiego spotkali się w kawiarniach Srebrna Róża i Klub, aby omówić szczegóły następnego skoku. W spotkaniu udział wzięło dwóch niemieckich policjantów, którym wręczono 1000 złotych ty-tulem zadatku na poczet najbliższej akcji. Akcja jednak nie doszła do skutku, gdyż jeden z policjantów powiadomił swoich przełożonych o działalności szajki i cała grupa, już nazajutrz, została „zdjęta” wprost z lokalu Srebrna Róża. Jesienią 1940 roku Sondergericht rozpatrzył sprawę Łowińskiego i wymierzył szmalcownikom kary od 3 do 15 lat więzienia (11).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(11) AMSW, SG, 3 kls 18/40. Wyrok Sondergericht z dnia 7 października 1940. 25 kwietnia 1940 Landau zanotował, że „«Warschauer Zeitung» mówi dziś z gryzącą ironią o szerzonych za granicą wiadomościach, że sądy wyjątkowe w Polsce wydają tylko i nieustannie wyroki śmierci: przecież warszawski Sondergericht na 1500 spraw wydal tylko 12 wyroków śmierci. Z obszarów włączonych do Rzeszy nie ma dnia, aby nie</p>
<p>75</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>W działaniach szmalcowników Niemcy byli użyteczni nie tylko w celu „krycia” napadu, lecz mogli się również przydać w razie wpadki. Schwytani bandyci próbowali „po-dzielić się” odpowiedzialnością ze zwerbowanymi żołnierzami, licząc niewątpliwie — na uzyskanie oficjalnej sankcji dla swojego postępowania. Niekiedy role ulegały od-wróceniu: niemieccy żołnierze zasmakowawszy w łatwych pieniądzach i poznawszy w miarę dobrze miasto, wciągali „do pracy” Polaków. Pewien młody warszawiak przyznał, że niemieckiego nauczył się od żołnierza Willego Bartla, który potem zaproponował mu pracę „która polegała na dokonywaniu rewizji i na okradaniu Żydów&#8221; (12).</p>
<p>Inny z gangów szmalcowniczych działających „na Niemca” miał podobny modus operandi do grupy Łowińskiego, z tą jednak różnicą, że bandyci nie zadawali sobie trudu szukania prawdziwych Niemców. Grali ich sami, wrzeszcząc po niemiecku i nosząc na rękawach opaski ze swastyką. W końcu grudnia 1939 roku na policję zgłosił się niejaki Stanisław Zdunek, informując o napadzie, którego padł ofiarą w wigilijny wieczór. Trzech osobników weszło do jego mieszkania, dokonało „rewizji” i oddaliło się zabierając ze sobą buty warte ok. 260 złotych. Podczas najścia jeden z bandytów posiadał na rękawie płaszcza opaskę czerwoną ze swastyką, oraz w klapie marynarki zna-czek ze swastyką, mówił wyłącznie po niemiecku i podając się za pracownika sztabu lub „gestapo &#8221;, mówił, że ma prawo dokonywania rewizyj i rekwizycyj (13). W pierwszych dniach</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>było kilku wyroków śmierci; warszawski «Sondergericht» może istotnie wydaje mniej wyroków śmierci, tu za to są inne metody usuwania ludzi&#8221;. L. Landau, Kronika, op. cit., s. 429. Istotnie, Sondergericht z Ciechanowa zdobył sobie w tym okresie smutną sławę najbardziej „śmiertelnego” trybunału w okupowanej Polsce.</p>
<p>(12) AMSW, SGW, 157 (195), fol 5, przesłuchanie Henryka Mielczyka. Polsko-niemiecki duet działał między listopadem 1939 i lutym 1940 roku.</p>
<p>(13) AMSW, SSW, 432 (358), 1940-41. Zeznania podejrzanych; nota z 23 lutego 1940 („Do Pana wiceprokuratora XI rejonu Prokuratury Sądu Okręgowego w Warszawie&#8221;), oraz notatka komendanta więzienia z dnia 28 lutego 1940 roku: „Więzienie, ul Dzielna, 28 lutego 1940. Do Wice-prokuratora XI Rej. w Warsz. Pozostający do dyspozycji Pana Wicepro-</p>
<p>76</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>stycznia, po kolejnej zuchwałej kradzieży bandyci wpadli w ręce policji. Okazało się, że w ciągu dwóch poprzednich tygodni szajka dokonała ośmiu napadów, których ofiary były zbyt przerażone, aby udać się za skargą do władz. Milczenie przełamał dopiero wspomniany wyżej polski szewc. Na podstawie późniejszych zeznań poszkodowanych, jesteśmy w stanie odtworzyć następujący rozwój wypadków: 11 grudnia ofiarą bandytów padła Anna Pach z ulicy Targowej. W wyniku najścia, które dokonało się według tego samego „gestapowskiego” scenariusza, za-brano jej przedmioty, futra i biżuterię wartości ok. 30 tysięcy złotych. W pięć dni później szmalcownicy odwiedzili Szejnę Joffe mieszkającego przy ulicy Elektoralnej. Przepadły wówczas ubrania o wartości ok. 800 złotych. 17 grudnia ofiarą gangu padła Tyla Dojczwand z ulicy Lesz-no. Podczas „rewizji” skradziono jej 3000 złotych. Poczucie bezkarności i zuchwałość bandytów najwidoczniej rosły wraz z piętrzącymi się łupami i wobec braku widocznej reakcji ze strony policji (14). Kolejny napad, na niejakiego Leona Penczera, nastąpił już 18 grudnia; skradziono wówczas 1000 złotych. W tym samym okresie (choć policji nie udało się ustalić dokładnej daty) szmalcownicy odwiedzili mieszkającego przy ulicy Nowolipie Borucha Szwalba i grożąc gestapem zabrali biżuterię wartości 1500 złotych. Po kilku dniach przerwy bandyci dokonali najścia na mieszkanie szewca Zduna, a potem — jeszcze przed Sylwestrem 1939 roku — zrabowali ponad 2000 złotych u kolejnych dwóch ofiar. Cała szajka wpadła wkrótce po No-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>kuratora XI Rej. w Warsz. Czarnkowski Benon został zabrany z więzienia dnia 26 lutego 1940 przez Gestapo”. Podpisano: Junczys, Komendant więzienia. Do akt dołączony jest list z alei Szucha: [Warschau, den 20.3.1940 Vemerk. Die in den Akten erwaehnten Aleksander Miller, Benon Czarnkowski und Marian Karoluk ind be der Exekution am 26.2.1940 mit erschossen worden].</p>
<p>(14) Zuchwałość bandytów żywiła się uległością i strachem ofiar. Niejakiej Bajli Herszbajn, mieszkającej przy ulicy Siennej 30, szmalcownicy wyniesli z mieszkania wszystkie meble i pościel. Zabrali też dowód osobisty, a w dniach następnych wracali, domagając się pieniędzy za jego zwrot. AMSW SSW, 1370 (1419), sprawa z dnia 6 listopada 1940.</p>
<p>77</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wym Roku. Na Pawiak przewieziono trzech podejrzanych, którzy po krótkim śledztwie „zasypali” Żygmunta Żelechowskiego, polskiego policjanta, który pożyczył im broń, wskazywał dogodne cele i zapewniał ochronę (15). Obrony policjanta Żelechowskiego podjął się znany warszawski adwokat dr Wilhelm Hofmokl-Ostrowski (16). Zatrudnienie Hofmokla-Ostrowskiego było celnym posunięciem, gdyż trzej pozostali szantażyści 26 lutego 1940 roku zostali za-brani przez gestapo z Pawiaka i tego samego dnia rozstrzelani — najprawdopodobniej w Palmirach (17).</p>
<p>Jeszcze inny gang składał się z ośmiu osób, a na jego czele stal niejaki Eugeniusz Przepióra, który „robił przy Żydach”. Ofiarą gangu stał się piekarz Mojżesz Wilner, podejrzewany o przechowywanie kosztowności i złotych. Przepióra, który poza szantażowaniem Żydów i dorywczą pracą dla policji w charakterze konfidenta, trudnił się na co dzień pracą kulturalną („jestem artystą dramatycznym&#8221;) porozumiał się ze swoim znajomym, inżynierem Góralczykiem, pracownikiem działu technicznego kin i teatrów GG. Jak zeznał po aresztowaniu Przepióra, inżynier Góralczyk powiedział, że „pozna mnie z kimś, kto taką sprawę będzie mógł załatwić&#8221; (18). Podczas spotkania w kawiarni Frascati na placu Trzech Krzyży „nadawca” wręczył szantażystom 500 złotych zaliczki oraz weksle opiewające na sumę 5000 złotych. Po spotkaniu szantażyści przystąpi-li do szczegółowego planowania akcji. Uzyskawszy nazwisko, adres i plan domu, należało zdobyć „kontakt na Niemca”. W wypadku sprawy Wilnera, do współpracy</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(15) W związku z tą sprawą należy wspomnieć, że pokusa szybkiego wzbogacenia się była dla wielu policjantów nie do odparcia; w lipcu 1940 roku przeciętna pensja „granatowego” policjanta oscylowała wokół 260 złotych.</p>
<p>(16) Hofmokl-Ostrowski sam niebawem został zaaresztowany i osadzony na Pawiaku. Zob: L. Wanat, Za murami Pawiaka, Warszawa 1960.</p>
<p>(17) 26 lutego 1940 roku w Palmirach Niemcy rozstrzelali 190 osób, w większości aresztowanych w podwarszawskich miejscowościach w odwecie za zabójstwo niemieckiego burmistrza Legionowa. Do tej to grupy najprawdopodobniej przyłączono zabranych z Dzielnej szantażystów.</p>
<p>(18) AMSW, SSW, 1974 (1931), 5 listopada 1940, przesłuchanie Eugeniusza Przepióry.</p>
<p>78</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>skaptowano kierownika komisji rekwizycji mieszkań w Pałacu Brühla. Za pośrednictwem niemieckiego urzędnika polscy szantażyści weszli również w kontakt z Röderem, Hauptsturmführerem niemieckiej policji (19). Do negocjacji z Niemcami wykorzystano niejakiego Ericha Dietricha, folksdojcza z Wiśniewa. Ku rozczarowaniu Przepióry, odpowiedź Niemców była negatywna: Wilner miał się rzekomo znajdować pod baczną obserwacją władz niemieckich, a to z racji donosów, które na swego byłego pryncypała słał w aleję Szucha Benjamin Kahan, pomocnik piekarski zwolniony z pracy w kwietniu 1940 roku (20). Pomimo ostrzeżenia niemieckich wspólników, szmalcownicy zdecydowali się na zakończoną wpadką akcję.</p>
<p>W parę miesięcy po aresztowaniu grupy szmalcowniczej Przepióry, prokuratura niemiecka zajęła się gangiem Ukraińca Pawła Dymytrenki (21). Szajka ta, posługująca się podobną taktyką, dysponowała jednak daleko lepszymi i wyżej sięgającymi znajomościami wśród władz niemieckich. Władze okupacyjne wpadły na trop gangu robiąc „porządki” na własnym podwórku. W marcu 1941 roku gestapo zaczęło przesłuchiwać Żydów, którzy padli ofiarą szantażystów na przełomie grudnia 1940 i stycznia 1941 roku. Według sześćdziesięciotrzyletniego Gazela Orfingera (przed wojną hurtownika i importera owoców cytrusowych), w wigilijny wieczór pojawili się u niego w mieszkaniu pracownik Schupo oraz jakiś cywil. Wrzeszcząc po niemiecku, wyrzucili go z domu, i kazali czekać na podwórku przy ulicy Elektoralnej 21. Tam już stała grupa 15 innych Żydów, strzeżonych przez kilku granatowych policjantów. Po pewnym czasie większość Żydów zwolniono, ale Orfingera i niejakiego Birnbauma, również kupca, zaprowadzono przed oblicze otyłego, dobrze ubranego cywila, który</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(19) AMSW, SSW, 1974 (1931), (fol. 141), 31 stycznia 1941 roku. Sprawozdanie plutonowego policji kryminalnej Sylwestra Rusiniaka. Röder stwierdził, że Przepióra nieraz był przez Niemców wykorzystywany jako konfident (tzw. Vebnuens-Mann lub V-Mann).</p>
<p>(20) AMSW, SSW, 1974 (1931), 20 listopada 1940, przesłuchanie B. Kahana.</p>
<p>(21) AMSW, SSW, 13 marca 1941, 1250 (1200).</p>
<p>79</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>żądał od nich kluczy od sklepu i od piwnicy, „gdzie trzyma-ją towary”. Obaj kupcy, nie będąc w stanie sprostać żądaniom nieznajomego, znaleźli się w więzieniu na Rakowieckiej, z którego wyszli dopiero po dwóch tygodniach. W czasie marcowych przesłuchań obie ofiary zeznały, że u boku otyłego szmalcownika cały czas kręcił się znany im Żyd, niejaki Bluczyc, dostarczający najwyraźniej informacji o statusie majątkowym zatrzymanych (22). W ciągu drugiej polowy marca niemiecka i polska policja dotarły do dalszych ofiar szantażystów. Aronowi Rawiczowi zabrano na ulicy dowód, a potem domagano się okupu za zwrot dokumentu. Od Estery Hammerstein, właścielki piekarni przy ulicy Krochmalnej 9, otyły cywil (tytułowany przez innych szmalcowników „Herr Hauptmann”) zażądał 25 tysięcy złotych haraczu w zamian za pozostawienie męża na wolności. Tak jak i poprzednio, obok cywila kręcił się Żyd Bluczyc, oraz jacyś Polacy. Przez cały czas zajścia, przed domem na Krochmalnej na cywila czekało auto, a w nim — pasażer w niemieckim mundurze. Prowadzących dochodzenie Niemców nie tyle interesowały wymuszenia dokonywane na Żydach, ile tożsamość wplątanych w sprawę funkcjonariuszy policji. Pasażerem auta z ulicy Krochmalnej okazał się być SS-Sturmführer Paul Vogelsang z Transferstelle Warschau (23). Niebawem zatrzymano też „otyłego cywila”, którym okazał się trzydziestosiedmioletni Paweł Dymytrenko, Ukrainiec, komisaryczny zarządca Ukraińskiego Instytutu Naukowego, importer alkoholi i szmalcownik. Z zeznań Dymytrenki wyłania się częściowy (połowa dokumentów sprawy uległa zniszczeniu) obraz działalności gangu. Bogatych Żydów „nadawał” Bluczyc i niejaki Mordka Akerman. Do „argumentów siłowych” uży-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(22) Dawid Bluczyc przyznał, że brał udział w pięciu innych napadach i że regularnie dostarczał szmalcownikom informacji o zamożnych mieszkańcach getta. Przesłuchanie z dnia 14 marca 1941.</p>
<p>(23) AMSW, SSW, 17 marca 1941, 1250 (1200). Vogelsang bronił się przed zarzutami łapówkarstwa mówiąc, że po polsku nie rozumie i wobec te-go nie ma pojęcia, o co chodziło wszystkim innym zamieszanym w tę sprawę. Transferstelle, w której pracował Vogelsang, utworzono w celu nadzoru wymiany towarowej między aryjską i żydowską częścią miasta.</p>
<p>80</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wano trzech polskich szmalcowników, a zaprzyjaźnieni policjanci bądź Niemcy zapewniali ochronę przed władzami i wzbudzali jeszcze większy lęk w ofiarach (24).</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| Jestem właścicielem piekarni w Warszawie przy ulicy                   |</p>
<p>| Smoczej 16. Piekarnia moja istnieje od 28 lat. Po zakończeniu  |</p>
<p>| działań wojennych od samego początku wypiekałem                 |</p>
<p>| chleb w piekarni kontyngentowy na któren otrzymywałem        |</p>
<p>| mąke z Wydziału Wyżywienia Zarządu m. Warszawy.                |</p>
<p>| W dniu 29 października 1940 r około godziny 21.30 do mojego                             |</p>
<p>| prywatnego mieszkania które mieści się w tym domu co i           |</p>
<p>| piekarnia wszedł pierwszy żołnierz niemiecki a za nim kilku       |</p>
<p>| cywilnych osobników, ilu ich było, tego dokładnie powiedzieć   |</p>
<p>| nie mogę, gdyż byłem bardzo zdenerwowany, a to z tego            |</p>
<p>| względu, że podobną wizytę mam już po raz trzeci w okresie     |</p>
<p>| 4 miesięcy. Kiedy wszyscy znaleźli się w mieszkaniu, jeden z     |</p>
<p>| osobników cywilnych, którego bym poznał przy okazaniu,        |</p>
<p>| kazał mi stanąć przodem do ściany i podnieść ręce do góry, jak                             |</p>
<p>| administratorowi domu Birnbaumowi Bajszyswiowi.                   |</p>
<p>| Kiedyśmy tak stali twarzami obróconymi do ściany, osobnicy   |</p>
<p>| ci w tym czasie plądrowali cale moje mieszkanie. Mnie jeden    |</p>
<p>| z osobników cywilnych zaprowadził do łazienki, gdzie kazał     |</p>
<p>| mnie się rozebrać i wejść pod zimny prysznic. Ja prosiłem go     |</p>
<p>| bardzo żeby tego nie robił bo jestem chory, ten w języku            |</p>
<p>| niemieckim krzyczal na mnie i bił mnie po głowie. Ja, bojąc się |</p>
<p>| dalszych ciosów — uczyniłem to. Po 20 minutach stania pod    |</p>
<p>| prysznicem osobnik ten kazał mi się ubrać, kiedy się ubrałem,  |</p>
<p>| ponownie w ubraniu kazał mnie wejść pod prysznic, na moje    |</p>
<p>| głośne krzyki do łazienki wszedł żołnierz niemiecki i ten             |</p>
<p>| dopiero kazał mnie spod prysznica wypuścić i kazal mnie          |</p>
<p>| położyć do łóżka.                                                    |</p>
<p>| ___________________________________________________|</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(24) Ibidem, fol. 137-142. Śledztwo w sprawie Dymytrenki oparło się o Berlin. Listy w tej sprawie przysłali do warszawskiej prokuratury SS-Oberführer M. Tondock z Berlina (w obronie oskarżonego) i władze naczelne Ukrainische Gesellschaft in Deutschland „Hromada” (piętnując go jako hochsztaplera).</p>
<p>81</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| Rewizja w moim domu trwała od godz 21 do godz 1 w nocy.     |</p>
<p>| Nadmieniam, że w czasie trzymania mnie pod prysznicem         |</p>
<p>| osobnik ten żądał ode mnie wskazania mu gdzie są dewizy,       |</p>
<p>| których jaw ogóle nigdy nie miałem. W czasie rewizji żona         |</p>
<p>| moja Basia Jedwabna wskazała im biurko, w którym                  |</p>
<p>| znajdowało się wówczas 2000 zł. Widząc to żołnierz niemiecki |</p>
<p>| kazał jej biurko zamknąć i klucz jej oddał. O godz 1 wszyscy   |</p>
<p>| osobnicy wyszli z mieszkania zabierając ze sobą kilka walizek  |</p>
<p>| z garderobą, futrami i różnymi drobiazgami. Co oni i jakie         |</p>
<p>| rzeczy zabrali, nie wiem gdyż na drugi dzień uciekłem z domu,  |</p>
<p>| ponieważ straszyli mnie, że przyjdą i zabiorą mnie. Od dnia       |</p>
<p>| 1 XI przebywałem u znajomych na ulicy Nowolipki nr 72.         |</p>
<p>| W dniu 1 listopada w godz rannych zjawił się ponownie jeden   |</p>
<p>| z osobników, który był uprzedniego dnia i dokonywał na mnie |</p>
<p>| prysznicu i wściekle szukał jakiejś skrytki, a nawet wyrąbał       |</p>
<p>| kawał ściany.                                                            |</p>
<p>| AMSW, SSW, 1974 (1931), 5 listopada 1940.                                |</p>
<p>| Przesłuchanie świadka Mojżesza Wilnera (25)                               |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(25) Piekarz Wilner przeżył opisywane wydarzenia zaledwie o osiemnaście miesięcy. Rachela Auerbach pisze w swoim pamiętniku (Ring I. 641): 30 V 1942. A więc i tej nocy piątkowej były ofiary [...] Piekarz Wilner; wyciągnięty dla egzekucji z więzienia na Gęsiej miał być podobno jakiś wpadunek ze szmuglem.</p>
<p>82</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Szantaż „z urzędu”</p>
<p>Do najść i wymuszeń przeprowadzanych metodą „na Niemca” trzeba dodać szantaże oparte na nadużyciu stanowiska służbowego. Od stycznia 1940 roku Żydzi zmuszeni byli zarejestrować swoje mienie i — przewidując przejęcie tegoż przez władze niemieckie — zaczęli sprzedawać swoje kamienice aryjczykom. W wypadku transakcji dotyczących domów należało spisać umowę notarialną i antydatować ją na okres bezpośrednio poprzedzający wprowadzenie przepisów antyżydowskich. O transakcjach tych wiedział zazwyczaj tylko zaufany notariusz i umawiające się strony. W wypadku umów dotyczących sklepów i fabryczek (większe za-kłady pracy zostały już wcześniej poddane kontroli niemieckiej), o wszelkich zmianach należało również powiadomić Ubezpieczalnię Społeczną miasta Warszawy (odpowiednik dzisiejszego ZUS). Jeżeli na liście płac pracowników nadal figurowało nazwisko byłego żydowskiego właściciela, bądź też jego rodziny, przed urzędnikami-szantażystami otwierało się pole działania. Szantaż w takiej sytuacji mógł się okazać szczególnie intratny, gdyż haracz można było pobrać tak od Żydów, jak i od nowych właścicieli. Według zeznań Laury-Liby Talmud, 29 lipca 1940 roku do sklepu z galanterią przy ulicy Nowy Świat 36 wkroczył nie-znany mi osobnik, ktory przedstawił się jako inspektor Ubezpieczalni Społecznej z ul. Wolskiej 52 i powiedział, że nazywa się Gierowski i zgłosił się z polecenia swego kierownika z uwagi na nielegalne kupienie sklepu (26). Towarzyszący Gierowskiemu kolega zeznał: w sklepie zastaliśmy żydówkę, ekspedientkę Talmud Laurę-Libę i jakiegoś żydka, który zaraz wyszedł. Inspektor wylegitymował się i przedłożył właścicielowi dokument pt. Karta Kontroli Zleconej, która upoważniała okaziciela do stwierdzenia, czy w firmie pracuje córka byłego właściciela tej firmy. Kierownictwo Ubezpieczalni zastanawiało się mianowicie, czy nowy właściciel sklepu, niejaki Burczycki nie jest podstawioną osobą jako aryjczyk, a córka</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(26) Sprawę odtworzyłem na podstawie dochodzenia prowadzonego przez Deutsches Gericht Warschau (DGW), teczka 955 (3033).</p>
<p>83</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>faktycznego właściciela pilnuje tylko interesu ojca. Inspektor Ubezpieczalni wyjaśnił od razu, że sprawę da się załatwić polubownie, za „pewną sumę”. Haracz miał wynieść 1500 złotych, a tłumaczenia Burczyckiego, że przyjął żydówkę do pracy bo się znała na branży nie przekonały szantażysty. Odmowa współpracy — ciągnął Gierowski — pociągnęłaby za sobą wizytę gestapo, gdzie inspektor „mial stosunki”. Przedtem jednak zagroził, że uda się do notariusza, który sporządził umowę sprzedaży sklepu, żeby wyjaśnić, czy ów jest aryjczykiem, czy żydem. Najście na sklep Burczyckiego-Talmuda nie było wypadkiem odosobnionym. Jak przyznał w śledztwie sam inspektor, sprawy tego rodzaju były na po-rządku dziennym. Sygnał przychodził zazwyczaj od kierownictwa Biura Zgłoszeń, do którego spływały informacje do-tyczące zatrudnienia, jak też liczne donosy od ludności. Wtajemniczeni w akcję urzędnicy Biura, działając w porozumieniu z Sekcją Zakładów Ubezpieczalni, zapewniali sobie współpracę zaufanych inspektorów. Jeżeli do szantażu miało dojść poza rejonem działania zaufanych ludzi, stara-no się o delegację specjalną dla ludzi z sitwy. Podsumowując raport przesyłany do Sądu Niemieckiego, polski policjant pisał: w Ubezpieczalni działa banda łobuzów, która czy-ha na pewne sprawy podobne do obecnej. Podobne możliwości szantażu zapewniała pozbawionym skrupulów ludziom praca w Magistracie, gdzie bez kłopotów można było zdobyć dane osobowe ludności (27).</p>
<p>W aktach spraw prowadzonych przeciw szantażystom „z cenzusem” nie sposób przeoczyć obecności „granatowych” policjantów. Na podstawie omówionych poprzednio procesów widać wyraźnie, do jakiego stopnia światy szmalcowników i policjantów nawzajem się przenikały. Policja granatowa (przez Niemców zwana Einheimlische Polizei) w miastach Generalnej Guberni podlegała bez-pośrednio komendantom Schupo. Warszawskie siły policyjne składały się z kilku tysięcy policjantów, rozmieszczonych w 21 komisariatach miejskich. Policja była pod-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(27) Zob. DGW, teczka 999 (3166) z sierpnia-września 1941.</p>
<p>84</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dana ścisłemu nadzorowi władz okupacyjnych. Władze te zresztą nie wahały się niejednokrotnie poddać granatowej policji surowej krytyce za niedbałość w pracy (28). Wśród „granatowych” znalazło się wielu szlachetnych ludzi, którzy (ryzykując niejednokrotnie własną głowę) od-mawiali brania udziału w akcjach w getcie lub w inny sposób demonstrowali swoją sympatię dla skazańców. Niestety, jeszcze łatwiej jest znaleźć wśród „granatowych” ludzi terroryzujących, ograbiających i mordujących swe ofiary. Nie ulega wątpliwości — jednostkom skorumpowanym i niemoralnym praca w policji otwierała szerokie pole do popisu. Pod osłoną granatowego munduru liczni funkcjonariusze dopuszczali się zbrodni, których ślady przechowały się w literaturze pamiętnikarskiej, w raportach niemieckich, w doniesieniach prasy podziemnej oraz w aktach sądów niemieckich. Niektórzy funkcjonariusze PP upadli tak nisko, że na ochotnika zgłaszali się do „akcji” w getcie lub do działań agenturalnych przeciwko AK. Zaangażowanie zaś policji w szmalcowniczy proceder osiągnęło taki stopień, że mjr PP Franciszek Przymusiński we wrześniu 1943 roku „surowo potępił wymuszanie okupu od »osób niearyjskiego pochodzenia«&#8221; (29).</p>
<p>Polscy policjanci znajdowali się między młotem i kowadłem, gdyż oprócz nadzoru niemieckiego musieli się liczyć z nadzorem ze strony polskiego podziemia. Pomimo tej podwójnej kontroli (lub też z jej powodu), policja granatowa zdobyła sobie szybko reputację jednej z najbardziej skorumpowanych organizacji warszawskich. Jeżeli chodzi o interesujący nas aspekt „szmalcowniczy”, to cytowany już poprzednio Franciszek Wyszyński, pod datą 31 grudnia 1941 roku zanotował: jak wiadomo każdemu tutaj, przy wejściach do getta kwitł szmugiel i straszne łapownictwo</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(28) M. Getter, Zarys organizacji policji niemieckiej iv Warszawie i Dystrykcie w latach 1939—1945, „Rocznik Warszawski”, VI, 1966, s. 258—259. Na temat liczebności sil policyjnych w dystrykcie warszawskim istnieją poważne różnice zdań.</p>
<p>(29) A. Hempel, Pogrobowcy klęski. Rzecz o policji „granatowej” w Generalnym Gubernatorstwie I939—945, Warszawa 1990. s. 208 oraz 178.</p>
<p>85</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>i przekupstwo, za pieniądze którymi dzielili się wartownicy niemieccy i polscy policjanci; można było wszystko przywieźć do getta i wywieźć stamtąd. Otóż teraz podobno ten wrzód pękł; podobno dzisiaj rano rozstrzelano 11 polskich policjantów z VII komisariatu (30). Szantażyści-policjanci mogli tworzyć „nieformalne dwu-trzyosobowe grupy, z reguły w ramach tego samego komisariatu”, ale równie łatwo wchodzili w układy z bandytami w cywilu (31). Wpadki dorabiających sobie szantażami funkcjonariuszy PP musiały — siłą rzeczy — być odpowiednio rzadsze od wpadek bandytów w cywilu. W aktach sądowych nie udało mi się znalezć ani jednego przypadku aresztowania „granatowego” policjanta przez innych umundurowanych kolegów z PP. Aresztowania i wyroki na polskich policjantów wiązały się wyłącz-nie z działalnością policji niemieckiej. W jednym odnotowanym przez Sondergericht przypadku warszawski policjant wciągnął do interesu swojego niemieckiego kolegę w mundurze, zachęcając go do wymuszenia na ukrywającym się poza gettem Zydzie (32).</p>
<p>Prawo wchodzenia do getta (na terenie którego znajdowały się trzy komisariaty) otwierało przed policjanta-mi dodatkowe możliwości wymuszeń i szantaży. Działali w porozumieniu z bandytami żydowskimi, którzy lepiej niż ktokolwiek z zewnątrz mogli wskazać warte „zachodu” ofiary (33). Częste skargi zatrzymanych Żydów na próby wymuszeń ze strony granatowych policjantów zdają się potwierdzać słuszność negatywnych opinii krążących na ten temat zarówno w getcie, jak i po aryjskiej stronie murów. Kronikarz getta, Emanuel Ringelblum pisał: „dobrowolni agenci policyjni — «szmalcownicy» nie spuszczają Żyda z oka, aby w stosownym momencie, gdy</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(30) F. Wyszyński, Dziennik 1941-1944, op. cit.</p>
<p>(31) A. Hempel, Pogrobowcy klęski, op. cit, s. 205.</p>
<p>(31) AMSW, SSW, 3103, 2970, zeznanie policjanta Langenfelda z 301 batalionu policyjnego.</p>
<p>(33) Zob. AMSW, SSW, 2269 (2208), sprawa z 12 lipca 1941. Zeznania kaprala Matlińskiego z III Komisariatu PP. Do dzielnicy tej wszedłem dlatego, że otrzymałem telefoniczną wiadomość od żyda Cukierniana, że w dzielnicy tej są do zarekwirowania brylanty.</p>
<p>86</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Żyd zdejmie opaskę i wejdzie do jakiejś bramy, złapać go na gorącym uczynku i zażądać odpowiedniego okupu. Sprytniejszy «szmalcownik» zaobserwuje numer mieszkania i do spółki z policjantem dokona «wypadu» na Żyda i chroniących go chrześcijan&#8221; (34).</p>
<p>Wspomniany wcześniej udział policjanta Żelechowskiego w gangu szmalcowników nie należał do wyjątków. Inne szajki często korzystały z pomocy polskich policjantów, a wczesnym latem 1940 roku wybuchła większa sprawa, której głównymi bohaterami byli również „granatowi”. 2 lipca folksdojcz Johann Weg mieszkający przy ulicy Kapucyńskiej poinformował gestapo, że znani mu Żydzi wręczywszy łapówkę funkcjonariuszom, wychodzą z aresztów policyjnych (35). Jednym z zadenuncjowanych był niejaki Szyja Dymentman, kupiec mieszkający w domu przy ulicy Królewskiej 27. Podczas przesłuchania Dymentman przyznał, że zaaresztowany został bezpodstawnie, ale dlatego, że był człowiekiem majętnym, mogącym zapłacić za odzyskanie wolności. Wraz z nim „zasiadło” w więzieniu pięciu innych Żydów. Dymentman wyszedł po zapłaceniu 2,5 tysiąca złotych łapówki; nie był w stanie powiedzieć, ile dali inni aresztowani. W cztery dni po przesłuchaniu Dymentmana gestapo zaaresztowało Ignacego Karwowskiego, policjanta z osiemnastoletnim sta-żem pracy. Karwowskiego osadzono na Rakowieckiej, a śledztwem objęto większość policjantów pracujących z aresztowanym w tym samym komisariacie. W trakcie przesłuchań gestapowcy dowiedzieli się, że policja miała zwyczaj dokonywać rewizji w mieszkaniach bogatych Żydów i rekwirować znalezione kosztowności i pieniądze. Jeżeli tych nie znaleziono, właścicieli mieszkań zatrzymywano w areszcie, póki nie zapłacili okupu za zwolnienie (36).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(34) E. Ringelblum, Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny Światowej, op. cit., s. 95.</p>
<p>(35) AMSW, DG, 54, 2 lipca 1940, doniesienie Johanna Wega oraz ze-znanie Szyi Dymentmana.</p>
<p>(36) AMSW, DG, 54, zeznania granatowych policjantów z dnia 24 września 1940.</p>
<p>87</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Bardzo podobnie mieli się zachowywać policjanci z posterunku PP w Otwocku, którzy (w połowie 1941 roku) zwalniali aresztowanych Żydów pobierając za to ogromne kwoty sięgające 10 tysięcy złotych „od głowy” (37). Autor anonimu, wysłanego do wydziału śledczego na Daniłowiczowską alarmował, że: na końcu miesiąca sierpnia zostali zatrzymani przez policję kryminalną w Otwocku znani paseży mianowicie Moszek Goldfarb Otwock ul. Staszyca N 27 który został zwolniony za sumę 10,000 zł. Macher w ty sprawie był Keniksberg Mojsie Otwock ul Kupiecka Nr 7 pieniądze otrzymali wywiadowce Suchodolski i Anczak ci sami wywiadowce wraz z tym macherem Keniksbergiem pobrali w tym tygodniu za taką samą robote 3,000 zł od Grychana Chaima w Otwocku przy ul Bazarowa Nr 6, pobrali za obcą walutę 5,000 zł&#8230; o ile wydział śledczy w Warszawie jest zainteresowany przeprowadzić dochodzenie w tej sprawie uprzejmie prosę  zatrzymać Moszka Goldfarba wraz z jego spólnikami. Trudno jest powiedzieć, czy nadesłany anonim zawierał w sobie choć ziarno prawdy, ale dla władz niemieckich problem był najwyraźniej na tyle poważny, że podda-no inwigilacji cały polski personel komisariatu.</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(37) AMSW, SSW, teczka 2464 (2394). Teczka ta zawiera donosy na policjantów oraz plan inwigilacji wskazanych policjantów przez wywiadowców niemieckich.</p>
<p>Działania na własną rękę</p>
<p>88</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Działania na własną rękę</p>
<p>Obok omówionych już gangów i szajek szantażystów i szmalcowników, po mieście poruszali się działający na własną rękę szantażyści. Od zawodowców różnili się tym, że „pracowali” w pojedynkę, rzadziej — we dwóch, oraz tym, że do „pracy” — siłą rzeczy — przystępowali bez rów-nie metodycznego przygotowania. Wśród ich ofiar znaj-dowali się spotkani na ulicy i znani sprzed wojny Żydzi, lub też przechodnie o semickich rysach twarzy. Jak już wspominaliśmy wcześniej, niepewny wyraz twarzy, nie-zdecydowany krok, wahanie, wszystko to mogło wzbudzić podejrzenia szmalcownika. W odróżnieniu od poprzedzonych dokładnym rozpoznaniem i omówionych już akcji szantażystów i szmalcowników, przestępcy pracujący w pojedynkę popełniali elementarne błędy, które niejednokrotnie kładły kres ich działalności. Nieudana próba szantażu dokonana przez Franciszka Smokowskiego wy-daje się być dość typowym (choć w tym wypadku zakończonym niespodzianką) przykładem działania ludzi należących do tej kategorii. 19 października 1940 roku do drzwi właścicielki kamienicy na Krakowskim Przedmieściu zapukał młody mężczyzna i wręczył jej list o następującej treści: Szanowni Państwo! Na podstawie przeprowadzonych ścisłych dochodzeń ustaliliśmy semicki rodowód Państwa. Wobec powyższego zwracamy się o doręczenie okazicielowi niniejszego sumy 2000.— zł /słownie: dwa tysiące złotych/ w zamkniętej kopercie&#8230; W zamian zniszczymy będące w naszym posiadaniu dowody obciążające. W przeciwnym wypadku sprawę przekażemy niezwłocznie władzom niemieckim (38). „Ścisłe dochodzenie” przeprowadzone przez szmalcownika zawierało, jak się niebawem wyjaśniło na policji, zasadniczy błąd. Żydem był bowiem zmarły przed wojną mąż szantażowanej kobiety, sama zaś właścicielka posesji była „aryjką, Polką i katoliczką”, na dowód czego przedstawiła liczne dowody rzeczowe. Do</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(38) AMSW SSW, 20 grudnia 1940, 1088 (839). Zob. ilustracja 2.</p>
<p>89</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>akt dołączono trzy odpisy aktów urodzenia i zgonu członków rodziny, świadectwo ślubu katolickiego oraz metryki rodziców. Zaraz po otrzymaniu listu szmalcownika, adresatka wezwała policjanta, który doprowadził szantażystę na posterunek.</p>
<p>Inni „pracujący” pojedynczo szantażyści na drogę przestępstwa schodzili niejako przypadkiem, zgodnie z powiedzeniem, iż „okazja czyni złodzieja”. Przykładem jest niejaki Moszek Rubin Lewin, czeladnik kuśnierski z ulicy Gęsiej 39 szmuglujący worki z żywnością do getta. Wspólnikiem Lewina był motorniczy tramwaju, który za pewną opłatą przemycał do getta worki z mąką i z kartoflami (39). W połowie kwietnia 1941 roku na trop szmuglu wpadli inni pracownicy zajezdni tramwajowej i zaczęli wymuszać od Lewina pieniądze, grożąc oddaniem sprawy w ręce gestapo. Jeden z pracowników mówił mi, że gdy nie zapłacę, to leżę z towarem na łopatkach — dodał Lewin podczas przesłuchania (40).</p>
<p>Inną ofiarą grasujących w pojedynkę szantażystów była dwudziestoletnia krawcowa Gołda Marszałkiewicz, oskarżona o bezprawne poruszanie się po mieście bez opaski oraz zakamuflowanie pierścionka z brylantem. Zatrzymaną odstawiono na Pawiak (41). W lipcu 1940, po trzech miesiącach spędzonych w więzieniu, Marszałkiewicz zeznała, że po wybuchu wojny przyjechała z rodzinnego Pińska do Warszawy, gdzie utrzymywała siebie i chorą matkę z drobnych prac krawieckich, za które do-stawała 15—20 złotych tygodniowo. Na skutek skrajnej nędzy i wobec groźby eksmisji na bruk, Marszałkiewicz zdecydowała się sprzedać ostatnią wartościową rzecz, jaką posiadała — zaręczynowy pierścień z brylantem. Był to prezent ofiarowany jej przez narzeczonego, żołnierza WP Abrama Brzytwę, zabitego w walkach na Grocho-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(39) O szmuglu tramwajami nieco więcej pisze M. Passenstein w artykule Szmugiel w Getcie warszawskim, „Biuletyn ŻIH”, 26, 1958 s. 53-54.</p>
<p>(40) AMSW, SSW, 21 października 1941, 1915 (1873).</p>
<p>(41) AMSW, Sondergericht, SGW, teczka 110 111 (II. E. 2363/40), sprawa Gołdy Marszałkiewicz, Bericht, fol. 1, 12 kwietnia 1940.</p>
<p>90</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia listu szantazysty z ponizszym podpisem - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>2 Jeden z nielicznych zachowanych listów szantażystów. W tym wypadku autor popełnił błąd — szantażowana miała „nie-naganne” pochodzenie i po zapoznaniu się z treścią listu wezwała policję.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>wie, podczas oblężenia Warszawy. Gotowość kupna pierścienia wyraził mieszkający przy ulicy ks. Skorupki Kon-rad Kamilski, jak się niebawem miało okazać — szantaży-sta i gestapowski V-Mann. Odebrawszy krawcowej pierścień, Kamilski zaprowadził ją w aleję Szucha i przekazał w ręce swych mocodawców (42). Ostatnia sprawa z gatunku „szantaży indywidualnych”, wiąże się z Mirlą Hochbaum, ukrywającą się wraz z dwojgiem dzieci w mieszkaniu przy ulicy Kruczej. Posługując się fałszywymi papierami na nazwisko Lucyna Kalinowska, pro-wadziła na tyle normalną egzystencję, na ile było to w ta-kich warunkach możliwe. Kłopoty zaczęły się z chwilą, gdy Hochbaum nieostrożnie spróbowała się upomnieć o dług, który u jej męża zaciągnął niejaki Kazimierz Kozieliński. Kozieliński najpierw stwierdził, że „Żydówce nie musi oddawać pieniędzy” [einer Jüdin sei er nicht verpflichtet zu zahlen], lecz później — pod wpływem próśb samotnej matki — umówił się z nią na rogu ulic Widok i Marszałkowskiej w celu zwrotu gotówki. Kiedy zjawiłam się tam o wyznaczonej godzinie, Kozieliński już czekał na mnie wraz z agentem polskiej policji (z X Komisariatu), który to agent mnie zaaresztował i odstawił do więzienia przy ul. Gęsiej 24. W więzieniu tym Hochbaum spędziła dziewięć miesięcy czekając na sprawę (43).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(42) AMSW, Sondergericht, SGW, teczka 110 III, Protokoll, 1 lipca 1940, fol. 20-21.</p>
<p>(43) MSW, SSW, 9 października 1941, 1845, fol. 17.</p>
<p>91</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Tropienie ukrywających się po aryjskiej stronie</p>
<p>&#8230; ruch ludzi odbywał się po zmroku, kiedy rysy semickie mniej</p>
<p>rzucały się Niemcom w oczy i Żydzi nie byli narażeni na szantaż</p>
<p>„szmalcowników”, czyhających za wylotem na. „koty” [..] „Łebek”</p>
<p>po przejściu „wachy” — szczególnie Zyd — narażony był na</p>
<p>szmalcowników, którzy domagali się wykupu lub zabierali</p>
<p>wszystko, co „tebek” miał: pieniądze, kosztowności, a nawet</p>
<p>ubranie i budy. Szantażowano mężczyzn, kobiety a nawet dzieci</p>
<p>żydowskie. Niekiedy nawet i Polacy, o rasowo niezdecydowanym</p>
<p>wyglądzie, musieli długo pertraktować z„szmalcownikami , żeby</p>
<p>ich przekonać o swej przynależności do „ wyższej rasy”</p>
<p>M. Passenstein, Szmugiel w Getcie warszawskim,</p>
<p>„Biuletyn ŻIH” 1958, t. 26, s. 59—60</p>
<p>Między końcem 1941 roku a wielką wywózką z lata 1942 roku gwałtownie zwiększyła się liczba Żydów opuszczających warszawskie getto. Widmo nadchodzącej za-głady skłoniło wahających się dotąd ludzi do poczynienia niezbędnych przygotowań, zgromadzenia środków finansowych, zdobycia odpowiednich dokumentów i nawiązania kontaktu ze znajomymi po drugiej stronie murów. Zaraz za wachą na szukających kryjówki czatowały grupy wyrostków, żądających okupu. Na przebywających w ukryciu (bądź poruszających się po mieście na fałszywych papierach) ludzi polowali szmalcownicy, działający w grupach bądź pojedynczo. Przestępcy ci byli zainteresowani nie tyle jednorazowym wymuszeniem, ile wykryciem i szantażowaniem ukrywających się Żydów. W tym celu gotowi byli cierpliwie czekać, śledzić swe ofiary, aby uderzyć po dokonaniu odpowiedniego rozpoznania. Raz jeszcze sięgniemy do akt niemieckich, aby pokazać ten proceder widziany oczyma szmalcowników i policjantów.</p>
<p>W drugiej połowie września 1942 roku, w parę dni po zakończeniu wielkiej wywózki z getta, do rąk Kazimiery Siewierskiej, właścicielki warszawskiej kamienicy, dostarczono napisany dość podłą niemczyzną anonim. Autor li-</p>
<p>92</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>stu obwiniał adresatkę o ukrywanie niejakiego Mordki Schwalbego oraz groził śmiercią kilkumiesięcznemu dziecku Siewierskiej, które — według szantażysty — miało pochodzić z związku ze Schwalbem (44). Jesteśmy panami sytuacji — pisał autor anonimu — byliśmy w Zalesiu (w willi należącej do Siewierskiej — J.G.) i mogliśmy dziecko już wtedy zabrać ze sobą. Jeżeli Pani chce żebyśmy tego nie zrobili to musi Pani opłacić moich ludzi oraz agentów. To będzie kosztować 200,000 zł. Jeżeli ci się wydaje, że możesz uciec, to wiedz, że śledzimy cię od dawna, że znamy też twój adres w Miedzeszynie i od razu się dowiemy dokąd się uda-łaś. Na koniec szmalcownik wyznaczył spotkanie 22 września o pół do dziewiątej wieczorem, na rogu ulicy Poznańskiej i Alej Jerozolimskich. W tym miejscu oddajmy glos Władysławowi Chlebowskiemu, sierżantowi z VI komisariatu PP: w dniu 22 września 1942 otrzymałem od Siewierskiej Kazimiery informację, że jest ona od kilku dni terroryzowana przez telefon i za pośrednictwem listów pisanych po niemiecku, przez nieznanych osobników, którzy żądają okupu w wysokości zł. 200, 000, w przeciwnym razie grożą śmiercią pięciu osób z rodziny Siewierskiej. Dnia 19 września 1942 między godz. 9 a 10 ci sami osobnicy w ilości czterech osób weszli do willi w Zalesiu Górnym gdzie S. spędza lato, w czasie nieobecności S. sterroryzowali służącą, podali się za urzędników Policji Kryminalnej, oraz dokonali rewizji i za-boru rzeczy stanowiących własność Siewierskiej. Otrzymawszy zgodę kierownictwa Agentury Kryminalnej, sierżant Chlebowski polecił ofierze szantażu przygotować paczkę ze skrawkami papieru imitującymi pieniądze i udać się na wyznaczone przez szmalcowników miejsce, gdzie zdecydował się zastawić pułapkę. Policjanci stawili się na miejscu o 20.10. Punktualnie o godz. 20:30 przyszła Siewierska i ustawiła sie koto latarni w pobliżu kawiarni Polonia na rogu Bahnhofstrasse (Aleje Jerozolimskie — J.G.) i Poznańskiej. Ja wraz z Sikorskim patrolowaliśmy krótki odcinek ul. Bahnhofstrasse również w pobliżu kawiarni Polonia. Pluto-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(44) Sprawa została odtworzona na podstawie akt AMSW, SGW, teczka 735.</p>
<p>93</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>nowy Ziemba stał ukryty we framudze okiennej jednego ze sklepów na ul. Bahnhofstrasse, w domu nr 41. O godz. 20:35 przyszło dwóch osobników młodych ubranych w jasne płaszcze, podeszli do S. i wszczęli z nią rozmowę. Ze względu na to, że rozmowa zaczęła się przedłużać i obaj obawialiśmy się zdemaskowania udaliśmy pijanych zaczepiając przechodzących, przejeżdżające dorożki. Odczekawszy parę minut, aż „młodzi osobnicy” odebrali od Siewierskiej paczkę, policjanci wkroczyli do akcji i zaaresztowali obu szmalcowników. Zatrzymani bandyci niebawem „pękli” i wydali wspólników, co pozwoliło policji na dość wierne odtworzenie przebiegu zdarzeń.</p>
<p>Przygotowania do szantażu rozpoczęły się w pierw-szych dniach września, kiedy to u Jerzego Barańskiego, portiera w hotelu Polonia, pojawił się Stanisław Sowiński, kolejarz, kierownik pociągów, w wolnych chwilach prowadzący hotelową księgę meldunkową (45). Rozmowa szybko zeszła na Żydów, a Sowiński przyznał się, że ma namiar na Żyda Szwalbego, który ukrywa się w willi w Zalesiu gdzie przebywa Siewierska na letniaku. Pracownicy Polonii znali tę parę, gdyż (do zamknięcia getta) oboje nieraz zatrzymywali się w hotelu. Przypominam sobie — zeznawał Barański — że miesiąc temu a może trochę dłużej, stojąc w wolnej chwili od pracy przed hotelem rozmawialiśmy obydwaj ze Sowińskim na temat żydów, przy czym ja, czy też Sowiński, bo już nie przypominam sobie, wszczęliśmy rozmowę o S. i Szwalbe, który od czasu utworzenia dzielnicy żydowskiej mieszkał wspólnie ze Siewierską, Polką, w pokoju hotelowym na 2 piętrze. Tak we mnie jak i we Sowińskim zrodziło się podejrzenie, ze S. wyjeżdża na prowincję, by tam się spotykać ze Szwalbem (46). Zastawienie sideł na „grubszą rybę” — a Siewierska uchodziła za osobę zamożną — wymagało pewnej synchronizacji i większej liczby ludzi. Sowiński (w języku szmalcowników zwany „nadawcą”) wraz z Barańskim przystąpili do</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(45) Sowiński figuruje w aktach jako kierownik pociągów towarowych [Leiter von Guterzugen] na stacji Warszawa-Praga.</p>
<p>(46) AMSW, SGW, teczka 735, zeznanie z dnia 2 października 1942.</p>
<p>94</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>rozpoznania terenu. Przesłuchującym go nieco pózniej granatowym policjantom Barański powiedział: około dwóch tygodni temu pojechałem za Siewierską do Zalesia i ustaliłem, że zamieszkuje przy ulicy Pionierów, o czym za-komunikowałem Sowińskiemu. Do akcji trzeba było jednak większych sił, wobec czego Barański zwrócił się do swojego brata Zygmunta, z zawodu ślusarza. Ów zeznał w śledztwie, że zaproponowano mu udział przy dokonaniu rewizji w celu odszukania niejakiego Szwalbe Mordki, żyda, który ma być ukrywany przez Siewierską w willi w Zalesiu (47). Barańscy, jako zbyt młodo wyglądający, nie mogli odgrywać roli starszych agentów policji, wobec czego doproszono niejakiego Edwarda Schatzela oraz Edwarda Nagota, blacharza, również znajomego braci Barańskich. W połowie września wszyscy członkowie szmalcowniczego gangu spotkali się w cukierni przy ulicy Francuskiej, na Saskiej Kępie i przystąpili do ustalania ostatecznego planu. 19 września o godz 6 rano, pięciu szantażystów udało się na punkt zborny (na plac przed stacją kolejki Grójeckiej na Mokotowie), skąd udali się do Zalesia. Po sterroryzowaniu służącej, przeszukali willę i zrabowali pewną ilość przedmiotów i precjozów. W ciągu dwóch następnych dni bandyci rozpoczęli negocjacje z ofiarą, których zwieńczeniem stało się zaaranżowanie spotkania celem odebrania pieniędzy.</p>
<p>Pojawienie się policji na umówionym spotkaniu, w trzy dni później, wprawiło szantażystów w szok — opór ofiar był najwyraźniej zdarzeniem wychodzącym poza ramy wydarzeń codziennych. Postawa Siewierskiej była o tyle nietypowa, że łączyły ją bliskie związki z pozostają-cym w ukryciu Żydem, a los jej dziecka zależał od arbitralnej decyzji gestapo. Z akt sprawy wynika zresztą, że zamykając sprawę przeciwko szantażystom, gestapo zażądało otwarcia dochodzenia w sprawie ukrywającego się Żyda. Szmalcownicy z szajki Sowińskiego mieli pecha — i dlatego możemy odtworzyć ich plan działania na pod-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(47) Tamże, zeznanie Zygmunta Barańskiego, 26 wrzesień 1942.</p>
<p>95</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>stawie niemieckich akt sądowych. Inne grupy, o których akta milczą, a których ofiary nie zostawiły z oczywistych powodów wspomnień, mogły cieszyć się całkowitą bezkarnością.</p>
<p>Tak jak w pierwszych latach okupacji, szmalcownicy działający po likwidacji getta nie gardzili niemieckimi wspólnikami i niemieckimi insygniami władzy. Obecność umundurowanych Niemców gwarantowała sukces operacji szantażu nawet wtedy, kiedy nie było całkowitej pewności, co do tego, czy upatrzony lokal jest „żydowską meliną”, czy też nie. 11 czerwca 1943 roku niejaki Robert Kranc, z zawodu malarz-lakiernik, został zatrzymany przez granatowych policjantów w trakcie przeprowadzania rewizji „w poszukiwaniu żyda”. Zatrzymany wyznał, iż rano, gdy siedział sobie na ławce, na skferku przy ul. Krakowskie Przedmieście na wprost ulicy Trębackiej, podszedł do mnie mało mi znany osobnik, z którym jeden raz jechałem w pociągu z Siedlec do Warszawy i oświadczył mi, że na ul. Freta 34 m 4 mieszka żyd, którego trzeba za-brać, za co on otrzyma nagrodę, jak również z nagrody tej ja otrzymam dolę. Przytym osobnik ten doręczył mi kartkę z nazwiskiem rzekomego żyda i adresem. Osobnik ten oświadczył mi, że do mieszkania po żyda przyjdzie jeszcze ze mną 2 żołnierzy niemieckich z SS. Co mieliśmy zrobić z zatrzymanym żydem osobnik nic mi nie mówił, lecz domyślam się, że wszystko wiedzieli żołnierze (48). Istotnie, jeden ze szmalcowników przyprowadził na akcję dwóch żołnierzy SS, którzy mieli nadać operacji pozory legalności. Na karteczce, którą Krancowi miał rzekomo wręczyć nieznany osobnik, figurowało nazwisko poszukiwanego Żyda — „Zbigniew Jezierski”. Prowadzący dochodzenie plutonowy Pawlak podał w wątpliwość wiarygodność oferty szukania żyda, złożonej szmalcownikowi na skferku przez przygodnego znajomego. Będąc ostatnio bez stałej pracy, zajmując się handlem, mógł być Kranc w zmowie z innymi osobnikami, którzy zajmowali się wyszukiwa-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(48) AMSW, SSW, 4320 (4070), przesłuchanie Roberta Henryka Kranca z 8 lipca 1943. Zob. ilustracja 3.</p>
<p>96</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia meldunku policyjnego z ponizszym podpisem - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>3 Meldunek policyjny o ujęciu szmalcownika przyłapanego na gorącym uczynku.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>niem żydów, od których następnie pobierali okóp — zapisał Pawlak we wstępnym sprawozdaniu. Ż zeznań dozorców pobliskich domów wynikało niezbicie, że szukanie żyda poprzedził rekonesans szmalcowników, którzy poddali kontroli książkę meldunkową upatrzonej kamienicy. Dalsze śledztwo w sprawie wspólników Kranca utknęło w miejscu, gdyż 8 października 1943 roku — jak wynika z podsumowania spisanego ręką niemieckiego policjanta — plutonowy Pawlak został śmiertelnie postrzelony „przez bandytów”.</p>
<p>Wielu szmalcowników nie zadawało sobie wysiłku tropienia i śledzenia potencjalnych ofiar. „Fizjonomiści” przypatrywali się bacznie przechodniom i wybierali z tłumu ludzi wyglądających „żydowsko” lub też zachowujących się w sposób wzbudzający podejrzenia. W relacjach ocalałych warszawskich Żydów opisy tego rodzaju spotkań zdarzają się niezwykle często: było to na Placu 3 Krzyży. Czuję, że ktoś mi się przygląda, bacznie mnie obserwuje, śledzi. Był to młody, może 18-letni chłopak. Nie-dobrze mu z oczu patrzyło. Postanowiłam więc, że wstąpię do kościoła. Nie oglądam się, ale czuję jego wzrok. Siadam w ławce, on obok mnie. Już wiem, że będzie niedobrze. Staram się spokojnie przemyśleć sytuację, powziąć jakąś decyzję. Postanowiłam nie przyznać się w żadnym przypadku. I być bezczelną, tak jak on. Wychodzę z kościoła. Chłopak chodzi koło mnie. Pani jest Żydówką — mówi do mnie. Idziemy do gestapo — ciągnie dalej&#8230; (49). Wobec te-go, że szmalcownicy ci działali „na ślepo”, nie mając pewności co do tożsamości szantażowanych, wielu Żydów blefując i wykazując pewność siebie, było w stanie ujść cało z opresji.</p>
<p>Wraz z wprowadzeniem kary śmierci za przebywanie poza gettem, szmalcownicy mogli przestać obawiać się jakiegokolwiek oporu ze strony swych ofiar. Jak wynika z wcześniej cytowanych przykładów, w pierwszym roku okupacji szantażowani i napadani Żydzi niekiedy zwra-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(49) F. Tusk-Scheinwechslerowa, Cena jednego życia, ,Biuletyn ŻIH&#8221;, 33, 1960, s. 94</p>
<p>97</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>cali się do policji z prośbą o pomoc. Teraz ryzyko „wpadki” szmalcownika na skutek interwencji policji praktycznie zanikło. Rozzuchwaleni bezkarnością przestępcy sta-li się jednym ze stałych elementów miejskiego krajobrazu. Relacje Żydów, którym udało się opuścić getto, obfitują w opisy watah wyrostków kręcących się wokół murów w oczekiwaniu na ofiary. Mimo to akta sądów niemieckich zachowują na ich temat prawie zupełne milczenie. Po części jest to wynikiem tego, że szczyt aktywności tych przestępców przypadł na okres, kiedy to „sprawy żydowskie”, omijając sądy trafiały bezpośrednio na gestapo. Po części zaś wiązać to się może z faktem, że grasujący za „wachami” szmalcownicy, w odróżnieniu od swoich lepiej zorganizowanych „kolegów po fachu” nie mieli styczności z władzami niemieckimi. Niemcy, dla których stosunki polsko-żydowskie stanowiły zagadnie-nie w najlepszym razie drugorzędne, okazywali niezorganizowanym szmalcownikom niewielkie zainteresowanie. Wobec braku źródeł niemieckich, odwołajmy się do wspomnień Żydówki przekraczającej bramy getta: Zaledwie mamy za sobą wachę i skręcamy w Żelazną, gdy chmara wyrostków otacza nas ze wszystkich stron i początkowo nic nie mówią tylko za nami biegną. Dla nas chcących jak najmniej zwrócić na siebie uwagę — przecież prze-pustka jest fałszywa. Pierwszym błędem Pińka było danie jednemu z nich 20 zł na odczepne. Teraz się rozpoczęło na dobre. Każdy z nich chce dostać pieniądze. A gdy już wszyscy mają, zaczyna pierwszy od początku twierdząc, że on jeszcze nic nie dostał. Któryś mi wyrywa torebkę z ręki, w której znajduje się nasza przepustka i dowód – gonię za nim i już prawie bez tchu udaje mi się torebkę z powrotem od niego wydostać. Pomógł mi go złapać drugi, któremu przyrzekłam za to zapłacić. Chmara ta nie opuszcza nas poprzez całą Żelazną. Już sama nie wiem, gdzie się znajduję i gdzie mam skręcić, by dojść na dworzec. A już od pierwszej chwili muszę być przytomną także i za chłopców. Załamali się, a szczególnie Abe, przy pierwszym kamieniu</p>
<p>98</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>na tej aryjskiej stronie. [...] Co tu dużo opowiadać. Jak żeśmy [wsiedli do pociągu] — nie mieliśmy już ani pierścionków, ani zegarka, ani butów. Nic nie mieliśmy już (50).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(50) I. Dimant, Moja cząstka życia, Warszawa 2001.</p>
<p>99</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Aryjskie papiery</p>
<p>Warszawa, dn 15 stycznia 1942. Szanowny Panie</p>
<p>Administratorze, Proszę o natychmiastowe zameldowanie</p>
<p>Policji niemieckiej o przebywaniu żydówki p. Stefanii</p>
<p>Jakobzon, która zamieszkuje przy ul Radnej No 9 m 3.</p>
<p>W przeciwnym razie będzie Pan odpowiedzialny</p>
<p>za przechowywanie żydów, którzy Pana przekupili.</p>
<p>Z poważaniem &#8230;</p>
<p>AMSW, SSW, sprawa z donosu Katarzyny Koryckiej,</p>
<p>rozpoczęta 11 kwietnia 1942, teczka 3407 (3256)</p>
<p>Od chwili zamknięcia „dzielnicy żydowskiej” na je-sieni 1940 roku, Żydzi pragnący przekroczyć bramy getta musieli zaopatrzyć się w różnorakie fałszywe dokumenty. Dokumenty dzieliły się na „lewe”, „flancowane” i oryginalne. „Lewe” papiery zamawiano u mniej lub bardziej wiarygodnych fałszerzy. W wypadku papierów „flancowanych”, chodziło o oryginalne, lecz przerobione dokumenty wystawione przez władze okupacyjne. Niezwykle poszukiwane były też oryginalne dokumenty po ludziach zmarłych bądź przebywających za granicą. Najbardziej cenione były dokumenty uzyskane od prze-kupionych bądź życzliwie ustosunkowanych urzędników instytucji wystawczych. Nawet blankiet przepustki uprawniającej do opuszczenia getta – stosunkowo prostego (nieopatrzonego zdjęciem) dokumentu, wymagał starannej „obróbki&#8221; (51). Dojście do czystych blankietów było zazdrośnie strzeżonym sekretem, czego dowodem jest niezwykle długi łańcuch pośredników zaangażowanych w tego typu transakcje. 31 maja 1941 wachmistrz policji niemieckiej Ludwig Stecker (I kompania, 308 batalion policyjny) zatrzymał na posterunku przy ulicy Nalewki Szmula Perelmutera, próbującego opuścić get-to na podstawie sfałszowanej przepustki. Doprowadzony na komisariat Perelmuter zeznał, że przepustkę na-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(51) Zob. ilustracje 4 i 5.</p>
<p>100</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia specjalnej przepustki z ponizszym podpisem - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>4 Do opuszczenia getta upoważniały specjalne przepustki. W podziemnym obiegu znajdowały się czyste blankiety takich przepustek. Niekiedy, jak w tym przypadku, przyczyną wpadki był błąd ortograficzny w wypisanym na blankiecie tekście.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>był za 650 złotych od niejakiego Mojżesza Parysowa, kontrolera zatrudnionego w osławionym Urzędzie Walki z Lichwą, czyli w kolaborującej z gestapo „Trzynastce”. Parysow nabył przepustkę za 600 złotych od Aszela Szajnbrota z ulicy Chłodnej. W tym miejscu łańcuch żydowskich pośredników zazębiał się z polskim. Inkryminowaną przepustkę sprzedał Szajnbrotowi niejaki Jan Bogusz, „aryjski” administrator domów w getcie, który z racji wykonywanego zawodu miał stałą prze-pustkę na teren dzielnicy żydowskiej. Bogusz zakupił dokument od Eugeniusza Starczewskiego za 450 złotych, a ten — również wezwany na policję — przyznał się, że zapłacił za nią 300 złotych mieszkającemu przy ulicy Swiętokrzyskiej Janowi Sudzickiemu. Dopiero ten ostatni naprowadził policję na trop Jana Ancelewicza, pracownika magistratu, który za 200 złotych „puścił w obieg” oryginalny blankiet przepustki (52). Poszukiwano również bardziej „egzotycznych” dokumentów, takich jak paszporty państw neutralnych. Co pewien czas gestapo rozpuszczało pogłoski o ewakuacji „na teren państw trzecich” ludzi mogących się wylegitymować dokumentami jednego ze znajdujących się na liście państw. Celem tych prowokacji było po części wywabie-nie z ukrycia przebywających poza gettem Żydów, po części rzeczywiste plany wymiany zakładników. Dla ludzi patrzących śmierci w oczy obietnice wyjazdu do Argentyny czy do Meksyku jawiły się jako jedyna szansa przeżycia. Choć pogłoski o możliwości wyjazdu na Zachód z okupowanej Polski z dzisiejszej perspektywy zakrawają na kpinę, to trzeba starać się je zrozumieć z perspektywy lat okupacji. Choć wśród warszawskich Żydów krążyło wówczas wiele równie fascynujących, co fałszywych plotek, to obietnice wyjazdu poza tereny podległe Rzeszy opierały się po części na prawdzie. W pierwszych miesiącach wojny tysiącom polskich Żydów udało się wyjechać do Chin, przez ZSSR, na pod-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(52) Przebieg dochodzenia odtworzyłem na podstawie: AMSW, SSW, teczka 2261 (2201); maj—lipiec 1941.</p>
<p>101</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>stawie japońskich wiz (53). Warszawskie gestapo po raz pierwszy wpadło na trop handlu „neutralnymi” paszportami na wiosnę 1941 roku. Wiązało się to zapewne z przeprowadzonym przez Niemców pierwszym spisem Żydów—obcokrajowców zamieszkujących w getcie warszawskim. Spis ukończono w lipcu 1941 roku i objął on 715 osób (54). Tak jak poprzednio, w wypadku przepustek do getta, tak i teraz w operację dystrybucji zaangażowany był łańcuch ludzi. Tylko ceny były znacznie wyższe. Czyste blankiety meksykańskich i salwadorskich paszportów pochodziły od Juliana Brygiewicza, byłego honorowego konsula Meksyku w Polsce. Prawnik Maurycy Sarna kupował je od Brygiewicza „na pniu” płacąc za każdy blankiet po 2 000 złotych, a następnie odsprzedawał dalszym klientom po 5 000 złotych. W „detalu” meksykańskie paszporty można już było kupić za ogromną sumę 10 000 złotych (55).</p>
<p>Poza dobrymi papierami, pieniędzmi i kontaktami na-leżało mieć również mnóstwo szczęścia. Na ilustracji 6 zamieszczono dobrze podrobiony dowód tożsamości, które-go właściciel — na swoje nieszczęście — wpadł na ulicy na kolegę z gimnazjum. Kolega, Niemiec z pochodzenia, zrobił karierę w gestapo i pracował w alei Szucha. Na widok znanego sobie sprzed wojny Żyda, poruszającego się bez opaski w aryjskiej części miasta, SS-Oberscharführer Paul Drath (Barth) zażądał dokumentów i — nie zważając na prośby dawnego kolegi — doprowadził go na gestapo (56).</p>
<p>Wszystkie omówione wyżej przypadki pochodzą z okresu poprzedzającego wprowadzenie kary śmierci na Żydów zatrzymanych poza granicami getta. Po listopadzie 1941 roku stawką dla wykrytych Żydów było życie własne i najbliższych. Choć samo przekroczenie bram getta i krót-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(53) Zob. M. Tokayer, The Fugo Plan: The Untold Story of the Japanese and the Jews During World War Il, New York 1979.</p>
<p>(54) Zob. B. Engelking i J. Leociak, Getto warszawskie, Warszawa 2002, s. 702.</p>
<p>(55) AMSW, AMSW, SGW, 931, 1126, czerwiec 1941.</p>
<p>(56) AMSW, SGW, teczka 269 (378), kwiecień 1941, sprawa Ludwika Andrzeja Kona.</p>
<p>102</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia specjalnej przepustki ze sladami wyciarania i przepisywania - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>5 Przepustki noszące ślady wycierania i przepisywania niejednokrotnie prowadziły wprost na gestapo.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ki wypad poza mury nie były rzeczą prostą, to znacznie trudniejsze było opuszczenie dzielnicy zamkniętej na dobre i znalezienie azylu po aryjskiej stronie. Należało mieć kontakt na zewnątrz, pieniądze, dokumenty oraz przepustkę z getta (ewentualnie lapówkę dla policji). Żydzi, którzy od początku zbojkotowali nakaz przenosin do getta i pozostali po aryjskiej stronie, musieli jak najszybciej przeprowadzić się do nowego mieszkania unikając, w miarę możności, kontaktu z przedwojennymi znajomymi. Akta sądów niemieckich obfitują w historie ludzi, którzy zbyt długo odwlekali moment przenosin. Do najważniejszych dokumentów, które należało sobie sprokurować, należały: katolicka metryka ślubu, kennkarta, odcinek meldunkowy, Ausweis (legitymacja służbowa), poświadczenie z urzędu pracy (tzw. Bescheinigung), kartki żywnościowe, zaświadczenie o szczepieniu tyfusu, przepustki rozmaitych rodzajów oraz — rzecz szczególnie istotna dla Żydów — metryka urodzenia (57). Należało też zadbać o odpowiedni wpis w książce meldunkowej domu, w którym Żydzi szukali kryjówki, gdyż szmalcownicy często zaczynali rozpoznanie od złożenia wizyty u dozorcy lub u administratora domu. Jakiekolwiek dopiski, przekreślenia lub uzupełnienia mogły stanowić wyrok śmierci. Przykładem takiej wpadki jest los rodziny Fruchtmanów, ukrywających się w kamienicy przy ulicy Koszykowej 30. W trakcie wywołanej donosem kontroli ksiąg meldunkowych, granatowi policjanci stwierdzili, że w rubryce „ Uwagi” poprawiono czerwonym atramentem wszystkim wymienionym „sprostowanie wyznania na podstawie św. ut: i chrztu z 1.VIII 1936 r”. Dozorczyni jednej z warszawskich kamienic w następujących słowach opisała rekonesans szmalcowników: dnia II czerwca 1943 około godz. 20 do mojego mieszkania jako dozorczyni przybyło 2 nieznanych mi osobników nie mówiąc kto oni są i zażądali książki meldunkowej domu nr 34 ul Freta. Osobnicy mieli ze sobą karteczkę na której mieli jakieś nazwisko. Osobnicy ci spraw-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(57) Obszerną listę ważnych dokumentów znalezć można w: S. Jankowski „Agaton”. Z fałszywym Ausweisem w prawdziwej Warszawie, Warszawa 1988,1 2, s. 50-51.</p>
<p>103</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dzali z ksiqżki meldunkowej nr mieszkania 4. Po sprawdzeniu wyszli na ulicę. Kiedy mój mąż zapytał kto oni są, jeden z osobników oswiadczył: „nie dobrze jest” i wyszli (58).</p>
<p>Mieszkający w aryjskiej Warszawie Żydzi musieli szybko nauczyć się omijać zastawiane na nich pułapki. Kupiec dyplomowany Zygmunt Szpiro (vel Brzeziński, vel Olański) złapany przez policję na skutek donosu konfidenta, wpadł pod swoim trzecim już z rzędu nazwiskiem (59). Pierwszy ze-staw dokumentów Szpiro nabył zaraz po tym, jak to po upływie terminu przesiedlenia żydów do ghetta zaczęli nieznani mi osobnicy szantażować mnie wobec czego, celem uniknięcia dalszych szantaży przyjąłem nazwisko Brzeziński, moja żona i córka natomiast przyjęły nazwisko Wróblewskich. Dokumenty na fałszywe nazwiska dostarczył nam przed około rokiem czasu niejaki Andrzej Gawronik zamieszkały przy ulicy Brackiej za opłatą 300 zł. od jednego dowodu (60). Zapłaciwszy żądane 900 złotych i obawiając się dalszych szantaży, rodzi-na Szpirów (pod zmienionymi już nazwiskami) rozdzieliła się i ukryła w różnych melinach. Matka z córką wynąjęly mieszkanie przy ulicy Obrońców, a sam Szpiro — na Kruczej. Umknąwszy — przynajmniej na pewien czas — szmalcownikom, tropiony kupiec postanowił wpłacić część swojej gotówki na konto polskiej znajomej dlatego, że bałem się pieniądze u siebie trzymać, wobec stałych szantaży (61). „Lewe”</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(58) AMSW, SSW, 3142 (3018), 18 maja 1942, 4320 (4070), 11 czerwca 1943 roku, zeznanie Stefanii Kwietniewskiej.</p>
<p>(59) AMSW, SSW, teczka 3343 (3291).</p>
<p>(60) W latach 1940—1941 fałszywe dokumenty można już było kupić za 100 złotych. W latach następnych ceny gwałtownie rosły, by w 1943 roku sięgnąć 3—4 tysięcy za najprostsze druki. Na tę (najniższą) cenę możemy natrafić w aktach sprawy Tauby Thursz (vel Teodora Turow) zaaresztowanej latem 1941 roku, AMSW, SSW, 1308 (1257), oraz SGW, 286 (690). Thursz, skazana 3 lipca 1942 roku na trzy lata, 17 sierpnia 1942 została przeniesiona na Gęsiówkę, a stamtąd — do obozu zagłady w Treblince.</p>
<p>(61) Z zeznań żony aresztowanego w 1942 roku Szpiro wynika, że pierwszy zestaw fałszywych dokumentów dostarczył im (za odpowiednią opłatą) jeden z szantażystów, „który podawał się za Getela”. Z litera-tury pamiętnikarskiej znane są przypadki szantażystów żerujących na naiwności ofiar i oferujących im iluzoryczną pomoc w celu wymuszenia resztki środków pozostających w ich dyspozycji.</p>
<p>104</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia specjalnej przepustki dobrze podrobionej, ale trafil na znajomych - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>6 Nawet najlepiej podrobione aryjskie papiery nie mogły pomóc, gdy ukrywający się natrafił na mieście — tak jak to przydarzylo się posiadaczowi tego dowodu — na przedwojennych znajomych.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dokumenty, przeprowadzka do nowych mieszkań oraz po-moc życzliwych Polaków umożliwiły rodzinie Szpirów przetrwanie po aryjskiej stronie murów prawie osiemnastu miesięcy. Ukrywający się po aryjskiej stronie Żydzi obok szczęścia, dokumentów, pieniędzy i kontaktów, musieli również mieć „dobry” wygląd i dobrą znajomość języka polskiego. Chociaż czysta polszczyzna stanowiła ogromny atut, to należało równocześnie wystrzegać się eksponowania zbyt dobrej znajomości języka niemieckiego. Stosunkowo liczni Żydzi mówili po niemiecku, wobec czego wśród szmalcowników znajomość tego języka wzbudzała natychmiastowe podejrzenia o „złe” pochodzenie. A to mogło przyczynić się do śmierci nieostrożnego poligloty (62).</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| Teczka 3283 (3144) Staatsanwaltschaft bei dem                          |</p>
<p>| Sondergericht Warschau                                                                      |</p>
<p>| Notatka służbowa                                                    |</p>
<p>| Warszawa, dnia 7.IX.1942 roku Sturmscharführer u.                   |</p>
<p>| Krim. Sekr. Schramm, z Komisariatu IV Dyrekcji Policji              |</p>
<p>| Kryminalnej w Warszawie, uzyskał poufne informacje,              |</p>
<p>| że przy ul. Siegestrasse Nr 47 m. 11 w Warszawie                          |</p>
<p>| zamieszkuje Kaszewska Felicja, z męża Krotowska,                    |</p>
<p>| która ma być żydówką. Nazwisko jej Kaszowska nie jest           |</p>
<p>| jej nazwiskiem rodowym, lecz pseudonimem artystycznym.      |</p>
<p>| To samo zapewne odnosi się i do jej imienia Felicja.                     |</p>
<p>| Sturmscharführer u. Krim. Sek. podał tę informację                     |</p>
<p>| pporuczn. Pol. Kryminaln. Cwięce celem sporządzenia                |</p>
<p>| odnośnej notatki służbowej i rozpracowania tych informacji.    |</p>
<p>| Wymienioną notatkę służbową sporządziłem na polecenie        |</p>
<p>| p. Ppor. Cwięki.                                                         |</p>
<p>| Podpisano (-) St. Baszko, sierż. Pol. Krym.                                       |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(62) Szesnastoletni Józef Patrol został aresztowany przez konfidenta, „którego podejrzenia wzbudziło to, że zatrzymany mówił płynnie po polsku i po niemiecku”. Zatrzymany chłopiec miał fałszywe papiery, ale zbyt dobra znajomość niemieckiego stała się przyczyną wielomiesięcznego śledztwa, które potwierdziło jego żydowskie pochodzenie, oraz przyczyniło się do jego późniejszej zguby. AMSW, SSW, 3431 (3280), 22 listopada 1941 — luty 1942.</p>
<p>105</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| Notatka służbowa                                                                                 |</p>
<p>| Warszawa, dnia 10-IX-1942 roku Ustaliłem, że przy ul.               |</p>
<p>| Siegestrasse 47 m. 11 zamieszkuje Krotowska Felicja,                 |</p>
<p>| która jest żoną konsula Urugwajskiego Krotowskiego                  |</p>
<p>| Norberta. Ma ona lat 67 i jest częściowo spraliżowana.                |</p>
<p>| Zameldowana jest ona pod wskazanym adresem (&#8230;) jako         |</p>
<p>| przybyła z Wiednia dn. 19-VIII-1939 roku Podpis:                       |</p>
<p>| (—) Boszko Stan. Sierż. Pol. Krym.                                                   |</p>
<p>| Komisariat IV Dyrekcji Policji Kryminalnej w Warszawie.           |</p>
<p>| Sprawozdanie. Komisariat IV Dyrekcji Policji Kryminalnej         |</p>
<p>| w Warszawie uzyskał poufne informacje, że w Warszawie         |</p>
<p>| w dzielnicy aryjskiej, przy ul. Siegestrasse 47 m. 11                       |</p>
<p>| zamieszkuje Kaszowska Felicja, z męża Krotowska,                    |</p>
<p>| która ma być z pochodzenia żydówką. Wywiadem                      |</p>
<p>| ustalono, że wyżej wymieniona jest żoną konsula                         |</p>
<p>| urugwajskiego w Warszawie – Krotowskiego Norberta.                |</p>
<p>| Przesłuchana Krotowska Felicja zaprzeczyła temu, iżby             |</p>
<p>| miała być z pochodzenia żydówką i oświadczała, że jest            |</p>
<p>| narodowości polskiej, a nazwisko Kaszowska jest jej                   |</p>
<p>| nazwiskiem rodowym, że urodziła się w New Yorku, a                 |</p>
<p>| następnie była artystką-śpiewaczką i występowała w różnych  |</p>
<p>| miastach za granicą. Ojciec jej był Polakiem, wyzn.                     |</p>
<p>| ewang. augsb., a matka jej z domu Witemberg, pochodziła        |</p>
<p>| z Kurlandii, ze szlachty kurlandzkiej i była też wyzn.                   |</p>
<p>| ewang. augsb. Rodzice jej zmarli w Paryżu i tam zostali              |</p>
<p>| pochowani na cmentarzu ewang. augsb.             |</p>
<p>| Wymienioną notatkę służbową sporządziłem na polecenie        |</p>
<p>| O dziadkach swoich nie posiada wiadomości. W dniu                  |</p>
<p>| 26. VII. 1905 roku zawarła związek małżeński w parafii            |</p>
<p>| ewang. augsb. w Brukseli z Krotowskim Norbertem,                      |</p>
<p>| który ostatnio od szeregu lat jest konsulem urugwajskim             |</p>
<p>| w Warszawie. Na dowód tego Krotowska Felicja                           |</p>
<p>| okazała zaświadczenie wydane przez Konsulat Urugwajski       |</p>
<p>| w Berlinie. Pochodzenia żydowskiego Krotowskiej Felicji            |</p>
<p>| udowodnić nie zdołano. Krotowska liczy lat 67,                            |</p>
<p>| jest częściowo sparaliżowana i nie opuszcza mieszkania.            |</p>
<p>| Warszawa, dnia 18.IX. 1942 roku                        |</p>
<p>| Podpisano (—) Stanisław Boszko, sierżant.                                     |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>106</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| Teczka 3159 (3031) Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht                             |</p>
<p>| Warschau                                                                   |</p>
<p>| Protokól przesłuchania. Dn. 9 czerwca 1942 roku, ja,                   |</p>
<p>| sierż Makowski Wacław z X Korni. P.P. m. Warszawy na            |</p>
<p>| polecenie Komendy P.P. m. Warszawy z dnia 6 czerwca              |</p>
<p>| 1942 roku przesłuchałem plut. Fordasiewicza Konrada,              |</p>
<p>| który zeznał: Zatrzymania Krzemińskiej dokonałem na             |</p>
<p>| skutek wskazania mi jej przez konfidenta, znanego mi                |</p>
<p>| tylko z widzenia, lecz gdzie mieszka, jak się nazywa,                   |</p>
<p>| nie wiem. Osobiście Krzemińskiej nie znam, nie jestem                |</p>
<p>| w posiadaniu żadnych dowodów, że jest ona żydówką.               |</p>
<p>| Doprowadzony jako świadek, wcześniej wspomniany                 |</p>
<p>| Konrad Fordasiewicz, syn Józefa i Zofii, lat 36, plut policji          |</p>
<p>| z X komisariatu, zeznał: dnia 20.5.1942 roku                                |</p>
<p>| o godz. 14:00 zauważyłem na Ordenstrasse przechodzącą         |</p>
<p>| kobietę o żydowskim wyglądzie (eine vorübergehende                 |</p>
<p>| Frau von jüdischem Aussehen), którą doprowadziłem                 |</p>
<p>| do X Komisariatu. Na Komisariacie doprowadzona                      |</p>
<p>| twierdziła, że nazywa się Krzemińska Jadwiga i że wcale             |</p>
<p>| nie jest żydówką. Na podstawie otrzymanych informacji            |</p>
<p>| stwierdziłem stanowczo, że wspomniana jednak jest żydówką  |</p>
<p>| i nazywa się Holcman.                                            |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>Znalezienie kryjówki przychodziło o wiele łatwiej kobietom i dziewczynkom niż naznaczonym piętnem obrzezania mężczyznom. Na podstawie pamiętników oraz imiennych list zapomóg wypłacanych ukrywającym się stwierdzić można, że kobiety stanowiły trzy czwarte Żydów poruszających się po aryjskiej stronie (63). Biorąc pod uwagę specyficzne warunki panujące po aryjskiej stronie murów, nie jest dziwne, że wśród szantażowanych odnaleźć można nieproporcjonalnie dużą liczbę ludzi wykonujących wolne zawody, artystów oraz inteligentów. Łatwiej było im ukryć się, od sąsiadów nie dzieliła ich bariera języka (bądź zdradzieckiego akcentu) oraz z reguły</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(63) G. S. Paulsson, The Demography of Jews in Hiding in Warsaw, 1943-1945, „Polin”, 13, 2000, s. 91.</p>
<p>107</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>posiadali niezbędne środki finansowe (64). Wielu przedstawicieli inteligencji żydowskiej wżeniło się ponadto w polskie rodziny, znajdując trwalsze oparcie w „aryjskiej” Warszawie, niż mogły je zapewnić poważne nawet resursa finansowe. Akta dochodzeniowe w sprawach o wymuszenia przypominają swoiste who &#8216;s who przed-wojennej żydowskiej Warszawy — rozbudowane o ludzi, których już od pokoleń nic poza pochodzeniem nie łączyło ze wspólnotą żydowską.</p>
<p>Na szczególne zagrożenie wystawieni byli ci Żydzi, którzy pozostali w swoich dotychczasowych mieszkaniach lub którzy z racji wykonywanego zawodu byli łatwi do rozpoznania przez przypadkowych przechodniów. Żydowski aktor, wydany w ręce policji w końcu grudnia 1940 roku, próbował wzbudzić w łapaczach litość: nadzwyczaj kocham swoją żonę i dziecko. Na terenie dzielnicy polskiej pozostałem tylko jedynie dlatego, aby utrzymać żonę i dziecko gdyż w przeciwnym razie grozi im śmierć głodowa (65). Nieco lepiej wybroniła się z oskarżenia o żydowskość wybitna solistka operowa Felicja Kaszowska-Krotowska. Po bezskutecznej próbie szantażu szmalcownicy donieśli na gestapo, że w mieszkaniu w Alejach Ujazdowskich ukrywa się Żydówka. Policjanci z IV Komisariatu Policji Państwowej, uzbrojeni w nakaz rewizji („w celu odnalezienia dowodów ukrywania pochodzenia żydowskiego&#8221;), przeszukali mieszkanie i doszli do wniosku, że zaszła pomyłka. Je-dyny związek Krotowskiej z żydostwem, jak się wydaje, polegał na tym, że przed I wojną światową artystka odtwarzała rolę Racheli w operze Halevy&#8217;ego La Juive</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(64) Do jednego z bardziej „widocznych” Żydów ukrywających się w okupowanej Warszawie można zaliczyć Jana-Jakuba Litauera, jednego z najwybitniejszych polskich prawników, sędziego Sądu Najwyższego odrodzonej Rzeczypospolitej, aresztowanego w początku lipca 1940 roku. Zwolniony tymczasowo z więzienia na skutek złego stanu zdrowia, Litauer przez resztę okupacji był bezskutecznie poszukiwany przez policję. Zob. AMSW, SGW, 194 (204). Litauer przeżył wojnę i zmarł w 1949 roku.</p>
<p>(65) AMSW, SGW, 379, 16 grudnia 1940, sprawa Ignacego Zukierta.</p>
<p>108</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>(Żydówka) (66). Znany scenarzysta Ludwik Kałuszyner przez pewien czas przebywał poza gettem, ufając sile glejtu wystawionego przez wytwórnię filmową Tip. Zezwolenie to zostało mu odebrane przez szantażystów — jak zeznała żona ukrywającego się później scenarzysty (67).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(66) AMSW, SSW, 7 września 1942, teczka 3283 (3144).</p>
<p>(67) AMSW, SSW, teczka 3103 (2970), Zeznanie Marii Euzebii Kałuszyner-Bargielskiej z dnia 7 marca 1942 (fol. 6). Do bezskutecznej nagonki na ukrywającego się scenarzystę włączył się też szmalcownik-granatowy policjant.</p>
<p>109</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Rabowanie mienia żydowskiego i pożydowskiego</p>
<p>Pomimo pojemnej definicji działań szmalcowników i szantażystów, wiele postaw pośrednich umyka naszej uwadze. Celem tego rozdziału jest zasygnalizowanie istnienia szeregu typów działalności skierowanej przeciw Żydom, które jednak nie mieszczą się w ramach przyjętych definicji bądź też wychodzą poza ramy geograficzne niniejszego opracowania, lecz pozostają w ścisłym związku z zagadnieniem szantażu i wymuszeń. Można mieć na-dzieję, że dalsze badania będą w stanie rzucić więcej światła na pobieżnie zarysowane tu problemy.</p>
<p>Zagadnienie przejęcia własności żydowskiej wychodzi poza zakres afer szmalcowniczych sensu stricto, lecz niewątpliwie jest z nimi blisko powiązane i nieraz się o nie zazębia. Konfederacja Narodu i Konfederacja Zbrojna miały na temat żydowskich dóbr wyrobione zdanie: „nie można dopuścić, żeby Żydzi zajęli po wojnie z powrotem sklepy, fabryki, mieszkania i stanowiska, na które obecnie weszli Polacy. Wywołałoby to trudny do wyobrażenia sobie chaos w życiu gospodarczym i zrujnowało wielu członków naszego narodu&#8221; (68). Delegatura Rządu na Kraj oceniała zaistniałą sytuację w sposób bar-dziej wyważony, odnotowując jednak te same realia: „Odrębnym tematem, który ostatnio wynurzył się na tle prześladowań antyżydowskich, jest problem stosunku ludności polskiej do mienia pożydowskiego. Kapitały polskie zaczynają się interesować nabywaniem obiektów pożydowskich (grunty, fabryki, domy itd.). Poza kwestią trudności, jakie stawiać mogą i będą niemieckie władze w zakresie przewłaszczenia takich obiektów, jest tutaj jeszcze problem polityczny i etyczny czysto polski, który powinien być może oświetlony z oficjalnej polskiej strony. Jest to sprawa jednocześnie i łatwa i trudna, może ona jednak mieć pewien wpływ na całokształt stosunków</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(68) Cyt. za: M. M. Drozdowski, Polska Walcząca wobec powstania w getcie warszawskim, Warszawa 2003, s.11.</p>
<p>110</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>polsko-żydowskich, wymaga więc rozważenia w kołach miarodajnych&#8221; (69).</p>
<p>Niestety, wezwanie Delegatury nie znalazło posłuchu i dziś w dalszym ciągu — brakuje jakichkolwiek całościowych, wyczerpujących opracowań dotyczących wywłaszczenia polskich Żydów oraz przejęcia ich własności. Jeże-1i już mowa o ekonomicznych skutkach Zagłady, to nie wiadomo prawie nic o wpływie wyniszczenia polskich Żydów na sytuację ekonomiczną reszty polskiego spoleczeństwa. Nagłe zniknięcie wytwórców, konsumentów czy pośredników musiało się odbić w taki czy w inny sposób na poziomie życia ich pozostałych przy życiu sąsiadów, konkurentów i kontrahentów. Zjawisko to, na pewno możliwe do prześledzenia w wielkich miastach, musiało mieć szczególnie dramatyczny przebieg w małych miasteczkach centralnej i wschodniej Polski, w których Żydzi stanowili nieraz ponad połowę ludności. Do rzadkości należą nawiązujące do tego zagadnienia i wydane drukiem relacje. Jako wyjątek można przytoczyć jedno z drukowanych świadectw: „przed 1939 roku i w okresie okupacji handel ześrodkował się tylko w rękach żydowskich i kiedy Niemcy ich wywieźli do Treblinki, prawie wszyscy mieszkańcy Parysowa martwili się i narzekali: „»Jak to będzie z handlem, gdy Żydów zabraknie« i ten problem był często poruszany w prywatnych dyskusjach ogółu. Jednak przyszło życie, prąd czasu zrobił swoje i dzisiaj nie znajdzie się nikt, kto by śmiał przeczyć, że Polacy nie mają żadnych dyspozycji w kierunku handlu&#8221; (70).</p>
<p>Zachowane dokumenty okupacyjne wskazują na to, że wraz z wejściem w życie przepisów nakładających ograniczenia na aktywność gospodarczą Żydów zintensyfikowały się działania koniunkturalistów i złodziei, którzy postanowili wykorzystać nieszczęście innych celem szybkiego wzbogacenia się. Najprostszą drogę do przejęcia żydow-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(69) Sprawozdanie „Zagadnienie żydowskie” opracowane w Delegaturze przesłane do Londynu 21 listopada 1942 roku. Cyt. ibidem, s. 32-33.</p>
<p>(79) K. Kersten i T. Szarota (wyd.), Wieś polska, 1939-1948, Warszawa 1967, IV, s. 348.</p>
<p>111</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>skiej własności stanowił właściwie skierowany donos. Wiele wstępnych protokołów dochodzeń o tzw. ukrycie pochodzenia zaczyna się od słów „w dniu dzisiejszym dowiedziałem się poufnie”. Poufne informacje trafiały na policję za pośrednictwem nadesłanych donosów bądź informacji uzyskanych od konfidentów. Zjawisko okupacyjnego do-nosicielstwa, obszernie omówione w niedawno wydanej pracy Barbary Engelking, będzie przedmiotem moich rozważań jedynie o tyle, o ile związane jest z działalnością wymuszeń i szantaży (71). Wypada dodać, że niekiedy wydawanie Żydów stanowiło odruch swoiście pojętej samoobrony i wiązało się z lękiem o własne życie donosiciela. Maria Mariuszyńska, mieszkanka usytuowanej w centrum Warszawy kamienicy, zwierzyła się przybyłemu „po Żydów” policjantowi Kosteckiemu, że: wszczęła sprawę o zakłóca-nie spokoju nocnego p-ko tym sublokatorom tylko dlatego, ponieważ podejrzewa ich o pochodzenie żydowskie, a obawiając się odpowiedzialności za ewentualne przechowywanie żydów, chciała tym samym zwrócić uwagę policji by ta ostatecznie tą sprawę wyjaśniła (72).</p>
<p>Donosy słane w aleję Szucha w pierwszych dwóch latach okupacji dotyczyły ludzi w miarę zamożnych, których sklepy, meble czy obrazy stanowiły łakomy kąsek dla szantażystów i złodziei. Jak już wcześniej wspomnieliśmy, najzamożniejszych Żydów wyłapali i ograbili Niemcy już jesienią 1939 roku. Warszawscy szantażyści przypuścili główny atak na żydowskie pieniądze wiosną—latem 1940 roku, kiedy weszły w życie (i zaczęły być egzekwowane) zarządzenia o noszeniu opasek oraz o rejestracji własności żydowskiej. Pierwszym etapem szantażu były próby przejęcia nieruchomości na „drodze polubownej”, o której akta sądowe informują nas jedynie pośrednio i z rzad-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(71) B. Engelking, Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach 1940-1941. Warszawa 2003.</p>
<p>(72) AMSW, SSW, 3142 (3018), sprawa z 18 maja 1942. Aresztowana przy tej okazji rodzina została odstawiona na ulicę Gęsią, a 22 lipca wysłana do Treblinki. Podobne donosy znajdują się w teczkach SGW 374 oraz SSW 3407 (3256).</p>
<p>112</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>ka. O udanych szantażach dowiadujemy się zazwyczaj z donosów autorstwa innych, odsuniętych od transakcji i rozgoryczonych partnerów. Kolejny krok — w wypadku nieudanego szantażu — polegał na doprowadzeniu do aresztowania ofiary i przejęcia jej majątku. „Były członek b. Centralnego Związku Detalicznych Kupców Chrześcijan w Warszawie” wystosował donos do Pałacu Brühla. Kupiec skarżył się władzom, że będąc w poszukiwaniu sklepu natrafiłem na sklep z wyrobami textylnemi i galanterją przy ul. Marszałkowskiej 84 pod firmą „Ignacy Brunon Stückgold”, któremu zaproponowałem wymianę sklepu, motywując tem, że i tak jako nie aryjczyk a przechrzta (żyd) będzie zmuszony wyprowadzić się. Wtedy Stückgold z arogancją żydowską — pewny siebie, powiedział: ja dam sobie radę i nie wyniosę się&#8217; i żeby nie zawracać mu głowy. Wobec tego faktu nadmieniam, że Ignacy Brunon Stückgold przed kilkunastu laty nazywał się ICEK Stuckgold [...] Jest teraz bogatym człowiekiem [...] Chodzi bez opaski i udaje wielkiego polaka — jednakże jego nos pomimo amerykańskich okularów zdradza żyda (73). Rabunek mógł przybierać formę zwykłej grabieży mebli z pustego mieszkania, przejęcia samego mieszkania bądź też firm prowadzonych przez aresztowanych Żydów. W pierwszym wypadku należało się liczyć z konkurencją ze strony złodziei pracujących w polskiej i w niemieckiej policji, którzy bez skrupułów zabierali dla siebie „co smakowitsze” kąski (74). Równolegle z szantażami rozwijała się w najlepsze tzw. komisarszczyzna. Pod tą nazwą kryły się sprawy o oddanie żydowskiej własności pod zarząd komisaryczny. Fala „komisarszczyzny” przetoczyła się przez warszawski sąd grodzki wiosną—latem 1940 roku. Żydowskie nieruchomości często oddawano w zarząd polskim sędziom i adwokatom, szermując przy tym argumentem o „uchronieniu</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(73) AMSW, SGW, 226 (359). Donos z dnia 18 listopada 1940 roku. Re-produkcję tego donosu zamieszczono w tekście (ilustracja 7).</p>
<p>(74) Patrz np. sprawa aresztowania (z donosu sąsiadki) pianistki Haliny Cederbaum oraz późniejszy rabunek jej mieszkania (z wyjątkiem „trudnego do wyniesienia” pianina): AMSW, SSW, 1244 (1195), początek sprawy 13 września 1940 roku.</p>
<p>113</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>własności przed przejściem w ręce niemieckie&#8221;. Skala procederu „uwłaszczenia się” sądowniczej nomenklatury zwróciła uwagę władz podziemnych, które wyraziły za-niepokojenie tą procedurą na lamach „Biuletynu Informacyjnego”.</p>
<p>W przypadku przejmowania nieruchomości lub firm należało mieć pewne znajomości w Pałacu Brühla lub na policji (75). Nieruchomości i firmy żydowskie przechodziły pod władzę zarządców komisarycznych (Treuhänder) wyznaczanych przez władze niemieckie. O posady treuhänderów ubiegali się też folksdojcze lub — zaskakująco licz-ni w wojennej Warszawie — cudzoziemcy. W wielu wypadkach wyznaczeni przez Niemców treuhänderzy nie mieli najwyraźniej najmniejszego pojęcia o przedsiębiorstwach, którymi przyszło im zarządzać, i pełnili jedynie rolę figurantów, za których plecami chowali się różni trudni do zidentyfikowania kombinatorzy. Znajomości w „sferach policyjnych” były również bardzo pomocne przy staraniach o pożydowską własność. Mechanizm ta-kich starań można prześledzić na przykładzie długiej sprawy dyscyplinarnej (korupcja i bliskie kontakty z Polakami) prowadzonej przeciwko SS-Sturmscharfürerowi Georgowi Rotherowi z warszawskiego gestapo (76). Oskar-żony gestapowiec pomagał rodzinie Lewickich w przejęciu żydowskiej drukarni w Otwocku, która miała zostać „zaryzowana” (arisiert werden sollte). Lewiccy wyrazili również zainteresowanie przejęciem perfumerii, ale — niestety — wymagała ona przekraczającego ich możliwości zastrzyku inwestycyjnego.</p>
<p>Obok mebli, nieruchomości i firm, Żydzi pozostawia-li po sobie znaczne nieraz sumy w gotówce. Często — spo-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(75) Szczególnie wiele donosów przeciwko żydowskim właścicielom firm nadesłano w 1940 roku. Typową denuncjację można znaleźć w teczce SGW 187 (203) z 23 sierpnia 1940 przeciwko Berowi Laksowi, który choć volljude, udaje Polaka. Skutki donosu widać na ilustracji S.</p>
<p>(76) AMSW. Amt des Gouverneurs des Distrikts Warschau. Der SS- und Polizeiführer, 1939-1944, teczka 105, przesłuchanie Rothera. 20 listopada 1941, przesłuchanie Anieli Lewickiej z 13 listopada 1941. fol. 28-29.</p>
<p>114</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>7 Wiosną—latem 1940 roku sądy warszawskie zajęły się „przewlaszczaniem” własności żydowskiej, przekazując ją w ręce tzw. Treuhänderów — aryjskich zarządców komisarycznych. Wielkie „zasługi” na tym polu położyli autorzy donosów.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>dziewając się wywózki lub bojąc się szmalcowników — po-wierzali swoje oszczędności znajomym Polakom. Niekiedy owocowało to ofiarną pomocą ludzi obdarzonych za-ufaniem i gotówką, niekiedy jednak pieniądze znikały na dobre. W aktach Sondergerichtu sprawy o kradzież żydowskich pieniędzy zdarzają się dość rzadko — zazwyczaj wtedy, kiedy wspólnicy nie byli w stanie pogodzić się w sprawie podziału łupu (77). Skoro szmalcownicy i szantażyści szli tropem pieniędzy, to ofiarami wymuszeń stali się również Polacy, w których posiadanie przeszło (na drodze legalnej bądź też nie) żydowskie mienie. Niejaki Stanisław Altmajer, podając się za gestapowca, w towarzystwie „zblatowanego” granatowego policjanta, chodził od mieszkania do mieszkania w kamienicy na Nowym Świecie: celem spisania mebli, które jak mi wiadomo, po-zostały po żydach. Dozorcę z ulicy Narbutta oskarżono o ukrycie własności żydowskiej, a prowadzącego własny interes woźnicę — o wywożenie z getta różnego rodzaju dóbr (78). Oskarżenia te nie zawsze miały coś wspólnego z prawdą, lecz z całą pewnością nosiły (w oczach oskarżanych, oskarżających i świadków) znamiona prawdopodobieństwa. Kolejna grupa spraw, to dochodzenia przeciwko ludziom wchodzącym na teren getta podczas wywózki albo bezpośrednio po niej w celu rabowania żydowskiego mienia. Między obwinionymi natrafić można na nastoletnich chuliganów, o których można niejednego się dowiedzieć z relacji ocalonych, ale w aktach można też znaleźć statecznych ojców (i matki) rodzin (79). Jak widać z pobieżnie zarysowanych powyżej spraw, tematyka rabunku dóbr żydowskich zasługuje na bardziej drobiazgowe po-traktowanie. Jest to o tyle bardziej celowe i wykonalne, iż</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(77) AMSW, SGW. 451.</p>
<p>(78) AMSW. SSW, 4 sierpnia 1943, 4391 (4129), 24 sierpnia 1943, SGW, 346, (293), 19 lutego 1941, SSW, 4220 (3992), 28 listopada 1942.</p>
<p>(79) AIPN, GZ, teczki 9780, 2889, maj 1942, AMSW, SSW, 3494 (3337) z 22 października 1942; 3530 (3366); SGW, 1004 (1050), wrzesień 1943; Jedną z oskarżonych prowadzący śledztwo niemiecki policjant określił jako „pozbawioną skrupułów hienę”.</p>
<p>115</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>istniejące zasoby archiwalne umożliwiają przeprowadzenie dość wyczerpującej kwerendy historycznej.</p>
<p>Innym, wyspecjalizowanym typem gangów żerujących na Żydach, były warszawskie kolumny dezynfekcyjne, których zadaniem – przynajmniej w teorii – była walka z szerzącym się tyfusem. W praktyce wyglądało to różnie, gdyż możliwość obłożenia sekwestrem cennych ubrań (przede wszystkim futer) dawała członkom kolumn sanitarnych dużą władzę nad mieszkańcami dezynfekowanych domów i lokali. Sprawy „dezynfekcyjne” są tak liczne w zespole prokuratury niemieckiej, że wymagają od-dzielnego, choć pobieżnego, omówienia. Ludwik Landau zanotował, że: „powodem udręczeń i niepokojów jest pożyteczna w zasadzie akcja walki z epidemiami. W każdym wypadku tyfusu plamistego cały dom jest dezynfekowany, a wszyscy mieszkańcy poddawani obowiązkowej kąpieli. Praktycznie daje to pole do wielkiej liczby nadużyć: kra-dzieży dokonywanych przy okazji dezynfekcji, a obok te-go do wszelkiego rodzaju szykan, zwłaszcza w stosunku do ludności żydowskiej” 80. Podobną, niepochlebną opinię o kolumnach sanitarnych zapisał Ringelblum: „Kolumny sanitarne, zamiast zwalczać tyfus, szerzą go. Szantażują one bowiem właścicieli eleganckich mieszkań, w których nie trzeba dokonywać dezynfekcji, groźbą zniszczenia bielizny, odzieży itp, a niechlujnych mieszkań, których lokatorzy dają okup, nie dezynfekują (81). Haracze żądane przez kolumny dezynfekcyjne nie były wysokie; w źródłach mowa jest o kwotach od 5 do 30 złotych od mieszkania. Niby niewiele, ale ilość odwiedzonych mieszkań mogła kompensować niewysokie stawki. Rzecz charakterystyczna – skargi w takich sprawach wno-</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(80) L. Landau, Kronika, op. cit., s. 231.</p>
<p>(81) E. Ringelblum, Kronika Getta Warszawskiego, op. cit., s. 321. Los za-rekwirowanych ubrań (szczególnie futer) był niepewny. 14 stycznia 1942 roku w magazynach przy ulicy Stawki 2 wybuchł pożar, który strawił przechowalnię zarekwirowanych Żydom futer. Wśród warszawiaków panowało przekonanie, że pożar pomógł w zatarciu śladów nad-użyć. W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, op. s. 250.</p>
<p>116</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>[ Tu fotokopia - <strong>strona nie numerowana</strong>]</p>
<p>8 Złapanych po stronie aryjskiej Żydów przesyłano zazwyczaj do znajdującego się na terenie getta więzienia na ulicy Gęsiej. Latem 1942 roku. podczas wywózek z getta do obozów zagłady, więźniowie jako jedni z pierwszych trafiali na Umschlagplatz.</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>sili jedynie najubożsi z ubogich. Do nich właśnie zalicza-li się mieszkańcy domu przy ulicy Miłej 49: Moszek Staryfurman, Chana Wszędobylska, Fajga Weremkraut, Judka Brotbekier i inni (82). Świadkowie oskarżyli pracowników Miejskich Zakładów Sanitarnych V Ośrodka Zdrowia w Warszawie o wymuszanie opłat za niedokonywanie dezynfekcji. Fajga Kornblum zeznała, że u niej dezynfekcji dokonywali 2 mężczyźni i 1 kobieta. Gdy prosiła ich, żeby nie zabierali jej wszystkich rzeczy do parówki, kobieta owa żądała 30,–zł. Kornblum dala jej 15.– zł. Obok brania łapówek (o to do dezynfekujących mieszkańcy domu nie mieli żalu) personel kolumny sanitarnej dokonał w dezynfekowanych mieszkaniach licznych kradzieży. 21 stycznia 1941 roku sprawę przekazano do Sondergerichtu. Szereg podobnych spraw rozpatrzył również warszawski Sąd Niemiecki (83).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(82) AMSW, SSW, 1391 (1439), 15 listopada 1940 roku, 1391, 1439. Inne sprawy dotyczące kolumn sanitarnych: AMSW, SSW, 19 lipca 1940, 774 (1033) i 16 lipca 1940, 1140 (881).</p>
<p>(83) AMSW, Deutsches Gericht Warschau (DGW) teczki 2844 (2983); 1578 (2845) oraz 1573 (1027): sprawy o usiłowanie przekupstwa pracowników kolumny sanitarnej prowadzone przeciwko Dwojrze Langleben, Frajdzie Erlich oraz Łaji Cukierman.</p>
<p>117</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Szantaze i mordy w podwarszawskich wsiach</p>
<p>W ogóle w stosunku do Żydów zapanowało jakieś dziwne zezwierzęcenie.</p>
<p>Jakaś psychoza ogarnęła ludzi, którzy za  przykładem Niemców często</p>
<p>nie widzę w Żydzie człowieka, lecz uważają go za jakieś szkodliwe zwierzę,</p>
<p>które należy tępić wszelki-mi sposobami, podobnie jak wściekłe psy,</p>
<p>szczury itd.</p>
<p>Zygmunt Klukowski, Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny,</p>
<p>Lublin, 1958, s. 299</p>
<p>Pomimo iż zjawisko szmalcownictwa kojarzone jest zazwyczaj z życiem miejskim, to archiwa niemieckich sądów dostarczają stosunkowo licznych przykładów spraw szmalcowniczych z terenów podwarszawskich. Podstawową różnicą jest, co zrozumiale, pochodzenie społeczne szantażystów, wśród których przeważają mazowieccy i podlascy chłopi. Choć baza źródłowa nie jest tu tak obfita jak w sprawach „miejskich”, to stopień zachowania akt pozwala jednak na prowadzenie w przyszłości dal-szych badań w tym kierunku. W celu zilustrowania problemu szmalcownictwa i szantaży w warunkach wiejskich sięgnę również do teczek ciechanowskiego gestapo, pod którego jurysdykcją znalazło się północne Mazowsze. Zwrócę uwagę jedynie na kilka spraw dotyczących Żydów z Warszawy i z okolic stolicy.</p>
<p>Dochodzenia dotyczące kontaktów ludności wiejskiej z Żydami zaczynają się mnożyć jesienią 1942 roku, po likwidacji większości gett na terenie GG. W latach 1939–1941 do getta warszawskiego spędzono dziesiątki tysięcy Żydów z terenów włączonych do Rzeszy. Po wielkiej wywózce do Treblinki wielu uciekinierów postanowiło szukać schronienia w okolicach, które znali najlepiej, a z których zostali poprzednio deportowani do Warszawy i do innych gett. Większość powracających w rodzinne strony Żydów nie zdawała sobie jednak sprawy z głębi przeobrażeń i zmian, jakie zaszły poza murami getta. Nie</p>
<p>118</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>zdawali sobie też sprawy ze zmian, które w ciągu trzech prawie lat zaszły w psychice ich dawnych sąsiadów, poddanych od lat intensywnej indoktrynacji hitlerowskiej oraz krwawym represjom. Pierwszą niespodzianką był zmieniony podział administracyjny kraju. Zdążający na północ z Warszawy już w Serocku natykali się na nieistniejącą wcześniej, lecz teraz bacznie strzeżoną granicę. Dla niektórych warszawskich Żydów próba przekroczenia granicy kończyła się wpadką. Najczęściej do dekonspiracji przyczyniał się konduktor bądź źle podrobione papiery (84). Uciekinierzy, którym udało się przekroczyć granicę, musieli szukać pomocy wśród polskiej ludności. Nie zawsze było to możliwe.</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| AMSW Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau,   |</p>
<p>| 4869 (4579), sprawa przeciwko Czesławowi Rabańskiemu,       |</p>
<p>| rolnikowi z wioski Sosna-Korabie, gmina Skupie, okręg                |</p>
<p>| Siedlce. Sprawę prowadzi: feldwebel J. Szumski, protokolant:    |</p>
<p>| kapral W. Lewandowski.                                                                     |</p>
<p>| |                                                                                    |</p>
<p>| Protokół oględzin: Siedlce, dnia 19 III 43 o godz. 10.  Ja,            |</p>
<p>| Szumski Józef, sierż. z Komisarjatu Pol. Krym. W Siedlcach       |</p>
<p>| w obecności Kierownika tegoż Komisarjatu p. Krafta i                 |</p>
<p>| sierż. Świątka Franciszka, przy udziale protokolanta Kozery      |</p>
<p>| Aleksandra, plut. tegoż Komis. dokonałem oględzin miejsca      |</p>
<p>| zagrzebania 3 żydówek zamordowanych przez Rabańskiego    |</p>
<p>| Czesława, m-ca wsi Sosna Korabie, pow. Siedlce,                          |</p>
<p>| przy czym stwierdziłem: w odległości 1 /4 km. od wsi                   |</p>
<p>| Sosna-Korabie znajduje się las tzw. „Osiński&#8221;, przez który          |</p>
<p>| prowadzi gościniec do Mokobód. O kilkaset kroków                     |</p>
<p>| w głęb lasu, a kilkaset kroków na prawo znajduje się dróżka      |</p>
<p>| polna, z lewej stronie niskie i rzadkie sosenki, z prawej                 |</p>
<p>| gęstsze. Na środku tej dróżki widać poruszony piasek.                 |</p>
<p>| W miejscu tym widać wygrzebany otwór (widocznie przez          |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(84) IPN Warszawa, Zespół Gestapo-Zichenau, teczka Chaima Kona, sprawa z 25 marca 1943 oraz teczka 309, sprawa Jakuba Burgermana z 29 września 1943.</p>
<p>119</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| lisy). Rabański oraz zwerbowani do odkopania zwłok                 |</p>
<p>| gospodarze ze wsi Sosna-Korabie oświadczyli, że właśnie           |</p>
<p>| w tym miejscu znajdują się pogrzebane zwłoki żydówek.           |</p>
<p>| Na polecenie pana Krafta mogiła została rozkopana. Na           |</p>
<p>| głębokości około 1 metra znajdują się nagie zwłoki 3                  |</p>
<p>| kobiet w pozycji leżącej twarzami do góry. Z dokonanych         |</p>
<p>| czynności zrobiono kilka zdjęć fotograficznych. Po dokonaniu |</p>
<p>| oględzin zwłoki z powrotem zagrzebano.            |</p>
<p>|                                                                                      |</p>
<p>| Przesłuchanie Rabańskiego Czesława, 19.03.1943 roku              |</p>
<p>|                                                                                      |</p>
<p>| &#8230;na początku grudnia 1942 roku około godziny 5 po                  |</p>
<p>| południu, było już ciemno, do mego mieszkania przyszły trzy   |</p>
<p>| żydówki z prośbą o przenocowanie. Za namową Witkowskiej   |</p>
<p>| zgodziłem się na ich przenocowanie, gdyż przyrzekły                  |</p>
<p>| mi wynagrodzenie. Jedna z żydówek była w wieku z górą           |</p>
<p>| 70 lat, druga w wieku z górą 40 lat, trzecia około 30 lat.              |</p>
<p>| Wszystkie trzy żydówki były ubrane skromnie, a najstarsza       |</p>
<p>| z nich miała ze sobą szary koc. Pierwszą noc wszystkie               |</p>
<p>| trzy żydówki nocowały w mojem mieszkaniu. Za nocleg            |</p>
<p>| jedna z żydówek dala mi jeden dolar w banknocie. Po                 |</p>
<p>| przenocowaniu na drugi dzień, kazałem owym żydówkom        |</p>
<p>| opuścić moje mieszkanie, na co się nie chciały zgodzić.               |</p>
<p>| Poparła je Witkowska żądając bym je jakiś czas przetrzymał,  |</p>
<p>| na co wreszcie się zgodziłem. Na propozycję Witkowskiej           |</p>
<p>| najstarszą żydówkę zatrzymałem w mojem mieszkaniu,            |</p>
<p>| drugie dwie ulokowalem w mej stodole. Zydowki te                      |</p>
<p>| przebyły jeszcze u mnie dzień i noc. Na trzeci  dzien                     |</p>
<p>| od przybycia żydówek, ok. godziny 10 rano żydówce                  |</p>
<p>| będącej w mojem mieszkaniu, z ubrania wypadł na podłogę     |</p>
<p>| jakiś przedmiot, który potoczył się pod łóżko, co zobaczywszy |</p>
<p>| Witkowska aż zadrżała i chciała podnieść ów przedmiot,           |</p>
<p>| lecz żydówka owa ją uprzedziła, sama weszła pod łóżko           |</p>
<p>| i dlatego też, przedmiot ów podjęła. Po tym fakcie                       |</p>
<p>| Witkowska zaczęła mnie namawiać, ażeby zamordować           |</p>
<p>| owe żydówki i ograbić je gdyż muszą posiadać pieniądze           |</p>
<p>| i złoto. Nie chciałem się zgodzić, lecz w końcu ule-                        |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>120</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| głem jej żądaniom. Na propozycję Witkowskiej z butelki            |</p>
<p>| napiłem się wódki, jaką ilość wypiłęm tego określić nie                |</p>
<p>| mogę. Po wypiciu wódki uczułem jakiś szał w sobie i straciłem  |</p>
<p>| orientację z tego co robię. Witkowska zażądała ode mnie           |</p>
<p>| bym się wziął zaraz do zaduszania żydówki. Jeszcze                   |</p>
<p>| się wachałem, wtedy Witowska poczęła mnie szarpać,                |</p>
<p>| pobudzając mnie do złości, wreszcie pchnęła mnie silnie             |</p>
<p>| na ową żydówkę, a gdy się opadem już o nią, popchnęła nas    |</p>
<p>| tak silnie, że żydówka wraz ze mną padła na podłogę.                |</p>
<p>| Wówczas Witowska powiedziała do mnie „teraz ją duś”.            |</p>
<p>| Witkowska przytrzymała ręce żydówki, a ja rękami począłęm  |</p>
<p>| ją dusić za gardło. Po chwili, jakiej określić nie mogę,                   |</p>
<p>| odjąłem swoje ręce od szyji żydówki i powstałem z podłogi.      |</p>
<p>| Żydówka owa jeszcze oddychała i poruszała się, co widząc       |</p>
<p>| Witkowska usiadła jej na twarz. Gdy po jakimś czasie                |</p>
<p>| Witkowska wstała, wspomniana żydówka już nie żyła.               |</p>
<p>| Witkowska sama bez mojej pomocy rozebrała ową                     |</p>
<p>| zamordowaną żydówkę z ubrania. Razem z Witkowską             |</p>
<p>| przeszukaliśmy całą garderobę zamordowanej żydówki.            |</p>
<p>| W parze majtek znaleźliśmy 6 monet złotych po 20 dolarów     |</p>
<p>| każda. W ubraniu poza dolarami nic więcej nie znaleźliśmy.      |</p>
<p>| Na szyji zamordowanej żydówki znajdował się                             |</p>
<p>| płócienny woreczek, w którym znaleźliśmy: dwa medaliony      |</p>
<p>| złote z takimiż łańcuszkami, dwie damskie złote obrączki,         |</p>
<p>| trzy pierścionki i około tysiąca złotych w banknotach.                |</p>
<p>| Przed zamordowaniem owej żydówki, Witkowska wraz              |</p>
<p>| ze mną zaszła do mieszkania mej matki i proponowała              |</p>
<p>| siostrze mej Irenie by nam pomogła zamordować                        |</p>
<p>| ową żydówkę, czemu ja byłem przeciwny tłómacząc                  |</p>
<p>| Witkowskiej, że siostra moja jako małoletnia nie może brać      |</p>
<p>| udziału w morderstwie. Na to nie chciała zezwolić moja              |</p>
<p>| matka i siostra moja na propozycję Witkowskiej też nie              |</p>
<p>| chciała się zgodzić. Po upływie jakiej pół godziny po                   |</p>
<p>| zamordowaniu żydówki przyszła do naszego mieszkania           |</p>
<p>| moja matka Aleksandra, która zobaczywszy na podłodze         |</p>
<p>| leżącego trupa żydówki coś mówiła do mnie i  do Witkowskiej, |</p>
<p>| lecz co, tego nie zrozumiałem i matka po chwili opu-                   |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>121</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>____________________________________________________</p>
<p>| ściła nasze mieszkanie. Ja zaproponowałem Witkowskiej           |</p>
<p>| by pozostałe obie żydówki ukryte w stodole wygnać lub             |</p>
<p>| zameldować o nich w policji, na co Witkowska się nie zgodziła |</p>
<p>| i zażądała bym je zadusił i ograbił. Tegoż dnia, około                 |</p>
<p>| godziny drugiej po polódniu sam jeden udałem się do                  |</p>
<p>| stodoły gdzie były ukryte żydówki i zażądałem od nich by        |</p>
<p>| niezwłocznie opuściły stodołę, na co mi odpowiedziały, że         |</p>
<p>| nie pujdą bo całe nogi mają poodmrażane. Na ich słowa            |</p>
<p>| ogranął mnie jakiś szał, doskoczyłem do jednej z leżących        |</p>
<p>| żydówek i szalikiem, który miała na szyji zadusiłem ją,              |</p>
<p>| następnie zrobiłem to i z drugą żydówką. Wymienione                |</p>
<p>| żydówki wielkiego oporu mi nie stawiały. Po zaduszeniu             |</p>
<p>| obu żydówek przeprowadziłem przy nich pobieżną rewizję        |</p>
<p>| i przy jednej z nich w kieszonce sukienki znalazłem 200 zł.        |</p>
<p>| w banknotach. O dobrym zmierzchu mogła być godzina            |</p>
<p>| 4–5 udałem się do mieszkania matki, a zwróciwszy się do          |</p>
<p>| swego ojczyma Aleksandra Rymarza opowiedziałem mu           |</p>
<p>| o zamordowaniu przeze mnie żydówek i o tym co przy               |</p>
<p>| nich zostało znalezione. Poprosiłem o wypożyczenie konia        |</p>
<p>| i pomożenie mi wywiezienia do lasu trupów żydówek, na            |</p>
<p>| co ojczym mój się zgodził.                                     |</p>
<p>| Z tytułu zamordowania nie robił mi żadnych wymówek.            |</p>
<p>| Po założeniu konia przy pomocy ojczyma trupy żydówek         |</p>
<p>| włożyliśmy na wóz i wywieźliśmy do pobliskiego lasu,                 |</p>
<p>| gdzie wrzuciliśmy je w gąszcz poczym powróciliśmy do domu.  |</p>
<p>| Trupy żydówek były nagie.       |</p>
<p>| ___________________________________________________                        |</p>
<p>Po ucieczce z getta, pięcioosobowa rodzina Mławskich ukrywała się przez szereg miesięcy w lasach w oko-licach Pułtuska (85). W zimie 1942/1943 roku Mławscy spali w lesie bądź szukali schronienia w stodołach i stajniach. Wiosną 1943 roku ponownie znaleźli sobie kryjówkę w lesie. Sześćdziesięciodwuletni Józef Mławski kupował niezbędne produkty u okolicznych chłopów, lecz w maju 1943 roku wyszedł z kryjówki po raz ostatni i słuch po nim zaginął. W ciągu lata 1943 roku prowiant przynosiła</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(85) Sprawę odtworzyłem na podstawie materiałów z IPN, GZ, teczki 3740 oraz 9807.</p>
<p>122</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>do kryjówki dwudziestoletnia Hanka Mławska, która „nie miała żydowskiego wyglądu” i z tej racji bez obaw mogła chodzić po zakupy do chłopów. Że swej kryjówki w lesie Mławscy widzieli znanych sobie sprzed wojny ludzi pracujących na pobliskich polach, lecz woleli się nie ujawniać. W początku października Hanka Mławska została wydana w ręce Niemców, a w ślad za nią wpadli po-zostali członkowie rodziny. Dwóm synom udało się uciec, lecz dzięki natychmiast podjętemu przez polską ludność pościgowi udało się schwytać żyda Abrahama Mławskiego – jak zapisał oficer dochodzeniowy w końcowym raporcie (86). Schwytanie Mławskich pomogło też wyjaśnić tajemnicę wcześniejszego zniknięcia ojca rodziny. 7 października 1943 roku na posterunek żandarmerii w Gzach zgłosił się niejaki Kazmierz Długi ze wsi Grochy (gmina Kozłowo) i oświadczył, że dwudziestego maja zabił żyda Mławskiego ciosami pałki. W raporcie żandarm zapisał: żyd przychodził do niego wielokrotnie na podwórko i próbo-wał wymusić żywność i ubranie. Kiedy żyd już się oddalił od wioski, Długi przyłożył mu pałką i żyd padł trupem na miejscu. Następnie Polak zakopał go w pobliżu (87). Nie wiadomo, czy przyczyną śmierci Józefa Mławskiego było to, że już mu się skończyły pieniądze i przestał być użyteczny, czy też to, że zabójca miał nadzieję na jakiś łup. Nie wiadomo też, czy Długiego można nazwać szmalcownikiem, wyzyskiwaczem czy też po prostu zwykłym mordercą. Nie wiadomo również, do jakiego stopnia chłopi tropiący po lasach uciekających Żydów robili to pod przymusem,</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(86) Dokument cytowany, Schlussbericht, 9 października 1943. [Bel der sofort von der polnischen Dorfbevoelkerung aufgenommenen Verfolgung konnte der Jude ABRAHAM MLAWSKI ergriffen werden].</p>
<p>(87) Ibidem, [Der Jude Josef Mlawski ist nicht mehr am Leben. Am 7.10.1943 meldete sich der Pole K.D. bei der Gendarmerie in Gzy und meldete, dass er am 20.05.1943 den Juden Mlawski mit einem Knüppel erschlagen babe. Der Jude war wiederholt zu ihm auf den Hof gekommen und versuchte Lebensmittel und Bekleidungstücke von ihm zu erpressen (...) Als er mit dem Juden weit genug vom Dorf entfernt war, schlug er ihn mit dem Knueppel nieder. Der Jude war sofort tot. Der Pole verscharrte ihn in der Nähe des Tatortes].</p>
<p>123</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>a do jakiego powodowani byli żądzą zysku (88). Równie istotne pytania tyczą się tekstu przesłuchania przytoczonego w „ramce”. Do jakiego stopnia społeczność wiejska gotowa była kryć pospolitych morderców? Jak, w jakich kategoriach, oceniano zabicie Żyda? Czy mordy na Polakach zgłaszano policji z mniejszym ociąganiem niż mordy na Żydach? (99) Odpowiedzi na te pytania kryją się w ogromnych i nadal jeszcze niewykorzystanych zasobach archiwalnych. Na przykład takich, jak te w Siedlcach, gdzie zgromadzono dokumenty dotyczące okolic położonych bezpośrednio na wschód od Warszawy. Wśród wielu relacji dotyczących dramatycznych wydarzeń z jesieni 1942 — zimy 1943 znajdujemy zeznanie Adama Grotowskiego, rolnika ze Stoczka w powiecie węgrowskim. 6 grudnia 1942 roku, do zagrody Grotowskiego wbiegły dwie Żydówki, które rozpoznałem, że są ze Stoczka nazwiskiem Urkowa z córką. Wymienione prosiły o ratunek gdyż w lesie ich biją&#8230; Po chwili z lasu przyszło do mnie dwóch osobników, z których jednego znam, to jest Kalina Jan, a drugiego nie rozpoznałem, a tylko słyszałem, że jest to Morawiński. Zapodane żydówki nie chciały wyjść ode mnie z mieszkania. Kalina Jan bił wymienione żydówki i krzyczał: „oddajcie dolary&#8221;. Obie żydówki zostały obrabowane, wyprowadzone do lasu, a następnie — jak twierdzili świadkowie — zgwałcone. „Rewizje” w chłopskich zagrodach trwały w ciągu kilku następnych dni. Żydów wyciągano z ukrycia, obrabowywano i wypędzano do lasu bądź wydawano w ręce żandarmów. Hieronim Szczęsny, rolnik ze Stoczka zeznał, że ludzie szukający po domach Żydów:</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(88) Opis innego polowania na ukrywających się po lasach Żydów można znaleźć w teczce IPN, Gestapo-Ziechenau, 148/3031 z czerwca 1943.</p>
<p>(89) w opisanej obok sprawie od momentu zabójstwa trzech Żydówek do pojawienia się policji upłynęły ponad trzy miesiące, a władze dowie-działy się o sprawie jedynie na skutek konfliktu, który wybuchł między mordercami.</p>
<p>(90) Archiwum Państwowe w Siedlcach (APS), Zespół Urzędu Sędziego Śledczego, teczka 37, fol. 2-3, przesłuchanie Adama Grotowskiego i Chudzika Wacława z 9 grudnia 1942.</p>
<p>124</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>nic mi nie zabrali. Nie mówili mi z czyjego polecenia przy-chodzą, nie podawali się za policję, ani inną władzę, a ot tak sobie przyszli, aby uchwycić żydów i z nich zrabować gotówkę i kosztowności, jak to czynili z innymi żydami. Na koniec rolnik Szczęsny raz jeszcze podkreślił: że podczas rewizji nic mi nie zginęło. Większość ofiar zaangażowani w „akcję” chłopi znali osobiście. Stefan Krzyż zeznał, że znaleźliśmy w oborze na strychu troje żydów: Nuskową z Gajówki oraz jej córkę i syna. Inną młodą żydówkę ten sam rolnik rozpoznał jako córkę dentystki ze Stoczka (91). Śledztwo niebawem umorzono, gdyż — jak konkludował sędzia śledczy — zresztą, jeśli któregokolwiek z żydów mienie zostało uszczuplone, to nie można stwierdzić którego, gdyż pokrzywdzeni żydzi obecnie nie żyją. Do podobnego wniosku doszedł też siedlecki prokurator, prowadzący równocześnie inne śledztwo w sprawie napadu na Żydów: wnoszę o umorzenie śledztwa w niniejszej sprawie. Jedynymi świadkami w tej sprawie są osoby poszkodowane, które obecnie nie żyją (92).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(91) Ibidem, fol. 28-29.</p>
<p>(92) APS, Zespół Urzędu sędziego śledczego, teczka 38, fol. 183, 17 maja 1943.</p>
<p>125</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p><strong>Strona bez numeru, pusta</strong></p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Zamiast zakończenia</p>
<p>Jakiś czas temu w Niemczech rozgorzała dyskusja na temat postaw społeczeństwa niemieckiego wobec reżimu hitlerowskiego. Według obowiązujących poprzednio definicji, ruch oporu (Widerstand), rozumiany był jako aktywne, czynne występowanie przeciw władzom i polityce hitlerowskiej i — jako taki — ogarnął stosunkowo niewielką grupę ludzi. Niektórzy badacze, pragnąc nadać wyrażeniu „opór” szersze znaczenie, odwołali się do pojęcia Resistenz, które objąć miało również postawy z pozoru bierne, cechujące szerokie kręgi społeczne. Argumentowano, że opór wobec państwa hitlerowskiego mógł się wyrażać nie tylko poprzez postawy jasno zdefiniowane ideologicznie, lecz również poprzez odrzucenie totalitarnych wzorców rnoralnych i ideologicznych. Innymi słowy, wątle jak dotąd szeregi przeciwników reżimu zasiliły miliony Niemców uprawiających niemiecką wersję Ketmana. Odwróciwszy ten problem o sto osiemdziesiąt stopni, lecz wpisując się w logikę niemieckiej dyskusji i trzymając się tych samych kryteriów oceny, możemy zadać pytanie o skalę i o naturę „szmalcowniczej” kolaboracji. Należy się zastanowić, czy szmalcowników i szantażystów polujących na Żydów można uznać za kolaborantów. Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jaką definicję kolaboracji będziemy skłonni przyjąć. W najbardziej popularnym rozumieniu, za kolaboranta lat wojny uważa się człowieka, który w sposób świadomy podjął współpracę z okupantem. Nie jest to jednak jedyna z możliwych definicji. Wielu badaczy historii najnowszej wskazuje na kolaborację „utajoną”, bierną, trudniejszą do zdefiniowania, często nieświadomą lub nieuświadomioną. Stosując tę szerszą definicję, za kolaborację z wrogiem możemy uznać postawy neutralne, milcząco sankcjonujące drakońskie przepisy i prawa okupanta. Typowym przykładem tego rodzaju zachowań jest odmowa niesienia pomocy ludziom zagrożonym represjami. Wspomniany już Kodeks Moralności Obywatelskiej wytyczał pewne granice zachowań etycz-</p>
<p>127</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>nych, ale stopień jego akceptacji w społeczeństwie był różny. Prowadzone w prasie podziemnej (i plakatowane na mieście) kampanie przeciwko uczęszczaniu do kina lub kabaretów, czy też czytaniu prasy gadzinowej spotykały się przecież z mieszanym przyjęciem.</p>
<p>Jeżeli chodzi o szantażystów i szmalcowników, to niewątpliwie przyczynili się oni do zagłady Żydów — i w ten sposób współpracowali z okupantem w osiągnięciu pożądanego przez Niemców celu, jakim było „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Jak wynika z niemieckich akt sądowych, niektórzy z poprzednio wspomnianych szmalcowników i szantażystów byli równocześnie tłumaczami i konfidentami policji niemieckiej. W tych przypadkach nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z kolaborantami w najczystszej postaci. W innych, bez porównania liczniejszych wypadkach, pewności takiej mieć nie można. Ż jednej strony szantażyści działali w oparciu o ustawo-dawstwo hitlerowskie, wpisując się w logikę niemieckich represji i przyczyniając się do pogłębienia atmosfery strachu. Ż drugiej jednak strony, dla wielu szmalcowników polowanie na Żydów nie stało w sprzeczności ze swoiście po-jętym patriotyzmem. Żydzi, pomimo że obywatele polscy, przez szerokie rzesze polskiego społeczeństwa uważani by-li za element obcy, znajdujący się poza sferą wzajemnych zobowiązań. Ż punktu widzenia ludzi wychowanych w antysemickiej atmosferze i utwierdzonych w swych przekonaniach przez lata okupacji hitlerowskiej, ściganie i szantażowanie Żydów nie musiało wcale być tożsame z kolaboracją. Wręcz przeciwnie, niektórzy byli szmalcownicy kontynuowali polowanie na Żydów nawet podczas Powstania Warszawskiego, równocześnie walcząc z Niemcami (1).</p>
<p>&#8212;&#8211;</p>
<p>(1) Zob. A. Żbikowski, posłowie do książki: S. Willenberg, Bunt w Treblince, Warszawa 1983. Obszerne omówienie tego zagadnienia (włączając opis głośnej masakry Żydów ukrywających się przy ulicy Prostej 4) znaleźć można również w książce G. S. Paulssona Secret City, op. cit., s. 173—183. Natomiast szersze omówienie problemu kolaboracji i współpracy z Niemcami znajduje się w książce J. T. Grossa Polish Society Under German Occupation. The Generalgouvernement, 1939—1944 Princeton 1979.</p>
<p>128</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Szmalcownictwo jest jednym z wielu zagadnień okresu okupacji, które nie doczekało się dotąd własnego opracowania. Niniejsza praca nie rości sobie też pretensji do wy-czerpania tematu. Wciąż nie dość zbadane zasoby polskich i zagranicznych archiwów, rosnące zainteresowanie młodego pokolenia polskich historyków tematami po-przednio omijanymi z dala oraz zwiększający się dystans wobec tragedii lat 1939—1945 sprzyjają śmielszemu podejściu do drażliwych zagadnień w historii najnowszej. Niestety, w dalszym ciągu wśród części polskiej opinii publicznej panuje przekonanie, że tematy nieomawiane zanikną same z siebie. Nic bardziej błędnego. W cieniu przemilczeń rodzić się mogą jedynie uprzedzenia i kompleksy maskowane fałszywie pojętą troską o „obronę dobrego imienia narodu polskiego”. W jednym ze swych wierszy Antoni Słonimski pisał: „zbrodnia nie nazwana jest jak trucizna utajona w winie”. Jedynie pełne i otwarte wystawienie na światło dzienne całej gamy ludzkich zachowań i reakcji z czasów okupacji umożliwi nam zrozumienie po-staw Polaków w tym tragicznym okresie. Dalsze przemilczanie tej części wspólnej przeszłości może jedynie pogłębić kompleksy i zaostrzyć wzajemne zarzuty, których ofiarą jest do dziś dnia kulejący dialog polsko-żydowski.</p>
<p>Wizerunek szmalcowników wyłaniający się z akt niemieckiej prokuratury w Warszawie z jednej strony po-twierdza obserwacje naocznych świadków, a z drugiej — wnosi nieco nowych elementów. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zorganizowany charakter gangów szmalcowniczych i na ich „międzyetniczny” profil. Do jednego gangu potrafili należeć Polacy, Niemcy i Żydzi. Ważny jest też skład społeczny „szmalcowniczego cechu” — zawodowi kryminaliści stanowią w nim zdecydowaną mniejszość. Przeważają ludzie, którzy — aby użyć sformułowania Ringelbluma — uznali Żydów za „umarłych na urlopie”, czyli ludzi, którzy tak czy inaczej skazani są na śmierć. A skoro mają umrzeć, to dlaczego mieliby zabierać ze sobą niepotrzebne im już dobra doczesne? Pamiętać też</p>
<p>129</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>trzeba o bardzo wczesnym pojawieniu się szajek szantaży-stów, gdyż pierwsze rozprawy trafiły na wokandę sądów warszawskich już zimą 1939/1940. Szantażyści i szmalcownicy to ludzie w większości dorośli, liczący na szybki zarobek połączony z niewielkim ryzykiem. Kary — jeżeli już o nich mowa spadają na szantażystów zazwyczaj w wyniku akcji policji i sądów niemieckich, niechętnie patrzących na ludzi podających się za funkcjonariuszy gestapo oraz próbujących wciągnąć w wymuszenia członków Wehrmachtu oraz policji. Reakcja państwa podziemnego oraz ludności na działalność szmalcowników była dość obojętna. Obojętność ta zrodziła się nie tylko ze strachu przed odwetem okupanta, ale wiązała się również z postępującym wykluczeniem Żydów poza nawias wspólnoty obywatelskiej. Proces ten, którego początki można prze-śledzić już przed wojną, podczas okupacji stał się cechą życia codziennego. Na tym tle zaistniały występujące na masową skalę rabunki mienia żydowskiego. Ten typ za-chowań i działań nie mieści się w przyjętej w tej pracy definicji szmalcownictwa, choć pozostaje z nim w ścisłym związku. Mowa tu o bezprecedensowym (i po części sankcjonowanym przez hitlerowskie przepisy) przewłaszczeniu majątku żydowskiego przez ludność polską. Problem ten jest o tyle nabrzmiały, że dotyczy dużej liczby ludzi i — choć nieraz wartość przywłaszczonych dóbr była niewielka — wpływa na powstanie poczucia winy wobec obrabowanych. A uczucie to —jak wiadomo — często przeistaczać się może w niechęć i agresję wobec ofiar.</p>
<p>Ludność okupowanej Warszawy widziana w świetle dokumentów niemieckich przedstawia obraz mniej monolityczny, niż wynikałoby to z większości powojennych opracowań. Trudno zresztą oczekiwać, żeby miliony ludzi zajmowały jednakowo nieprzejednane stanowisko wobec niemieckiego okupanta. Obraz taki w sposób oczywisty opierać się musi na przekłamaniu i na fałszu. Krańcowo trudne warunki panujące w okupowanej Polsce sprzyjały powstawaniu i utrwalaniu postaw skrajnych.</p>
<p>130</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Obok ludzi zaangażowanych czynnie w walkę z Niemca-mi, pojawiła się szeroka gama postaw obojętnych, należących – żeby odwołać się do sformułowania delegata rządu – do „Warszawy Kowalskich”. A w cieniu obojętności „Kowalskich” szmalcownicy i szantażyści rozwinęli bujną działalność.</p>
<p>131</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p><strong>Strona bez numeru, pusta</strong></p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Bibliografia</p>
<p>Materiały archiwalne</p>
<p>Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy</p>
<p>(AMSW), zespół Amt des Gouverneurs des Distrikts Warschau.</p>
<p>Der SS-und Polizeiführer, 1939—1944.</p>
<p>AMSW, Zespól Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau).</p>
<p>AMSW, Prokuratura przy Sądzie Specjalnym w Warszawie,</p>
<p>Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau (SSW).</p>
<p>AMSW Sąd Niemiecki w Warszawie: Deutsches Gericht in Warschau (DGW).</p>
<p>Instytut Pamięci Narodowej,</p>
<p>Warszawa (IPN-Warszawa), zespól 148, Gestapo Ciechanów (Geheime Staatspolizei Zichenau).</p>
<p>IPN Łódź,</p>
<p>Zespół 1—Gestapo Łódź (Geheime Staatspolizei, Litzmannstadt).</p>
<p>Archiwum Państwowe w Siedlcach (APS),</p>
<p>Zespół Urzędu Sędziego Śledczego,</p>
<p>Archiwum Polskiej Akademii Nauk (APAN),</p>
<p>Zapiski profesora Stanisława Srokowskiego, wrzesień 1939—sierpień 1944.</p>
<p>Biblioteka Narodowa, dział rękopisów</p>
<p>Adam Chętnik, Pod niemiecko-hitlerowskim obuchem, rkps sygn. III 7925.</p>
<p>Franciszek Wyszyński, Dziennik 1941-1944, akcesja 7505 I—II.</p>
<p>Prasa</p>
<p>„Nowy Kurier Warszawski” (NKW).</p>
<p>„Warschauer Zeitung”.</p>
<p>„Biuletyn Informacyjny” (BI).</p>
<p>Pamiętniki, kroniki i opracowania źródłowe</p>
<p>Armia Krajowa w Dokumentach, Londyn 1971.</p>
<p>Dimant Ita, Moja cząstka życia, Warszawa 2001.</p>
<p>Guz Leon, Targowa 64. Dziennik 27 7 1943 -11 IX 1944, Warszawa 2001.</p>
<p>Jankowski Stanisław, „Agaton”, Z fałszywym Ausweisem w prawdziwej Warszawie, 1988, 2 tomy.</p>
<p>133</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Klukowski Zygmunt, Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny, Lublin 1958.</p>
<p>Landau Ludwik, Kronika lat wojny i okupacji, Warszawa 1962, 3 tomy.</p>
<p>Ringelblum Emanuel, Kronika Getta Warszawskiego, wrzesień 1939 — styczeń 1943, Warszawa 1983.</p>
<p>Szerszewska Helena, Krzyż i mezuza, Warszawa 1993.</p>
<p>Temkin-Bermanowa Basia, Dziennik z Podziemia, Warszawa 2000.</p>
<p>Opracowania naukowe</p>
<p>Ainsztein Reuben, Jewish Resistance in Nazi-Occupied Eastern Europe, London 1974.</p>
<p>Baranowski Włodzimierz, Administracja okupacyjna w Gen. Gubernatorstwie, Londyn 1942.</p>
<p>Bartoszewski Władysław, 1859 dni Warszawy, Warszawa 1967. Bartoszewski Władysław, Warszawski pierścień śmierci, 1939—1944, Warszawa 1967.</p>
<p>Berliére Jean-Marc, Les Policiers francais sous l&#8217;Occupation, Paris 2001.</p>
<p>Biernacki Stanisław, Okupant a polski ruch oporu. Władze hitlerowskie w walce z ruchem oporu w dystrykcie warszawskim, 1939—1944, Warszawa 1989.</p>
<p>Cała Alina, Węgrzynek Hanna, Zalewska Gabriela, Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, Warszawa 1999. Cymet David, Polish State Antisemitism as a Major Force Leading to the Holocaust, „Journal of Genocide</p>
<p>Research”, 1, June 1999.</p>
<p>Drozdowski Marian Marek, Polska Walcząca wobec powstania w getcie warszawskim, Warszawa 2003.</p>
<p>Engelking Barbara, Zagłada i pamięć. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje opisane na podstawie relacji autobiograficznych, Warszawa 1994.</p>
<p>Engelking Barbara, Leociak Jacek, Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście, Warszawa 2002.</p>
<p>Engelking Barbara, Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach 1940-1941, Warszawa 2003.</p>
<p>Fishman Sarah, Downs Laura Lee, Sinanogui Ioannis, Smith Leonard V. (wyd.). France at War: Vichy and the Historians, New York 2000.</p>
<p>134</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Getter Marek, Zarys organizacji policji niemieckiej w Warszawie i dystrykcie w latach 1939—1945, „Rocznik Warszawski” t. VI, 1966.</p>
<p>Głowiński Tomasz, O Nowy Porządek europejski. Ewolucja hitlerowskiej propagandy politycznej wobec Polaków w Generalnym Gubernatorstwie, 1939—1945. Wrocław 2000.</p>
<p>Gross Jan Tomasz, Polish Society Under German Occupation. The Generalgouvernement, 1939-1944, Princeton University Press 1979.</p>
<p>Gross Jan Tomasz, Upiorna Dekada Trzy eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców i Komunistów, 1939&#8211;1949, Kraków 2001.</p>
<p>Gutman Israel, Żydzi warszawscy 1939—1943, Warszawa 1993. Gutman Israel, Krakowski Shmuel, Unequal Victims. Poles and Jews (luring World War Two, New York 1986.</p>
<p>Hempel Adam, Pogrobowcy klęski. Rzecz o policji „granatowej” w Generalnym Gubernatorstwie 1939—1945, Warszawa 1990.</p>
<p>Hirszfeld Ludwik, Historia jednego życia, Warszawa 1946.</p>
<p>Kersten Krystyna, Szarota Tomasz (wyd.), Wieś polska 1939-1948, Warszawa 1967.</p>
<p>Gondek Leszek, Polska karząca, 1939—1945, Warszawa 1988.</p>
<p>Grabowski Jan, Grabowski Zbigniew R., Germans in the Eyes of the Gestapo, Ciechanów District, 1939—1945,</p>
<p>„Contemporary European History” 2004, nr 13(1).</p>
<p>Holman Valerie, Kelly Debra, Jackson Julian (wyd.) France: The Dark Years 1940-1944, New York 2001.</p>
<p>Kitson Simon, From Enthusiasm To Disenchantment: The French Police and the Vichy Regime, 1940—1944, „Contemporary European History” 2002, nr 11(3).</p>
<p>van Liempt Ad, Kopgeld. Nederlandse premiejagers op zoek naar joden, 1943, Uitgeverij Balans 2002.</p>
<p>Madajczyk Czesław, Polityka Trzeciej Rzeszy w okupowanej Polsce, Warszawa 1970.</p>
<p>Passenstein Michał, Szmugiel w Getcie warszawskim, „Biuletyn ŻIH” 1958, nr 26.</p>
<p>Paulsson Gunnar S., Secret City. The Hidden Jews of Warsaw; 1940-1945, Yale 2002.</p>
<p>Prekerowa Teresa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942—1945, Warszawa 1982.</p>
<p>Radziłowski John, Ejszyszki Revisited, 1939-1945, „Polin: Studies in Polish Jewry” 2002, nr 15.</p>
<p>Rayski Adam, Le choix des Juifs sous Vichy. Entre soumission et résistance, Paris 1992.</p>
<p>135</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Ringelblum Emanuel, Stosunki polsko—żydowskie w czasie drugiej wojny światowej, Warszawa 1988.</p>
<p>Rodek Anita, „Tzw. szmalcownicy — Warszawa i okolice (1940-1944)”, Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego, 2002.</p>
<p>Rybicki Józef Roman, Notatki Szefa warszawskiego Kedywu, Warszawa 2001.</p>
<p>Szapiro Paweł, Wojna niemiecko-żydowska, Warszawa 1989. Szarota Tomasz, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Warszawa 1978.</p>
<p>Szarota Tomasz, Życie codzienne w stolicach okupowanej Europy, Warszawa 1995.</p>
<p>Szarota Tomasz, U progu Zagłady. Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie, Warszawa 2000. Strzembosz Tomasz (wyd.), Problemy bandytyzmu w okupowanej Polsce w latach 1939—1947, Warszawa 2003.</p>
<p>Sworzeń Marian, Sędziowie w podbitym kraju, „Zeszyty Historyczne” 1999, nr 128.</p>
<p>Tokayer Marvin, The Fugu Plan: The Untold Story of the Japanese and the Jews During World War II, New York 1979.</p>
<p>Tusk-Scheinwechslerowa Franciszka, Cena jednego życia, „Biuletyn ŻIH” 1960, t. 33.</p>
<p>Taylor Lynne, Between Resistance and Collaboration: Popular Protest in Northern France 1940—45, New York 2000. Wanat Leon, Za murami Pawiaka, Warszawa 1960. Weinstock Micheline i Nathan, Khurbm Varshe.</p>
<p>„L´anéantissement de la Varsovie juive” par Yehoshua Perle, „Revue d&#8217;Histoire de la Shoah” 1998.</p>
<p>Wróblewski K. A., Być Żydem. Rozmowa z Dagiem Halvorsenem o Żydach i antysemityzmie Polaków, Warszawa 1992.</p>
<p>Wüllenweber Hans, Sondergerichte im Dritten Reich. Veigessene Verbrechen der Justiz, Frankfurt am Main 1990.</p>
<p>Żbikowski Andrzej, Pogromy i mordy ludności żydowskiej w Łomżyńskiem i na Białostocczyźnie latem 1941 roku w świetle relacji ocalałych Żydów i dokumentów sądowych, w: Paweł Machcewicz i Krzysztof Persak (red.                       ), Wokół</p>
<p>Jedwabnego, Warszawa 2002.</p>
<p>Żbikowski Andrzej, Posłowie do książki S. Willenberg, Bunt w Treblince, Warszawa 1993.</p>
<p>136</p>
<p>________________________________________________________________________________________</p>
<p>Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii PAN</p>
<p>00-330 Warszawa, ul. Nowy  Swiat 72, tel. 657-28-97</p>
<p>Wydanie I. Obj. 6,0 ark. wyd., 8,5 ark. druk.</p>
<p>Druk: Pracownia Wydawnicza Andrzej Zabrowarny</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/antykatoendek007.wordpress.com/28/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/antykatoendek007.wordpress.com/28/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=28&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/20/ja-tego-zyda-znam-szantazowanie-zydow-w-warszawie-1939-1943/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/74b4dafaf7b16958c7708381b5756670?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">antykatoendek007</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szmalcownicy wyrośli na obojętności Polaków</title>
		<link>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/20/16/</link>
		<comments>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/20/16/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Mar 2011 14:01:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>antykatoendek007</dc:creator>
				<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[szmalcownictwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://antykatoendek007.wordpress.com/?p=16</guid>
		<description><![CDATA[http://www.polskatimes.pl/opinie/123738,szmalcownicy-wyrosli-na-obojetnosci-polakow,id,t.html Szmalcownicy wyrośli na obojętności Polaków rozmawia Anna Gwozdowska z Janem Grabowskim 2009-05-29 23:27:09, aktualizacja: 2009-05-31 19:22:38 W okupacyjnej Warszawie solidarność społeczna się nie załamała i uratowano tysiące Żydów, ale nie da się tego powiedzieć o reszcie Generalnej Guberni &#8211; przekonuje autor książki &#8221;Ja tego Żyda znam&#8221; Jan Grabowski w rozmowie z Anną Gwozdowską P: [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=16&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.polskatimes.pl/opinie/123738,szmalcownicy-wyrosli-na-obojetnosci-polakow,id,t.html">http://www.polskatimes.pl/opinie/123738,szmalcownicy-wyrosli-na-obojetnosci-polakow,id,t.html</a></p>
<p><span style="color:#ff0000;">Szmalcownicy wyrośli na obojętności Polaków</span></p>
<p>rozmawia Anna Gwozdowska z Janem Grabowskim</p>
<p><strong>2009-05-29</strong> 23:27:09, aktualizacja: 2009-05-31 19:22:38</p>
<p>W okupacyjnej Warszawie solidarność społeczna się nie załamała i uratowano tysiące Żydów, ale nie da się tego powiedzieć o reszcie Generalnej Guberni &#8211; przekonuje autor książki &#8221;Ja tego Żyda znam&#8221; <strong>Jan Grabowski</strong> w rozmowie z Anną Gwozdowską</p>
<p>P: Napisal Pan, ze gdyby zasadzic drzewka symbolizujace <strong>szmalcowników</strong></p>
<p>wydajacych w czasie okupacji za pieniadze Zydów, wyróslby caly las. <strong>Jaka byla skala tego zjawiska?</strong></p>
<p>O: To co nazywamy szmalcownictwem, to <strong>wierzchołek</strong>, <strong>może nie góry lodowej, ale sporej kry</strong>.</p>
<p><strong>Szmalcownicy byli widoczni, było ich wielu</strong>.</p>
<p>Sprawozdania żydowskie, niemieckie i</p>
<p><strong>raporty Armii Krajowej nie pozostawiają wątpliwości</strong>.</p>
<p>Ale <strong>dopiero teraz badacze dochodzą do wniosku, że zezwierzęcenie, które prowadziło do szantażowania, czy wręcz mordowania, Żydów, było </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> zjawiskiem dużo bardziej, niż się przedtem sądziło, rozpowszechnionym</strong>.</p>
<p>P: Czy historycy opierają się na jakichś twardych danych?</p>
<p>O: Przegląd dokumentacji niemieckiej żandarmerii, sądów wojennych, plus powojennych polskich dochodzeń pokazuje, że <strong>grube tysiące Żydów padły ofiarą najpierw szantażu</strong>, próby wydobycia od nich pieniędzy, potem donosu, a wreszcie zostały wydane w ręce Niemców, czasem nawet mordowane.</p>
<p>P: <strong>Ale jaka była skala szmalcownictwa?</strong></p>
<p>Wielu badaczy sądzi, że było to zjawisko marginalne.</p>
<p>O: Nigdy nie będziemy mieli pełnej listy nazwisk szmalcowników. To co możemy dziś zrobić, to przeprowadzić coś, co nazywam <strong>triangulacją pamięci</strong>. Posłużyć się <strong>raportami niemieckiej żandarmerii, relacjami żydowskich ocaleńców i </strong>wreszcie <strong>pamięcią Polaków, zresztą bardzo niekompletną</strong>.</p>
<p>Zestawiając te trzy pamięci, dochodzimy do wniosku, że</p>
<p><strong> 90-95 proc. tzw. wpadek ukrywających się Żydów, po likwidacjach gett, </strong></p>
<p><strong> było konsekwencją donosów składanych przez Polaków, czy wręcz </strong></p>
<p><strong> oddawania ich w niemieckie ręce</strong><strong> albo w ręce polskiej policji granatowej. </strong></p>
<p><strong>Życie żydowskie w oczach bardzo wielu Polaków nie miało wtedy żadnej wartości</strong> i dlatego tak niebezpiecznie było ich ukrywać. Dlatego też tym większy szacunek powinniśmy żywić do tych Polaków, którzy jednak ryzykowali.</p>
<p>P: Jeśli tak powszechnie wydawano Żydów, to dlaczego Niemcy zdecydowali się na karanie śmiercią nawet za próbę nakarmienia Polaków narodowości żydowskiej?</p>
<p>O: Od 1941 roku nastąpiło zaostrzenie penalizacji w niemieckim prawodawstwie. Dlatego liczba czynów, za którą groziła w okupowanej Polsce kara śmierci, jest niebywała.</p>
<p><strong>Umrzeć można było nawet za niekolczykowanie świń, nielegalny ubój </strong></p>
<p><strong> czy za jazdę bez przepustki</strong>.</p>
<p>P: <strong>Czy gdzieś jeszcze poza Polską, ale w Europie Zachodniej, groziła kara śmierci za ukrywanie Żydów?</strong></p>
<p>O: Nie, ale można to dość</p>
<p><strong>łatwo wyjaśnić</strong>.</p>
<p>Żydzi mieszkali przede wszystkim w naszej części Europy. Około 10 proc. ludności żydowskiej uciekała z gett. Mówimy o setkach tysięcy ludzi, którzy usiłowali się w ten sposób ratować.</p>
<p><strong>Niemcy nie mieli tego problemu w Europie Zachodniej</strong>, choćby w Holandii.</p>
<p>Dlatego właśnie w Polsce karali śmiercią, żeby zapobiec ucieczkom, np. w tereny wiejskie czy na stronę aryjską w miastach. Ale pamiętajmy, że</p>
<p><strong>Niemcy stosowali w Polsce nie tylko politykę kija, a także marchewki</strong>.</p>
<p>Wprowadzali częściową</p>
<p><strong>amnestię dla Polaków, którzy decydowali się z własnej woli wydać ukrywanych Żydów</strong>.</p>
<p><strong> Kara śmierci nie była więc natychmiastowa, automatyczna. </strong></p>
<p>Z moich badań wynika, że</p>
<p><strong> była często kwestią przypadku. </strong></p>
<p>P: Wymordowanie całej <strong>rodziny Ulmów</strong>, która ukrywała ośmiu Żydów, nie było chyba przypadkiem?</p>
<p>O: Oczywiście, że nie. <strong>Zdarzały się takie straszne wyroki śmierci</strong>. Zresztą nikt, kto przechowywał Żydów, nie znał dnia ani godziny. Poświęcenie wielu Polaków w obronie Żydów było niezaprzeczalne i ogromne. Sądzę jednak, że czasem ta kara śmierci nie była automatyczna.</p>
<p>P: Gdyby zjawisko szmalcownictwa było &#8211; tak jak Pan mówi &#8211; powszechne, Niemcy &#8221;poradziliby&#8221; sobie z kwestią żydowską o wiele szybciej.</p>
<p>O: Nie sądzę, bo <strong>skala zbrodni, którą Niemcy musieli popełnić, była gigantyczna</strong>. Poza tym <strong>w Polsce od lipca 1942 roku wszyscy doskonale wiedzieli, co się dzieje z Żydami</strong>. Polscy Żydzi, kiedy przyjeżdżali do obozów zagłady, zdawali sobie sprawę z tego, co ich czeka. Stąd próby buntów w gettach czy nawet na stacjach kolejowych. Natomiast np. <strong>Żydzi holenderscy do końca łudzili się, że jadą do pracy</strong>.</p>
<p>P: A <strong>dlaczego tak wielu Żydów udało się przechować w Warszawie? Gunnar Paulsson</strong>, autor książki &#8221;Utajone miasto&#8221;, uważa, że w stolicy ukrywało się około <strong>20 tysięcy</strong> osób pochodzenia żydowskiego, które tworzyły podziemne miasto.</p>
<p>O: Rzeczywiście, jeżeli gdzieś można się było w okupowanej Polsce <strong>skutecznie ukryć</strong>, to właśnie w Warszawie. To było <strong>jedyne wielkie miasto</strong> w przedwojennej Polsce. Tam <strong>można było żyć anonimowo</strong>. Nie wiemy niestety, bo <strong>nie zachowały się żadne relacje, ilu warszawskich Żydów wydano</strong>. Natomiast niewątpliwie, w stolicy Polski znajdowały się oazy bezpieczeństwa, gdzie solidarność społeczna się nie załamała, wbrew istnieniu szmalcowników. Przypuszczam, że <strong>dzięki wyjątkowemu charakterowi mieszkańców niektóre dzielnice Warszawy, np. &#8221;czerwony Żoliborz&#8221;</strong> były przykładem tych wartości, które gdzie indziej okupacja niszczyła.</p>
<p>W każdym razie</p>
<p><strong> przekładanie warszawskich statystyk</strong> dotyczących ratowania Żydów</p>
<p>na resztę Generalnej Guberni byłoby <strong>historycznie nieuzasadnione</strong>.</p>
<p>P: <strong>Jak reagowało na szmalcowników Polskie Państwo Podziemne? </strong></p>
<p>O: <strong>Zaczęło się w ogóle interesować sprawą szmalcownictwa późną jesienią 1942 roku</strong>.</p>
<p><strong>Pierwsze</strong>, zresztą <strong>nieliczne, wyroki</strong> zaczęły być wykonywane <strong>zimą 1943</strong> roku.</p>
<p>Problem eksterminacji Żydów nie był w oczach podziemia sprawą kluczową. Uznano bowiem, że można jej zapobiec tylko dzięki pobiciu Niemców. Wszelkie próby indywidualnego ujmowania się za Żydami spowodują, że wzmoże się niemiecka propaganda głosząca, że trwa wojna żydowska. Z moich badań wynika, że</p>
<p><strong>za samo szmalcownictwo kula w głowę nie czekała</strong>.</p>
<p><strong>Wyrok śmierci wiązał się dopiero ze współpracą</strong> na rzecz Niemców</p>
<p><strong>przeciwko podziemiu</strong>.</p>
<p>Zdarzało się na przykład, że szmalcownicy łączyli wydawanie Żydów z szantażowaniem ludzi podziemia.</p>
<p>P: Trudno uwierzyć, że w warunkach okupacji, kiedy także Polacy byli narażeni na terror i śmierć,</p>
<p><strong> ludzie, którzy ukrywali Żydów, bali się bardziej Polaków niż Niemców</strong>.</p>
<p>O: Ale tak było. Ludzie ukrywający Żydów najbardziej bali się sąsiadów, a w drugiej kolejności Niemców. Okupanci nie mieli przecież pojęcia, gdzie tych Żydów szukać.</p>
<p><strong> P: Szmalcownicy to nie był margines?</strong></p>
<p>Zakłada się, że przed wojną w Polsce mieszkało 3 miliony 300 tysięcy Żydów.</p>
<p><strong>Pod władzą niemiecką</strong> znalazło się <strong>niecałe 3 miliony</strong> osób narodowości żydowskiej.</p>
<p><strong>Po wojnie</strong> zameldowało się w Polsce około <strong>300 tysięcy Żydów, z tego około 40 tysięcy ocalało na terenach okupowanych przez Niemców</strong>. Pozostali wrócili z Rosji.</p>
<p><strong> Co się więc stało z tymi ludźmi, którzy próbowali uciekać z gett i pociągów </strong></p>
<p><strong> jadących do obozów śmierci, a </strong></p>
<p><strong> przyjmuje się, że było to około 10 proc</strong>. wyłapanych przez Niemców Żydów?</p>
<p>P: Według Gunnara Paulssona, jednego Żyda musiało kryć 10 i więcej osób. Tymczasem, żeby wydać nawet dużą grupę uciekających Żydów, potrzebna była tylko jedna osoba. W Warszawie mieszkało milion osób, a szmalcowników kilka tysięcy. Trudno więc uznać zjawisko szmalcownictwa za powszechne.</p>
<p>O: <strong>Szmalcownicy wyrastali na obojętności pozostałych Polaków</strong>.</p>
<p><strong>Gdyby nie było przyzwolenia społecznego, to zjawisko by nie zaistniało</strong>.</p>
<p><strong>Gros szmalcowników to byli ludzie z przypadku</strong>. Nie byli zawodowymi kryminalistami. Okazja otworzyła im drogę do niecnej kariery. Może było ich stosunkowo niewielu w porównaniu np. do populacji stolicy, ale</p>
<p><strong>ich wpływ był na innych paraliżujący</strong>.</p>
<p><strong>Wielu Polaków zamknęło drzwi przed Żydami ze strachu przed szmalcownikami</strong>.</p>
<p>P: Wydaje mi się, że posługuje się Pan uogólnieniami. Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że po wojnie istniało przyzwolenie na wymordowanie tysięcy żołnierzy podziemia. Polska znajdowała się w czasie wojny pod niemiecką okupacją!</p>
<p>O: Jednak los Żydów był szczególnie koszmarny, bo <strong>ich życie w oczach bardzo wielu Polaków nie było warte obrony</strong>.</p>
<p>Oczywiście nie wszyscy donosili na Żydów, ale <strong>na tle obojętności wyrastały postawy ekstremalne. </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> Ludzie odwracali oczy i ułatwiali szmalcownikom życie</strong>.</p>
<p>Mimo że istniało wszechpotężne państwo podziemne,</p>
<p>wydanie Żydów nie było traktowane tak samo, jak na przykład</p>
<p>zadenuncjowanie AK-owskiej radiostacji.</p>
<p><strong> Wydawanie Żydów w oczach części polskiego społeczeństwa </strong></p>
<p><strong> nie było uznawane za kolaborację z Niemcami. </strong></p>
<p>Jan Grabowski, historyk Holokaustu, profesor na wydziale historii University of Ottawa (Kanada), autor książki &#8221;Ja tego Żyda znam. Szantażowanie Żydów w Warszawie&#8221;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/antykatoendek007.wordpress.com/16/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/antykatoendek007.wordpress.com/16/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=16&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/20/16/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/74b4dafaf7b16958c7708381b5756670?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">antykatoendek007</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Szmalcownicy Warszawscy, 1939-1942</title>
		<link>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/17/6/</link>
		<comments>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/17/6/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 Mar 2011 23:01:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>antykatoendek007</dc:creator>
				<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[szmalcownictwo]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Grabowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://antykatoendek007.wordpress.com/?p=6</guid>
		<description><![CDATA[SZMALCOWNICY WARSZAWSCY, 1939-1942 Zeszyty Historyczne, Instytut literacki, Paryz, marzec 2003. Zeszyt sto czterdziesty trzeci Redakcja Biblioteka &#8221;Kultury&#8221;, tom 522 ISSN 0406-0393 ISBN 2-7168-0190-8 Strony 85 &#8211; 117 _______________________________________________________________________________________ DOKUMENTY Jan Grabowski SZMALCOWNICY WARSZAWSCY, 1939-1942* Stosunki polsko-żydowskie należą do najbardziej drażliwych tematów w najnowszej historii Polski. Pomimo ogromnych zmian, jakie zaszły w świadomości Polaków w ciągu [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=6&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color:#ff0000;"><strong>SZMALCOWNICY WARSZAWSCY, 1939-1942</strong></span></p>
<p><strong>Zeszyty Historyczne, Instytut literacki,</strong></p>
<p><strong>Paryz, marzec 2003.</strong></p>
<p>Zeszyt sto czterdziesty trzeci</p>
<p>Redakcja</p>
<p>Biblioteka &#8221;Kultury&#8221;, tom 522</p>
<p>ISSN 0406-0393</p>
<p>ISBN 2-7168-0190-8</p>
<h2>Strony 85 &#8211; 117</h2>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>_______________________________________________________________________________________</strong></p>
<h3>DOKUMENTY</h3>
<p>Jan Grabowski</p>
<p><strong>SZMALCOWNICY WARSZAWSCY, 1939-1942*</strong></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p>Stosunki polsko-żydowskie należą do najbardziej drażliwych tematów w najnowszej historii Polski. Pomimo ogromnych zmian, jakie zaszły w świadomości Polaków w ciągu ostatnich lat, negatywne stereotypy (tak z jednej, jak i z drugiej strony) nadal cieszą się niepokojącą popularnością. Próby spojrzenia na mniej znane, a co bardziej kontrowersyjne aspekty polsko-żydowskiej koegzystencji lat wojny i okupacji budzą szczególne emocje. Szmalcownictwo należy do tematów, które polscy historycy jak dotąd obchodzili szerokim łukiem[1]&#8216;. Nieobecne w piśmiennictwie naukowym zjawisko szmalcownictwa doczekało się jednak stosunkowo licznych</p>
<p>_____</p>
<p>* Chciałbym wyrazić gorące podziękowanie dr Barbarze Engelking-Boni oraz Andrzejowi Lifschesowi za wnikliwą lekturę pierwszych wersji poniższego tekstu i za pomocne sugestie i komentarze. Za pozostałe błędy pełną odpowiedzialność ponosi autor. Pragnę również podziękować pracownikom Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy oraz pracownikom Sekcji Rękopisów Biblioteki Narodowej, którzy umożliwili mi zrozumienie budowy zespołów oraz okazali wielką pomoc w konsultacji materiałów. Praca ta jest częścią większego, znajdującego się w przygotowaniu studium, poświęconego marginesowi społecznemu okupowanej Warszawy.</p>
<p>[1]. Do prac naukowych, w których wspomniano (choć pobieżnie) problem szmalcownictwa, należą książki Tomasza Szaroty: „Okupowanej Warszawy dzień powszedni&#8221;, Warszawa 1978, „Życie codzienne w stolicach okupowanej Europy&#8221;, Warszawa 1995 oraz niedawno wydana praca „U progu Zagłady. Zajęcia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie&#8221;, Warszawa 2000.</p>
<p>Str 85</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>wzmianek w literaturze pamiętnikarskiej dotyczącej okresu wojny. Co więcej, jeżeli sądzić po publikowanych w prasie artykułach dotyczących sytuacji cudzoziemców przebywających nielegalnie w Polsce, określenie „szmalcownik&#8221; miałoby swoje <em>raison d&#8217;etre</em> również i we współczesnej polszczyźnie.</p>
<p>Mimo to, na próżno byśmy jednak szukali tego słowa w 13-tomowej encyklopedii wydanej w latach 60-tych. Hasła tego nie znajdziemy również w stosunkowo niedawno wydanej 6-tomowej encyklopedii PWN. „Słownik języka polskiego&#8221; Mieczysława Szymczaka zachowuje na ten temu podobną powściągliwość. Podobnie „Leksykon PWN&#8221;, „Słownik ortograficzny języka polskiego&#8221; oraz „Popularny słownik języka polskiego&#8221;. Jedynie ze słownika Doroszewskiego możemy się dowiedzieć, że „szmalcem nazywano za okupacji hitlerowskiej okup wymuszany na kimś, zwykle na Żydach, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce Gestapo&#8221;. Natomiast szmalcownikiem był ten, kto „wymuszał na kimś okup, zwykle na Żydzie, pod groźbą zadenuncjowania, wydania w ręce Gestapo &#8221;[2]. Powyższe zestawienie skłania do dwóch wstępnych obserwacji. Fakt, iż powstała potrzeba wynalezienia odrębnego słowa na określenie ludzi zajmujących się zawodowo szantażowaniem Żydów, zdaje się świadczyć o niebagatelnych rozmiarach tego zjawiska. Z kolei milczenie, jakim szmalcownictwo otoczone jest w polskich encyklopediach, świadczyć może (choć nie musi) o głębi skojarzonego z nim wstydu i zażenowania. Obok szmalcownictwa rozumianego jako żądanie okupu w artykule zwrócimy również uwagę na bandytów, dokonujących napadów i rabujących Żydów, grożąc ofiarom wydaniem w ręce okupanta, bądź też podając się za agentów Gestapo.</p>
<p>Historykowi szukającemu odpowiedzi na pytania dotyczące szantażowania i denuncjacji Żydów w sukurs przychodzą tzw.. „archiwa represji&#8221;, czyli dokumenty wytworzone przez okupacyjne władze niemieckie[3]. W naszym przypadku chodzi głównie o akta sądów okupowanej Warszawy. Fakt, że</p>
<p>_____</p>
<p>[2]. W. Doroszewski (red.) „Słownik języka polskiego&#8221;, Warszawa 1966.</p>
<p>[3]. W zgodzie z polskimi przepisami o ochronie danych osobowych nazwiska aresztowanych, oskarżonych, podejrzanych, świadków i policjantow zostały zmienione.</p>
<p>Str 86</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Niemcy kierowali oskarżenia przeciwko szantażującym Żydów szmalcownikom może, na pierwszy rzut oka, budzić zdziwienie. W zasadzie tak Niemcy, jak i szmalcownicy żyli w swoistej symbiozie; podczas gdy jedni wyłapywali Żydów z pobudek ideologicznych, drudzy robili to dla pieniędzy. Niemniej przeto, w specyficznych sytuacjach, wytoczenie sprawy karnej nie należało do rzadkości. Sprawy karne o „szmalcownictwo&#8221; trafiały bowiem na wokandę sądu w czterech wypadkach: z racji bezprawnego podawania się za Gestapo, w trakcie szantażowania Polaków błędnie oskarżonych o żydowskie pochodzenie, na skutek podejrzenia o szerzenie korupcji wśród urzędników niemieckich, oraz w o wiele rzadszych wypadkach, kiedy to ze skargą na szantażystów zgłosili się na policję sami Żydzi. Te ostatnie przypadki zdarzały się od czasu do czasu w pierwszym roku okupacji; w latach następnych, w miarę narastania represji antyżydowskich, zanikły zupełnie.</p>
<h4>Podstawa źródłowa i kwestie metodologiczne</h4>
<p>Praca niniejsza oparta jest w dużej mierze na liczącym sobie ponad 5 tys. teczek zespole prokuratury przy warszawskim Sądzie Specjalnym (Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau)[4]. W zespole Sądu Specjalnego odnaleźliśmy 330 teczek związanych z tzw. „sprawami żydowskimi&#8221; (głównie z lat 1939-1941), a wśród nich czterdzieści osiem procesów o wymuszenia (Erpressung), których ofiarą padli warszawscy Żydzi[5]. Sąd Specjalny, mieszczący się z początku przy Nowym Świecie 69, potem na Długiej 7, a jeszcze później przeniesiony do Pałacu Bruhla, zajmował się spra-</p>
<p>_____</p>
<p>[4]. Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy (AMSW), Prokuratura przy Sądzie Specjalnym w Warszawie (1940-44). Staatsanwaltschaft bei dem Sondergericht Warschau, dalej: AMSW, SSW, teczki 1248, 1249, 1250, 1298. Deutsches Gericht Warschau, dalej: AMSW, DGW; Zespół Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau), dalej: AMSW, SGW.</p>
<p>[5]. Poza procesami „szmalcowniczymi&#8221; do spraw „żydowskich&#8221; zaliczyliśmy m.in. dochodzenia o nienoszenie opasek z gwiazdą Dawida, o szmugiel do getta, o łamanie cen ustawowych, o przejęcie mienia żydowskiego i o fałszowanie pieniędzy w getcie.</p>
<p>Str 87</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>wami mającymi związek z łamaniem ustaw specjalnych okresu wojny, wliczając w to przestępstwa gospodarcze. Sondergericht interesował się też sprawami, w które wplątani byli k, obywatele niemieccy (Reichsdeutsche) lub Volksdeutsche. Niemieckie sądy specjalne, powołane do życia wkrótce po zdobyciu władzy przez partię hitlerowską, miały czuwać nad „właściwą&#8221; interpretacją istniejących praw i dbać o to, by „wrogowie Rzeszy Wielkoniemieckiej&#8221; karani byli zgodnie z duchem prawa, a niekoniecznie z jego literą[6].</p>
<p>Prokuratura niemiecka mogła skierować do Sondergerichtu każdą sprawę, którą uznała za zbyt ważną, aby jej rozpatrzenie zostawić polskim sądom grodzkim[7]. Biorąc pod uwagę bezustannie rozszerzany zakres dochodzeń w sprawach o przestępstwa o charakterze gospodarczym (Kriegswirtschafrsverbrechen), na wokandę warszawskiego Sondergerichtu trafiały sprawy dotyczące kłusownictwa, kradzieży węgla ze składów kolejowych, kradzieży prądu (tzw. pajęczarstwa) oraz mnóstwa innych wykroczeń[8]. Wśród tych ostatnich znalazły się dziesiątki spraw dotyczących szantażowania Żydów i napadów na żydowskie mieszkania. Zespół prokuratury zawiera materiały dochodzeniowe przesyłane przez policję granatową i niemiecką do sądu oraz korespondencję z adwokatami i z sędziami. Zespół dopełniają akta Sądu Specjalnego oraz Sądu Niemieckiego (Deutsches Gericht) w Warszawie. O ile niektóre teczki z dwóch ostatnich zespołów były znane polskim historykom, o tyle zespół Prokuratury przy Sądzie Specjalnym</p>
<p>_____</p>
<p>[6]. Uroczyste otwarcie sądów niemieckich w Warszawie nastąpiło 11 kwietnia 1940 r. w asyście generalnego gubernatora Hansa Franka oraz bawiącego z tej okazji w GG ministra Rzeszy Seyss-Inquarta. Podaję za W. Bartoszewskim („1859 dni Warszawy&#8221;). Według Ludwika Landaua, Hansa Franka w Warszawie przy tej okazji nie było; patrz: „Kronika lat wojny i okupacji&#8221;, Warszawa 1962, t. 1, s. 404. Nieco więcej informacji o sądach niemieckich w okupowanej Polsce (choć nie o warszawskim Sondergericht) można zasięgnąć z książki Czesława Madajczyka: „Polityka Trzeciej Rzeszy w okupowanej Polsce&#8221;, Warszawa 1970, t. 2, s. 245-250.</p>
<p>[7]. L. Landau, „Kronika&#8221;&#8230;, t. 1, s. 122.</p>
<p>[8]. Sondergericht rozpatrywał też liczne sprawy przeciw warszawskim prostytutkom, oskarżonym o zarażenie żołnierzy niemieckich chorobami wenerycznymi. Według Sądu Specjalnego, działalność taka groziła gotowości bojowej niemieckich sił zbrojnych i kwalifikowana była jako „umyślne uszkodzenie ciała&#8221;.</p>
<p>Str 88</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>nie był, jak dotąd, przez badaczy wykorzystany. W celu porównania sytuacji warszawskiej z innymi miastami okupowanej Polski sięgnąłem nadto do zespołów archiwalnych ciechanowskiego oraz łódzkiego Gestapo[9].</p>
<p>Akta Staatsanwaltschaft obejmują miasto i dystrykt warszawski. W wyjątkowych jedynie przypadkach, z okazji śledztw w sprawach „odpryskowych&#8221;, treść materiałów rozciąga się na dalsze tereny. Dlatego też wnioski wyciągane na podstawie analizy akt Sądu Specjalnego nie mogą stać się podstawą uogólnień dotyczących całości polskich ziem okupowanych, bądź też całego Generalnego Gubernatorstwa. Praca poniższa i wypływające z niej wnioski odnoszą się do wyłącznie do dystryktu warszawskiego. Żasięg chronologiczny niniejszego studium obejmuje z jednej strony zimę 1939/1940, kiedy to pierwsze sprawy „szmalcownicze&#8221; trafiły na wokandy sądów warszawskich, a z drugiej &#8211; wielką deportację ludności getta do obozów zagłady z lata 1942. O ile w latach 1940-1941 sprawy „żydowskie&#8221; stanowiły prawie 10% zespołu Staatsanwaltschaft, o tyle od jesieni 1942 można je liczyć już tylko na sztuki.</p>
<p>Równie istotna jest kwestia terminologii; w poniższym opracowaniu zwróciliśmy szczególną uwagę na ludzi szantażujących Żydów i na „spokrewnionych&#8221; z nimi rabusiów, terroryzujących ludność żydowską. Równie dobrze można było rozszerzyć zakres badań o ludzi denuncjujących Żydów z poczucia obowiązku, z pobudek ideologicznych bądź osobistych. Ż niejakim wysiłkiem (choć nadal pozostając w zgodzie z definicją Doroszewskiego) można by do grupy szmalcowników dołączyć osobników udających gestapowców i wyłudzających pieniądze od pogrążonych w rozpaczy rodzin aresztowanych bądź wziętych w łapankach „aryjskich&#8221; mieszkańców stolicy[10]</p>
<p>_____</p>
<p>[9]. Instytut Pamięci Narodowej (IPN), zespól 148, Gestapo Ciechanów (Geheime Staatspolizei Zichenau) oraz IPN Łódź, Zespól 1-Gestapo Łódź (Geheime Staatspolizei, Litzmannstadt).</p>
<p>[10]. Tego typu dochodzenia również trafiały do warszawskiego Sondergerichtu. Szmalcownicy żerujący na Polakach obiecywali zwolnienie osób osadzonych w obozach koncentracyjnych lub w obozach pracy. Za swój wysiłek pobierali wynagrodzenie od 400 do 4000 zł. Na uwagę zasługują dochodzenia przeciw Karolowi Nieszporemu (przesłuchanie z dnia 4 kwiet-</p>
<p>Str 89</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Archiwa represji, do jakich niewątpliwie zaliczają się badane zespoły akt sądowo-policyjnych, z samej swojej natury pomniejszają skalę kryminalnych zachowań. Jest to prawdą w wypadku przestępczości pospolitej i jest to jeszcze bardziej widoczne w przypadku afer szmalcowniczych. Na każdego szmalcownika, który stanął przed niemieckim sądem, przypadało wielu takich, którzy nie popełnili błędu przy identyfikacji ofiary, których ofiary nie miały śmiałości zgłosić się na policję, bądź też takich, którzy nie wciągnęli w sferę swojej działalności skorumpowanych urzędników niemieckich[11].</p>
<p>Lęk przed szantażem i przed denuncjacją towarzyszył warszawskim Żydom przez cały okres okupacji. Ukrywających się Żydów można z grubsza podzielić na dwie kategorie: tych którzy „chodzili&#8221;, i tych, którzy chodzić nie mogli. „Chodzący&#8221; Żydzi obdarzeni byli zazwyczaj dobrym wyglądem: jasną karnacją i blond włosami [12]. W getcie przeprowadzano specjalne ankiety i badania, których celem było zidentyfikowanie i opisanie cech, które przesądzały o „żydowskości&#8221; ich posiadacza. Koniec końców stwierdzono, że Żyda można było</p>
<p>_____</p>
<p>nia 1941) oraz Antoniemu-Albertowi Kalembie (19 luty 1942). AMSW, SSG 1750 (1720) i 1537 (1388). Co ciekawe, drugi z oskarżonych istotnie służył w policji pomocniczej i był tłumaczem dla Gestapo, ale władze niemieckie miały mu za złe, że bezprawnie przypiął sobie swastykę (Polacy nie mieli prawa nosić swastyki) oraz równie bezprawnie udawał funkcjonariusza Gestapo.</p>
<p>[11]. W opracowaniu pominęliśmy również bandyckie napady na Żydów, w których motyw „rasowy&#8221; nie został w taki czy inny sposób uwypuklony. Bandytyzm był w końcu plagą dotykającą wszystkich mieszkańców miast i wsi okupowanej Polski. Pominięte zostały również napady na tle rasowym, ale mające raczej cechy pogromu niż próby wymuszenia i szantażu. O nastrojach pogromowych w okupowanej Warszawie wiosną 1940 r. pisał obszernie Tomasz Szarota w książce, „U progu Zagłady&#8230;&#8221;. Przykładem takiej sytuacji jest proces Jerzego Pawlaka, skazanego przez Deutsches Gericht na pięć miesięcy więzienia za to, że „wespół z innymi, w dniu 27 marca 1940, na ul. Rynkowej w Warszawie kradł różne rzeczy wyciągnięte z żydowskich sklepów&#8221;. AMSW, Zespół Sądu niemieckiego (Deutsches Gericht &#8211; DG), teczka 216.</p>
<p>[12]. H. Szereszewska, „Krzyż i Mezuza&#8221;, Warszawa 1993, s. 290, 300301. „Niestety, rozpowszechniła się instytucja «szmalcowników», ludzi pochodzących przeważnie z nizin społecznych, których głównym «zajęciem» była wyszukiwanie ukrywających się Żydów. Za milczenie żądali haraczu. Ludzie płacili, bo co innego mieli robić&#8221;. L. Guz, „Targowa 64. Dziennik 27 1 1943 &#8211; 11 IX 1944&#8243;, Warszawa 2001, s. 162.</p>
<p>Str 90</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>odróżnić na podstawie kształtu nosa, po włosach i po oczach. Najpewniejszym wyróżnikiem w wypadku mężczyzn było, bez wątpienia, stwierdzenie obrzezania. Niebawem w getcie (jak i po aryjskiej stronie) powstał czarny rynek usług chirurgicznych, których celem było „poprawienie&#8221; nosa bądź też rekonstrukcja napletka. W obu wypadkach sukcesy były raczej skromne, gdyż operacje przeprowadzano w prymitywnych warunkach. Nierzadko operacje kończyły się niepowodzeniem lub wręcz okaleczeniem pacjenta[13]. Kobiety farbowały włosy na blond, ale i ten sposób miał swoje wady, gdyż szmalcownicy zaczęli zwracać baczną uwagę na ciemne odrosty. Jednak nawet najbardziej „aryjsko&#8221; wyglądający Żydzi musieli zachować daleko idącą czujność. Równie ważne jak wygląd były specyficzne atrybuty zachowania się na mieście; śmiałe spojrzenie, zdecydowany krok, wyprostowane plecy. Wedle cytowanych przez Emanuela Ringelbluma „ekspertów rasowych&#8221; najtrudniejsze do ukrycia były „żydowskie oczy&#8221;, pełne bólu i smutku. Tymczasem ani na kryjący się w oczach ból, ani na smutek lekarze warszawscy nie znali remediów.</p>
<p>Jakkolwiek bolesne może się to wydawać polskiemu czytelnikowi, dla wielu ukrywających się w Warszawie Żydów poruszanie się po mieście niosło ze sobą wielkie ryzyko dekonspiracji ze strony polskich współobywateli. W oczach przeciętnego Niemca stereotyp Żyda kojarzył się przeważnie z rysunkami z <em>Der Sturmer</em>, a nie ze zasymilowanymi i „normalnie&#8221; ubranymi przechodniami na ulicach Warszawy. Natomiast wielu Polaków potrafiło rozpoznać Żyda na podstawie wieloletniego doświadczenia i bliskich kontaktów[14]. Co gorsza, nie tylko trudniący się tym zawodowo szmalcownicy, ale i zwykli przechodnie wychowani w duchu</p>
<p>antysemityzmu, gotowi byli przyłożyć rękę do zaaresztowania „wroga rasowego&#8221;[15]. W aktach prokuratury Sądu Specjalnego</p>
<p>_____</p>
<p>[13]. E. Ringelblum, „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej&#8221;, Warszawa 1988, s. 82-83.</p>
<p>[14]. H. Szereszewska, op.cit., s. 324.</p>
<p>[15]. Szmul Rajngewand, aresztowany w 1941 r. w pociągu za brak gwiazdy Dawida zapewniał, że zdjął opaskę, bo „kiedy siedział w przedziale wśród Polaków, to ci narzekali, że musieli jechać z Żydem&#8221; (als ich</p>
<p>Str 91</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>odnajdujemy liczne meldunki policyjne dotyczące zatrzymań Żydów przebywających bez opaski poza obrębem dzielnicy żydowskiej. Typowe doniesienie składało sic z krótkiej notki zawierającej personalia aresztowanego[16]. W niektórych jednak wypadkach notce towarzyszył obszerniejszy formularz tzw. «doniesienie» (Strafanzeige) zawierające (obok personaliów zatrzymanego) krótką relację opisującą przebieg zatrzymania. Na trzydziestu pięciu zatrzymanych Żydów, których Strafanzeige udało mi się odnaleźć, dwudziestu dziewięciu „wpadło&#8221; na skutek denuncjacji przechodniów, znajomych, granatowych policjantów, tramwajarzy bądź pracowników kolei podmiejskiej. Warto tu przytoczyć protokół przesluchania plutonowego policji polskiej Zygmunta Łoszaka, którego służba polegała na pilotowaniu tramwaju linii 17 przez dzielnicę żydowską. „Zauważyłem w tymże tramwaju (już po stronic aryjskiej) w czasie sprawdzania wagonu tramwajowego na ul. Bonifraterskiej nieznaną mi kobietę podobną do żydówki. Podszedłem do niej pytając się jej o dowód osobisty, kobieta ta oświadczyła, że nie posiada przy sobie żadnych dowodów, następnie kobietę tę wysadziłem z tramwaju poznając, że jest żydówką i doprowadziłem do IV Kom. P.P. „Ucznia krawieckiego Szlomę Kania aresztowano dnia 14 kwietnia 1941 o godz. 15.10, gdy „usiłował przejechać tramwajem linii 3 z dzielnicy żydowskiej do dzielnicy aryjskiej, bez opaski i przepustki&#8221;. W «doniesieniu» granatowy policjant dopisał: „Usiłował dostać się na dzielnicę aryjską w celu kupna chleba&#8230; tłumaczenie się podejrzanego nie zasługuje na wiarę&#8221;[17]. 21-letnią Malę Herman, poruszającą się po Warszawie z fałszywym Ausweisem, wydał znajomy sprzed wojny[18]. Mieszkającą na Kruczej 16 Mirlę Hochbaum wydał w ręce policji również znajomy, a 14-letniego Arona Birnbau-</p>
<p>_____</p>
<p>unter den Polen sass, schumpften die Polen dass sie mit einem Juden fahren mussten). IPN, Gestapo-Zichenau (dalej IPN, GZ), 148/teczka 10294. Rajngewand został skazany wpierw na obóz pracy, a następnie wysłany do Oświęcimia, gdzie zginął.</p>
<p>[16]. Takich &#8221;krótkich&#8221; teczek są w zespole dziesiątki. Tytułem przykladu: AMSW. SSW, teczki 1248. 1249, 1250, 1298.</p>
<p>[17]. AMSW, SSG. 1827 (1740); AMSW, SSG 1508 (1363).</p>
<p>[18].  AMSW, SSG, 3 marzec 1941, 1727, (1698).</p>
<p>Str 92</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>ma, z ulicy Niskiej &#8211; przypadkowi przechodnie[19]. Tych kilka wypadków (a można ich, w miarę pracy nad zespołem warszawskiej prokuratury, znaleźć niepokojąco wiele) przedstawiłem celem uwypuklenia zagrożeń, jakie czekały na poruszających się bez opaski Żydów ze strony ich aryjskich współobywateli. Cytowane przypadki nie są ostatecznym dowodem na powszechność zachowań „denuncjatorskich&#8221; (w tym celu należałoby powiększyć podstawę źródłową), ale mogą potwierdzać zasadność lęków wyrażonych przez autorów wielu wspomnień z tego okresu[20].</p>
<p>W sześciu przypadkach aresztowania dokonali funkcjonariusze lub obywatele niemieccy. O ile jednak Żydzi przekazani przez Polaków w ręce policji przebywali poza gettem incognito, bez opaski, o tyle wszystkie osoby aresztowane przez Niemców nosiły prawem przepisane opaski z gwiazdą Dawida. Niemcy interweniowali wtedy, kiedy Żydzi nosili opaski w sposób nieprzepisowy (tzn. poniżej łokcia, lub zrolowane na ramieniu), a Polacy najwyraźniej potrafili rozpoznać Żyda na podstawie doświadczenia. Doniesienia policyjne stanowią jedno z nielicznych „kwantyfikowalnych&#8221; źródeł, do których odwołać może się historyk, pragnący umiejscowić pamiętniki ocalonych z zagłady w historycznym kontekście. 0 ile świadectwa okupacyjne (głównie relacje ocalonych z zagłady Żydów dostarczają nam wielu dowodów świadczących o strachu i obawach ukrywających się, o tyle trudno jest historykowi przesądzić wyłącznie na ich podstawie o powszechności tego rodzaju zachowań[21].</p>
<p>_____</p>
<p>[19]. AMSW, SSG 1848 (1808). 9 październik 1941; 1241 (1192), 5 luty 1941.</p>
<p>[20]. Podobne dane wyłaniają się ze statystyk Rejencji Ciechanowskiej (Regierungsbezirk Zichenau). W zespole ciechanowskiego Gestapo zachowało się ponad trzysta „spraw żydowskich&#8221;, które miałem okazję przejrzeć. Znaczny udział Polaków w wykrywaniu i denuncjowaniu ukrywających się Zydów nie ulega, niestety, wątpliwości.</p>
<p>[21]. Wedle niektórych świadectw lęk przed szmalcownikami był większy niż samo zagrożenie. Jeden z ocalonych z getta Żydów pisał po latach, że problem szmalcownictwa wyolbrzymiono: „Wrażenie istnienia rozgałęzionego i zakorzenionego antysemityzmu stwarzała natomiast działalność szmalcowników, często działających z poduszczenia hitlerowskiego, którzy prześladując osoby zdradzające swym wyglądem żydowskie pochodzenie, niczym pijawki wysysali okupy ze swych ofiar, nader często doprowadzając</p>
<p>Str 93</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<h4>Początki szmalcownictwa, jesień-zima 1939</h4>
<p>Sezon polowania na Żydów nastał wraz z zajęciem Warszawy przez wojska niemieckie. Już pierwsze dni dostarczyły licznych dowodów niemieckiej brutalności i pogardy wobec Żydów. A to z kolei nie pozostawiało wątpliwości co do miejsca tej społeczności w ramach nowego hitlerowskiego porządku w okupowanej stolicy. Przykład dla szmalcowników szedł z góry: policja niemiecka zajęła się bogatymi Żydami już w pierwszych dniach października. Członkowie stacjonującej w Warszawie Einsatzgruppe rozpoczęli prewencyjne aresztowania ludzi, którzy mogli uciec za granicę lub którzy mieli za granicą wpływowych krewnych, mogących wpłacić okup za uwolnienie bliskich. W ślad za policją pojawili się przedstawiciele firm niemieckich, skorzy do przejęcia „aryzowanych&#8221; przedsiębiorstw[22], a za nimi przyjechali z Niemiec wielorakiej maści hochsztaplerzy i szumowiny[23]. Rychłe wprowadzenie na terenie Generalnej Guberni specjalnych ustaw antyżydowskich uzmysłowiło wszystkim, że ludność</p>
<p>_____</p>
<p>je potem do rąk Gestapo. Samo istnienie tych szantażystów prowadziło do wyolbrzymienia wyobrażeń o niebezpieczeństwach przebywania po «aryjskiej» stronie i niesłusznej opinii o masowości przejawów antysemityzmu&#8221;. Władysław B. Pawlak, „Urodzeni w Warszawie&#8221;, Warszawa 1986, s. 93.</p>
<p>[22]. AMSW, SSG, między innymi teczki 145 (127); 625 (493); 657 (503); 1000 (1071); 1747 (1717).</p>
<p>[23]. Kwestia ta wychodzi poza ramy tej pracy, ale w aktach prokuratury odnajdujemy wiele przykładów Niemców rabujących Zydów „w majestacie prawa&#8221;, powołujących się na przepisy o wywłaszczeniu właścicieli żydowskich. Oto wypis z notatki sporządzonej przez sierżanta Józefa Piaseckiego z II komisariatu PP w dniu 18 listopada 1940 r. „dnia 21 X 1940 do VII komisar. PP zgłosił się Bisce Maksymilian z  zawodu kupiec,  narodowości niemieckiej, zamieszkały w Warszawie przy ul. Al. Jerozolimskie 43 m. 27 i zameldował, że tegoż dnia, około godziny 14:30 zatrzymał na ul. Krochmalnej dwóch żydków, z których jeden niósł na plecach dwa worki, drugi zaś usiłował wyjechać na ulicę z bramy domu nr 45 wózkiem rowerowym, na którym znajdował się bagaż. Żydów tych zatrzymał i doprowadził do lokalu VII Komisarjatu PP wraz z bagażem, który zawierał buteleczki z esencją, pudełeczka z farbami do wyrobów cukierniczych i dwie brytwanny&#8221;. Do aresztu trafiło dwóch właścicieli fabryki wyrobów cukierniczych przy ul. Żelaznej 67: Izaak i Abraham Stopniccy. Na oczach gapiów niemiecki kupiec przejął skromne mienie żydowskich kupców i doprowadził do ich aresztowania.</p>
<p>Str 94</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>żydowska została wyjęta spod prawa. Po pierwszych miesiącach konfuzji sami Żydzi również zrozumieli, że nie mogą spodziewać się pomocy ze strony policji. Co gorsza, już wkrótce się okazało, że wielu skorumpowanych „granatowych&#8221; policjantów weszło w porozumienie z gangami szmalcowników, ofiarowując im opiekę i informacje w zamian za część wyłudzonych od Żydów pieniędzy. Pierwszym krokiem ułatwiającym szmalcowniczy proceder było wprowadzenie późną jesienią 1939 nakazu noszenia przez Żydów opasek w gwiazdą Dawida. Obowiązkowi temu podlegali wszyscy Żydzi (bez względu na wyznanie) powyżej dziesiątego roku życia. Wraz z zagęszczaniem się atmosfery terroru rosły kary nakładane na Żydów nie stosujących się do zarządzeń władz. Wraz z wyższymi karami rosło szmalcownicze zagrożenie. Brak opaski z gwiazdą Dawida karany był z początku aresztem i grzywną. O ile kary pieniężne wynosiły (do połowy 1941 r.) ok. 30-150 zł, o tyle towarzyszący im areszt śledczy stanowił okrutną i zazwyczaj trwającą kilka tygodni karę. Na terenach północnego Mazowsza (wcielonego do Rzeszy) za brak opaski karano śmiercią już od końca 1939 r. Od jesieni 1941 opuszczenie dzielnicy żydowskiej w Warszawie podlegało karze śmierci[24]. Drugim krokiem mającym na celu marginalizację ludności żydowskiej było wprowadzenie restrykcji majątkowych. Zamożniejszych Żydów zmuszono do przekazania, środków produkcji w ręce „aryjskich&#8221; Treuhänderów; ubożsi musieli zarejestrować u władz policyjnych wszystkie posiadane kosztowności[25]. Od wiosny 1940 r. zaczęła się masowa przeprowadzka Żydów w granice nowo utworzonej dzielnicy żydowskiej. 15 listopada getto zostało zamknięte, a pobyt Żydów poza jego granicami &#8211; zakazany. W miarę narastania usankcjonowanego bezprawia narastało poczucie</p>
<p>_____</p>
<p>[24]. Rozporządzenie Hansa Franka z dnia 15 października 1941 oraz zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego Fischera z 10 listopada 1941, opublikowane w Nowym Kurierze Warszawskim 12-13 listopada 1941. Cyt. za: W. Bartoszewski, „1859 Dni Warszawy&#8221;, s. 236, oraz W. Bartoszewski, „Warszawski pierścień śmierci, 1939-1944&#8243;, Warszawa 1967, s. 118.</p>
<p>[25]. Zarządzenie z dnia 24 stycznia 1940 r. o „zgłoszeniu żydowskiej własności w Generalnej Guberni&#8221; (Anmeldung des judischen Vermogens im GG).</p>
<p>Str 95</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>bezradności wśród warszawskich Żydów, a na nim zaczęli żerować przestępcy, którzy już niebawem ochrzczeni zostali mianem szmalcowników.</p>
<h4>Portret szmalcownika</h4>
<p>Wśród badaczy okresu okupacji panuje przekonanie, że szantażyści wywodzili się spośród „mętów&#8221; i przedwojennych kryminalistów. Opinia ta nie jest jednak oparta na badaniach źródłowych, a raczej na wrażeniach odniesionych z lektury pamiętników ofiar bądź na własnych doświadczeniach autorów. Obfitość materiału dochodzeniowego prokuratury przy Sondergericht umożliwia nam wstępne zweryfikowanie tej teorii oraz przyjrzenie się „profilowi&#8221; społecznemu warszawskich szmalcowników. W protokołach przesłuchań znajdujemy niejednokrotnie adnotacje dotyczące wykształcenia i zawodu oskarżonych. Bardzo często do akt dołączone jest też „świadectwo karalności&#8221;, czyli wypis z rejestru skazanych, dający nam dobre rozeznanie w przedwojennej „karalności&#8221; szmalcowników. Już wstępna analiza dostępnych materiałów wskazuje na to, że założenia o zdominowaniu szmalcowniczego „cechu&#8221; przez recydywistów są błędne.</p>
<p>Wśród 114 osób oskarżonych o szantażowanie Żydów, którymi zainteresował się Sąd Specjalny w latach 1940-1942, znajduje się zaledwie czterech przedwojennych kryminalistów (choć trzeba przyznać, że rekordzista miał na koncie aż dwanaście wyroków). W ogromnej większości mamy więc do czynienia z ludźmi, którzy na drogę przestępstwa wstąpili dopiero za okupacji. Równie ciekawy jest skład narodowościowo-etniczny szmalcowniczego cechu. Wśród szantażystów większość (73 osoby) stanowią, by odwołać się do terminologii okupacyjnej „Polacy, wyznania rzymsko-katolickiego, aryjczycy&#8221;. Drugą co do wielkości (28 osób) grupą są Niemcy (zaliczam do nich tak Reichsdeutschów, jak i Volksdeutschów). Pomimo skromniejszej reprezentacji, ich rola &#8211; co mamy nadzieję udowodnić &#8211; była zasadnicza dla powodzenia szmalcowniczych operacji. Pozostałe 13 osób przypada na szmalcowników-Żydów oraz na przedstawicieli innych</p>
<p>Str 96</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>narodowości[26]. Rzecz zaskakująca &#8211; polscy i niemieccy szmalcownicy bez najmniejszych oporów wciągali w swoje szeregi niezwykle użytecznych żydowskich współpracowników, którzy mogli błyskawicznie wskazać co zamożniejszych przedstawicieli społeczności żydowskiej[27]. W szantażowaniu nie było osobistej wrogości &#8211; chodziło wszak tylko o pieniądze.</p>
<p>Wypada również zainteresować się pochodzeniem społecznym szmalcowników. Nie jest to łatwe, gdyż akta osobowe nie zawsze zawierają niezbędne dane. Spośród stu czternastu podejrzanych jedynie czterdziestu pięciu podaje bliższe informacje o swoim pochodzeniu i o wykształceniu. Pomijając cztery osoby wywodzące się z całą pewnością z warstwy skryminalizowanego lumpenproletariatu, wśród pozostałych odnajdujemy robotników wykwalifikowanych urzędników (przeważnie Niemców), artystów, chłopów, handlarzy, cukierników, dwóch tramwajarzy, czterech uczniów szkół średnich, a nawet jednego „korepetytora języka francuskiego&#8221;. Bez dalszych badań trudno jest też powiedzieć, czy szantażowanie Żydów było jedyną formą działalności kryminalnej oskarżonych, czy też było tylko jednym z licznych przejawów ich aktywności.</p>
<h4>Szmalcownictwo zorganizowane: gangi</h4>
<p>Wśród autorów okupacyjnych pamiętników, wspomnień i relacji przeważa pogląd o niezorganizowanym charakterze</p>
<p>_____</p>
<p>[26]. Jako ciekawostkę można odnotować, że za szmalcownictwo „posadzono&#8221; mieszkającego na Podlasiu obywatela tureckiego, który na próżno się tłumaczył, że nie tylko nie napadał na Zydów, ale że nawet sam musiał chować się przed Niemcami, bo: „niemieccy żołnierze brali mnie za Zyda z racji ciemnych włosów&#8221;. (Später musste ich dann selbst fluchten, da mich die Soldaten ebenfalls fur einen Juden auf Grund meiner schwarzen Haare gehalten haben). AMSW, 2139 (2086), przesłuchanie z dnia 21 sierpnia 1942 r. Wśród oskarżonych cudzoziemców zdarzają się też Ukraińcy &#8211; w jednym procesie stoją oni na czele gangu szmalcowniczego. Vide infra szczegółowe omówienie tej sprawy. AMSW, SSG, 13 marca 1941, 1250, (1200).</p>
<p>[27]. Wśród wielu tego rodzaju „spółek&#8221; można również wymienić gang kierowany przez warszawskiego Volksdeutscha Johanna Millena, którego bliskim współpracownikiem był niejaki Moszek Godiner. AMSW, 801 (1038), początek sprawy 22 sierpnia 1940.</p>
<p>Str 97</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>przestępczości  szmalcowniczej. „Typowy&#8221; szantażysta wyłapywał swoje przypadkowo napotkane ofiary na ulicy, w tramwaju, rzadziej &#8211; w domu, w wyniku dłuższej obserwacji. Niejednokrotnie w niecny proceder zamieszani są przedwojenni znajomi ofiar. Choć w aktach prokuratury niemieckiej odnajdujemy wielu szmalcowników „amatorów&#8221;, działających na własną rękę, to jednak bez porównania liczniejsi są gangsterzy pracujący w dobrze zorganizowanych grupach przestępczych[28]. Wrażenie wyniesione z lektury literatury pamiętnikarskiej opiera się być może na tym, iż ofiary szmalcowników-amatorów miały większe szanse na przeżycie spotkania z szantażystą (i &#8211; wobec tego &#8211; na pozostawienie pisemnej relacji) niż ofiary gangów szmalcowniczych. Niezwykle trafnie oddał to jeden z ocalonych: „rzecz bowiem nie polegała na wypadach amatorów, którzy wypatrywali Żyda na ulicy, zaczepiali go, wciągali do bramy i kazali rozpinać spodnie, żeby za to wyłudzić jakiś okup. Tak się zaczynało wchodzenie w «zawód». Przemysł szmalcowniczy polegał na wytropieniu grubszej ryby, wymagał przygotowania operacji&#8221;[29].</p>
<p>Łowienie „grubej ryby&#8221; zaczynało się od zarzucenia sieci, czyli wytypowania osób mających pewne środki finansowe, oraz użycie argumentów „nie do odparcia&#8221;. Szantażowanie Żydów w pierwszych latach okupacji (1939-1941) opierało się bowiem głównie na zastraszeniu ofiar, które nawet w oczach władz niemieckich nie były niczemu „winne&#8221;. Szmalcownicy słusznie jednak zakładali, że nawet najbardziej nieprawdopodobne oskarżenia, byle poparte odpowiednią dawką strachu, będą w stanie zmusić ofiary do płacenia haraczu. Gwarantem powodzenia, nadającym szantażowi urzędowego charakteru, była obecność Niemca bądź też kogoś umiejętnie</p>
<p>_____</p>
<p>[28]. W dniu 27 lutego 1941 roku Ringelblum odnotował: „Po drugiej stronie cmentarza żydowskiego powstały młodzieżowe bandy rabusiów, które zaczepiają także chrześcijan; były tam wypadki rozbierania Zydów i zabierania im wszystkiego&#8221;. E. Ringelblum, „Kronika Getta Warszawskiego, wrzesień 1939 &#8211; styczeń 1943&#8243;, Warszawa 1983, s. 235.</p>
<p>[29]. A. Wróblewski  „Być Żydem. Rozmowa  z  Dagiem Halvorsenem o Żydach i antysemityzmie Polaków&#8221;, Warszawa 1992, s. 122-123. Na zorganizowany charakter szajek szmalcowniczych zwrócił też uwagę E. Ringelblum, „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej&#8221;, Warszawa 1988, s. 95.</p>
<p>Str 98</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Niemca udającego. Taki rodzaj szmalcownictwa nazwiemy działaniem „na Niemca&#8221;[30].</p>
<h4>Sposób «na Niemca»</h4>
<p>Spośród czterdziestu ośmiu procesów o „wymuszanie&#8221; (Erpressung), w trzydziestu trzech przypadkach możemy śmiało mówić o zastosowaniu sposobu „na Niemca&#8221;. Tytułem ilustracji przedstawimy pięć takich dochodzeń, poczynając od prymitywnych bandytów, działających bez „zaplecza&#8221;, aż po wyspecjalizowane gangi dysponujące wyśmienitymi kontaktami w warszawskim Gestapo i w Pałacu Bruhla (gdzie mieściły się cywilne władze niemieckie).</p>
<p>Nawiązywanie kontaktów między szmalcownikami a Niemcami odbywało się na wiele sposobów. Niektórzy bandyci figurują w aktach jako płatni konfidenci Gestapo (V-Mann) i z racji wykonywanej pracy mieli łatwy kontakt ze swoimi pracodawcami. Inni wchodzili w porozumienie z Niemcami za pośrednictwem polskiej policji (temat ten obszerniej omówimy poniżej). Najczęściej jednak uciekano się do werbunku dość przypadkowych żołnierzy i lotników niemieckich, spotkanych w barach, restauracjach albo zgoła na ulicy. Przy takiej technice „pracy&#8221;, zgodnie z konspiracyjną zasadą, należało uważać, żeby „szukając kontaktu, nie trafić na wtyczkę&#8221;.</p>
<p>Proces werbunku Niemców i rozwoju akcji szmalcowniczej możemy prześledzić na przykładzie działalności grupy Tadeusza Łozińskiego (vel Wittena), która wpadła w ręce policji niemieckiej późną wiosną 1940 r. Przywódcą szajki okazał się trzydziestodwuletni warszawiak z bogatą przeszłością kryminalną. Według własnych zeznań, przed wojną</p>
<p>_____</p>
<p>[30]. Napad „na Niemca&#8221; opisał Landau w notatce z dnia 17 stycznia 1940 r. „Rabunki w mieszkaniach żydowskich ciągle trwają. Opowiadano mi o rabunku dokonanym przed kilku dniami porzez żołnierza i dwóch osobników w cywilnych ubraniach, którzy zażądali wszystkich pieniędzy i kosztowności, zabrali zegarki, pierścionki, pieniądze wszystkich członków rodziny, nie wyłączając &#8230; 1,50 zł z woreczka małego chłopca&#8221;. L. Landau, „Kronika lat wojny i okupacji&#8221;, Warszawa 1962, t. 1, s. 202.</p>
<p>Str 99</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>był sześciokrotnie karany za różne wykroczenia, wliczając w to kradzieże i pobicia. W zimie 1939/1940 Łoziński zorganizował wokół siebie grupę przestępczą, w której skład weszli: Albert Hartig, z zawodu lakiernik samochodów (niekarany), Apolinary Cieślikowski (niekarany) oraz Mieczysław Domaniewski (niekarany). Pierwszy napad na Żydów odbył się z udziałem zwerbowanego na ulicy niemieckiego policjanta. Ofiarą ataku padł ktoś mieszkający przy ulicy Twardej „u kogo miało być wiele towarów i broni&#8221;[31]. Dalszy przebieg akcji przedstawiał się następująco: „udałem się wraz z Cieślikowskim i z żołnierzem do żydowskiego mieszkania. Obaj z Cieślikowskim podaliśmy się za gestapowców, a policjant był nam tylko po to potrzebny, żeby nadać naszemu wejściu posmak autentyczności[32]. Napad skończył się niepowodzeniem, gdyż informacje o „towarze i o broni&#8221; okazały się błędne. Kolejny napad nastąpił w dwa tygodnie później. Tym razem zwerbowano na ulicy dwóch niemieckich żołnierzy, którzy &#8211; według zeznającego Łozińskiego &#8211; dopytywali się o to, „gdzie też można by znaleźć bogatego Zyda&#8221;. Tym razem szef bandy podał się za komisarza kryminalnego Gestapo, Cieślikowski &#8211; za zwykłego gestapowca, a dwaj żołnierze niemieccy stanowili obstawę. Kolejne najście na żydowskie mieszkanie (przy ul. Chmielnej) zakończyło się powodzeniem; skradziono biżuterię i futra. Podział zdobyczy nastąpił wprost na ulicy, przy czym Niemcy zachowali dla siebie gros łupów, a Łozińskiemu oddali złote kolczyki. W osiem dni po napadzie na Chmielnej szmalcownicy zaatakowali po raz kolejny. Akcję organizowali Łoziński i Domaniewski, a do współpracy skaptowali dwóch spotkanych na ulicy niemieckich żołnierzy. Zyd, którego mieszkanie stanowiło cel ataku, mieszkał na Starym Mieście. Tak jak poprzednio, tak i tym razem obaj Polacy podali się za cywilnych pracowników Gestapo, a Niemcy stanowili ubezpieczenie. Wedle zeznań Łozińskiego (który próbował w śledztwie umniejszyć swoją rolę) on sam niczego podczas „rewizji&#8221; nie znalazł, ale inni mieli się nieźle</p>
<p>_____</p>
<p>[31]. AMSW, SSG, teczka 675 (529). Sprawa Łozińskiego i innych, fol. 220.</p>
<p>[32]. Ibidem, przesłuchanie Łozińskiego: „Den Polizeibeamten benötigte ich nur, um meinem Auftreten den Stempel der Wahrheit zu geben&#8221;.</p>
<p>Str 100</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>obłowić. 11 maja 1940, w parę dni po napadzie na Starym Mieście, Łoziński dowiedział się o hurtowni ubrań znajdującej się przy ul. Sękocińskiej. Obok szefa bandy w napadzie na hurtownię wziął udział Hartig, który miał za zadanie przyprowadzić ze sobą przynajmniej jednego niemieckiego żołnierza „który był mi koniecznie potrzebny do krycia napadu&#8221; (<em>den ich zur Deckung des Raubes umbedingt gebrauchte</em>). Niemcem tym okazał się kapral lotnictwa, spotkany w kawiarni „Esplanada&#8221;. Omawianie szczegółów napadu odbywało się za pośrednictwem Hartiga, jako że Łoziński po niemiecku nie umiał. Wieczorem cała trójka wybrała się na Ochotę, na położoną koło placu Narutowicza ul. Sękocińską. Wtargnąwszy do mieszkania ofiary, Łoziński podał się za komisarza Gestapo i pokazał odznakę ze swastyką (<em>ich zeigte auch mein Hakenkreuzabzeichen vor</em>). Pomimo krzyku, swastyki i Niemca w mundurze, właścicielka mieszkania wzbraniała się przed oddaniem partii ubrań. W kalkulacji szmalcowników nastąpił bowiem podstawowy błąd: właścicielem hurtowni był co prawda Żyd Izaak Sabłocki, ale pieczę nad towarami sprawowała „Polka-aryjka&#8221; i równie „aryjski&#8221; dozorca Antoni Warchoł. Podczas napadu Łoziński pobił kobietę i zmusił dozorcę do wydania 600 koszul i dwóch futer. Kaprala lotnictwa spłacono dziesięcioma koszulami i 50 złotymi. Swoją część łupu Łoziński spieniężył za 3 tys. zł.</p>
<p>Choć szmalcownicy nie mieli jeszcze o tym pojęcia, napad na ul. Sękocińskiej stanowił początek końca ich kariery. W odróżnieniu od poprzednio obrabowanych Żydów, z których żaden nie odważył się pójść na policję, pobita Polka i sterroryzowany dozorca tej samej nocy złożyli doniesienie o napadzie. Na wieść o ludziach podających się za Gestapo i o udziale niemieckiego lotnika sprawą z miejsca zainteresowało się prawdziwe Gestapo, a prokuratura niemiecka wszczęła dochodzenie. Tymczasem szmalcownicy z gangu Łozińskiego spotkali się w kawiarniach „Srebrna Róża&#8221; i „Klub&#8221;, aby omówić szczegóły następnego skoku. W spotkaniu udział wzięło dwóch niemieckich policjantów, którym wręczono 1000 zł tytułem zadatku na poczet najbliższej akcji. Akcja jednak nie doszła do skutku, gdyż jeden z policjantów powiadomił swoich przełożonych o działalności szajki i cała</p>
<p>Str 101</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>grupa, już nazajutrz, została „zdjęta&#8221; wprost z lokalu „Srebrna Róża&#8221;. Na jesieni 1940 r. Sondergericht rozpatrzył sprawę Łozińskiego i wymierzył szmalcownikom kary od 3 do 5 lat więzienia[33].</p>
<p>Drugi z omawianych gangów szmalcowniczych działających „na Niemca&#8221; miał podobny <em>modus operandi</em> do grupy Łozińskiego, z tą jednak różnicą, że bandyci nie zadawali sobie trudu szukania prawdziwych Niemców. Grali ich sami, wrzeszcząc po niemiecku i nosząc na rękawach opaski ze swastyką.</p>
<p>W końcu grudnia 1939 na policję zgłosił się niejaki Stanisław Zdun, informując o napadzie, którego padł ofiarą w wigilijny wieczór. Trzech osobników weszło do jego mieszkania, dokonało „rewizji&#8221; i oddaliło się zabierając ze sobą buty warte ok. 260 zł. Podczas najścia jeden z bandytów „posiadał na rękawie płaszcza opaskę czerwoną ze swastyką, oraz w klapie marynarki znaczek ze swastyką, mówił wyłącznie po niemiecku i podając się za pracownika sztabu lub Gestapo, mówił, że ma prawo dokonywania rewizyj i rekwizycyj&#8221;[34]. W pierwszych dniach stycznia, po kolejnej zuchwałej kradzieży, bandyci wpadli w ręce policji. Okazało się, że w ciągu dwóch</p>
<p>_____</p>
<p>[33]. Zespół Sądu Specjalnego (Sondergericht Warschau), AMSW, SG, 3 kls 18/40. Wyrok Sondergericht z dnia 7 października 1940. 25 kwietnia 1940 Landau zanotował, że „Warschauer Zeitung mówi dziś z gryzącą ironią o szerzonych za granicą wiadomościach, że sądy wyjątkowe w Polsce wydają tylko i nieustannie wyroki śmierci: przecież warszawski «Sondergericht» na 1500 spraw wydał tylko 12 wyroków śmierci. Z obszarów włączonych do Rzeszy nie ma dnia, aby nie było kilku wyroków śmierci; warszawski «Sondergericht» może istotnie wydaje mniej wyroków śmierci, tu za to są inne metody usuwania ludzi&#8221;. L. Landau, „Kronika&#8221;, s. 429. Istotnie, Sondergericht z Ciechanowa zdobył sobie w tym okresie smutną sławę najbardziej „śmiertelnego&#8221; trybunału w okupowanej Polsce.</p>
<p>[34]. AMSW, SSG, 432 (358), 1940-41, Zeznania podejrzanych; nota z 23 lutego 1940 r. („Do Pana wiceprokuratora XI rejonu Prokuratury Sądu Okregowego w Warszawie&#8221;), oraz notatka komendanta więzienia z dnia 28 lutego 1940 r.: „Więzienie, ul. Dzielna, 28 luty 1940. Do Wiceprokuratora XI Rej. w Warsz. Pozostający do dyspozycji Pana Wiceprokuratora Czarnkowski Benon został zabrany z więzienia dnia 26 lutego 1940 przez Gestapo&#8221;. Podpisano: Junczys, Komendant więzienia. Do akt dołączony jest list z Al. Szucha: „Warschau, den 20.3.1940 Vermerk. Die in den Akten erwaehnten Aleksander Miller, Benon Czarnkowski und Marian Karoluk sind bei der Exekution am 26.2.1940 mit erschossen worden&#8221;.</p>
<p>Str 102</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>poprzednich tygodni szajka dokonała ośmiu napadów, których ofiary były zbyt przerażone, aby udać się ze skargą do władz. Milczenie przełamał dopiero wspomniany wyżej polski szewc. Na podstawie późniejszych zeznań poszkodowanych jesteśmy w stanie odtworzyć następujący rozwój wypadków: 11 grudnia ofiarą bandytów padła Anna Pach z ulicy Targowej. W wyniku najścia, które dokonało się według tego samego „gestapowskiego&#8221; scenariusza, zabrano jej przedmioty, futra i biżuterię wartości ok. 30 tys. złotych. W pięć dni później szmalcownicy odwiedzili Szejnę Joffe mieszkającego przy ulicy Elektoralnej. Przepadły wówczas ubrania o wartości ok. 800 zł. 17 grudnia ofiarą gangu padła Tyla Dojczwand z ul. Leszno. Podczas „rewizji&#8221; skradziono jej 3000 zł. Poczucie bezkarności i zuchwałość bandytów najwidoczniej rosły wraz z piętrzącymi się łupami i wobec braku widocznej reakcji ze strony policji[35]. Kolejny napad, na niejakiego Leona Penczera, nastąpił już 18 grudnia; skradziono wówczas 1000 zł. W tym samym okresie (choć policji nie udało się ustalić dokładnej daty) szmalcownicy odwiedzili mieszkającego przy ul. Nowolipie Borucha Szwalba i grożąc Gestapo zabrali biżuterię wartości 1,5 tys. zł. Po kilku dniach przerwy bandyci dokonali najścia na mieszkanie szewca Zduna, a potem &#8211; jeszcze przed Sylwestrem 1939 r. &#8211; zrabowali ponad 2000 zł u kolejnych dwóch ofiar. Cała szajka wpadła wkrótce po Nowym Roku. Na Pawiak przewieziono trzech podejrzanych, którzy po krótkim śledztwie „zasypali&#8221; Zygmunta Żelaznego, polskiego policjanta, który pożyczył im broń, wskazywał dogodne cele i zapewniał ochronę[36]. Obrony policjanta Żelaznego podjął się znany warszawski adwokat Dr Wilhelm Hofmokl-Ostrowski[37]. Zatrudnienie Hofmokla-Ostrowskiego</p>
<p>_____</p>
<p>[35]. Zuchwałość bandytów żywiła się uległością i strachem ofiar. Niejakiej Bajli Herszbajn, mieszkającej przy ulicy Siennej 30, szmalcownicy wynieśli z mieszkania wszystkie meble i pościel. Zabrali też dowód osobisty, a w dniach następnych wracali, domagając się pieniędzy za jego zwrot. AMSW, SSG, 1370 (1419) sprawa z dnia 6 listopada 1940 r.</p>
<p>[36]. W związku z tą sprawą należy wspomnieć, że pokusa szybkiego wzbogacenia się była dla wielu policjantów nie do odparcia; w lipcu 1940 r. przeciętna pensja „granatowego&#8221; policjanta oscylowała wokół 260 zł.</p>
<p>[37]. Hofmokl-Ostrowski sam niebawem został aresztowany i osadzony na Pawiaku. Patrz: Leon Wanat, „Za murami Pawiaka&#8221;, Warszawa 1960.</p>
<p>Str 103</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>było celnym posunięciem, gdyż trzej pozostali szmalcownicy w dniu 26 lutego 1940 r. zostali zabrani przez Gestapo z Pawiaka i tego samego dnia rozstrzelani &#8211; najprawdopodobniej w Palmirach[38].</p>
<p>Wybrawszy ofiarę, przekonawszy się o jej miejscu zamieszkania i godzinach pracy, szmalcownicy przystępowali do akcji. Oddajmy tu głos sześćdziesięcioletniemu Mojżeszowi Wilmanowi, właścicielowi piekarni przy ul. Smoczej, który 5 listopada 1940 r. złożył na policji następujące zeznania: „Jestem właścicielem piekarni w Warszawie przy ulicy Smoczej 16. Piekarnia moja istnieje od 28 lat. Po zakończeniu działań wojennych od samego początku wypiekałem chleb w piekarni kontyngentowy na któren otrzymywałem mąke z Wydziału Wyżywienia Zarządu m. Warszawy. W dniu 29 października 1940 r. około godziny 21.30 do mojego prywatnego mieszkania które mieści się w tym domu co i piekarnia wszedł pierwszy żołnierz niemiecki a za nim kilku cywilnych osobników, ilu ich było, tego dokładnie powiedzieć nie mogę, gdyż byłem bardzo zdenerwowany, a to z tego względu, że podobną wizytę mam już po raz trzeci w okresie 4 miesięcy. Kiedy wszyscy znaleźli się w mieszkaniu, jeden z osobników cywilnych, którego bym poznał przy okazaniu, kazał mi stanąć przodem do ściany i podnieść ręce do góry, jak również obecnemu wówczas w moim mieszkaniu byłemu administratorowi domu Birnbaumowi Bajszyswiowi. Kiedyśmy tak stali twarzami obróconymi do ściany, osobnicy ci w tym czasie plądrowali całe moje mieszkanie. Mnie jeden z osobników cywilnych zaprowadził do łazienki, gdzie kazał mnie się rozebrać i wejść pod zimny prysznic. Ja prosiłem go bardzo żeby tego nie robił bo jestem chory, ten w języku niemieckim krzyczał na mnie i bił mnie po głowie. Ja, bojąc się dalszych ciosów &#8211; uczyniłem to. Po 20 minutach stania pod prysznicem osobnik ten kazał mi się ubrać, kiedy się ubrałem, ponownie w ubraniu kazał mnie wejść pod prysznic, na moje głośne krzyki do łazienki wszedł żołnierz niemiecki</p>
<p>_____</p>
<p>[38]. 26 lutego 1940 r. w Palmirach Niemcy rozstrzelali 190 osób, w większości aresztowanych w podwarszawskich miejscowościach w odwet za zabójstwo niemieckiego burmistrza Legionowa. Do tej to grupy najprawdopodobniej przyłączono zabranych z Dzielnej szmalcowników.</p>
<p>Str 104</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>i ten dopiero kazał mnie spod prysznica wypuścić i kazał mnie położyć do łóżka. Rewizja w moim domu trwała od godz. 21 do godz. 1 w nocy. Nadmieniam, że w czasie trzymania mnie pod prysznicem osobnik ten żądał ode mnie wskazania mu gdzie są dewizy, których ja w ogóle nigdy nie miałem. W czasie rewizji żona moja Basia Jedwabna wskazała im biurko, w którym znajdowało się wówczas 2000 zł. Widząc to żołnierz niemiecki kazał jej biurko zamknąć i klucz jej oddał. O godz. 1 wszyscy osobnicy wyszli z mieszkania zabierając ze sobą kilka walizek z garderobą, futrami i różnymi drobiazgami. Co oni i jakie rzeczy zabrali, nie wiem gdyż na drugi dzień uciekłem z domu, ponieważ straszyli mnie, że przyjdą i zabiorą mnie. Od dnia 1 XI przebywałem u znajomych na ulicy Nowolipki nr 72. W dniu 1 listopada w godz. rannych zjawił się ponownie jeden z osobników, który był uprzedniego dnia i dokonywał na mnie prysznicu i wściekle szukał jakiejś skrytki, a nawet wyrąbał kawał ściany&#8230;&#8221;[39].</p>
<p>Najście na dom Wilmana nie było zwykłym, bandyckim napadem, jakich wiele w miastach okupowanej Europy, lecz starannie przygotowywaną i szczegółowo opracowaną operacją szmalcowniczą[40]. W trakcie dochodzenia okazało się, że w sprawę wplątanych było co najmniej ośmiu szantażystów, planujących „skok&#8221; przez prawie dwa tygodnie. Pierwszy impuls wyszedł od niejakiego Jana Skawiny, Polaka, męża Alicji (vel Szajndli) de domo Wilman. Skawina, rozgoryczony brakiem pomocy materialnej ze strony teścia, i chcąc przejąć samemu zarząd nad piekarnią, zwrócił się do znanego sobie Eugeniusza Przepiórskiego „który robił przy Zydach&#8221;. Wręczając Przepiórskiemu plan mieszkania, Skawina zapewnił szmalcownika, że w domu ofiary znajdują się dolary i złoto.</p>
<p>_____</p>
<p>[39]. AMSW, SSG, 1974 (1931), 5 listopada 1940. Przesłuchanie świadka Mojżesza Wilmana.</p>
<p>[40]. W ramach przygotowywania „skoku na Żydów&#8221; szmalcownicy odwiedzili piekarnię na pewien czas przez najściem: „przyszedł nieznajomy osobnik do piekarni przy Smoczej 16 i zapytywał się mnie i  Jammera Jankiela, co się tu robi w piekarni, skoro jest zabrany kontyngent a tu się  piecze. Odpowiedziałem mu, że piec jest gorący ponieważ pieczemy «ciulenty», co wreszcie sam stwierdził.&#8221; Zeznanie Samuela Kobryńca, piekarza, Nowolipki  51.</p>
<p>Str 105</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Przepiórski, który poza szantażowaniem Żydów i dorywczą pracą dla policji w charakterze konfidenta, trudnił się na co dzień pracą kulturalną („jestem artystą dramatycznym&#8221;), zwrócił się z kolei do swojego znajomego, inżyniera Góralczyka, pracownika działu technicznego kin i teatrów GG. Inżynier Góralczyk powiedział, że „pozna mnie z kimś, kto taką sprawę będzie mógł załatwić&#8221;[41]. Za zorganizowanie udanej akcji, której celem było nie tylko zrabowanie kosztowności należących do piekarza, ale również osadzenie go w więzieniu, Skawina obiecał szmalcownikom 20 tys. złotych. Podczas spotkania w kawiarni „Frascati&#8221; na pl. Trzech Krzyży wręczył im 500 zł zaliczki oraz weksle opiewające na sumę 5 tys. zł. Po spotkaniu we „Frascati&#8221; szmalcownicy przystąpili do szczegółowego planowania akcji. Uzyskawszy nazwisko, adres i plan domu, należało zdobyć „kontakt na Niemca&#8221;. W wypadku sprawy Wilmana do współpracy skaptowano kierownika komisji rekwizycji mieszkań w Pałacu Bruhla. Za pośrednictwem niemieckiego urzędnika polscy szmalcownicy weszli również w kontakt z Röderem, Hauptsturmfuhrerem niemieckiej policji[42]. Do negocjacji z Niemcami wykorzystano niejakiego Ericha Dietricha, Volksdeutscha z Wiśniewa. Ku rozczarowaniu Przepiórskiego, odpowiedź Niemców była negatywna: Wilman miał się rzekomo znajdować pod baczną obserwacją władz niemieckich, a to z racji donosów, które na swego byłego pryncypała słał w Aleję Szucha Benjamin Kahaner, pomocnik piekarski zwolniony z pracy w kwietniu 1940 r.[43] Pomimo ostrzeżenia niemieckich wspólników szmalcownicy zdecydowali się na zakończoną wpadką akcję.</p>
<p>Napady i wymuszenia dokonywane przez szantażystów i bandytów na Żydach cechowała brutalność i poczucie bezkarności, któremu sprzyjało zastraszenie ofiar oraz bezczynność (lub uczestnictwo po stronie bandytów) policji. Państwo pod-</p>
<p>_____</p>
<p>[41]. AMSW, SSG, 1974 (1931), 5 listopada 1940, przesłuchanie Eugeniusza Przepiórskiego.</p>
<p>[42]. AMSW, SSG, 1974 (1931), (fol. 141), 31 stycznia 1941 r. Sprawozdanie plutonowego policji kryminalnej Sylwestra Rusiniaka. Röder stwierdził, że Przepiórski nieraz był przez Niemców wykorzystywany jako konfident (tzw. Vetrauens-Mann lub V-Mann).</p>
<p>[43]. AMSW, SSG, 1974 (1931), 20 listopada 1940, przesłuchanie B. Kahanera.</p>
<p>Str 106</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>ziemne zaczęło się interesować szmalcownikami znacznie później, od lata 1942 r. Wtedy też wykonywać zaczęto na nich pierwsze wyroki sądów podziemnych. Rada Pomocy Żydom niejednokrotnie alarmowała Pełnomocnika Rządu na Kraj, domagając się skuteczniejszej akcji przeciwko szmalcownikom, ale skuteczność podjętych przez władze kroków była ograniczona ze względu na długotrwałość procedury sądu podziemnego. Trudno też było o dowody i o świadków, a przecież wyrok mógł być tylko jeden &#8211; śmierć[44].</p>
<p>W parę miesięcy po aresztowaniu grupy szmalcowniczej Przepiórskiego prokuratura niemiecka zajęła się gangiem Ukraińca Pawła Dymytruka[45]. Szajka ta, posługująca się podobną taktyką, dysponowała jednak daleko lepszymi i wyżej sięgającymi znajomościami wśród władz niemieckich. Władze okupacyjne wpadły na trop szmalcowników robiąc „porządki&#8221; na własnym podwórku. W marcu 1941 r. Gestapo zaczęło przesłuchiwać Żydów, którzy padli ofiarą szantażystów na przełomie grudnia 1940 i stycznia 1941 r. Według 63-letniego Gazela Orfingera (przed wojną hurtownika i importera owoców cytrusowych), w wigilijny wieczór pojawili się u niego w mieszkaniu pracownik Schupo oraz jakiś cywil. Wrzeszcząc po niemiecku, wyrzucili go z domu i kazali czekać na podwórku przy ulicy Elektoralnej 21. Tam już stała grupa 15 innych Żydów, strzeżonych przez kilku granatowych policjantów. Po pewnym czasie większość Żydów zwolniono, ale Orfingera i niejakiego Birnbauma, również kupca, zaprowadzono przed oblicze otyłego, dobrze ubranego cywila, który żądał od nich kluczy od sklepu i od piwnicy, „gdzie trzymają towary&#8221;. Obaj kupcy, nie będąc w stanie sprostać żądaniom nieznajomego, znaleźli się w więzieniu na Rakowieckiej, z którego wyszli dopiero po dwóch tygodniach. W czasie marcowych przesłuchań obie ofiary zeznały, że u boku otyłego szmalcownika cały czas kręcił się znany im Żyd,</p>
<p>_____</p>
<p>[44]. T. Prekerowa, „Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945&#8243;, Warszawa 1982, s. 265-295, 287-295, 377. Obszerniej o podziemnych sądach: S. Korboński, „Fighting Warsaw. The Story of the Polish Underground State, 1939-1945&#8243;, New York 1968, s. 115-144 (cytuję za dostępnym mi angielskim tłumaczeniem).</p>
<p>[45]. AMSW, SSG, 13.03.1941, 1250 (1200).</p>
<p>Str 107</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>niejaki Bluczyc, dostarczający najwyraźniej informacji o statusie majątkowym zatrzymanych[46]. W drugiej połowie marca niemiecka i polska policja dotarły do dalszych ofiar szantażystów. Aronowi Rawiczowi zabrano na ulicy dowód, a potem domagano się okupu za zwrot dokumentu. Od Estery Hammerstein, właścicielki piekarni przy ulicy Krochmalnej 9, otyły cywil (tytułowany przez innych szmalcowników „Herr Hauptmann&#8221;) zażądał haraczu w zamian za pozostawienie męża na wolności. „Prosiłam żeby męża nie aresztowali. Powiedział, że owszem, ale kosztować to będzie 25 tys. zł wpłaty na «Czerwony Krzyż»&#8221;. Na propozycję 1 tys. zł okupu cywil miał odrzec po polsku: „1000 zł to śmiecie&#8221;. Tak jak i poprzednio, obok cywila kręcił się Żyd Bluczyc, oraz jacyś Polacy. Przez cały czas zajścia przed domem na Krochmalnej na cywila czekało auto, a w nim &#8211; pasażer w niemieckim mundurze.</p>
<p>Prowadzących dochodzenie Niemców nie tyle interesowały wymuszenia dokonywane na Żydach, ile tożsamość wplątanych w sprawę funkcjonariuszy policji. Pasażerem auta z ulicy Krochmalnej okazał się być SS-Sturmfuhrer Paul Vogelsand z Transferstelle Warschau[47]. Niebawem zatrzymano też „otyłego cywila&#8221;, którym okazał się 37-letni Paweł Dymytruk, Ukrainiec, komisaryczny zarządca Ukraińskiego Instytutu Naukowego, importer alkoholi i szmalcownik. Z zeznań Dymytruka wyłania się częściowy (połowa dokumentów sprawy uległa zniszczeniu) obraz działalności gangu. Bogatych Żydów „nadawał&#8221; Bluczyc i niejaki Mordka Akerman[48]. Do „argumentów siłowych&#8221; używano trzech polskich szmalcowników, a zaprzyjaźnieni policjanci bądź Niemcy</p>
<p>_____</p>
<p>[46]. Dawid Bluczyc przyznał, że brał udział w pięciu innych napadach i że regularnie dostarczał szmalcownikom informacji o zamożnych mieszkańcach getta. Przesłuchanie z dnia 14 marca 1941.</p>
<p>[47]. AMSW, SSG, 17.03.1941, 1250 (1200). Vogelsang bronił się przed zarzutami łapówkarstwa mówiąc, że po polsku nie rozumie i wobec tego nie ma pojęcia, o co chodziło wszystkim innym zamieszanym w tę sprawę. Transferstelle, w której pracował Vogelsang, utworzono w celu nadzoru wymiany towarowej między aryjską i żydowską częścią miasta.</p>
<p>[48]. Problem kolaboracji żydowskiej, szantażowania innych Żydów i wysługiwania się okupantowi został poruszony przez Ringelbluma, op.cit., s. 240.</p>
<p>Str 108</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>zapewniali ochronę przed władzami i wzbudzali jeszcze większy lęk w ofiarach[49].</p>
<p>Specyficznym typem szmalcowniczych gangów były warszawskie kolumny dezynfekcyjne, których zadaniem &#8211; przynajmniej w teorii &#8211; była walka z szerzącym się tyfusem. W praktyce wyglądało to różnie, gdyż możliwość obłożenia sekwestrem cennych ubrań (przede wszystkim futer) dawała członkom kolumn sanitarnych dużą władzę nad mieszkańcami dezynfekowanych domów i lokali. Sprawy „dezynfekcyjne&#8221; są tak liczne w zespole prokuratury niemieckiej, że wymagają oddzielnego, choć pobieżnego, omówienia.</p>
<p>Ludwik Landau zanotował, że „powodem udręczeń i niepokojów jest pożyteczna w zasadzie akcja walki z epidemiami. W każdym wypadku tyfusu plamistego cały dom jest dezynfekowany, a wszyscy mieszkańcy poddawani obowiązkowej kąpieli. Praktycznie daje to pole do wielkiej liczby nadużyć: kradzieży dokonywanych przy okazji dezynfekcji, a obok tego do wszelkiego rodzaju szykan, zwłaszcza w stosunku do ludności żydowskiej&#8221;[50]. Podobną, niepochlebną opinię o kolumnach sanitarnych zapisał Ringelblum: „Kolumny sanitarne, zamiast zwalczać tyfus, szerzą go. Szantażują one bowiem właścicieli eleganckich mieszkań, w których nie trzeba dokonywać dezynfekcji, groźbą zniszczenia bielizny, odzieży itp., a niechlujnych mieszkań, których lokatorzy dają okup, nie dezynfekują&#8221;[51]. Haracze żądane przez kolumny dezynfekcyjne nie były wysokie; w źródłach mowa jest o kwotach od 5 do 30 zł od mieszkania. Niby niewiele, ale ilość odwiedzonych mieszkań mogła kompensować niewysokie</p>
<p>_____</p>
<p>[49]. Ibidem, fol. 137-142. Śledztwo w sprawie Dymytruka oparło się o Berlin. Listy w tej sprawie przysłali do warszawskiej prokuratury SS-Oberfuhrer M. Tondock z Berlina (w obronie oskarżonego) i władze naczelne Ukrainische Gesellschaft in Deutschland „Hromada (piętnując go jako hochsztaplera).</p>
<p>[50]. L. Landau, „Kronika&#8221;, s. 231.</p>
<p>[51]. E. Ringelblum, „Kronika&#8221;, s. 321. Los zarekwirowanych ubrań (szczególnie futer) był niepewny. 14 stycznia 1942 w magazynach przy ul. Stawki 2 wybuchł pożar, który strawił przechowalnię zarekwirowanych Żydom futer. Wśród warszawiaków panowało przekonanie, że pożar pomógł w zatarciu śladów nadużyć. W. Bartoszewski, „1859 dni Warszawy&#8221;, s. 250.</p>
<p>Str 109</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>stawki sanitariuszy-szmalcowników. Rzecz charakterystyczna &#8211; skargi w takich sprawach wnosili jedynie najubożsi z ubogich. Do nich właśnie zaliczali się mieszkańcy domu przy ulicy Miłej 49: Moszek Staryfurman, Chana Wszędobylska, Fajga Weremkraut, Judka Brotbekier i inni[52]. Świadkowie oskarżyli pracowników Miejskich Zakładów Sanitarnych V Ośrodka Zdrowia w Warszawie o wymuszanie opłat za niedokonywanie dezynfekcji. Fajga Kornblum zeznała, że „u niej dezynfekcji dokonywali 2 mężczyźni i 1 kobieta. Gdy prosiła ich, żeby nie zabierali jej wszystkich rzeczy do parówki, kobieta owa żądała 30,- zł. Kornblum dała jej 15.- zł.&#8221; Obok brania łapówek (o to do dezynfekujących mieszkańcy domu nie mieli żalu) personel kolumny sanitarnej dokonał w dezynfekowanych mieszkaniach licznych kradzieży. 21 stycznia 1941 sprawę przekazano do Sondergerichtu.</p>
<h4>Szmalcownictwo niezorganizowane, czyli «płotki»</h4>
<p>Na dnie szmalcowniczej drabiny znajdowali się działający na własną rękę szantaźyści-amatorzy. Od zawodowców różnili się tym, że „pracowali&#8221; w pojedynkę, rzadziej &#8211; we dwóch, oraz tym, że do „pracy&#8221; przystępowali bez należytego przygotowania. Wśród ich ofiar znajdowali się spotkani na ulicy i znani sprzed wojny Żydzi, lub też przechodnie o semickich rysach twarzy. Jak już wspominałem wcześniej, niepewny wyraz twarzy, niezdecydowany krok, wahanie, wszystko to mogło wzbudzić podejrzenia szmalcownika.</p>
<p>Nieudana próba szantażu dokonana przez Franciszka Smokowskiego wydaje się być dość typowym (choć w tym wypadku zakończonym niespodzianką) przykładem działania „czeladników szmalcownictwa&#8221;. 19 października 1940 r. do drzwi właścicielki kamienicy na Krakowskim Przedmieściu zapukał młody mężczyzna i wręczył jej list o następującej treści: „Szanowni Państwo! Na podstawie przeprowadzonych ścisłych dochodzeń ustaliliśmy semicki rodowód Państwa.</p>
<p>_____</p>
<p>[52]. AMSW, SSG, 1391 (1439), 15 listopada 1940 r., 1391, 1439. Inne sprawy dotyczące kolumn sanitarnych: AMSW, SSG, 19.07.1940. 774 (1033) i 16.07.1940, 1140 (881).</p>
<p>Str 110</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Wobec powyższego zwracamy się o doręczenie okazicielowi niniejszego sumy 2000.- zł (słownie: dwa tysiące złotych) w zamkniętej kopercie&#8230; W zamian zniszczymy będące w naszym posiadaniu dowody obciążające. W przeciwnym wypadku sprawę przekażemy niezwłocznie władzom niemieckim&#8221;[53]. „Ścisłe dochodzenie&#8221; przeprowadzone przez szmalcownika zawierało, jak się niebawem wyjaśniło na policji, zasadniczy błąd. Żydem był bowiem zmarły przed wojną mąż szantażowanej kobiety, sama zaś właścicielka posesji była „aryjką, Polką i katoliczką&#8221;, na dowód czego przedstawiła liczne „<em>piéces á conviction</em>&#8221;. Do akt dołączono trzy odpisy aktów urodzenia i zgonu członków rodziny, świadectwo ślubu katolickiego oraz metryki rodziców. Zaraz po otrzymaniu listu szmalcownika, adresatka wezwała policjanta, który doprowadził szantażystę na posterunek.</p>
<p>Wejścia na teren getta stanowiły szczególnie cenny teren łowiecki dla warszawskich szmalcowników. Nie tylko można było tam złapać usiłujących się wydostać na aryjską stronę Żydów, ale równie często można było przechwycić szmuglowane do dzielnicy żydowskiej towary, głównie żywność. Moszek Rubin Lewin, czeladnik kuśnierski z ulicy Gęsiej 39 był jedną z ofiar szmalcowników patrolujących granice getta. Od dłuższego już czasu Lewin działał w spółce z niejakim Tobiaszem, Polakiem pracującym jako tramwajarz. Zadaniem Tobiasza było przewożenie na teren getta worków z żywnością. Tramwajarz za każdy kurs brał od worka po 20 zł. W ciągu kwietnia 1941 r. tramwajarz przewiózł w ten sposób 15 worków kartofli, mąki i żyta. 17 kwietnia Lewin podrzucił do magazynu przy zajezdni 2 worki mąki i 2 worki kartofli. Magazynier dostał „w łapę&#8221; 7 zł za milczenie. Niespodziewanie, z pobliskiej kuchni wyszedł młody człowiek i oświadczył, że „sprawa kosztuje 50 zł&#8221;. Pieniądze pobrał Jarmulski, inny pracownik zajezdni: „ten ostatni mówił mi, że gdy nie zapłacę, to leżę z towarem na łopatkach&#8221;- dodał Lewin podczas przesłuchania[54]. „Wobec tego zapłaciłem mu do rąk zł 50. Zamówiony zostałem przez Tobiasza na dziś po</p>
<p>_____</p>
<p>[53]. AMSW, SSG, 20 grudnia 1940 r. 1088 (839).</p>
<p>[54]. AMSW, SSG, 21 października 1941. 1915 (1873).</p>
<p>Str 111</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>odbiór towaru. Na ulicy przed gmachem Dyrekcji stał jakiś pan i mi oświadczył, że sprawa kosztuje zł 250. Żebym jeszcze 50 dołożył. Nie miałem przy sobie więcej niż zł 20 i mu dałem te 20 zł&#8221;. Podczas ciągnących się przetargów do akcji wkroczyła policja niemiecka, a w ślad za nią &#8211; policja granatowa. Rzecz ciekawa &#8211; w raporcie policjant zapisał, że aresztowani szantażyści to „typy mało etyczne&#8221;.</p>
<p>11 kwietnia 1940 r. policja niemiecka aresztowała dwudziestoletnią krawcową Gołdę Marszałkiewicz, zarzucając jej bezprawne poruszanie się po mieście bez opaski oraz zakamuflowanie pierścionka z brylantem. Zatrzymaną odstawiono na Pawiak[55]. W lipcu 1940, po trzech miesiącach spędzonych w więzieniu, Marszałkiewicz zeznała, że po wybuchu wojny przyjechała z rodzinnego Pińska do Warszawy, gdzie utrzymywała siebie i chorą matkę z drobnych prac krawieckich, za które dostawała 15-20 zł tygodniowo. Na skutek skrajnej nędzy i wobec groźby eksmisji na bruk, Marszałkiewicz zdecydowała się sprzedać ostatnią wartościową rzecz, jaką posiadała &#8211; zaręczynowy pierścień z brylantem. Był to prezent ofiarowany jej przez narzeczonego, żołnierza WP Abrama Brzytwę, zabitego w walkach na Grochowie podczas oblężenia Warszawy. Gotowość kupna pierścienia wyraził mieszkający przy ul. Ks. Skorupki Konrad Kamilski, jak się niebawem miało okazać &#8211; szmalcownik i gestapowski V-Mann. Odebrawszy krawcowej pierścień, Kamilski zaprowadził ją w Aleję Szucha i przekazał w ręce swych mocodawców[56].</p>
<p>Ostatnia sprawa z gatunku „szmalcownictwa amatorskiego&#8221;, którą tu omówimy, wiąże się z Mirlą Hochbaum, ukrywającą się wraz z dwojgiem dzieci w mieszkaniu przy ulicy Kruczej. Posługując się fałszywymi papierami na nazwisko Lucyna Kalinowska, prowadziła na tyle normalną egzystencję, na ile było to w takich warunkach możliwe. Kłopoty zaczęły się z chwilą, gdy Hochbaum nieostrożnie spróbowała się upomnieć o dług, który u jej męża zaciągnął</p>
<p>_____</p>
<p>[55]. AMSW, Sondergericht, SG, teczka 110 III (II. E. 2363140), sprawa Gołdy Marszałkiewicz, Bericht, fol. 1., 12 kwietnia 1940 r.</p>
<p>[56]. AMSW, Sondergericht, SG, teczka 110 III, Protokoll, 1 lipca 1940, fol. 20-21.</p>
<p>Str 112</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>niejaki Kazimierz Królikowski. Królikowski najpierw stwierdził, że „Żydówce nie musi oddawać pieniędzy&#8221; (einer Judin sei er nicht verpflichtet zu zahlen), lecz później &#8211; pod wpływem próśb samotnej matki &#8211; umówił się z nią na rogu ul. Widok i Marszałkowskiej w celu zwrotu gotówki. „Kiedy zjawiłam się tam o wyznaczonej godzinie, Królikowski już czekał na mnie wraz z agentem polskiej policji (z X Komisariatu), który to agent mnie zaaresztował i odstawił do więzienia przy ul. Gęsiej&#8221;. W więzieniu tym Hochbaum spędziła dziewięć miesięcy czekając na rozprawę[57].</p>
<p>Pomimo iż zjawisko szmalcownictwa kojarzone jest zazwyczaj z życiem miejskim, to archiwa niemieckich sądów dostarczają licznych przykładów spraw szmalcowniczych z terenów podwarszawskich. Podstawową różnicą jest, co zrozumiałe, pochodzenie społeczne szantażystów, wśród których przeważają mazowieccy i podlascy chłopi. Baza źródłowa jest tu jednak zbyt szczupła, abyśmy mogli odważyć się na jakiekolwiek uogólnienia[58]. Chłopi najwyraźniej nie podawali się za Gestapo i &#8211; tym samym &#8211; nie wzbudzali zainteresowania władz niemieckich. Żydzi podwarszawscy, ofiary szantaży i napadów, unikali policji i nie składali obciążających zeznań. Sprawy trafiały na wokandę Sondergerichtu wówczas, gdy świadkami byli Niemcy, bądź gdy na straty narażeni zostali również Polacy[59].</p>
<p>_____</p>
<p>[57]. MSW, SSG, 9 października 1941, 1845, fol. 17.</p>
<p>[58]. O szmalcownictwie w podwarszawskich miejscowościach (głównie w Otwocku) pisał m. in. Celel Perechodnik. Relacja Perechodnika należy do najbardziej wstrząsających relacji okresu wojny. Patrz: „Czy ja jestem mordercą?&#8221;, Warszawa 1993.</p>
<p>[59]. W jednej ze spraw prokuratorzy niemieccy przesłuchali kilkunastu chłopów spod Falenicy, którzy napadali na żydowskie furmanki, wymuszali pieniądze, bili Zydów batami i kradli wiezioną żywność. AMSW, SSG, 1552 (1531), sprawa z dnia 22 maja 1941. Zeznanie Joska Poklińskiego, furmana, Szaji-Mordki Goldberga i innych. Inne napady na Zydów podwarszawskich, patrz: AMSW, SSG 23 (23), gm. Węgrów, 28 marca 1940; AMSW, 27 marca 1941, 1854 (1815). O wiele bogatszy materiał źródłowy w sprawach dotyczących „podmiejskich&#8221; lub też wiejskich szmalcowników znaleźć można w aktach ciechanowskiego Gestapo.</p>
<p>Str 113</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<h4>Policjanci i szmalcownicy</h4>
<p>Na podstawie wyżej omówionych procesów widać wyraźnie, do jakiego stopnia światy szmalcowników i policjantów nawzajem się przenikały. Warto wobec tego zwrócić baczniejszą uwagę na udział polskiej policji (tzw. granatowej) w procesie szantażowania Zydów. Policja ta (przez Niemców zwana Einheimlische Polizei) w miastach Generalnej Guberni podlegała bezpośrednio komendantom Schupo. Warszawskie siły policyjne składały się z 400-600 policjantów, rozmieszczonych w 21 komisariatach miejskich. Policja podlegała ścisłej kontroli władz okupacyjnych. Władze te zresztą nie wahały się niejednokrotnie poddać granatowej policji surowej krytyce za niedbałość w pracy[60].</p>
<p>Polscy policjanci znajdowali się między młotem a kowadłem, gdyż oprócz nadzoru niemieckiego musieli się liczyć z nadzorem ze strony polskiego podziemia. Pomimo tej podwójnej kontroli (lub też z jej powodu) policja granatowa zdobyła sobie szybko reputację jednej z najbardziej skorumpowanych organizacji warszawskich. Jeżeli chodzi o interesujący nas aspekt „szmalcowniczy&#8221;, to Franciszek Wyszyński, bystry (choć szczerze nie znoszący Zydów) obserwator życia codziennego okupowanej Warszawy, zanotował 31 grudnia 1941 r.: „jak wiadomo każdemu tutaj, przy wejściach do getta kwitł szmugiel i straszne łapownictwo i przekupstwo, za pieniądze którymi dzielili się wartownicy niemieccy i polscy policjanci; można było wszystko przywieźć do getta i wywieźć stamtąd. Otóż teraz podobno ten wrzód pękł; podobno dzisiaj rano rozstrzelano 11 polskich policjantów z VII komisariatu&#8221;[61]. Częste skargi zatrzymanych Zydów na próby wymuszeń ze strony granatowych policjantów zdają się potwierdzać słuszność krążących po mieście opinii. Szczególnie narażeni na domagających się okupu policjantów byli Zydzi</p>
<p>_____</p>
<p>[60]. M. Getter, „Zarys organizacji policji niemieckiej w Warszawie i Dystrykcie w latach 1939-1945&#8243;. Rocznik Warszawski, t. VI, 1966, s. 258-259.</p>
<p>[61]. F. Wyszyński, „Dziennik 1941-1944&#8243;. Biblioteka Narodowa, dział rękopisów, akcesja 7505 I-II.</p>
<p>Str 114</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>przesiedleni do warszawskiego getta z innych miast[62]. O zdarzeniach o rok późniejszych od opisywanych tak pisał kronikarz getta, Emanuel Ringelblum: „dobrowolni agenci policyjni &#8211; «szmalcownicy» nie spuszczają Żyda z oka, aby w stosownym momencie, gdy Żyd zdejmie opaskę i wejdzie do jakiejś bramy, złapać go na gorącym uczynku i zażądać odpowiedniego okupu. Sprytniejszy «szmalcownik» zaobserwuje numer mieszkania i do spółki z policjantem dokona «wypadu» na Żyda i chroniących go chrześcijan&#8221;[63].</p>
<p>Wspomniany wcześniej udział policjanta Żelaznego w gangu szmalcowników nie należał do wyjątków. Szajka Dymytruka również korzystała z pomocy polskich policjantów, a wczesnym latem 1940 r. wybuchła większa sprawa szmalcownicza, której głównymi bohaterami byli również policjanci. 2 lipca Volksdeutsch Johann Weg mieszkający przy ul. Kapucyńskiej poinformował Gestapo, że znani mu Żydzi wychodzą z aresztów policyjnych, po opłaceniu odpowiednich funkcjonariuszy[64]. Jednym ze wskazanych ludzi był Szyja Dymentman, kupiec mieszkający w domu przy ul. Królewskiej 27. Podczas przesłuchania Dymentman przyznał, że zaaresztowany został bezpodstawnie, ale dlatego, że był człowiekiem majętnym, mogącym zapłacić za odzyskanie wolności. Wraz z nim „zasiadło&#8221; w więzieniu pięciu innych Żydów. Dymentman wyszedł po zapłaceniu 2,5 tys. zł łapówki; nie był w stanie powiedzieć, ile dali inni aresztowani. W cztery dni po przesłuchaniu Dymentmana Gestapo aresztowało Ignacego Karwowskiego, policjanta z 18-letnim stażem pracy. Karwowskiego osadzono na Rakowieckiej, a śledztwem objęto większość policjantów pracujących z aresztowanym w tym samym komisariacie. W trakcie przesłuchań gestapowcy dowiedzieli się, że policja miała zwyczaj dokonywać rewizji w mieszkaniach bogatych Żydów i rekwirować znalezione kosztowności i pieniądze. Jeżeli tych nie znaleziono, właścicieli</p>
<p>_____</p>
<p>[62]. E. Ringelblum, „Kronika&#8221;, s. 239.</p>
<p>[63]. E. Ringelblum, „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej&#8221;. Warszawa 1988, s. 95.</p>
<p>[64]. AMSW, Zespól Sądu niemieckiego (Deutsches Gericht Warschau &#8211; dalej DG), 54, 2 lipca 1940, doniesienie Johanna Wega oraz zeznanie Szyi Dymentmana.</p>
<p>Str 115</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>mieszkań zatrzymywano w areszcie, póki nie zapłacili okupu za zwolnienie[65]. Korupcja wśród policji (również niemieckiej) na tle działalności szmalcowniczej przybrała w Warszawie takie rozmiary, że dwóch gestapowców rozstrzelano „dla pokazu&#8221; za tzw. „Judengeschäfte&#8221;[66]. Pełen niepokoju list nadesłał w tej sprawie do Warszawy szef poznańskiej Kripo. Wedle jego informacji proceder handlu Żydami i z Żydami stał się powszechny wśród niemieckich policjantów w Warszawie. Zjawisko przybrało takie rozmiary, że Żydów wykupujących się z getta i odtransportowywanych na Pragę w kręgach policyjnych nazywano <em>Meerschweinchen</em>: świnki morskie[67].</p>
<h4>Podsumowanie</h4>
<p>Wizerunek szmalcowników wyłaniający się z akt niemieckiej prokuratury w Warszawie z jednej strony potwierdza obserwacje naocznych świadków, a z drugiej &#8211; wnosi nieco nowych elementów. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na zorganizowany charakter gangów szmalcowniczych i na ich „międzyetniczny&#8221; profil. Do jednego gangu potrafili należeć Polacy, Niemcy i Żydzi. Ważny jest też skład społeczny „szmalcowniczego cechu&#8221; &#8211; zawodowi kryminaliści stanowią w nim zdecydowaną mniejszość. Przeważają ludzie, którzy &#8211; aby użyć sformułowania Ringelbluma &#8211; uznali Żydów za „umarłych na urlopie&#8221;, czyli ludzi, którzy tak czy inaczej skazani są na śmierć. A skoro mają umrzeć, to dlaczego mieliby zabierać ze sobą niepotrzebne im już dobra doczesne? Pamiętać też trzeba o bardzo wczesnym zaistnieniu szajek szantażystów, gdyż pierwsze rozprawy trafiają na wokandę sądów warszawskich już zimą 1939/1940.</p>
<p>_____</p>
<p>[65]. AMSW, DG, 54, zeznania granatowych policjantów z dnia 24 września 1940 r.</p>
<p>[66]. S. Biernacki, „Okupant a polski ruch oporu. Władze hitlerowskie w walce z ruchem oporu w dystrykcie warszawskim, 1939-1944&#8243;, Warszawa 1989, s. 55-57.</p>
<p>[67]. AMSW, Zespól Amt des Gouverneurs des Distrikts Warschau. Der SS-und Polizeifuhrer, 39-44, teczka 115. Wśród polskich szmalcowników tropionych Żydów nazywano „kotami&#8221;.</p>
<p>Str 116</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Szmalcownictwo, jak już zauważyliśmy na początku tego artykułu, jest jednym z wielu zagadnień okresu okupacji, które nie doczekało się dotąd własnego opracowania. Artykuł powyższy nie jest w tej materii też słowem ostatnim. Ogromne bogactwo dostępnych zbiorów archiwalnych, zainteresowania młodego pokolenia polskich historyków oraz zwiększający się dystans wobec tragedii lat 1939-1945 sprzyjają śmielszemu podejściu do drażliwych zagadnień w historii najnowszej. Niestety, w dalszym ciągu wśród części polskiej opinii publicznej panuje przekonanie, że tematy nieomawiane zanikną same z siebie. Nic bardziej błędnego. Rozciągnięcie milczenia nad tym ponurym i haniebnym aspektem lat okupacji nie będzie w stanie przysporzyć większej chwały państwu podziemnemu (które obrońców i tak nie potrzebuje). Natomiast próby omówienia tych bolesnych zagadnień nie będą w stanie niczego ująć bohaterskim członkom Żegoty bądź też tysiącom Polaków, którzy poświęcili życie ratując swoich żydowskich współobywateli. W cieniu przemilczeń rodzić się mogą jedynie uprzedzenia i kompleksy maskowane fałszywie pojętą troską o „obronę dobrego imienia narodu polskiego&#8221;. Jedynie pełne i otwarte wystawienie na światło dzienne całej gamy ludzkich zachowań i reakcji z czasów okupacji umożliwi nam zrozumienie postaw Polaków w tym tragicznym okresie. Dalsze przemilczanie tej części wspólnej przeszłości może jedynie pogłębić kompleksy i zaostrzyć wzajemne zarzuty, których ofiarą jest do dziś dnia kulejący dialog polsko-żydowski.</p>
<p>Jan GRABOWSKI</p>
<p>Jan Grabowski &#8211; ur. w 1962 roku w Warszawie, absolwent UW jest od 1993 roku profesorem na wydziale historii Université d&#8217;Ottawa.</p>
<p>Str 117</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/antykatoendek007.wordpress.com/6/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/antykatoendek007.wordpress.com/6/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=6&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://antykatoendek007.wordpress.com/2011/03/17/6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/74b4dafaf7b16958c7708381b5756670?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">antykatoendek007</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>FEAR &#8211; Gross i chlopcy narodowcy</title>
		<link>http://antykatoendek007.wordpress.com/2008/02/29/fear-gross-i-chlopcy-narodowcy/</link>
		<comments>http://antykatoendek007.wordpress.com/2008/02/29/fear-gross-i-chlopcy-narodowcy/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 Feb 2008 19:47:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>antykatoendek007</dc:creator>
				<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Fear]]></category>
		<category><![CDATA[Gross]]></category>
		<category><![CDATA[ND-ecja]]></category>
		<category><![CDATA[ND-ek]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Strach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://antykatoendek007.wordpress.com/?p=3</guid>
		<description><![CDATA[http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4955649.html Gross i chłopcy narodowcy Andrzej Friszke* 2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 21:03:09.0 W awanturze, jaką rozpętała prawica przeciw książce Grossa, nie o Żydów chodzi. Chodzi o stwierdzenie, że jedyną ideologią, do jakiej mogą dziś nawiązać Polacy, jest nacjonalizm http://bi.gazeta.pl/im/0/4955/z4955770X.jpg Wrocławscy Żydzi przy kiosku z prasą żydowską. Wrocław, wrzesień 1947 r. Budząca wiele dyskusji książka Jana [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=3&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4955649.html">http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4955649.html</a></p>
<p><strong>Gross i chłopcy narodowcy</strong></p>
<p>Andrzej Friszke* 2008-02-23, ostatnia aktualizacja 2008-02-22 21:03:09.0</p>
<p>W awanturze, jaką rozpętała prawica przeciw książce Grossa, nie o Żydów chodzi. Chodzi o stwierdzenie, że <strong>jedyną ideologią, do jakiej mogą dziś nawiązać Polacy, jest nacjonalizm</strong></p>
<p><a href="http://bi.gazeta.pl/im/0/4955/z4955770X.jpg">http://bi.gazeta.pl/im/0/4955/z4955770X.jpg</a></p>
<p>Wrocławscy Żydzi przy kiosku z prasą żydowską.</p>
<p>Wrocław, wrzesień 1947 r.</p>
<p>Budząca wiele dyskusji książka Jana Tomasza Grossa <strong>&#8221;Strach&#8221; jest dziełem ważnym</strong>, które nie tylko zmusza do zastanowienia się nad kondycją Polaków w latach 40., ale <strong>też wiele mówi o naszej dzisiejszej świadomości</strong>.</p>
<p>Wykazywanie uchybień w tej książce, by podważyć cały wywód Grossa, odsłania postawę obronną &#8211; odmowę przyjęcia do wiadomości faktów, które burzą czarno-biały obraz tamtej rzeczywistości.</p>
<p>Ta dyskusja wpisuje się w wytworzony w ostatnich latach <strong>zmitologizowany obraz polskich postaw i podziałów w latach 40. I w latach późniejszych</strong>.</p>
<p>Holocaust i bierni świadkowie</p>
<p>Sens wydarzeń i epizodów przedstawionych przez Grossa jest trudny do zakwestionowania przy użyciu metod właściwych do badań historycznych. Sporne są za to uogólnienia &#8211; zbyt daleko idące &#8211; a także brak szerszego kontekstu opisywanych zjawisk.</p>
<p>W polskiej wersji &#8221;Strachu&#8221; pominięto rozdział ukazujący okupację w Polsce w innych aspektach niż Holocaust.</p>
<p>To opuszczenie zawęża perspektywę &#8211; nie pozwala ukazać ani grozy, ani demoralizującego wpływu okupacji niemieckiej i nazistowskiej propagandy na polskie społeczeństwo, zasięgu polskiego oporu i skali polskiego męczeństwa. A także rozbicia naturalnej polskiej warstwy przywódczej, co ogromnie sprzyjało anarchizacji społecznej, erozji wzorców zachowań i moralności itd.</p>
<p>Na brak owego kontekstu zwróciło uwagę wielu recenzentów.</p>
<p>     Rzadziej natomiast mówi się o braku innego kontekstu.</p>
<p><strong> </strong><strong>     Gross zrezygnował z omawiania <span style="color:#ff0000;">narastającej w </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">    dwudziestoleciu międzywojennym </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     fali antysemityzmu, który wylewał się z prasy prawicowej (endeckiej) i pism kościelnych</span></strong><strong>. </strong></p>
<p>Wydana dziesięć lat temu fundamentalna <strong>monografia Anny Landau-Czajki &#8221;W jednym stali domu&#8230; Koncepcje rozwiązania kwestii żydowskiej w publicystyce polskiej lat 1933-1939&#8243; przeszła niezauważona</strong>.</p>
<p>     A <strong><span style="color:#ff0000;">bez wiedzy o </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     treściach sączonych szeroko przez prasę, </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     upowszechnianych na wiecach,</span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     realizowanych w akcjach bojkotowych czy w czasie </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     takich ekscesów jak słynny marsz </span></strong><strong><span style="color:#ff0000;">Doboszyńskiego</span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     na Myślenice, </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;"> </span></strong><strong><span style="color:#ff0000;">   nie sposób zrozumieć tych postaw wobec</span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     współobywateli żydowskich, jakie opisuje Gross</span>. </strong></p>
<p>Ta sama <strong>Landau-Czajka w kolejnej monografii &#8221;Syn będzie Lech&#8230; Asymilacja Żydów w Polsce międzywojenne</strong>j&#8221; <strong>ukazuje,</strong></p>
<p><strong> </strong><strong>    <span style="color:#ff0000;">jakie bariery stawały przed Żydami, którzy</span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     asymilowali się do polskości</span></strong>.</p>
<p>     <strong><span style="color:#ff0000;">W szerokim odczuciu nie byli uznawani za Polaków</span></strong> &#8211; nawet jeśli biegle mówili po polsku,</p>
<p>     ochrzcili się, nawet jeśli byli twórcami polskiej kultury.</p>
<p>     <strong>Właśnie ich ze szczególną zaciekłością atakowali polscy nacjonaliści</strong>.</p>
<p>Przytaczane przez Grossa liczne świadectwa z różnych regionów (głównie z Podlasia i Kielecczyzny) ukazują, że podczas eksterminacji Żydów <strong><span style="color:#ff0000;">ludność wsi i miasteczek</span></strong> nie uczestniczyła czynnie w zbrodni, ale <strong>nie była też obojętna</strong>. Inicjatywę przejmowała łobuzeria i kołtuneria, która</p>
<p>     <strong><span style="color:#ff0000;">kibicowała wywózce i naigrawała się z ludzi</span></strong></p>
<p><span style="color:#ff0000;"><strong>    </strong><strong>prowadzonych na śmierć</strong></span>.</p>
<p>     Zdarzały się też <strong>przypadki mordowania zbiegów z kolumn</strong>.</p>
<p><strong>     Miejscowa społeczność nie potępiała owych łobuzów, nie izolowała ich, </strong></p>
<p><strong>     a przeciwnie &#8211; szła ich śladem. </strong></p>
<p>Opisywana przez Grossa polska <strong>społeczność małomiasteczkowa i wiejska na ogół nie okazuje współczucia Żydom, chętnie natomiast zagarnia ich jeszcze ciepły majątek</strong>, niekiedy też wyłudza dobra na zasadzie: &#8221;Wam to się już nie przyda&#8221;.</p>
<p><strong>Obraz ludzi zdziczałych moralnie, którzy kibicują eksterminacji i rozgrabiają</strong> mienie mordowanych, jest przerażający. Niestety, <strong><span style="color:#ff0000;">potwierdzają</span> go <span style="color:#ff0000;">meldunki</span></strong> z niektórych przynajmniej miejscowości, <strong><span style="color:#ff0000;">a nawet prasa AK</span></strong>.</p>
<p>Wobec kwestii żydowskiej <strong>Polska Podziemna</strong> była głęboko podzielona.</p>
<p>W imię utrzymania jedności wobec okupanta demokratyczna część Polski Podziemnej zajęła postawę defensywną wobec prawicy nacjonalistycznej. <strong>Defensywną nie tylko wobec antysemickich i nacjonalistycznych odłamów konspiracji, ale też wobec moralnego zdziczenia</strong> wielu środowisk małomiasteczkowych i wiejskich.</p>
<p>Narzucenie autorytetu i przywództwa przez podziemie odbywało się kosztem <strong><span style="color:#ff0000;">przymykania oczu na te przejawy kolaboracji</span>, które nie były wymierzone wprost w konspirację i polskich etnicznie współobywateli</strong>.</p>
<p><strong>Holocaust traktowano więc jako kwestię drugorzędną, &#8221;nie naszą</strong>&#8221;, której podniesienie groziło podziałami i konfliktami w społeczności etnicznie polskiej.</p>
<p>O tym, że <strong><span style="color:#ff0000;">tak właśnie było, świadczą tysiące dokumentów</span></strong> wydrukowanych lub omawianych <strong>w tomie &#8221;Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945&#8243;</strong> wydanym &#8211; znów bez rozgłosu i dyskusji &#8211; przez IPN w 2006 r.</p>
<p>Nie sposób w tym miejscu nie postawić pytania:</p>
<p>     <strong><span style="color:#ff0000;">gdzie w tym momencie był Kościół?</span></strong></p>
<p>Jest prawdą, że pod okupacją niemiecką cierpiał wielkie prześladowania. Spośród 10 tys. księży blisko 2 tys. zginęło, 1,4 tys. Niemcy wywieźli do obozów. Duchowieństwo nie mogło swobodnie komunikować się z wiernymi. Niektórzy księża i niektóre zakony mają wielkie zasługi w ratowaniu Żydów.</p>
<p>Te niewątpliwe fakty nie wyczerpują jednak problemu.</p>
<p>W ramach elementarnego nakazu piątego przykazania ci biskupi i proboszczowie, <strong>którzy zostali na swych stanowiskach, powinni wiedzieć, co mówić wiernym &#8211; choćby i niepublicznie &#8211; jak odnosić się do łobuzerii, grabieżców, szmalcowników</strong>.</p>
<p>Tymczasem <strong><span style="color:#ff0000;">brak wiadomości o potępieniu ludzi, którzy jawnie wykraczali przeciw przykazaniu: &#8221;Nie zabijaj</span></strong>&#8221;.</p>
<p><strong>     <span style="color:#ff0000;">Brak świadectw, by duchowieństwo potępiało lub choćby hamowało agitację antysemicką </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     uprawianą w endeckich pismach konspiracyjnych. Raczej odwrotnie, narodowcy cieszyli się </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     uznaniem i sympatią jako prawowierni katolicy</span>. </strong></p>
<p>Wszystko to wydarzyło się, zanim jeszcze walec Armii Czerwonej wtoczył się na ziemie polskie.</p>
<p>Schemat żydokomuny, która objęła rządy w Polsce, brał się nie tyle z doświadczeń empirycznych, ile ze schematu upowszechnionego w latach międzywojennych. Tłumaczył on rzeczywistość w sposób klarowny, niewymagający łamania sobie głowy nad skomplikowanymi przyczynami podziałów społecznych.</p>
<p>Gross ukazuje, że <strong>aparat władzy komunistycznej w ogromnej większości zasilali etniczni Polacy </strong></p>
<p><strong>ze wsi i małych miasteczek</strong>.</p>
<p>Studia o formowaniu się urzędów bezpieczeństwa i komórek administracji w latach 1944-45</p>
<p>dowodzą, że szli do nich chłopscy synowie z AL, ludzie z marginesu wiejskiego i małomiasteczkowego, bezrobotni i bezrolni, nadpobudliwi, nieprzystosowani, żądni mocnej przygody.</p>
<p>Owszem, wśród związanej z władzą inteligencji, wyższych urzędników i wyższych oficerów UB nadreprezentowani byli komuniści pochodzenia żydowskiego. Ale</p>
<p>     <strong>ubekami, agitatorami i lokalnymi dygnitarzami w 90 proc. byli chłopcy z ludu</strong>.</p>
<p>Wśród oficerów UB oskarżanych o stosowanie wymyślnych tortur, a w latach 90. sądzonych w procesie Humera i towarzyszy, przeważają nazwiska chłopskie.</p>
<p>     <strong><span style="color:#ff0000;">Ten fakt jest jednak często wypierany ze świadomości</span></strong> &#8211; za to coraz częściej stawiana jest teza,</p>
<p>     że to właśnie prosty lud był fundamentem antykomunistycznego oporu.</p>
<p>Ta teza ma wartość jedynie konstrukcji ideologicznej &#8211; nie wytrzymuje w starciu z faktami.</p>
<p>W ówczesnym społeczeństwie polskim chłopi stanowili 70 proc. Występowały wśród nich różne postawy &#8211; wieś Małopolski popierała ruch ludowy, wieś Podlasia sympatyzowała z partyzantką narodową, wieś Lubelszczyzny była głęboko podzielona na ludowców i endeków, silne były tu także wpływy komunistów.</p>
<p>Trzeba też pamiętać, że na wsi silne były postawy zamknięcia, izolacji wobec &#8221;obcych&#8221;, wrogości wobec zmian, trzymania się własnych, utrwalonych wierzeń, schematów i wyobrażeń. One rzeczywiście tworzyły warstwę oporu i immunizowały na wpływy komunistyczne, zapewne bywały też podstawą niechęci do tych synów wiejskich, którzy poszli do administracji czy milicji (bo wynieśli się ponad społeczność lokalną, sięgali po władzę nad nią).</p>
<p>Niemniej jednak -</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>     powtórzmy &#8211; ogromna większość aparatu władzy PRL, aktywistów różnych szczebli, </strong></p>
<p><strong>     oficerów UB i wojska to dzieci robotników i chłopów</strong>.</p>
<p>Dlatego szukanie w &#8221;ludzie&#8221; zdrowej tkanki narodu odróżniającej ów lud od &#8221;zgniłej inteligencji&#8221; jest projekcją i nadużyciem.</p>
<p>Moralność na gruzach</p>
<p>Opisana przez Grossa co najmniej neutralność lub przyzwolenie na agresję i jednostkowe zbrodnie na Żydach, a także podatność tłumów na absurdalne plotki, co prowadziło do pogromów, układają się w obraz moralnego spustoszenia w pookupacyjnej Polsce.</p>
<p>To <strong>moralne spustoszenie i cynizm dotyka zarówno ludzi z elit (np</strong>. kompromitująca wypowiedź katolickiego filozofa i publicysty Jerzego Brauna czy równie kompromitujący <strong>list bp. Kaczmarka</strong> do ambasadora USA), jak i ludzi prostych.</p>
<p>Trzeba jednak postawić pytanie:</p>
<p>     czy od prostego człowieka należało oczekiwać więcej niż od przywódców katolickich?</p>
<p>     Czy katolicki intelektualista i katolicki biskup zapomniał dziesięciorga przykazań?</p>
<p>     Czy mógł zniżyć się do usprawiedliwiania zbrodni w imię utrzymania kontaktu i wspólnoty</p>
<p>     z tym odłamem wiernych, którzy ją akceptowali i usprawiedliwiali dla doraźnych interesów</p>
<p>     lub wiary w mity?</p>
<p>Niestety, <strong>wiele wskazuje</strong> &#8211; i Gross daje na to <strong>wiele przykładów &#8211; że </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>     <span style="color:#ff0000;">biskupi podzielali te mity, upowszechniali je w swoim otoczeniu i w naukach </span></strong></p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">     kierowanych do ludu</span></strong>.</p>
<p>Jest prawdą, że Kościół stanął po wojnie wobec wielkich wyzwań &#8211; sam osłabiony okupacyjnym terrorem, pełen obaw o przyszłość pod rządami komunistów &#8211; musiał nieść pomoc duchową i jakże często materialną wojennym rozbitkom, sierotom, przesiedleńcom. Bywał jedyną instytucją, od której wymagano wsparcia moralnego i drogowskazu. Jednocześnie cenzura i terror nie pozwalały mu publicznie mówić o polskiej krzywdzie, aresztowaniach, prześladowaniach. Wszystko to prawda i źle, że Gross o tym nie pisze. Ale</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>     czy mimo wszystko powinnością Kościoła nie było przeciwstawianie się zbrodniom </strong></p>
<p><strong>     na współobywatelach?</strong></p>
<p><strong>Krytyczni recenzenci książki Grossa &#8211; zwłaszcza Paweł Machcewicz, Bożena Szaynok, Marcin Zaremba</strong> &#8211; zwracają uwagę na stopień wyniszczenia, także moralnego, społeczeństwa polskiego wychodzącego z wojny. Panujący wówczas bandytyzm, bieda rodząca agresję, skłonność do przemocy i zaczadzenie śmiercią tworzyły klimat, w którym działy się rzeczy straszne. <strong>Recenzenci zarzucają Grossowi, że nie dostrzega tego tła</strong>, wydobywając jeden tylko wątek.</p>
<p>Zapomnieć o Mikołajczyku</p>
<p>Wiele już powiedziano o przeciwstawionej &#8221;Strachowi&#8221; Grossa książce Marka Chodakiewicza, wydanej przez IPN.</p>
<p>Paweł Machcewicz w &#8221;Gazecie&#8221;, Bożena Szaynok i Dariusz Libionka w &#8221;Tygodniku Powszechnym&#8221; oraz Grzegorz Motyka w &#8221;Newsweeku&#8221; ukazali dobitnie poziom warsztatu naukowego tego publicysty czy raczej ideologa.</p>
<p>W istocie bowiem <strong>Chodakiewicz od lat wytrwale buduje</strong> pewną <strong>konstrukcję ideologiczno-polityczną</strong>. W obszernym wywiadzie poświęconym książce Grossa na łamach pisma &#8221;Glaukopis&#8221; atakuje współczesne elity intelektualne, które gotowe są podjąć dialog z autorem &#8221;Strachu&#8221;, a także elity z lat 40. &#8211; zarówno komunistów, jak i liberalnych demokratów, lewicowego antykomunistę prof. Stanisława Ossowskiego oraz katolików z &#8221;Tygodnika Powszechnego&#8221;.</p>
<p>Wszyscy oni byli &#8221;moralnie skarłowaciali&#8221; &#8211; kolaborowali z reżimem stalinowskim. Ich winą, a w gruncie rzeczy zdradą, była niechęć do nacjonalizmu i brak stanowczej reakcji na komunizm. A &#8221;współczesna inteligencja polska wyłoniła się z zupełnej pustyni intelektualnej, jaką był PRL&#8221;. To lud walczył z komunizmem i nawet absurdalne argumenty o żydowskich mordach rytualnych miały walor przeciwstawiania się systemowi.</p>
<p><strong>W książce &#8221;Po zagładzie&#8221; Chodakiewicz dowodzi</strong>, że antysemityzm obecny w wielu publikacjach podziemnych nie przekładał się na akty agresji i zbrodni wobec Żydów, te bowiem były wynikiem raczej zwykłego bandytyzmu. <strong>Twierdzi</strong> też, <strong>że w istocie to Żydzi pastwili się nad Polakami</strong>.</p>
<p><strong>Aby ułatwić sobie zadanie, pominął pogromy &#8211; nawet kielecki</strong>.</p>
<p>Zdumiewające i <strong>odsłaniające mentalność autora jest wskazywanie &#8221;dobrych Żydów&#8221; &#8211; Ludwika Cohna, Marii Hulewiczowej czy Stefana Kisielewskiego</strong>.</p>
<p>Byli to Polacy czynni w życiu publicznym w różnych nurtach przeciwstawiających się komunizmowi. Nigdy nie byli traktowani jako Żydzi, a <strong>przypisywanie im żydostwa</strong> wynika po prostu z przyjęcia kryterium ustaw norymberskich.</p>
<p>     <strong><span style="color:#ff0000;">Nadanie podobnej publikacji stempla IPN kompromituje kierownictwo tej instytucji</span></strong>.</p>
<p>Warto zwrócić uwagę na czarno-biały obraz politycznego podziału społeczeństwa, jaki wyłania się z pracy Chodakiewicza, a także publikacji wielu innych autorów związanych z IPN. Po jednej stronie są rządzący komuniści, po drugiej &#8211; antykomunistyczni partyzanci (według Chodakiewicza &#8211; &#8221;powstańcy&#8221;).</p>
<p>W tej perspektywie nie istnieje Polskie Stronnictwo Ludowe &#8211; milionowa partia, która dźwigała główny ciężar oporu wobec komunistycznej dyktatury.</p>
<p>Przywódcę PSL Stanisława Mikołajczyka Chodakiewicz wymienia tylko raz, by wspomnieć, że Hulewiczowa była jego sekretarką.</p>
<p>     IPN wśród dziesiątków publikacji dotyczących lat 40. PSL nie poświęcił ani jednej.</p>
<p>W ten sposób w rozumieniu owej epoki cofamy się głęboko w stosunku do tego, co osiągnęła historiografia poprzedniej dekady. Zamiast wielobarwnego obrazu, zamiast namysłu nad złożonością ludzkich wyborów otrzymujemy czarno-biały schemat.</p>
<p><strong>Ten schemat każe afirmować jedynie radykalny antykomunizm</strong>, bez zwracania uwagi na jego zabarwienie ideowe. Co więcej, <strong>prowadzi do pełnej afirmacji postaw narodowo-plebejskich, nacjonalistycznych, ksenofobicznych, antydemokratycznych, wrogich</strong> nie tylko wobec Sowietów, ale <strong>też zasad ideowych świata zachodniego</strong>.</p>
<p><strong>Najwyższe noty otrzymuje NSZ</strong> &#8211; formacja, która <strong>do 1944 r. odmawiała podporządkowania się Polskiemu Państwu Podziemnemu</strong>, rojąc plany zamachu stanu i ustanowienia dyktatury nacjonalistycznej w momencie zakończenia okupacji.</p>
<p><strong>     Im większy NSZ w tych publikacjach, tym mniejszy PSL</strong>, co <strong>Chodakiewicz doprowadził do skrajności</strong>.</p>
<p>     A <strong>jego namiętni obrońcy</strong>, m.in. <strong>Jan Żaryn</strong>, <strong>podtrzymują ten schemat</strong>.</p>
<p>W istocie chodzi o coś więcej niż dyskusję nad latami 40. Chodzi o obraz Polski i polskości. Czy budując współczesny patriotyzm, odwołamy się do bogactwa polskiej kultury, myśli, wielobarwnych tradycji, które wymagają krytycznego namysłu i weryfikacji, czy do tradycjonalistycznej, ludowo-narodowej &#8221;swojskości&#8221;, plebejskiej krzepy?</p>
<p>W tej drugiej wizji &#8221;<strong>obcy&#8221; są nie tylko komuniści i Żydzi, ale też pepeesowcy, piłsudczycy, demokraci, peeselowcy</strong>. Nie istnieją dylematy polskiej polityki, nie ma problemu złożoności sytuacji i ludzkich motywacji.</p>
<p>Nie mieści się w niej np. Tadeusz Seweryn, wybitny ludowiec, w czasie wojny szef walki cywilnej w okręgu krakowskim, który ratował Żydów.</p>
<p>A Hulewiczową poklepuje się protekcjonalnie po ramieniu jako &#8221;dobrą Żydówkę&#8221;. Hulewiczową, która miała nieocenione zasługi w prowadzeniu łączności między Polską Podziemną a Londynem, najbliższą współpracowniczkę Mikołajczyka, więźnia stalinowskiego. Nie istnieją dylematy polskiej polityki, nie ma problemu złożoności sytuacji i ludzkich motywacji.</p>
<p>     <strong>Ten schemat</strong> zakłada jeśli nie usprawiedliwienie antysemityzmu, to jego przemilczanie</p>
<p>     lub bagatelizowanie.</p>
<p>     Albo też <strong>uznanie, że hitleryzm był mniejszym złem niż komunizm</strong> (&#8221;<strong>Biuletyn IPN&#8221; nr 1-2/2007</strong>;</p>
<p>     ukazuje się on w nakładzie kilkunastu tysięcy egzemplarzy, <strong>jest rozsyłany do szkół</strong>).</p>
<p>Każdy antykomunizm jest dobry, a nawet więcej: <strong>najlepszy jest antykomunizm nacjonalistyczny</strong>. Pozwala to za jednym zamachem unieważnić historię kolejnych dekad PRL, by i tam budować czarno-biały schemat zdrowego ludu i &#8221;zgniłej inteligencji&#8221; &#8211; aż po epokę &#8221;Solidarności&#8221;, Okrągłego Stołu i III Rzeczypospolitej, gdzie &#8221;zgniłym różowym&#8221; przeciwstawiony jest zdrowy polski lud.</p>
<p>Taki schemat propagandowo-ideologiczny wytworzyła skrajna prawica w ostatnich latach. Nie łudźmy się więc, że jest to tylko dyskusja o historii.</p>
<p><strong>W epilogu swej książki Gross wyostrzył tezy</strong> i oceny rozsiane w toku narracji. <strong>Pojawiają się daleko idące uogólnienia</strong>:</p>
<p>&#8221;Nienawiść do Żydów jako wampirów i komunistów (&#8230;) wstrząsała po wojnie polskim społeczeństwem&#8221;;</p>
<p>&#8221;Wspólnota zbrodni nakazywała milczeć i ustawiać poza obrębem społeczności lokalnej tych, co pomagali&#8221;;</p>
<p>&#8221;Polacy w przeważającej większości nie okazywali pomocy (&#8230;) i jakże często, na różne sposoby uczestniczyli w procesie Zagłady&#8221;.</p>
<p>Autor twierdzi, że powstał swoisty pakt społeczny &#8211; władza dała do zrozumienia, że nie za bardzo będzie dochodzić odpowiedzialności za zbrodnie na Żydach i przemilczy zagarnięcie ich mienia, jeśli społeczeństwo nie będzie się wtrącać do polityki. Gross pisze nawet, że komuniści uzyskali tą drogą przyzwolenie na sprawowanie władzy. Nie wyjaśnia, dlaczego w takim razie tak potężny był opozycyjny PSL i tak szeroki terror stalinowski.</p>
<p><strong>Gross w &#8221;Strachu&#8221; nakreślił zbyt czarny obraz, ale <span style="color:#ff0000;">nie jest to obraz odległy od prawdy</span></strong>.</p>
<p><strong><span style="color:#ff0000;">Gdyby był ostrożniejszy</span></strong>, gdyby wspominał o wszystkich niuansach, unikał generalizacji, <strong><span style="color:#ff0000;">jego książka podzieliłaby los wymienionych wcześniej prac analitycznych &#8211; pozostałaby świadomie niezauważona</span></strong>.</p>
<p><strong>Mówiąc twardo</strong> i czasem niesprawiedliwie, <strong>Gross zmusza do zajęcia się problemem</strong>.</p>
<p>Ale też ułatwia, niestety, polaryzację, do której chcą doprowadzić</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>     narodowi rewolucjoniści. Oni nie chcą dyskusji. Chcą mieć wroga, wobec którego </strong></p>
<p><strong>     można zewrzeć szeregi, by wrócić do ideologii, mitów i schematów z lat 30</strong>.</p>
<p>* ur. 1956, historyk, pracuje w Collegium Civitas i ISP PAN. Do września 2006 r. członek Kolegium IPN. Autor m.in. książek: &#8221;O kształt Niepodległej&#8221; (1989), &#8221;Opozycja polityczna w PRL 1945-80&#8243; (1994), &#8221;Oaza na Kopernika: Klub Inteligencji Katolickiej 1956-1989&#8243; (1997), &#8221;Polska. Losy państwa i narodu 1939-89&#8243; (2003); &#8221;Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL&#8221; (2008)</p>
<p>Andrzej Friszke*</p>
<br /><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/categories/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /> <img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/tags/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/antykatoendek007.wordpress.com/3/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/antykatoendek007.wordpress.com/3/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=antykatoendek007.wordpress.com&amp;blog=3021523&amp;post=3&amp;subd=antykatoendek007&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://antykatoendek007.wordpress.com/2008/02/29/fear-gross-i-chlopcy-narodowcy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/74b4dafaf7b16958c7708381b5756670?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">antykatoendek007</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
